List #3
...i o innych skomplikowanych - "słodko naiwne"
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
I co mam teraz powiedzieć? Co zrobić? Dlaczego on mnie tak zostawił? Dlaczego nie pozwolił być przy sobie? Do głowy cisnęło mi się mnóstwo pytań. Naprzeciw mnie siedział jego brat. Miał smutne oczy, był zmęczony po podróży. Zaproponowałam mu, żeby coś zjadł. - Przygotuję ci. Obiad już zjedliśmy, ale mogę ci zrobić, chociaż jajecznicę. Na pewno jesteś głodny. Poczekaj tutaj. Zostawiłam go samego w altanie, a sama poszłam na górę przygotować jedzenie. Gdy kroiłam cebulę, łzy lały mi się z oczu. Wreszcie mama zapytała Co ty tak płaczesz nad tą cebulą? Wykrzyknęłam, że Rafał nie żyje i przytuliłam się do niej. Długo tak staliśmy, wtulona w jej ramiona wykrzykiwałam fragmenty listu, jaki mi Rafał napisał. - I wiesz, o co mnie poprosił? Żebym już nie płakała? Jak mam nie płakać? Wreszcie się uspokoiłam. Mama poradziła mi, żebym pojechała z bratem Rafała, żebym poszła na grób i pożegnała się z nim. Powiedziała, że czas leczy rany, a Rafałowi jest teraz lepiej, tam w niebie. Mama dokończyła jajecznicę, a ja poszłam się pakować. Zaniosłam jedzenie Arturowi. - Chciałbym pojechać z tobą. Skąd jesteście? - Z Poznania. - Pewnie chciałbyś odpocząć. Pójdę się spakować. Mogę jechać z tobą? - Rafał tego chciał, więc oczywiście, że tak. Pojechaliśmy. Przez większość drogi panowała cisza. Starałam się nie myśleć. Patrzyłam przez okno na pola i lasy, które mijaliśmy. Przez konary drzew dojrzałam jezioro. Poprosiłam Artura, żeby gdzieś zjechał, jeśli jest możliwość. Usiedliśmy nad jeziorem i obserwowaliśmy zachodzące słońce. Odbijało się w wodzie, delikatnie dotykając koron drzew z drugiej strony jeziora. Po raz pierwszy od miesiąca poczułam, że na mojej twarzy pojawia się prawdziwy uśmiech. Teraz jestem spokojna. Wiem, co się dzieje z Rafałem. A raczej, co się z nim stało. Nie muszę już wymyślać niestworzonych historii, by uspokoić samą siebie. Nie muszę się zamartwiać. Nie muszę okłamywać bliskich osób, że wszystko jest w porządku. Wreszcie mogę odetchnąć. Wzięłam głęboki oddech, by całą sobą poczuć zapach lasu, który nas otaczał. Spojrzałam na Artura i zaczęłam się śmiać. Głośno i jak jakaś opętana. Nie mogłam się uspokoić. Artur popatrzył na mnie, po czym sam zaczął się śmiać. - A tak właściwie to, z czego się śmiejemy? - Najpierw chciałam sobie przypomnieć jak to jest się śmiać, a teraz śmieszy mnie to, że Rafał nie żyje, a ja siedzę z jego bratem nad jeziorem i po prostu się śmieję. Czyż to nie jest śmieszne? Przestał się śmiać. Nie! Wstał i poszedł do samochodu. - Przepraszam, ale po raz pierwszy od miesiąca jestem spokojna. I właśnie uświadomiłam sobie, że bardzo mi brakowało śmiechu. A przez tą całą sytuację, od miesiąca się nie śmiałam. - Ja też się nie śmiałem. A gdy wreszcie to zrobiłem, ty mi mówisz, że śmiejemy się ze śmierci Rafała!? Oszalałaś! - Teraz też się śmiejesz. - No, bo od dłuższego czasu się nie śmiałem. Też zapomniałem jak to jest. Rafał mówił, że jesteś szalona i nieprzewidywalna. Ale nie spodziewałem się, że będę się śmiać z takiego powodu. Jakoś dziwnie się czuję. - Rafał lubił się śmiać. Pojechaliśmy dalej. Teraz już nie panowała cisza. Co jakiś czas spoglądaliśmy na siebie i śmialiśmy się. Włączyliśmy radio i śpiewaliśmy piosenki, udając różne śmieszne głosy. Czułam się jakbym tym śmiechem się upiła. Wspaniałe uczucie. Wreszcie dojechaliśmy. Było już późno. Mimo to w jego domu światło się świeciło. Mama czekała na nas. Mieliśmy być w domu jakieś 2 godziny wcześniej, więc martwiła się o nas. Nie najlepsze pierwsze wrażenie. W końcu to ja wymyśliłam, żeby zatrzymać się nad jeziorem. Artur nas trochę wytłumaczył, powiedział, że jesteśmy zmęczeni podróżą i że chcemy iść spać. Obudziłam się w nocy. W czasie poszukiwań toalety natrafiłam na pokój Rafała. Weszłam do środka, chociaż czułam, że to nie jest najlepszy pomysł. Łóżko było pościelone. Wzięłam do rąk jego poduszkę i mocno przytuliłam do twarzy. Nie była prana. Od razu poczułam zapach Rafała. Rozejrzałam się po pokoju. Nad łóżkiem wisiał krzyż i obrazek- Pamiątka Pierwszej Komunii Świętej. Ściany były w kolorze jasno brązowym. Jego ulubiony. Miał dużo koszulek w tym kolorze. Naprzeciw łóżka wisiała tablica korkowa, zapełniona różnymi zdjęciami. Każde było podpisane. Na samym środku wisiało nasze zdjęcie. Byliśmy przytuleni do siebie na tle jeziora Chechła. Obróciłam się by odłożyć poduszkę na miejsce i zobaczyłam swoje zdjęcie w ramce na szafce nocnej. Wzięłam je do rąk. Zza pleców usłyszałam głos Artura. - Cały czas o tobie myślał. Godzinami potrafił wpatrywać się w to zdjęcie. - Zrobił mi je w Ogrodzie Botanicznym pierwszego dnia, gdy się poznaliśmy. Artur objął mnie i poprosił, żebym jednak poszła spać, bo rano zaraz po śniadaniu pojedziemy na cmentarz. Przed wejściem na cmentarz kupiłam długą czerwoną różę, podobną do tej, którą dał mi Rafał pierwszego dnia. Artur zaprowadził mnie na grób brata. Miał bardzo dużo wieńców. - Miał tu dużo przyjaciół, którzy byli przy nim do końca. Zostawię cię samą. Usiadłam na ławeczce, która była obok grobu. Patrząc raz na róże, którą trzymałam w dłoniach, raz na szarfy, na których były napisy: Żegna rodzina, Żegnają przyjaciele, zaczęłam mówić, do siebie, do niego.
Miałeś rację. Twój brat jest wspaniałym człowiekiem. Twoja mama chyba mnie nie polubiła. Ma chyba żal do mnie. Gdybyś mi powiedział, że jesteś chory, nie męczyłabym cię tak. Te wszystkie wycieczki rowerowe, baseny, wyjazdy. Ciężki miesiąc miałeś przy mnie. Jak tylko pomyślę o twojej uśmiechniętej twarzy, chce mi się płakać. Ale spokojnie, obiecałam już sobie, że płakać nie będę. Tęsknie za tobą. Dlaczego chciałeś, żebym tutaj przyjechała? Mam rozweselić twoją rodzinę? Z twoimi rodzicami nie będzie tak łatwo jak z bratem. Czemu się dziwić, stracili syna. Nie wiem Rafał czy mam tyle siły.
Położyłam róże na grobie i obiecałam, że jeszcze tu przyjdę, że będę mu opowiadać, co się zmienia w moim życiu, i czy udało mi się wnieść trochę uśmiechu w życie innych ludzi. W samochodzie moje myślenie przerwał fakt, iż przejechaliśmy dom Artura. - Gdzie jedziemy? - Pokazałaś Rafałowi Zabrze. Ja obiecałem mu, że pokażę ci Poznań. Pewnie na rynku już byłaś, ale całego miasta na pewno nie znasz. No i pojechaliśmy. Byliśmy na Starym Mieście. Zwiedziliśmy Ratusz i Park Chopina z niesamowitym widokiem na Stare Miasto. Później pojechaliśmy do Starego ZOO. Niesamowity dzień. Artur różni się od Rafała. Nie przejmował się wieloma rzeczami. Nawet, jeśli gdzieś nie można było wejść, on i tak tam wchodził. Ciągle mnie zaczepiał i żartował z mijających nas ludzi. Rozkręcił się. Wymienialiśmy się złośliwymi, ale zabawnymi uwagami i przy tym śmialiśmy się i dobrze bawiliśmy. W domu czekała na nas kolacja. Przyszedł czas na chwilę ciszy i powagi. Wreszcie poznałam tatę od Rafała i jego dużo młodszą siostrę. Zapytała się mnie czy to ja jestem tą dziewczyną, która miała nam przywieść uśmiech. Zaskoczyła mnie tym pytaniem. Miała 5 lat, a Rafał nie potrafił jej wytłumaczyć, dlaczego jego rodzina ma mnie poznać dopiero po jego śmierci. Więc powiedział jej, że ja przywiozę im uśmiech. Ojciec przerwał krótką ciszę pytaniem jak nam minął dzień. Zaczęłam opowiadać gdzie byliśmy i co widziałam. Nawiązała się między nami rozmowa. Siostrze Rafała, Ani, opowiadałam, co robiły zwierzęta w ZOO. Później Artur zaczął opowiadać o dziwnej pani, która obsługiwała nas w kasie i o tym jak przeskoczył przez płot w jednej części parku, żeby otworzyć go z drugiej strony. Weszliśmy tam bez pozwolenia, ale na szczęście nikt nas nie złapał. Ojciec Artura zaczął go tłumaczyć, że ten zawsze był szalony i nieprzewidywalny. Ale nie mieliśmy z nimi problemów. To był miły wieczór. Tylko matka nie odzywała się prawie w ogóle. Lekko się uśmiechała, ale tylko na chwilkę, by zaraz potem wrócić do swojej poważnej twarzy. Jestem dla niej obca. W dodatku na miesiąc ukradłam jej syna i oddałam w nie najlepszym stanie. Z jej punktu widzenia faktycznie nie wygląda moja sytuacja najlepiej. Mam nadzieje, że zechce mnie bliżej poznać i zrozumie, co czułam do Rafała. Czy czuję coś do niego teraz? Przecież już go tutaj nie ma. Kocham myśleć o nim. Kocham go wspominać. Kocham jego obraz w mojej głowie. Obraz, kiedy siedzi na ławce w Ogrodzie Botanicznym,
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil prmdk87
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…