Wróć do katalogu

Listopad rozdzial 1

Gustaw po swym samobójczym skoku budzi siew w nowym miejscu, tu jednak zaczynają pojawiać się wątpliwości- czy aby na pewno jest martwy?

be_was, opublikowano , 19 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

1 Apocalyptica - Coma

Nie czuł bólu. Czuł zimno. Otworzył oczy. Żył, na pewno żył, bo czuł własne ciało. Ale gdzie żył? Gniew w jego duszy zgasł jak ogień zapałki. Żal i ból umilkły, ale teraz czuł niepokój. Był gdzieś,lecz nie wiedza cóż to za miejsce. To nie był chodnik ani dach, to nie było tamto hałaśliwe miasto. Nad nim panowało groźne ciemnoszarawe niebo, też władcze, lecz nie tak spokojne jak przedtem, dziki wiatr wyginał niemiłosiernie drzewa. Powietrze było duszne. Stał w szczerym polu pośród zaschniętego zboża,które uginając się pod wpływem wiatru wyglądało jak ocean zieleni. Rozejrzał się dookoła. Włoku nie było żadnych domów, budynków, dróg, niczego. Poza słupami elektrycznymi. Jako jedyne wyróżniały się na tle ponurego krajobrazu. Betonowe, stalowe, drewniane, stały odważnie nie lękając się szarozielonego bezkresu. Niczym sieć o wielkich ostrych hakach, kable i słupy starały się ujarzmić ziemie, która poprzez wiatr dziko wyła. Zarówno przyroda jak i ta elektryczna sieć, budziły w Gustawie niepokój. Były groźnie, gniewne, wydawało się, że zachowują się jak gospodarz, który znajduje na swej posesji niechcianego gościa. Duszne powietrze utrudniało mu oddychanie, a wiatr, co chwilę uderzał go ostrym piaskiem i pyłem. Ale czuł satysfakcje. To nie był tamten świat. Był już gdzieś indziej. Stąpał po nowej ziemi, a nad sobą miał nowe niebo. Cel został osiągnięty. Spojrzał przed siebie, na swój nowy dom. „Lepiej tu, niż tam” – pomyślał. Widok słupów obudził w nim ciekawość. Skoro są słupy to ktoś je musiał postawić, gdzieś one biegną. Ruszył przez pole kierując się elektryczną siecią. Pola były bezkresne, ponure, co jakiś czas drżące konwulsjami wywołanymi przez wiatr. Nad nim Szarość, co chwilę zmieniała kształty, choć wciąż kładła się po całym nieboskłonie aż po horyzont. Słupy i kable ciągnęły się kilometrami, dalej i dalej, jakby same szukały drogi. W tym martwym morzu tylko silny wiatr rozrywał chorą ciszę, która potęgowała nicość tych ziem. Cały ten świat wydawał się bać samego siebie, przerażony własną ponurością, wył poprzez wiatr w nadziej że ktoś go usłyszy i uspokoi. Gustaw czuł ten martwy strach, lecz brnął przez zboże w kierunku następnego słupa. Dla niego to był niemalże Raj. Nawet ten niepokój był lepszy niż jad dawnej rzeczywistości, który go wyniszczała. Gdyby nie udało mu się niczego znaleźć, to będzie się wtapiał w ten nieukojony świat. Będzie stał tak długo aż sam stanie się niespokojny, aż w końcu zacznie ryczeć jak ten nieludzki wiatr. A wtedy stanie się kolejnym źdźbłem trawy w tym Milionie. Zatopi się w tej chorej otchłani. Ale teraz szedł, bo czuł, że gdzieś dojdzie, instynkt wzbudzony z marazmu ludzi, stali i betonu, ocucony przez nieskończoność natury, przez jej dzikość kazał mu iść. Naprzód, dalej, dalej, przed siebie. Ku nieznanemu. Nie wiedział ile czasu idzie, gdy umierał nie mając przy sobie zegarka, a gdy się zbudził wydawało mu się, iż jest w tym samym ubraniu. Czuł, że jego ciało po samobójstwie jest takie same. Tylko w głowie miał mętlik. Nie był do końca pewny tego, co czuje. Miał wrażenie jakby był chwile po przebudzeniu. Czuł zupełnie, coś innego niż kiedykolwiek przedtem, to było zbyt odurzająco jak na życie, i zbyt realnie jak na śmierć. A może tak wygląda TEN świat? Skąd może wiedzieć, co winien tutaj czuć, przecież nigdy tu nie był? A może śni, może żyje a to, co teraz widzi to sen, którego niesamowitość wynika z ciężkiego wypadku, któremu uległ? On żyje, a narkoza, leki, środki przeciwbólowe, ból po upadku targają jego umysł i dusze. Widzi to, co chce ujrzeć, inny lepszy świat, choć nadal tkwi tam skąd przybył. On nie idzie, on leży, on leży w szpitalu pogrążony w śpiączce. To tylko jakieś pieprzone złudzenie. Nie udało mu się.Przeżył, jest ciężko ranny, stąd ten ogólny ból, a te cale pola, to niebo i słupy to iluzja. Jakimś cudem żyje, ale ma złamany kręgosłup. Czuje to nawet teraz, nawet tu na tym fikcyjnym polu. Bolą go plecy, nie ma czucia w nogach. Ma wrażenie, że nimi rusza, ale to tylko sen. Sen, z którego się wybudzi, by wrócić do życia. Jego plan jakimś niesamowitym pechem się nie powiódł. Widocznie nie to było mu pisane. Los nie pozwolił odebrać sobie zabawki ,którą dręczył od lat. Znowu czeka go życie, tyle, że teraz jeszcze trudniejsze. Z poczuciem porażki i nieudolności. Nawet umrzeć mu nie dadzą! To parszywe pole, szare, dzikie, przerażające, nawet ono nie będzie mu dane. Ten cudak - Siergiej, którego spotkał na dachu, zadzwonił po pogotowie, pamięta krzyki ludzi, czyjeś ręce, wnętrze karetki. Ona go gdzieś wiozła, lekarz go zbadał z drżącymi dłońmi, widok młodego człowieka, który skoczył z tak wysoka był dla niego czymś nienormalnym i okropnym. Przypomina sobie ten okropny ból, swą krew, dużo krwi, słowa sanitariuszy. Byli zdumieni ze on żyje, że po skoku z siódmego piętra on nadal oddycha! To był cud. Miał wiele szczęścia, to dzięki Siergiejowi, on po nich zadzwonił, on go uratował... ...tylko skoro mu na nim zależało to, czemu nie powstrzymał go od skoku? Pyk, i po bańce mydlanej. Już nie wie co myśleć. Bagno. Jego umysł stał się zamulny niczym bagno. Zagubił wszelką świadomość pośród tych wszystkich wrażeń i wątpliwości. Nie wie tak właściwie, co jest prawdą a co życiem, co iluzja a co śmiercią. Nie potrafi określić gdzie i czym jest. Myśli mnożą się jak wściekłe, a on nie potrafi ich ujarzmić. Tkwi gdzieś miedzy żywymi a martwymi. Najpierw życie zgniotło jego dusze, sprawiło, że się załamał, teraz ten wypadek ukradł mu zmysły i rozum. Stracił zaufanie do własnego umysłu. Mózg to materia, a ona bywa niedoskonała, więc zarówno szpital jak i pole mogą być efektem jakiegoś błędu w nerwie. Nie może wierzyć w to, co widzi, nie może słuchać tego, co słyszy, nie może polegać na swym węchu i dotyku. One mu nie powiedzą czy żyje, czy umarł. Czy jest w szpitalnym łóżku, czy na polu gdzieś w zaświatach. Skupia się, sam musi określić, gdzie i czym jest. Bez oczu, uszu i rąk. Myśli, stara się objąć tą przedziwną sytuację, by odnaleźć się na jednym ze skrajnych światów. Dusza, może ona mu pomoże. Ponoć człowiek powinien kierować się nią, by samemu się nie zagubić we własnym życiu. Gustaw uspokoił się, przestał myśleć o czymkolwiek, i szuka w głębi odpowiedzi na pytanie. Wiatr ucichł, nie słychać sprzętu szpitalnego, tylko gdzieś daleko, w nieskończoności pojawia się pytanie „gdzie ja jestem?”. Jednak dusza milczy. Sama nie wie. Zawiedziony znów kieruje się ku swym zmysłom. A one, jakby zmęczone tym mętlikiem poszły na kompromis: on jest tu i tu. W dwóch miejscach naraz, czyli niejako w jednym, zespolonym miejscu. Na chwilę obecną znajduje się w szpitalu, który jest pokryty zbożem, miedzy salami wyję dziki wiatr, a on wpatruje się w słup, do którego jest przyczepiona jego kroplówka. Lekarze i personel uciekli na widok pochmurnego nieba, które napełniło ich niepokojem. Jest sam, i teraz na wózku będzie podążał po korytarzach jadąc za kablami. Dwa światy zlały się w jedno. Nastąpiła nienormalna sytuacja, tylko nie wiadomo czy to on jest nienormalny czy świat. Skoro ani dusza ani umysł nie dają mu odpowiedzi na pytania to, co mu ma je dać? Przecież trzeciej siły nie ma, on to dusza i ciało. Emocje i logika, nic więcej. Niby tak wiele, a jednak nieudolne. Zawiodły go. Tkwi w bezruchu, powoli tracąc świadomość. Przestaje myśleć i czuć. Każdy coś czuje, chory czuje ból, żywy czuje to, co go otacza, nawet martwy czuje- śmierć. A on nic nie czuje. Patrzy tylko na źdźbło owsa. Owsiane źdźbło. Powoli staje się takie jak ono: sztywne, puste, bezmyślne. Może on nie jest człowiekiem, może on jest owsem, któremu wydaje się, iż ma duszę i rozum. Dla niego i dla tego owsa, życie śmierć, sen i jawa to jedność. Wydaje mu się, że widzi, ale skąd może mieć pewność, że to coś jest wzrokiem. Może wzrok w rzeczywistości to coś zupełnie innego. Na chwilę ocknął się. „Owies NIE MYŚLI ! Owies nie zna żadnych pojęć! Owies nie ma żadnych wspomnień! Owies nie ma brata! Owies nie wie jak wygląda życie człowieka! Chyba...”. „Skonfundowanie” – jedyne słowo, które przychodziło mu do głowy. Słowo to było równie skomplikowane jak on, jego życie, jego obecna sytuacja, i wiatr. Oczywiście dziki, wyjący wiatr nad gniewnym niebem zwanym Szarością. Jednak powoli, kroczek po kroczku niczym małe dziecko, zaczyna orientować się w sytuacji. Nie myśli czy żyje czy nie, czy jest owsem, słupem eklektycznym, czy człowiekiem. Koniec filozofii. On stara się tylko ustalić fakty. Wózek w zbożu jedzie? Jakim cudem? Jak zboże mogło wyrosnąć w szpitalu? To jakieś omamy. Na pewno nie jest zdrowy, bo widzi skrzyżowanie placówki medycznej z polem zboża. Na pewno to nie jest jego dawny świat. Jakie możliwości mu zostały? Zaświaty albo choroba tudzież wariactwo, ewentualnie jedno i drugie: choroba w zaświatach. Widocznie nawet martwi mogą zwariować. Nawet zgniły mózg, który powoli będzie zamieniać się w proch może ulec defektowi. Nawet tu, za granicą życia można odczuć skutki wieloletniego życia wśród ludzi, odejdziesz, zostawiając za sobą resztki zdrowego rozsądku. Taka zemsta sprzed grobu. Tak czy inaczej, osiągnął cel, wyrwał się swej

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych