Wróć do katalogu

List do...

Fabiana i Mikołaj są pozornie szczęśliwą parą. Ale czy na pewno?

julit Corrs, opublikowano , 57 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Wyszłam ze szkoły szybkim krokiem. Nie chciałam żeby ktoś zobaczył mnie w tym stanie. Dlaczego mnie już to wszystko nie dziwi? Przecież tak bardzo o niego walczyłam. Nigdy nie byłam taka szczęśliwa jak z Mikołajem, a on wszystko teraz niszczy. Teraz, gdy wszystko to, co było tak wspaniałe złudzeniem się okazuje, wspominam ten dzień. Pamiętam dokładnie ten dzień. Był to zwykły poranek, słońce po raz ostatni ogrzewało mi moje złociste niczym liście dłonie. Wtedy po raz pierwszy zobaczyłam Mikołaja. Chłopak usiadł wtedy obok mnie w parku. Mikołaj jest zwykłym chłopakiem, którego z pewnością bym nie pamiętała gdyby nie coś, co przykuwało moją uwagę, a były jego piękne smutne oczy. Następnego dnia przyszedł do mojego brata Alexa, chyba wtedy się w nim zakochałam. Z pozoru to nie była łatwa miłość. Początkowo chłopak mnie nie zauważał, a nasze przypadkowe spotkania zawsze zaczynały się i kończyły w stylu „cześć Fabiana”. Każde moje spotkanie z Mikołajem okropnie przezywałam, ożywiałam się na jego widok, a na dźwięk jego imienia szukałam go wzrokiem. Próbowałam ukryć moje uczucia, szczególnie wtedy, gdy zobaczyłam ich razem. Mikołaj i Beata pozornie tworzyli idealną parę. Po pewnym czasie krótkie rozmowy z Mikołajem zmieniły się w długie rozmowy do późna. Byłam taka szczęśliwa, kiedy zerwał z Beatą i po raz pierwszy powiedział mi magiczne słowo „kocham.” A kiedy dzisiaj ich zobaczyłam, szczerze wątpię w to czy Mikołaj z nią zerwał. Przez dłuższą chwilę wałęsałam się bez celu marząc tylko o tym by wypłakać się w poduszkę. Nagle przypomniałam sobie, że zaraz po szkole miałam wyprowadzić mojego psa Borysa. Wbiegłam do domu niczym letnia burza. Alex i Borys czekali na mnie od dłuższego czasu w kuchni. - Sorki Alex – powiedziałam lekko zdyszana Zaczęłam nerwowo szukać smyczy Borysa, gdy nagle Alex złapał mnie za rękę - co się stało? Trudno było mi ukryć łzy, przed moim bratem. Oboje dobrze się znamy i wspieramy się wzajemnie. Jak łatwo się domyślić oboje wszy szliśmy na spacer z Borysem. Mijając ławkę, na której poznałam Mikołaja, zatrzymałam się i wpatrywał się w puste miejsce. Postanowiłam opowiedzieć o wszystkim Alexowi. - Może oni tylko rozmawiali? - Nie, on po prostu coś do niej czuje - Przesadzasz! - Ja to czuję. Kiedy szuka wzrokiem mnie tak naprawdę szuka ją. A gdy mnie całuje jego usta wołają B-E-A-T-A. - Mogę z nim o tym porozmawiać? - Nie! - Zrobię jak ze chcesz, ale nie chcę by krzywdził moją siostrę. Rozmowa z Alexem dużo mi dała. Postanowiłam dać trochę czasu Mikołajowi i nie spotykać się z nim w czasie wakacji. Nie chcę tego robić. Wiem, że mogę go tym sposobem stracić. Beata jest ode mnie lepsza prawie we wszystkim. Wolę jednak strać miłość mojego życia niż ciągle się oszukiwać i żyć w kłamstwie. Następnego dnia prubowałam ukryć to, co poprzedniego dnia nie udało mi się ukryć. Mikołaja spotkałam dopiero na stołówce. Chłopak wszedł do sali wraz z grupką przyjaciół, wśród nich znajdowała się również Beata. Dziewczyna trzymała go za rękę, a ten zobaczywszy mnie wyrwał się z jej rąk i usiadł obok mnie. - Nie mogę uwierzyć, że już niczego nie muszę zaliczać, nie licząc chemii. - To wspaniale, ja jeszcze mam do zaliczenia jeden test z matematyki. - Może Ci pomóc? - Dzięki, ale Alex wczoraj mi pomógł i już wszystko rozumiem. - Czyli wieczór masz wolny? - Tak, chyba tak... - Bo wiesz Beata robi mała imprezę w gronie przyjaciół, może się wybierzemy? W gronie przyjaciół? Czy ja jestem przyjaciółką Beaty? Nie sądzę. Nie chcę tam iść. - A twoja chemia? - Daj spokój Fab! To tylko jeden przedmiot. To, co pójdziemy? - Może innym razem. Chciałabym powtórzyć jeszcze tą matematykę. - Jak chcesz, ja pójdę. Mikołaj pocałował mnie w policzek i odszedł. Zależy mi na tym by zdać tą matematykę, bo wtedy będę miała świadectwo z paskiem, więc wolę nie ryzykować i do uczyć się. Wróciłam do domu zmartwiona. Dom świecił pustką, co bardziej mnie zdołowało. Zwykle dom przecież jest pełny. Miałam powtórzyć matematykę, ale tego nie zrobiłam. Leżałam na łóżku gapiąc się w sufit i słuchając piosenki Flinty: „Żałuję, że Cię znałam… Żałuję, że kochałam…” Czy ja żałuję, ze nie poszłam na tą imprezę? Czy żałuję, ze kocham Mikołaja? Podczas kolacji powiedziałam mamie, ze chciałaby gdzieś wyjechać na wakacje. Nie ważne gdzie, tylko, aby było daleko. Daleko od Mikołaja. Chodź przez chwilę chciałaby się znaleźć w miejscu gdzie nie dobiją mnie wspomnienia mówiące, że to koniec. - Niestety nie mamy teraz pieniędzy, które możemy przeznaczyć na twoje wakacje. Dlaczego tego nie przewidziałam? Odpowiedź mamy przecież była taka prosta. Po, mimo, że nie powtórzyłam materiału z matematyki, zdałam test! Teraz mam na 100% świadectwo z paskiem! Chciałam od razu powiedzieć o tym Mikołajowi. Już za tydzień będą wakacje! No właśnie wakacje i rozstanie z Mikołajem. Czuję, że powinnam mu jak najszybciej powiedzieć o moich planach, ale nie wiem jak zareaguję na mój pomysł. Na pewno nie będzie zadowolony tym wszystkim. Niestety na przerwach nie widzałam mojego ukochanego, jaki i jego przyjaciół. Tuż przed wyjściem do domu, zaczepiła mnie chemiczka, która uczy także i Mikołaja. - Fabiano nie wiesz, co dzieje się z Mikołajem? - Nie - Nie przyszedł na zaliczenie. Cóż dostanie mocną trójkę. - A mogłaby pani jeszcze poczekać? Mikołajowi bardzo zależało na tej czwórce. - Wykluczane…Fabiano, wiesz jak lubię Mikołaja, ale nie mogę pozwolić by zdawał w innym terminie. Biedny Mikołaj nie wiem, co go zatrzymało. Może coś się wydarzyło na tej imprezie? I na dodatek ojciec zrobi mu awanturę o oceny. Miki okłamał go mówiąc, że ma pewną czwórkę z chemii. Dzisiaj miałam więcej czasu na przyjście do domu, więc wybrałam tą duszą drogę prowadzącą przez osiedle domków, w których mieszkają m.in. Mikołaj i Beata. Tak naprawdę chciała się upewnić czy Mikołaj jest zdrów i czy nie jest z nią. Ale najbardziej obawiałam się tego, ze jest z Beata. Osiedle te znajduje się w bardzo bezpiecznej okolicy, więc zdziwił mnie widok grupki ludzi przewracających kosze na śmieci i ławki. Na pewno mieli w sobie kilka promili, więc chciałam jak najszybciej przejść obok nich. Mijając tą grupkę mimowolnie spojrzałam w ich stronę. Nie mogę uwierzyć w to, że tam jest mój Mikołaj z Beatą! Nie poznaję go. Nigdy się tak nie zachowywał. Widać było, że z Beatą jest mu lepiej. Nie rozumiem, więc dlaczego z nią zerwał? Chłopak mnie nie zauważył, ale jeśli by mnie zauważył to z pewnością bym udała, że go nie znam. Nie znam go. Tak naprawdę kocham innego Mikołaja, a tego nie potrafię zaakceptować. Już wiem, że to koniec, nie ma, czego ratować. Beata nigdy nie ukrywała, że go nadal kocha. Każdy jej gest, spojrzenie wyjawiał tą tajemnicę. Otarłam łzę i uciekłam do domu. Nie powiedziałam nikomu o tym wydarzeniu, którym byłam świadkiem. Mikołaja nie wdziałam od tego zdarzenia, które miało miejsce kilka dni temu. Słyszałam od Beaty, ze jest chory i chciałaby mnie zobaczyć. Oczywiście nie poszłam do niego, bo z pewnością źle by się to skończyło. Nie chcę nikogo ranić chcę tylko, by Mikołaj wybrał, z kim chciałby być. Gdy wróciłam ze szkoły w domu czekała na mnie Mikołaj. Nie wyglądał na chorego jak mówiła Beata wręcz przeciwnie był pełen energii. Ciekawa, po co przyszedł? Jego piękne oczy były takie smutne, nie zrozumiałe. Trudno, więc było mi potrzymać łzy, ale udało się! Nie rozpłakałam się, ale za to byłam zimna i nie dostępna, chodź to były tylko pozory. - Dlaczego nie przyszłaś do mnie? - Byłam zajęta…Nie jestem przecież na każde twoje skinienie palca. - Oczywiście, że nie, ale bardzo się za tobą z tęskniłem Chłopak próbował mnie pocałować, ale ja go odepchnęłam. Nie wiem jak to się stało…Nie mogę w to uwierzyć, że spoliczkowałam mojego chłopaka. Moja ręka cała się trzęsła, była jakby zamarznięta, po, mimo, że zza oknem jest 28’C. Przez dłuższy czas unikałam jego wzroku, wzięłam nie mały zamach i z całej siły go uderzyłam. Mikołaj nie wiedział, co się stało, widać było, ze moje zachowanie zaskoczyło go równie bardzo niż mnie jego. - Może porozmawiamy? - Masz racje powinniśmy po rozmawiać, ale nie teraz. Nie chcę się z tobą kłócić. - To może pójdziemy gdzieś wieczorem na kolacje? - Lepiej nie, może spotkamy się za pół godziny tam gdzie zwykle? - No to do zobaczenia. Bardzo chcę tej rozmowy, ale nie wiem, co mu powiedzieć. Jak dobrać słowa? Nie chcę go ranić, chodź on od dawna to robi. Chcę ratować nasz związek po mimo wielu zadanych ran. Wiem, że nie jestem tą pierwsza w sercu mojego ukochanego. Czuję, że tak naprawdę jestem tą drugą, jakąś kochanką nie mającą do niego żadnych praw, ale mimo tego pragnę go. To pragnienie jest silniejsze, od czego kolwiek, pragnę go kochać, być z nim. Czy to tak dużo? Prawda zbliżała się do celu szybciej niż zwykle. Nadeszła pora wyjścia i zmierzenia się z bolesną prawdą. Boję się tej rozmowy, nie wiem, czego mam się po niej spodziewać. Czuję, że dziś zmieni się wszystko. Wychodzę z domu jako dziewczyna Mikołaja, a wracam jako? Moja twarz stała się blada, nawet prawie doskonały makijaż nie potrafił tego ukryć. Najgorsze jednak było to, że zaczęłam się trząść jak galareta, a przecież nie mogę tak się pokazać Mikiemu. Wzięłam się w garść i wyszłam z domu. Spokojnym krokiem weszłam do kawiarni gdzie czekał już na mnie Mikołaj. - Nigdy się tak nie malowałaś – powiedział, nie pewnie. - Mikołaj, nie przyszliśmy tu rozmawiać o moim makijażu. Nie zauważyłeś, że źle się dzieje w naszym związku? - Tak, zauważyłem i wiem, że to moja wina. Zmienię to, obiecuję. - Nie chcę pustych obietnic! Chcę czasu, bo nie wiem czy… - Nigdy nie przestałem Cię kochać. - Ja ciebie też, ale zrozum trudno mi to wszystko poukładać. - Dam Ci tyle czasu ile potrzebujesz. - Tu nie chodzi tylko o czas, ale i o rozłąkę. - Nie rozumiem… Nagle poczułam suchość w ustach. Wiem, że to, co zaraz się stanie nie pozostanie nam obojętne. - Myślę, że powinniśmy się rozstać – głos łamał mi się jak nigdy. Mikołaj milczał, a jego oczy tonęły w łzach. Te milczenie powoli mnie zabijało. Bałam się mocy wypowiedzianych słów. - Na razie byłoby to na czas wakacji, a potem oboje zdecydujemy, co dalej…- powiedziałam pewnie. - Zostawiasz mnie teraz tonącego? - Mikołaj to nie tak! Po prostu potrzebuję czasu. - To jest twoja decyzja i ją uszanuję. Pożegnaliśmy się w zgodzie i nadzieją, że spotkamy się następnego dnia. Ta nadzieja była bardziej moją niż Mikołaja i może, dlatego nie została spełniona. Mojego ukochanego zobaczyłam niestety dopiero na rozdaniu świadectw. Mikołaj znów miał smutne, tonące w łzach oczy. Nie zdziwiło mnie, więc to, gdy mój ukochany powiedział mi tylko „Cześć.” Popołudniu wybrałam się z mamą na zakupy do pobliskiego centrum handlowego. Mama chciała ze mną porozmawiać, więc z pewnością po zakupach wybierzemy się gdzieś na obiad. Lubię takie wyprawy z mamą. Chodzimy wtedy godzinami po sklepach i opowiadamy sobie o wszystkim. Wtedy czas leci inaczej, szybciej… Niestety ostano coraz mniej robimy sobie takie wypady. Mama z pewnością będzie chciała porozmawiać o mnie i Mikołaju oraz o tym, co robię i czy ma to sens? Sklepy były pięknie oszklone, a ubrania były nowe i najlepszej jakości. Wszystko ładnie wglądało, ale jak dla nas za drogie. W jednym z takich drogich sklepów zauważyłam znaną mi sylwetkę, to był Mikołaj. Wyglądał dokładnie tak jak za pierwszym razem. Chyba najbardziej podobały mi się jego smutek w oczach, który czasem mnie przerażał tak jak i teraz. Wiele razy pytałam go o ten smutek, a on tylko obdarowywał mnie milczeniem. - Wejdziemy? – Zapytała mama Spojrzałam na Mikołaja, który właśnie przeglądał stroje kąpielowe. - Lepiej nie, proszę nie pytaj, dlaczego. Niestety mama Mikołaja pani Ania nas zauważyła i szybkim gestem ręki zaprosiła nas do środka. Trudno, więc nam było odmówić. - Co za spotkanie! – Ucieszyła się mama Mikołaja - O tak! A Ciebie Mikołaju dawno nie widziałam. Mama mojego ukochanego spojrzała na niego nie pewnie. - Byłem zajęty, a potem…A potem byłem chory. Jego matka była zadowolona, ale ja wiem, że to było kłamstwo. Nie wiem, po co wymyślają takie historyjki, skoro i tak każdy zna prawdę. Spojrzałam na Mikiego z nie dowierzeniem, a to chyba mnie zdradziło, bo mój ukochany szybko wziął mnie do pobliskiej kawiarni, gdy nasze mamy robiły zakupy w pobliskim markecie - Dla Ciebie to tak łatwiej uciec. A ja? Co ja mam zrobić? - Źle mnie zrozumiałeś! Ja od niczego nie uciekam, nie zostawiam Cię. Po prostu zmieniłeś się, a ja nie wiem czy chcę Cię takiego. - Nie zmieniłem się aż tak bardzo… - Dla mnie tak. Zmieniły Ci się priorytety w życiu, a to m.in. nas łączyło. - Wiele rzeczy nadal nasz łączy. - Nie sądzę, ważniejsza była dla Ciebie Beata niż chemia - Nie prawda! Ale nie sądzisz, że przyjaźń jest ważniejsza niż… - Chodź bardzo próbuję nie rozumiem Cię. Proszę Cię nie rań mnie więcej. - To skoro Cię ranię nie sądzisz, że lepiej będzie, jeśli nie będziemy dłużej razem? - Nie. Daj nam lepiej czas – powiedziałam cicho Pożegnaliśmy się mając jak najlepsze myśli, ale wiem, że tak nie było. Bojem się o przyszłość naszego związku. Szczególnie zaniepokoiło mnie fakt, że Mikołaj chce się rozstać i powiedział to w taki sposób jakby go to nie dotyczyło. Wieczorem mama poprosiła mnie o chwilę rozmowy. - Mamo nie chcę mówić o mnie i Mikołaju… - Nie tylko o tym chcę z tobą porozmawiać. Wiem, że między tobą i Mikołajem nie jest dobrze, ale chciałam z tobą porozmawiać o naszej ostatniej rozmowie. Twoja Babcia zaprosiła Cię na wakacje do niej na wieś. Byłam bardzo zaskoczona tą propozycją babci. Tak naprawdę nigdy jej nie widziałam i zawsze chciałam ją poznać. Wiem o niej tylko tyle ile opowiedziałam mi mama. Nigdy nie chciała nas poznać chodź, co święta wysyłała nam paczki i listy pełne samotności. Zawsze przerażały mnie te listy, a przecież nic złego w nich nie było. Zgodziłam się nad tą formą „ucieczki” (jak mówi o tym Mikołaj) Kolejne dni upływały mi na pakowaniu się, które wydawało się nie mieć końca. Nigdy nie sądziłam, że mam tyle ubrań. Tuż przed moim wyjazdem zaprosiłam Mikołaja na mały spacer. Chciałam mu osobiście powiedzieć o moim wyjeździe. Nie chcę, aby dowiedział się o tym od koś innego…Od Beaty. Mikołaj przywitał mnie z uśmiechem na twarzy, a jego dotychczasowy smutek odszedł w zapomnienie. - Cieszę się, że mnie zaprosiłaś. - Ja też się cieszę, bo chciałam się z tobą pożegnać przed moim wyjazdem… - Wyjeżdżasz? - Tak, jutro. Mikołaj długo milczał, a dla mnie to byłą wieczność. W końcu Mikołaj przerwał te milczenie… - Nie poznaję Cię! Zmieniłaś się… - Nie aż tak bardzo ja ty! Nie chciałam się z nim kłócić, więc odeszłam bez słowa. Jestem na niego wściekła i najchętniej wyjechałam by od razu i zapomniałaby o kimś takim jak Mikołaj. Niech dzieje się to, co dziać się musi. Nie będę walczyć, bo znam finał tej bajki. Nie wiem, dlaczego, ale nie czuję nic, a parzcież straciłam dziś wszystko, wszystko to, co było moim życiem. Teraz nawet nie wiem czy kocham mojego księcia z bajki, Mikołaja. Wieczorem byłam już gotowa do podróży, która odbędzie się jutro, wczesnym rankiem. Ostatnią kolację zjadłam z mamą. Tata był na jakimś szkoleniu, a Alex na randce w kinie z nie znaną mi dziewczyną. - Babcia prosiła abyś przywiozła jej stary album rodzinny, który jest na strychu. - Dobrze, zaraz po niego pójdę. Zaraz po kolacji weszłam na strych. Widać było, ze dawno nikt tego miejsca nie odwiedzał. Wokoło było pełno kurzu i różnych starych rzeczy. - Jak tylko przyjadę to tu posprzątam – powiedziałam do siebie Nie wiedziałam, że mamy na strychu tyle fajnych i ciekawych rzeczy. Na strychu było dużo starych, ale dobrze zachowanych ubrań, butów, książek, ale po mimo tego bez trudu znalazłam stary album rodzinny. Nigdy nie byłam tutaj, więc chciałam się jeszcze rozejrzeć, jest tu tyle wspaniałych rzeczy, a każde z nich ma swoją historię, pochodzenie. Czułam się jakby byłam w innej epoce i coś przytrzymywało mnie w niej. Nagle mój wzrok przykuła stara zielona książka, która była przykryta jakąś stertą książek i czasopism mamy. Nie wiem, dlaczego, ale bardzo zainteresowała mnie ta książka. Z wielkim trudem udało mi się wyciągnąć tą książkę bez rozsypania pozostałych książek i czasopism. Po chwili jednak cała ta sterta rozsypała się po całym strychu, a mój wzrok przykuł stary pożółkły list, który wyleciał z tej zielonej książki. List ten chodź był stary była bardzo zadbany i widać było, ze słowa wiele znaczyły dla adresata.

Drogi Filipie Dziś zrozumiałam, ze nasza miłość jest silniejsza od otaczającego nas świata. Co dzień myślę o tobie i zastanawiam się:, Dlaczego to robię? Chciałaby uciec z stąd i być z tobą, powiedz tylko słowo, a zrobię to. Powoli zabijają mnie minuty spędzone bez Ciebie, ale wiem, że nocą należysz tylko do mnie. Żyję wspomnieniami i nadzieją, że spotkam Cię kiedyś tu, jak za pierwszym razem. Nigdy nie umiałam kochać. Dziękuję, że mnie tego nauczyłeś. Kocham Cię aż za bardzo Twoja Róża

Przez ten list nie mogłam spać. Długo zastanawiałam się, kim jest Róża i Filip? Dlaczego się rozstali? Nagle zrozumiałam, kim mogła być nadawcą tego listu, a mogła nią być moja babcia Róża. Imię się zgadza, chodź trzeba brać pod uwagę, że w tam tych czasach było ono popularne. A nawet, jeśli moja babcia byłaby tą Różą z listu (mało prawdopodobne) to, kim jest Filip? Wcześniej wcale nie dziwiło mnie prośba mamy, ale o ile wiem to babcia nigdy nie mieszkała w tym domu. Skąd, więc znalazły się te wszystkie pamiątki? Przez wiele lat ten dom stał pusty. Nigdy nie miał długo jednego właściciela przez to ten dom uważano za pechowy, a nas traktowano początkowo jako jakąś inną rodzinę typu rodzina Adamsów. Na pożegnie mama pożyczyła mi swojego notebook’a więc będę miała łączność ze światem. Kilka minut przed odjadę pociągu pożegnam się z rodziną i z nadzieją, że Mikołaj przyjdzie się pożegnać. Nie wiem, czego ja od niego oczekuję. Źle mi jest, gdy nie ma go przy mnie, ale przecież sama tego chciałam. W pociągu nie, spojrzam ani razu na peron gdzie żegnała mnie rodzina. Teraz wiem, że te wakacje zmienią mnie bardziej niż poprzednie. Wyciągnęłam ten list, który nie dawał mi spać poprzedniej nocy i przeczytałam go ponownie. Tak bardzo bym chciała, aby Mikołaj kiedyś napisał do mnie taki list, jaki pisała tamta kobieta. Nie mogę przestać myśleć o tym liście, wciąż czytam w myślach kolejne wersy: „Powoli zabijają mnie minuty spędzone bez Ciebie…” Ciekawe czy te minuty zabiły tą miłość. Podobno związki na odległość nie wytrzymują siły odległości. Ciekawe czy tak było i w tym przypadku. Szybko przekonałam się, że moje wcześniejsze podejrzenia były błędne. Moja babcia Róża była zimna, oschła, nie miła i nie zdolna, do jakich kolwiek uczuć, a tym bardziej do takiej wielkiej miłości jak miłość Róży i Filipa. - Witam Cię Fabiano w moim domu. Pozwól, ze opowiem Ci o zwyczajach panujących w tym domu – babcia nie czekając na pozwolenie kontynuowała – Śniadania w wakacje jadamy o 8:00 - O nie! - Jeszcze nie skończyłam!… Obiad jemy o 14:00, a kolacje jemy do 18:00. W domu oprócz nas jest jeszcze ogrodnik i kucharka. Rób wszystko, co tylko chcesz, ale wracaj na posiłki. Nie zadawaj się też z bele, kim. Babcia przez dłuższą chwilę milczała, więc zapewne skończyła już swój nudny monolog. Jak ja mogłam się zgodzić na coś takiego? I jeszcze pomyśleć, że babcia to Róża! Weszłam do mojego pokoju. Pokój ten był bardzo stary, ale zadbany. Meble z pewnością były starsze od tego domu i od tych, które znajdowały się na strychu w moim domu. Wystrój pokoju jak i domu był z innej epoki i z pewnością od wielu lat nic w tu się nie zmieniło. Wszystko to pozwoliło mi „wejść” w inną odległą epokę, tak jak wtedy na strychu. Tuż przed wyjściem w „teren” postanowiłam pójść poszukać babci i oddać jej album. Z trudem trafiłam do jej pokoju. Pokój ten bardzo się różnił niż reszta domu. Od razu, gdy do niego weszłam zauważyłam piękną komodę i łóżko, które z pewnością była z tego samego kompletu, co szafa znajdująca się na strychu w naszym domu. To właśnie w niej znajdowały się te wszystkie stare ubrania. Kontem oka zauważyłam półkę ze zdjęciami. Było tam kilka dziwnych starych, po żółtych zdjęć. Na pozór nie były to dziwne zdjęcia, tylko, że na tych starych, wyblakłych zdjęciach jestem ja! Nagle poczułam, jak coś dużego po mnie chodzi, ale to był tylko mój strach. W dalszym ciągu przyglądałam się tym zdjęciom, a dokładnie podobieństwu tej osoby do mnie. Ona jest podobna do mnie jak dwie krople czystej wody. Kobieta na tych zdjęciach promienieje swoim uśmiechem, widać, ze jest szczęśliwie zakochana w towarzyszącym jej wysokim brunecie. To podobieństwo mnie przeraża. Czy to moja babcia? A jeśli nie, to kto? Na następnej półce znajdowało się dużo książek, których większość tytułów doskonale znałam, ale mój wzrok przykuła bajka pt. „Kopciuszek.” Wzięłam tą książkę i usiadłam w dość nie wygodnym fotelu. Przewertowałam szybko pożółkłe kartki, które bardzo przypominały trawę zza oknem. Miałam zamiar odłożyć książkę na miejsce, gdy wyleciało z niej stare zdjęcie przedstawiające całującą się zakochaną parę. Nawet nie zdziwił mnie fakt, ze na tym zdjęciu jest ta sama zakochana para, co na zdjęciach, które nie dawno mnie przerażały. Odwróciłam fotografię na drugą stronię, a tam znajdowała się dedykacja: „ Różyce mojej piękniejszej niż ogród ten cały – Kochający Filip.” Teraz nie mam już cienia wątpliwości, że kobietą z listów i na tych fotografiach jest moja Babcia. Trudno mi było w to wszystko uwierzyć. Róża nie mogła być moją babcią. W moich marzeniach była miłą, sympatyczną i uroczą kobietą, która ma gromadkę dzieci i swojego Filipa. Z tych wszystkich myśli wyrwały mnie kroki zbliżające się do pokoju babci. Odłożyłam szybko na miejsce „kopciuszka” i wiziełam do rąk album. Kroki szybko zbliżały się do mnie. Drewniana podłoga odbijała dźwięk dzięki temu te kroki były głośniejsze i wyraziste. Spojrzałam na stare odrapane zielona drzwi, które z dzwiękiem otwierały się, a w nich pojawiła się postać. Jak łatwo się domyślić była to babcia. - Co Ty tu robisz? - Przyniosłam Ci babciu album. - Ach tak, dziękuję. - To ty?…To ty jesteś na tych zdjęciach? - Zainteresowały Cię? To nie spotykane mieć czyjś wygląd i charakter. - To ty pisałaś te listy do Filipa! - Skąd wiesz o listach? Mylisz się. To nie ja. Tamta kobieta była mi bliska, ale ona nie żyje. - Nie żyje, jak to? - Po prostu pragnęła czegoś, co nie było jej dane i to ją właśnie zabiło. Zabiła ją miłość do Filipa. Nie wiem, co o tym wszystkim myśleć. Babcia jednak nie jest tą Różą z listów. Wszystko to wydaje się jakieś dziwne. Te wszystkie zdjęcia i moje podobieństwo do Róży jakby otwarcie mi mówiły, że to babcia jest Różą, ale dlaczego by miała zaprzeczać? Jedno jest pewne, że jeśli babcia nie jest tą Różą, ale przynajmniej ją znała i za pewnie Filipa też. To wszystko mnie przeraża, czuję jakby żyłam po raz drugi…I dlatego zrobię wszystko by odkryć prawdę. Na razie jednak wybiorę się zwiedzić okolicę. Na dworze byłą piękna pogoda, a ludzie w około spacerowali. Dopiero teraz rozumiem różnice po między miastem, a wsią. Może tu nie ma wielu rzeczy, ale za to nikt nie żyje tu w pośpiechu. Ludzie, obok których przechodziłam jakoś dziwnie na mnie patrzyli może, dlatego że jestem tu nowa? To wszystko jest jakieś dziwne zdawoło mi się, że w ich wzroku było pełno nienawiści. Nienawiści, która mnie przeżarła. Zaczęłam biec jakby ktoś mnie gonił. Nie wiem, dlaczego to zrobiłam to był jakby odruch, którego nie potrafiłam powstrzymać. Nie wiem, jakim cudem znalazłam się w lesie. Usiadłam przy najbliższym drzewie i zaczęłam poważnie zasłaniać się na wyjazdem do domu. Chyba Mikołaj miał rację mówiąc, że gdzieś uciekam. Niespodziewanie z tych rozmyślań wyrwała mnie stojąca zza mną męska sylwetka. Był to chłopak może w moim wieku, wysoki brunet o brązowych oczach. Nie mogę uwierzyć, że właśnie tu spotkałam mój ideał. Dodatkowo w tym słońcu jego sylwetka aż promieniowała. Czy to anioł? - Cześć! Jestem Tomek - Miło mi, jestem Fabiana - Gdzie idziesz Fabiano w tak piękny dzień? - Idę bez celu… - To chodź ze mną na siedem stawów. - Gdzie? - Siedem stawów to jezioro, które według legendy jest za czarowne. - To chodźmy! Siedem stawów ma niesamowitą legendę. Mój nowo poznany przyjaciel opowiedział mi ją. Dawno temu na miejscu tego jeziora było siedem stawów. Pewnego księżycowego wieczora młoda kobieta rozpaczała po stracie swojego męża. Wdrapała się na wzgórze by podziwiać stawy. Nagle kobieta się osunęła się ze wzgórza i wpadła do trzeciego z siedmiu stawów. Przez jej skok samobójczy (jak nie, którzy twierdzą) powstało jedne wielkie jezioro na znak wiary w uczucia. Tutejsza ludność wierzy, że jezioro ma magiczną moc, a młoda kobieta na nowo połączyła się ze swoim ukochanym. Gdy dotarliśmy na miejsce nie mogłam uwierzyć, że istnieje na świecie coś tak pięknego. Miejsce te było niczym z bajki. Wokoło było zielono i dziko jakby nigdy nie dotarł tu człowiek. A te legendarne jezioro było bardzo duże, a woda bardzo błękitna niczym na lazurowym wybrzeżu. Urokowi dodawało piękne zielone wzgórze, z którego według legendy skoczyła tamta kobieta. W tym raju aż chciałoby się zostać… Najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że te miejsce jest nie odkryte przez człowieka z miasta. Jest tutaj tyko przyroda i ja. Czy to niepiękne? Wśród tej przyrody nagle pojawiała się trójka osób, która dziwnie mi się przyglądała. - Cześć! To jest Fabiana - Z lepszą osobą nie mogłeś przyjść? – Zapytała oschle jedna z dziewczyn. - Daj spokój Aga to nie jest jej wina. Grupka przyjaciół Tomka zżerała mnie wzrokiem poczym bez słowa oddaliła się. W jednej chwili prysł mój w miarę dobry humor. Nie rozumie, dlaczego wszyscy są tu do mnie wrogo nastawieni, teraz wiem jak czują się Ci, co mają to, na co dzień. Z drugiej, tej lepszej strony Tomek mi za imponował. Chłopak potrafił wyrzec się dla mnie swoich własnych przyjaciół. Wspaniale byłoby gdyby mój Mikołaj potrafił coś takiego dla mnie zrobić. Nie wiem czy mógłby się wyrzec dla mnie Beaty. Pewnie łatwiej byłoby mu wyrzec się mnie niż Beaty. Postanowiłam zapytać się mojego nowego znajomego, dlaczego ludzie są tu dla mnie wrogo nastawieni. - To zwykły zabobon, tutaj boją się ludzi z miast, ale nie martw się już niedługo będą Cię traktować jak swojego. - Oby. Powiedz mi, dlaczego Ty stoisz za mną murem? - Bo kilka lat temu sam to przerabiałem. Ten dzień bardzo szybko minął, a wydawałby się, że ten czas spędzony z Tomkiem był tylko chwilą. Do domu wróciłam punktualnie na kolacje, z którą niestety nie wiedzieć, czemu nie jadałam z babcią. Myślałam, że chodź podczas posiłku będę mogła ją chodź trochę poznać i zrozumieć. Zaraz po kolacji uruchomiłam Internet. Nie sądziłam nawet, ze wśród sterty reklam znajdzie się jakiś ciekawy list. Nie mogłam uwierzyć, że ten list jest od Mikołaja! - A jednak pamięta jeszcze o mnie – pomyślałam Jednak później przed moimi oczami pojawiła się nasza ostatnia rozmowa i z pewnością Mikołaj napisał w tym liście, że kocha Beatę i że ze mną zrywa. Skończyłam walkę z tymi podłymi myślami otwierając meila i czytając go:

Kochanie

Jesteś tu daleko od de mnie i nawet nie wiem czy o mnie myślisz. Dzisiaj spotkałem w sklepie twoją mamę i szczerze porozmawialiśmy. Tak naprawdę to twoja mama nie powiedziała mi nic konkretnego, ale ta rozmowa dała mi dużo. Chciałabym Cię teraz mocno przytulić, ale wiem, że jest to niemożliwe. Napisz mi jak minął Ci dzień. Kocham Cię Mikołaj

Nigdy nie sądziłam, ze Mikołaj może napisać do mnie, jaki kolwiek list. Bardzo bym chciała jednak przeczytać coś takiego: „Chciałaby uciec z stąd i być z tobą, powiedz tylko słowo, a zrobię to.” Ale dlaczego nie cieszą mnie już jego słowa? I dlaczego nie wiem, co mu odpisać. Nie chcę go ranić i nic mu nie napisać, ale też nie mogę mu napisać coś w stylu „ Witaj, wybacz, ale nie miałam czasu o tobie myśleć.”

Najdroższy

Tutaj na wsi jest zupełnie inne życie, inaczej liczy się czas. Jest tu wspaniale i mam nadziej, że odnajdę tu to, czego szukam. Pozdrawiam Fabiana Może i nie wyszło to tak jakbym chciała, ale kilka zdawkowy zdań nie wypadły najlepiej. Te kilka zdań…To na tyle stać mnie. Nie potrafię nic więcej napisać by jego lub mnie nie urazić. Kolejny dzień spędzony na wsi był pełen nowych wrażeń. Przypadkowo spotkałam Tomka jak szedł na siedem stawów.

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych