LICZBY
Główny bohater ma obsesję na tle lotto.Czy w końcu uda mu sie wygrać upragniony milion? A może skończy sie to dla niego tragicznie?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Skreślił „szóstkę” - sekwencję cyfr, którą przed chwilą widział oczami wyobraźni, a która pojawiła się w jego umyśle na ułamek sekundy, jako manifestacja przyszłych wydarzeń. - Tym razem muszę trafić – powiedział prawie na głos, mrucząc pod nosem.
Obejrzał się za siebie upewniając się, czy przypadkiem ktoś nie usłyszał jego słów. Chciał, żeby inni ludzie o nim, o Piotrze Mańkowskim mieli dobre zdanie. Przychodził do tego marketu prasowego od lat. Tutaj się wychował, chodził do szkoły kilometr dalej. W wielkim szarym budynku skończył podstawówkę i liceum. Tam dawno temu wołali na niego Maniek. Poprawiając kurtkę i kołnierz koszuli, stał jak słup soli, co dla osób postronnych wydawało się żałosne i dziwne. Nie zdawał sobie z tego sprawy. - Dziś trafię i wygram. To jest mój dzień - powtarzał to ciągle: magiczne słowa wyuczone na pamięć, wymawiane w myślach w odpowiedniej kolejności, z akcentem na samogłoski, jak gusła i czary. Wierzył w zaklęcia, które powinny przynieść szczęście. Liczby kołatały mu się w głowie od rana do wieczora. Rządziły jego umysłem, przepełniały jego głowę, stanowiły część jego życia. W zasadzie wszystko podporządkowywał tworzeniu, wymyślaniu, przewidywaniu i prognozowaniu wyników gier liczbowych i hazardowych. Próbował wszystkiego: Bingo, Los Milionos, Keno, Multi Multi, Joker, Expres Lotek, Mini Lotto. Grał w Jednorękiego Bandytę, a także próbował sił w ruletce. Cel: wytypować i trafić upragniony milion. Do wygrania dziś miał trójkę z sześcioma zerami. Niezły wynik. Czuł, że wytypuje upragnionych sześć liczb. Taka sumka urządzi go do końca życia: kupi wielki dom z garażem, z kominkiem i salą bilardową i nowe volvo XC60. Zamówi wycieczkę dookoła świata. Część kasy wsadzi na konto bankowe i do końca swoich dni będzie żył z procentów, pławiąc się w luksusie, nie pracując i otaczając się pięknymi kobietami, z którymi będzie się bawił i kochał. Nie będzie się martwił o to, czy starczy mu do pierwszego, czy opłaci rachunki za wodę, prąd i telefon komórkowy, czy szef przedłuży mu umowę o kolejne kilka miesięcy. Nie będzie musiał ciężko harować w „Biedronce”, układając towary na półkach sklepowych, sprzątając magazyn, siedząc za kasą, zastępując Zosię. Zamknął na chwile oczy, tak jakby chciał zaczarować liczby. W myślach wypowiedział tajemną formułę sobie tylko zrozumiałą. Powtarzał po kolei zakreślone cyfry. Starał się wyobrazić sobie znaki, jako małe białe kulki wirujące w szklanym bębnie, a następnie wpadające po kolei do specjalnych szklanych nisz i kobiecy głos czytający, mówiący po kolei jego, tylko jego liczby. Upewnił się jeszcze raz, wszystko zgadzało się z jego proroctwem. Pokiwał twierdząco głową. Ta wizja przyszłości sprawdzi się dziś wieczorem o dwudziestej drugiej piętnaście. Był pewny w stu procentach. Wiedział, że jest to jego szczęśliwy dzień. Oddał małą karteczkę z kwadracikami, na której ołówkiem wykreślił sześć pionowych małych kresek. Ekspedientka wrzuciła świstek do maszyny. Lottomat złowrogo zaszumiał i zawarczał. Po chwili wypluł nie jeden, a dwa bilony - drugi, jako potwierdzenie zawarcia umowy, wzięcia udziału w dzisiejszym losowaniu. Ten cały rytuał powtarzał trzy razy w tygodniu od ośmiu lat, wytrwale, mozolnie z nadzieją, że w końcu wygra, trafi, zdobędzie wygraną i odmieni swój parszywy los. Prowadził specjalny zeszyt, gdzie zapisywał wyniki losowań i typowania. Sporządzał wykresy mające przybliżyć go do wygranej. Wiedział, jest już bliski trafienia tej jednej jedynej, upragnionej „Szóstki” i to stanie się właśnie dziś. - Muszę wygrać, trafić! – powtarzał bez końca, z uporem maniaka, ryjąc te słowa w swojej małej mózgownicy. Frazy wymawiał jak mantrę. Hipnotyzował i programował własną podświadomość. Nauczył się tych technik czytając e-booka „ Cudowna podświadomość. Klucz do sukcesu”, kupioną kiedyś na aukcji internetowej. – W końcu uda mi się, wiem o tym. Muszę wygrać. Grać. Odgadnąć, grać… Powtarzał, nieświadomy tego co dzieje się wokół. Dotarł do wejścia swojego bloku, nie zwracając uwagi, kogo mija, nie mówiąc nikomu „dzień dobry”, ponieważ nic prócz liczb nie istniało. niego. Wszedł na schody. Ociężale doczłapał na trzecie piętro. Otworzył drzwi. Wczołgał się do środka, zdjął buty, zrzucił kurtkę na stół w pokoju, gdzie leżała jego ulubiona pozycja książkowa „ Miliarderzy, kariery najbogatszych ludzi świata” i od razu usiadł przy komputerze. Otworzył specjalną tabelę, którą stworzył dwa lata temu na potrzeby lotto: statystykę wyników. W ten sposób starał się przewidywać wygraną, szukać podobieństw, powtarzalności liczb, cyfr pojawiających się parami, trójkami, w dni parzyste i nieparzyste. Jednak ostatnio skłaniał się ku przewidywaniu wyników przy pomocy programowania podświadomości. Specjalne techniki relaksacyjne pozwalały wejrzeć w przyszłość, rozedrzeć zasłonę czterowymiarowego kontinuom, stworzyć szczelinę, przez którą mógłby się wślizgnąć do innego świata. Widząc nadchodzące losowanie, miał szansę przewidzieć liczby. Stosował do tego specjalne ćwiczenia oddechowo – relaksacyjne. Wierzył w to wszystko.
Zawsze rano o ósmej w dniu, kiedy miało się odbyć losowanie, a jeśli danego dnia miał iść do pracy wcześnie na szóstą, budził się przed piątą, wstawał, robił kilka skłonów, pompek, siadał po turecku na dywanie na środku pokoju i po chwili przenosił się w inny wymiar, w przyszłość. Starał się dojrzeć nie znaki, a samo losowanie na srebrnym ekranie, a na nim wychwycić białe kuleczki z wytłoczonymi cyferkami, usłyszeć głos dochodzący z głośników, czytający wynik. Rezultaty dalekie okazały się od oczekiwań. Nie zrażał się tym. Jeśli udało mu się coś ujrzeć, to tylko dwie, a może trzy cyfry, które się sprawdzały. Raz trafił w ten sposób czwórkę. Prawie się upił. Zwróciło mu się za czternaście gier pod rząd. Jednak prócz liczb czasem widział coś jeszcze: ludzi, znajome twarze, zdarzenia, wypadki i cienie jakiś istot. Nie zwracał na to uwagi, nie chciał. W takich chwilach do jego świadomości zakradał się strach. Teraz jednak analizował liczby starą matematyczną metodą – dodawał, mnożył, dzielił. Zajęło mu to trzy godziny. Później dopiero znalazł czas na obiad, kawę i jedno małe piwo. Na więcej złocistego płynu nie mógł sobie pozwolić, to mogłoby zakłócić jego jutrzejszą medytację. Cieszył się z takiego dnia. Przed sobą miał kwietniowe słoneczne popołudnie. Dużo czasu na przemyślenia. Na poprawienie technik prognozowania liczb. O godzinie dziewiętnastej wiadomości w TV, sprawdzenie, co słychać w onet.pl i wp.pl. – wszystko planował, żadna minuta nie mogła się zmarnować. Te czynności powtarzał każdego dnia. Nie mogło tam znaleźć się miejsce na życie towarzyskie, na kupli, kobiety, hobby. Na to będzie miał czas już niedługo, kiedy wygra.
Siedząc naprzeciw telewizora nerwowo zerkał na małą kartkę z liczbami. Oczami wyobraźni widział już i słyszał głos spikera recytującego cyfry - jego liczby, które wykreślił dziś w południe. Zaciskał kurczowo pięści. Ciężko przełykał ślinę. Wskazówki zegara wiszącego na ścianie nad wielkim czterdziestocalowym telewizorem, notabene najdroższym gadżecie, jaki udało mu się kupić, i którego jeszcze nie spłacił, ustawiły się na dwudziestej drugiej piętnaście. Podniecenie rosło. Rozpoczęło się upragnione losowanie lotto - najlepszy program telewizyjny, jaki lubił oglądać. Na srebrnym ekranie wirowały małe białe kulki z wytłoczonymi czarnymi cyferkami; takie same, jakie widział kilka godzin wcześniej w swojej wizji. Po chwili ukazał się wynik: sześć cyfr dających szczęście, pozwalających zrealizować marzenia, ale tylko nielicznym. Znajomy kobiecy głos prezenterki telewizyjnej przeczytał wynik losowania. Ktoś stał się szczęśliwcem. Kogoś konto bankowe wzbogaci się o kilka milionów. Jeszcze raz na wpół przytomny sprawdził wynik. Nic nie trafił. Kolejny dzień w plecy, następny tydzień zmarnowany. Ze złości rzucił kartkę za fotel, na którym siedział. Poczuł irytację. Miał ochotę cisnąć czymś w odbiornik telewizyjny, a nawet zdemolować mieszkanie. Powstrzymał się w ostatniej chwili. Zaczęła ogarniać go apatia. Na nic nie miał ochoty. Los zadrwił z niego chichocząc w jego czterech ścianach. Wstał i wyszedł. Za plecami usłyszał jeszcze tylko słowa dobiegające z głośników. - Żeby wygrać, trzeba grać. – Kurwa, mam dość –wyrzucił z siebie, a emocje szybko powróciły. - Do końca swoich dni zostanę biedakiem. Pieprzyć taki los. Przez resztę życia będę zarabiał tysiąc złotych i skończę pod sklepem, pijąc tanie wina - łzy ciekły mu po policzkach. To wszystko nie miało najmniejszego sensu - rozmyślał. - Po co grać. Przecież nie odgadnę tych sześciu jebanych liczb, nigdy. Nie zrealizuję swojego marzenia. Będę żył jak moi rodzice, jak mój ojciec, który pracując w fabryce na taśmie produkcyjnej marzył o lepszym świecie, czekając na emeryturę pewnego dnia uległ wypadkowi na nocnej zmianie. Dwa lata później zmarł tylko, dlatego, że nie stać nas było na leki i drogą protezę.
Co tak naprawdę osiągnął, jako dwudziestoośmiolatek? Fakt, miał dwupokojowe umeblowane mieszkanie, które zostawiła mu matka, umierając na nowotwór sześć lat temu. Nie skończył żadnych studiów, chociaż próbował dwukrotnie. Nie miał dziewczyny, przyjaciółki, kobiety. Największa jego miłość pięć lat temu uciekła spod ołtarza. Koledzy i przyjaciele dawno temu odeszli, zakładając rodziny. Niektórzy robili kariery lub wyjeżdżając za granicę realizowali swoje marzenia o lepszym świecie. Inni pracowali i studiowali równocześnie, idąc przez życie jak drogowe walce, w których operatorzy ciągle wciskają gaz. Nie odważył się na żaden z tych kroków. Nie potrafił stawić czoła przeznaczeniu. Nie stać go było na wyrzeczenia, na stawianie sobie zadań, podnoszenie poprzeczki. Wolał czekać. Wierzył, że grając w lotto w końcu któregoś dnia wytypuje trafnie wynik losowania. Czuł, że to właśnie jemu pisane jest wygrać, uważał się za wybrańca, aż do dnia dzisiejszego. Teraz poczuł, że w to wszystko, w co pokładał nadzieję, w co wierzył tak bardzo, prysnęło jak bańka mydlana, okazało się ułudą, fantazją młodego naiwnego człowieka zwiedzionego przez sztuczną telewizyjną rzeczywistość, który tracił swoją młodość na bieganiu do kiosku, skreślając te swoje liczby. Nie miał ochoty oglądać telewizji. Zmęczony, zniechęcony doczołgał się do biurka stojącego w rogu pokoju. Odpalił komputer i zalogował się na ulubionej witrynie. Przeglądał codzienną prasą. Wszystkie nagłówki nudziły go, wydawały się nieme, szare i beznadziejne. W końcu otworzył pocztę z nadzieją, że znajdzie tam coś ciekawego – jakąś atrakcyjną ofertę pracy. Poczuł wielką ochotę zmiany. Po raz pierwszy od wielu lat miał chęć zapanować nad swoim losem: odmienić swoje przeznaczenie, wziąć się w garść i ruszyć do przodu.
Czuł, że potrafi to zrobić. Czytał wiadomości w oknie skrzynki mailowej. Miał nadzieję, że coś go ucieszy lub w jakiś sposób zainteresuje. Jednak wszystkie listy, jakie otworzył nie miały sensu, – jak, co dzień okazały się tylko reklamami, zaproszeniami do kupna jakiegoś produktu lub usługi. Dwie wiadomości przedstawiały oferty pracy z automatycznie generującej się strony. Otworzył jedną z nich. Propozycje przedstawiały stanowiska magazynierów i sprzedawców w centrach handlowych - już to przerabiał. Miał ochotę zwymiotować. Chyba nigdy nie dostanie ciekawej, atrakcyjnej propozycji pracy, a przecież wysłał tak wiele maili z CV. Zirytowany kasował wiadomość jedną po drugiej. W końcu instynktownie zatrzymał się na ostatniej.
Ten tekst nie posiadał wyraźnego tytułu, jedynie skrót utworzony z dużych liter: TDS. Korespondencja nie zawierała adresu zwrotnego. Kto ją wysłał? Zdziwiło go to. Zdał sobie sprawę, że nie jest to możliwe, żeby wiadomość nie posiadała adresu. Widocznie system coś przeoczył. Wkradł się jakiś błąd.
Otworzył list. Żadnego pozdrowienia, tekstu, zdania, pojedynczych słów. Tylko małe liczby w górnym lewym rogu. Przeliczył je: sześć arabskich znaków przedzielonych przecinkami. Zastanowił się prze sekundę - co mogły oznaczać?
Tylko jedno przychodziło mu do głowy. Jak bardzo prosiło się, żeby wykreślić właśnie ten ciąg znaków i wysłać. Przyjrzał się im jeszcze raz: 22, 16, 03, 10, 20, 11.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Czarek100
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…