Lewkonia
Kiedy nie mogłam po prostu powiedzieć mu "Kocham cię", napisałam to opowiadanie i dałam mu do przeczytania.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Siedziały w knajpce przy ulicy Freta pod parasolem, Kasia piła piwo, ona czerwone wino, ocierając lekko kąciki ust po każdym łyku. Kasia śmiała się, że ona cierpi na coś w rodzaju nerwicy natręctw. Ona zgadzała się z tym, ale wcale jej to nie pomagało pozbyć się tego nawyku. Zawsze miała paranoję, że czerwone wino zostawi jej "wąsy". Oprócz tego zachłannie paliła papierosy. Kasia nie paliła, chwilami obserwowała kropelki powstałe w wyniku silnego zaparowania jej szklanki z porządnie schłodzonym browarem albo machinalnie rysowała na niej esy-floresy. Gadały, obściskiwały się, wzdychały, że z sąsiedniego stolika dolatuje do nich aromat pałaszowanych przez dwóch gadających po angielsku facetów w gajerach potraw, a one nie mogą zamówić sobie tego samego. Kasia dlatego, że ostatnio się odchudzała, ona - gdyż wolała nie jeść przy piciu alkoholu. W odróżnieniu od większości osób lepiej znosiła przyjmowanie procentów na pusty żołądek niż na pełny. Mieszanka: obfity posiłek plus alkohol niemal zawsze kończyła się u niej mdłościami i gigantycznym kacem. Na samym brzegu stołu, tym od strony ulicy, stał flakon z liliową lewkonią, którą ona dziś kupiła Kasi, zamiast tradycyjnej czerwonej róży. Mimo że bardzo cieszyła się ze spotkania z Kasią i świetnie się jej z nią gadało, jak zwykle zresztą, czuła pewien niepokój. On też był gdzieś na mieście. Wiedziała nawet, gdzie. Zobaczyła go dziś przez moment pod Le Madame. A właściwie pod tym, co z niego zostało. Od zamknięcia tego klubu co i rusz odbywały się pod nim rozmaite happeningi i inne imprezy. Tak było i dziś. Występowali jacyś dziwni tancerze ubrani w reklamówki. On był wśród widzów. I tam go zobaczyła. Wiedziała, że nie będzie z nim mogła nawet pogadać dłużej niż przez kilka minut. I nie spodziewała się niczego więcej. Gdyby nie zadzwonił później, w ogóle by teraz nie myślała, żeby się jakoś z nim spotkać. I zupełnie nie oczekiwała, że do niej zadzwoni. Ale zadzwonił. Spytał, gdzie jest, dlaczego tak szybko stamtąd uciekła. Powiedział, że on ze swoją paczką jest na juwenaliach. Żeby przyszły. Ona też powiedziała, gdzie jest. I że się zastanowi. Ale nie chciała pójść. Bała się, że to będzie wyglądało, jakby za nimi chodziła. Albo że się zdradzą ze swoim uczuciem. "Nie pójdę - myślała - ale w końcu on też wie, gdzie jestem. Może udałoby mu się jakoś urwać, żeby nie budzić podejrzeń i..."
...i to mogłoby być tak...
Siedzą w knajpce przy ulicy Freta pod parasolem, Kasia pije piwo, ona czerwone wino, ocierając lekko kąciki ust po każdym łyku. Gadają, obściskują się, przy czym Kasia jak zwykle trochę prostestuje, faceci przy sąsiednim stoliku na szczęście skonsumowali wreszcie swoje dania, więc Kasi i jej nie prześladuje już aromat smażonego mięsa, duszonych warzyw i korzennych przypraw. Ona zapala gdzieś dziesiątego od godziny siódmej wieczorem papierosa, Kasia obserwuje kropelki na swojej szklance z piwem. Dwie z nich powoli spływają ukośnie, jakby dążąc do siebie. Ale niemrawo im to idzie, zatrzymują się. Kasia wyciąga palec, pomaga im się połączyć, jednak gdy tylko one tworzą jedną większą kroplę, błyskawicznie spływają w dół szklanki i rozmazują się na zetknięciu jej dna z lakierowanym drewnem stołu. Kasia traci zainteresowanie nimi i przytula się do przyjaciółki. On jedzie powoli ulicą Freta, zagląda pod każdy parasol. Ludzi jest dużo, zastanawia się, czy nie zadzwonić do niej, nie zapytać, gdzie dokładnie jest. Nie chce mu się, bo musiałby w tym celu się zatrzymać. Ale z drugiej strony przecież one nawet nie muszą ciągle tu siedzieć. Mogły wypić po piwku i ulotnić się. Może nawet poszły na te chromolone juwenalia. Wścieka się na siebie, że nie zadzwonił wcześniej, bo może jeździ po tym bruku i obtłukuje się o siodełko kompletnie bez sensu. W chwili, kiedy decyduje się zatrzymać rower i poszukać komórki, dostrzega zaledwie kilka metrów przed sobą stolik, na którym stoi flakon z liliową lewkonią. Coś mu ona przypomina. No jasne - taką właśnie trzymała w ręce ta Kasia, jej przyjaciółka, gdy przyszły na moment pod Le Madame. Może więc to one siedzą przy tym stoliku. Podjeżdża bliżej. Twarzy nie widzi, bo laski siedzą odwrócone do niego tyłem. Obejmują się. Jest już prawie pewien, że to one. W tej chwili ona, jakby tknięta przeczuciem, spogląda centralnie na niego. - To ty! - wykrzykuje z niedowierzaniem. - Cześć, czy mogę się przysiąść? - pyta on tonem dziewiętnastowiecznego dżentelmena zaczepiającego damy siedzące pod parasolkami na ogrodowej ławce. - Jasne... jasne - odpowiada ona, ciągle zmieszana, ale i rozpromieniona. On zeskakuje więc z roweru, opiera go o ogrodzenie i idzie do nich. Całuje ją. Tam, pod Le Madame, nie mógł. Siada naprzeciwko niej, bo obok niej siedzi Kasia. Przechodzi akurat kelnerka, więc on zamawia piwo. Sięga do kieszeni, wyjmuje papierosy. Ona jest strasznie zmieszana, nie wie, co powiedzieć, co zrobić, uśmiecha się tylko bezwiednie i nawet po ciemku widać, jak się rumieni; gasi niedopalonego papierosa, sięga do pudełka po następnego, przypala go z niewłaściwej strony, chichocze nerwowo, gasi go, sięga po jeszcze kolejnego... Kasia obserwuje ich oboje i śmieje się otwarcie. W końcu ona pyta go, gdzie zgubił swoje towarzystwo. On coś odpowiada, czego ona absolutnie nie słucha, bo wystarczy jej, że ktoś coś mówi, ma więc chwilę na otrząśnięcie się. Kasia coś dowcipnie ripostuje i rozmowa we trójkę wreszcie zaczyna jakoś się kręcić. Kelnerka przynosi mu piwo, ona zamawia jeszcze jeden kieliszek wina, Kasia mówi, że na razie spauzuje z piciem. Po chwili wyjmuje z torebki telefon komórkowy, naciska jakieś klawisze, marszczy brwi i mówi: - Przepraszam was, ale dostałam SMS-a... chyba muszę wrócić do domu. Mój pies - zwraca się do niej - pamiętasz, mówiłam ci, że spadł dziś z kanapy i coś mu się w nogę stało. Okazuje się, że trzeba z nim jechać do weterynarza, cierpi bardzo, a Marcin nie może, bo nie ma z kim zostawić Michałka. Ona jest bardzo przejęta, jej mina i wydawane gardłowe dźwięki wyrażają współczucie oraz żal z powodu tak przerwanego wieczoru z przyjaciółką, choć domyśla się, że Kasia kłamie jak z nut, bo chce zostawić ją sam na sam z nim, a wie, że gdyby tak zrobiła bez podania ważnej odgórnej przyczyny, zatrzymywaliby ją, więc chce tego oszczędzić i sobie, i im. Zostawia jej kasę za swoje piwo, pakuje telefon do torebki, wyjmuje lewkonię z flakonu, strzepuje lekko krople wody z jej łodygi, jedna spada mu na spodnie, żegna się i odchodzi. Na odchodnym odwraca się jeszcze do niej i puszcza oko. Ona udaje lekkie zaskoczenie, potem uśmiecha się, jak osoba, która zorientowała się, że ktoś właśnie zrobił ją w konia. Patrzy na przyjaciółkę z udawanym wyrzutem. Ta macha jeszcze ręką i odchodzi. Ona zostaje z nim sama...
Ale tak nie było. Zamiast niego, przysiadł się do nich inny facet. Zaproponował im kupno płyty DVD z jakimś rzekomo wypasionym filmem, zwłaszcza dla tak pięknych pań, bo z Bradem Pittem. - Nas on nie kręci - odpowiedziały zgodnie, po czym ona dodała: - Jesteśmy osobami o odmiennej orientacji - i dla potwierdzenia tych słów objęła mocno Kasię i pocałowała ją w ucho. Facet jednak nie odczepił się, tylko rozsiadł na dobre i zamówił wino. Robił wszystko, by je sobą zainteresować, choć one ostentacyjnie obściskiwały się i całowały. Trudno było ocenić, którą chce wyrwać. Może obydwie naraz. A może żadnej. A może którąkolwiek, brunetki, blondynki, ja wszystkie was dziewczynki... Był typowym hochsztaplerem, do tego całkiem przystojnym; gdyby uwierzyły choć w jedno jego słowo, oszalałyby z podniecenia na samą myśl o tym, że taki facet wybrał sobie na ten wieczór właśnie je. Ale one śmiały się tylko, słuchając o jego wielkich wygranych w kasynach (rzecz jasna, usiłował zachęcić je, by z nim pojechały i postawiły na niego dwie stówy - "gwarantuję wygrany tysiąc!"), o znajomych hakerach, winach francuskich rocznik 1756 (rzekomo takie ostatnio pija) i o tym, że Kulczyk był wzruszony, gdy jemu mógł dłoń uścisnąć. Po tej ostatniej opowieści ona stoczyła się pod stolik w ataku niekontrolowanego śmiechu. - No dobra - zniechęcony facet, widząc, że to absolutnie nie jego target, spróbował zaatakować z innej beczki. - To powiedzcie w takim razie, co wy robicie. Pewnie harujecie po osiem godzin dziennie, odwalając jakąś głupią papierkową robotę w nudnych biurach, za pięćdziesiąt złotych dziennie. - Ja na przykład - powiedziała ona, wygrzebując się spod stołu i poprawiając zmierzwione włosy - gram w brydża. Na pieniądze. Bardzo dobrze. Potrafię zgarnąć pięć kółek jednej nocy. I tańczę przy rurze w klubie go-go. Takim bardzo ekskluzywnym. Dla polityków i biznesmenów. Człowieku - ciągnęła rozmarzonym głosem, łyknąwszy wina, otarłszy kąciki ust - wiesz, kto mnie dymał? - zapytała, zapominając na chwilę o swojej "odmiennej orientacji", po czym nachyliła się do niego i szeptem powiedziała kilka nazwisk. - Nie wierzysz? -roześmiała się, odsuwając się znów na swoje miejsce i patrząc na jego głupawą minę. - To dobrze. Wiesz, nie powinnam tego mówić... - mrugnęła okiem. - A ja - dodała Kasia, wydymając ze znudzeniem usta - leczę na kozetce takich jak ty... to znaczy, rzecz jasna, takich, którym się nie powiodło, bo tobie się powodzi - powiedziała tak nabożnie, że ona omal znów nie stoczyła się pod stół. - Jedna sesja sto pięćdziesiąt złotych. Gdyby noga ci się kiedyś powinęła i gdybyś
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil bosfor
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…