Wróć do katalogu

Listy do M

Wiem, że nikt nie czyta długich opowiadań. Ale warto spróbować.

efterlyst, opublikowano , 2 godz. 3 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Listy do M Jesteś w mojej głowie. Jestem tu, jestem tam, a ty wszędzie ze mną.

Dziewczyna co znalazła ojca

Po sześciu latach pobytu w Warszawie wróciła do swojego domu rodzinnego. Niestety pustego. Nie było już w nim nikogo kto by na nią czekał. Rodzice już dawno odeszli. Więzi ze znajomymi rozluźniły się. Niespecjalnie miała do kogo zadzwonić. Koleżanki i koledzy sprzed lat pozakładali swoje rodziny. W wa-wie skończyła studia a potem rozpoczęła pracę w korporacji która ją pochłonęła. Pracowała każdego dnia nawet po czternaście godzin. Na miłość nie miała czasu, zresztą po tym co ją spotkało w jej ostatnim związku nie miała nawet chęci na żadne relacje. Oczywiście faceci próbowali, ale rażeni chłodem Moniki szybko dawali sobie spokój. Później życie w korporacji zaczęło jej doskwierać. Zrozumiała, że firmowe hasło „wszyscy jesteśmy jedną rodziną” jest tylko po to, aby jeszcze bardziej zmobilizować ludzi do jeszcze cięższej i dłuższej pracy nierzadko bez dodatkowego wynagrodzenia. Kiedy potrzebowała pomocy lub nie dawała rady przy zbyt wyśrubowanych terminach, wtedy upominano ją. Twierdzili, że odstaje od grupy i przez nią projekt się nie powiedzie. Któregoś dnia, kiedy już poczuła, że dni są zbyt krótkie na realizację zadań, które korpora wrzucała na jej głowę, po tym jak szefowie ciągle wymagali coraz to większych wyników w pracy, zmęczona po kolejnych kejsach i targetach jakie na nią spadały zrozumiała, że takie życie nie jest dla niej. Wróciła z lunchu usiadła przy komputerze i napisała tekst. Zajęło jej to kilka minut. Podczas tej krótkiej chwili, dziewczyna, która wcześniej wydawała się Moniki przyjaciółką, teraz torpedowała ją komunikatorem zasypując różnymi poleceniami dodając na końcu... - Zrób to pilnie i nie zawal tego, bo nas rozłożysz. Monika, dokończyła pismo i wydrukowała je. Do pokoju szefa szła ze spokojem, tym razem bez stresu, a było to miejsce, w którym zawsze było coś nie tak, zawsze czegoś za mało, zawsze za późno. Pokój jak zwykle był otwarty, ale szefa tam nie było. Nie zdążył wrócić z lunchu – pomyślała. Pod jego nieobecność zostawiła na klawiaturze komputera wypowiedzenie. Następnie spokojnie wróciła do swojego miejsca pracy i tam spakowała swoje rzeczy do kartonu. Na biurku zostawiła kartę wstępu do firmy i wyszła. Poczuła się tak bardzo wolna... Po powrocie z Warszawy założyła firmę. Na początku nic się nie działo, ale kiedy zdobyła pierwszego klienta, gdzie sprawdziła się w stu procentach. Rozesłana dobra opinia zainteresowała innych, którzy chcieli skorzystać z jej oferty. Bardzo się zaangażowała w to co robiła przez co dni stały się bardzo krótkie. Dzisiaj pierwszy raz od dłuższego czasu wyszła na spacer. Był bardzo ciepły wrześniowy wieczór szła rozmyślając nad swoją przyszłością. Kiedy była na moście, tak jak kiedyś jeszcze przed studiami usiadła na barierce i spuściła nogi od strony wody. Poczuła się tak jak kiedyś, kiedy nie miała żadnych problemów życia codziennego, a było to jeszcze przed studiami w Warszawie. Przychodziły tutaj w nocy i z koleżankami i siadały spuszczając nogi na niebezpieczną stronę. Wszystko było wtedy takie proste – pomyślała. Miasto już spało, było pusto, tylko w oddali szedł mężczyzna. Zamyśliła się. Proszę się nie ruszać, to niebezpieczne – zawołał ktoś z tyłu wyrywając ją z zamyślenia. Odwróciła się, stał tam dość wysoki mężczyzna w średnim wieku, który bez namysłu wszedł na barierkę i usiadł koło niej również spuszczając nogi na stronę rzeki. - Co pan robi? – Zapytała. - Nic – odparł wyraźnie zaniepokojony – robię to co ty robisz, skoczę z tobą. - Nie możesz skoczyć gdzieś indziej i zostawić mnie w spokoju? -zapytała. Ten most jest długi, starczy miejsca dla wszystkich. - Ale ja nie chcę skakać – odparł. - Chcę jeszcze trochę pożyć, ale jak ty tego chcesz - i w tym momencie chwycił Monikę silnie za rękę, - to mnie za sobą pociągniesz. Chcesz tego? - Puść mnie, odczep się ode mnie dziadu – krzyknęła przestraszona próbując się wyrwać z mocnego chwytu. Nie udało się - Daj mi spokój, odpierdol się facet. - Mówiła jednocześnie próbując się uwolnić. - No ale po co te słowa? Takie epitety w ustach młodej dziewczyny nie przystają. - No chyba nie będziesz mnie moralizował? - Oczywiści, że nie będę, ale takie słownictwo jakoś zabrzmiało mało naturalnie w twoich ustach. To nie są słowa, które do ciebie pasują. - A właściwie jak się czujesz? - Zapytał zmieniając temat. - Gówno cię to obchodzi, zresztą nie jesteśmy na TY. - Przepraszam -odparł. - Jestem starszy więc wydawało mi się, że mogę, ale jeśli nie, to będę mówił „pani”, zatem jak ma pani na imię? - Już raz mówiłam, ale powtórzę. gówno cię to obchodzi - odparła. Mówiąc to zastanawiała się nad tym, co się stanie, jeśli ten czub postanowi skoczyć - ciągnąc ją za sobą. Była przerażona. - To fakt, mówiłaś, Przepraszam, pani mówiła, - powiedział głęboko akcentując słowa „pani”. - Myślałem, że znając imię ułatwi nam to naszą rozmowę, ja mam na imię Piotr. Nie musisz do mnie mówić per pan. Mów mi po prostu Piotrze. - Ale ja nie chcę nowych znajomości – odparła. I nie chcę z nikim rozmawiać. Puść mnie palancie i zostaw mnie w spokoju. Nie zdążyła skończyć myśli, kiedy facet skulił się w kłębek po czym przechylił się do tyłu i nie puszczając jej nadgarstka obsuną się na plecy. Zaczęli spadać. W ułamku sekundy pomyślała tylko że spadają nie w otchłań rzeki, lecz do tyłu na chodnik. Najpierw upadł on, ona zaś przykryła go spadając na niego bezwładnie. Słyszała głuche uderzenie jego głowy o beton. Dla niej było to dość miękkie lądowanie. - Co ty kurwa robisz?! - Krzyknęła. On popatrzył na nią tępym wzrokiem. - Boli mnie serce – odpowiedział i stracił przytomność. W pierwszej chwili pomyślała, że boli go, bo na niego upadła, ale po chwili przyszło jej do głowy, że może dostał zawału serca i z tego powodu obsunął się na ziemię ściągając ją z barierki. Oddychał, przyłożyła ucho do jego klatki piersiowej, serce biło. - To dobry znak, serce bije - powiedziała do nieprzytomnego. Próbowała go ocucić, oklepują go po twarzy. - Piotrze, panie Piotrze, niech się pan obudzi. Bezwładna głowa obsunęła się na bok. Dopiero teraz zauważyła plamę krwi pod jego potylicą. Położyła nieznajomego na boku, wyjęła z kieszeni komórkę i zadzwoniła na 112. - Co mu się stało -zapytał ratownik? - Nie wiem, upadł, powiedział, że boli go serce, po chwili stracił przytomność. Przy upadku rozbił głowę. Ratownicy położyli nieprzytomnego na nosze i umieścili w karetce zamykając za sobą drzwi. Zanim odjechali dowiedziała się, że boją się urazu głowy i w związku z tym zawiozą go na neurologię. - Kurwa, dlaczego wszystko musi przytrafić się właśnie mi? Siedziałam na tej barierce setki razy i nagle teraz.... - On chyba naprawdę myślał, że skoczę. Ratując mi życie o mało nie zginął - myślała. - Oby przeżył. Zadręczała się myślami jeszcze przez chwilę, ciągle stojąc w miejscu, w którym to wszystko się wydarzyło, zauważyła jakiś przedmiot na krawędzi krawężnika kilka metrów dalej. Podeszła bliżej, była to komórka. Pomyślała, że na pewno wypadła panu Piotrowi, kiedy się przewrócił. Telefon działał i nie miał żadnych zabezpieczeń, przez co wyświetlacz pokazał cała jego zawartość. Była pierwsza w nocy. Zajrzała na odebrane rozmowy. Ostatni dzwoniący do tego numeru to Adam. Dzwonił o dwudziestej. - Może to rodzina? - pomyślała. - Muszę kogoś poinformować, ale dzisiaj jest za późno. - - - Zadzwonię jutro. - A może umarł? Przez chwilę chciała zadzwonić do szpitala i dowiedzieć się czegoś więcej, ale zabrali go kilka minut temu, to zbyt wcześnie. Postanowiła iść do domu i dopiero jutro rozpocząć poszukiwanie pana Piotra i kogoś z jego rodziny. - A może ktoś na niego czeka w domu i jest zaniepokojony. Niezależnie od pory nocy muszę zadzwonić i powiadomić rodzinę. - Bez zastanowienia wybrała numer do Adama. Po pięciu sygnałach odezwał się zaspany głos. - Cześć Tato, czy coś się stało? Jest noc - zapytał zaspany i zaskoczony głos. - Dobry wieczór, mam na imię Monika, znalazłam ten telefon na ulicy, czy zna pan właściciela? - To numer mojego taty – odpowiedział. - Komórka leżała na chodniku, a przed chwilą karetka zabrała stąd mężczyznę, który upadł, podejrzewam, że to jego komórka. Jak wygląda pański tata? - Zapytała. - Proszę mi opisać ojca. Musimy być pewni, że rozmawiamy o tym samym człowieku. - Jest dość wysokim facetem po pięćdziesiątce, ma na imię Piotr. - Zgadza się – odpowiedziała, - pańskiego tatę zabrała karetka, upadł i uderzył głową o chodnik. Widziałam to, wezwałam pogotowie. Powiedzieli, że zabierają pańskiego tatę na neurologię. Potem znalazłam telefon, który mu wypadł i dlatego dzwonię. Bałam się, że ktoś będzie się niepokoił, nie chciałam czekać do jutra. - Dziękuję, że mnie pani powiadomiła, zadzwonię do szpitala i dowiem się czegoś więcej i na pewno jutro przyjadę do ojca. Jak mogę odebrać od pani telefon taty? - Proszę do mnie zadzwonić jutro, jakoś się umówimy. - Nie mam numeru telefonu do pani. - To proszę zadzwonić na telefon taty, mam go przy sobie. - No tak – odparł, - to jutro zadzwonię.

Piotr

Czuł się samotnie, trzy miesiące temu umarła jego żona. Później syn wyszedł z walizką i rozpoczął swoje dorosłe życie. Piotr został sam w domu. Nie tak wyobrażał sobie swoją wczesną jesień życia. Tego dnia zdecydował się na to, długo zwlekał z decyzją. Wyjął z szuflady rolkę niebieskich worków na śmieci i wszedł do sypialni. Otworzył szafę z ubraniami żony. Chciał to mieć za sobą, myślał, że kiedy pozbędzie się jej ubrań wtedy ból po jej stracie ustąpi. Pakując zobaczył na wieszaku czerwoną sukienkę, zdjął ją z wieszaka i już miał ją włożyć do worka, jednak na chwilę się zatrzymał. Pomyślał chwilę po czym ponownie założył ją na wieszak, który powiesił na drzwiach szafy. Usiadł przed nią, a przed oczami pojawiły się obrazy z przeszłości. Stała ubrana w tę czerwień przed lustrem i z radością w oczach przeglądała się sobie z każdej strony. Jej twarz była rozpromieniona, zadowolona z nowej sukienki, a przede wszystkim z siebie. Podsunął twarz do materia, powąchał go. Wydawało mu się, że materiał ciągle nasycony był zapachem jej perfum. Zamyślił się z lekkim uśmiechem na twarzy, a jego oczy przybrały blask szkła. Sukienkę zostawił. Resztę ubrań wywiózł do PCK. Kiedy wrócił usiadł na sofie, myślał, że jak wywiezie rzeczy żony będzie mu łatwiej, ale nie było. Czuł się przygnębiony, dawne obrazy wróciły. Przesiedział tak w zamyśleniu dłuższy czas, a kiedy się ocknął, siedział w półmroku wieczorowej pory. To był bardzo ciepły wieczór. Pomyślał, że musi się przejść, zatem wstał założył bluzę dresową i wyszedł na spacer. Tego wieczoru długo chodził rozmyślając nad swoim życiem. - A gdybym dzisiaj umarł – pomyślał - czy osiągnąłem wszystko co chciałem? Był sam, wybudował domy, które stoją puste. Przez wiele lat pracował, aby dać swojej rodzinie godziwe życie. Zawsze zaganiany. Wychodził rano i wracał wieczorem, kiedy syn często już spał. Dopiero teraz rozumiał, że właściwie spotykał dziecko tylko w niedziele, a to za mało. Całe dzieciństwo syna umknęło mu. Z zamyślenia wyrwał go obraz siedzącej na krawędzi mostu dziewczyny. Miała spuszczone nogi nogi na stronę wody. Natychmiast zrozumiał, że ona chce popełnić samobójstwo. Ruszył w jej stronę. - Proszę się nie ruszać, to niebezpieczne – zawołał, bez namysłu wszedł na barierkę, usiadł koło niej i jak ona spuścił nogi w stronę rzeki. Był przerażony. Lęk wysokości dawał się we znaki. Nogi drętwiały mu ze strachu, a słowa wypowiadane zaciskały się w gardle. Złapał dziewczynę za rękę... Chwilę rozmawiali, źle się czuł, lęk wysokości paraliżował całe ciało po chwili stres dał o sobie znać. Poczuł silnie bijące serce w okolicach gardła. Zaczął słabnąć. Był świadomy tego, że za chwilę upadnie. Pomyślał, że jak straci przytomność, to wciągnie dziewczynę do wody na pewną śmierć.

Resztka sił przechylił się na plecy i ciągnąc za sobą samobójczynię upadli na chodnik po bezpiecznej stronie barierki. Co ty kurwa robisz? - Krzyknęła. On popatrzył na nią tępym wzrokiem. Boli mnie serce – odpowiedział i stracił przytomność. Miał pewne przebłyski, wydawało mu się, że ona mówi do niego. To dobry znak, serce bije – słyszał. Piotrze, panie Piotrze, niech się pan obudzi. - To były ostatnie słowa jakie zapamiętał z tamtej nocy.

Adam

Wstał wcześnie, spakował się, w międzyczasie ojciec przygotował śniadanie. Nie byli rozmowni. Żaden z nich nie chciał rozmawiać. Przygnębiająca atmosfera, która wisiała nad nimi od wielu tygodni nie ustępowała. Zjedli śniadanie w ciszy, następnie Adam ubrał się i był gotowy do wyjazdu. - Spakowałeś wszystko? - zapytał Piotr. - Tak. Przynajmniej tak mi się wydaje. Zresztą nie jadę na koniec świata, jeśli czegoś zapomniałem, to albo kupię na miejscu, albo zabiorę jak przyjadę do ciebie w odwiedziny. - Wiesz – przerwał ojciec. - Nie chciałbym abyś jechał. Wolałbym mieć ciebie w domu. No ale taki twój wybór, jednak pamiętaj, to jest twój dom. Cokolwiek się stanie możesz tu wrócić i razem poradzimy sobie z każdą przeciwnością losu. - Dziękuję tato. Uściskali się na pożegnanie po czym Adam wyszedł. Później dotarło do niego, że może to był ostatni dzień, kiedy wstał jako domownik, a później będzie już tylko dzieckiem, który wyfrunął z domu. Czy tak zaczyna się moje dorosłe życie? A może nie uda mi się i wrócę do mojego rodzinnego domu, aby zaczynać swoją dorosłą przyszłość od nowa. - W taksówce na dworzec pomyślał o pożegnaniu z ojcem, wzruszył się. Bilet do Warszawy miał w telefonie, postanowił jechać w pierwszej klasie, chciał siedzieć z dala od ludzi, a wydawało mu się, że właśnie nie będzie tam zbyt ciasno. I tak też się stało przedział był pusty, siedział sam. Wyjął książkę i zaczął czytać, jednak co chwilę wybudzał się łapiąc się na tym, że nie pamiętał tego, co dotychczas przeczytał. Głowa była zajęta zupełnie innymi myślami. - Dzień dobry. Można? - Zapytał mężczyzna, który wszedł do przedziału. - Można – Adam odpowiedział wbrew sobie. Mężczyzna usiadł po drugiej stronie przedziału. - Daleko pan jedzie? -Zapytał. - Do Warszawy – Adam odpowiedział starając się sprawić wrażenie, że czyta i nie jestem zainteresowany rozmową. - Ja też, do domu jadę – zaczął współpasażer. No i wtedy się zaczęło. To był słowotok. Pasażer opowiadał o sobie, rodzinie, o pracy, właściwie o wszystkim. Adam słuchał z uśmiechałem na twarzy, na początku z grzeczności, bo chciał, aby pan z przeciwka ucichł. Po chwili zrozumiał, że książka, którą czytał nie ma szans. Zamknął powieść i słuchał tego co pan z przedziału miał do powiedzenia, a miał naprawdę dużo. Adam poznał jego rodzinę, tą bliższą i tą dalszą, a potem jej najdalsze zakątki powinowactwa. Na początku zastanawiał się ileż to można wypowiedzieć słów bez oddechu, bo gadatliwy mówił na wydechu bez przerwy. Tak jakby nie obowiązywały go żadne ograniczenia związane z dostarczaniem tlenu do organizmu. Jakieś pół godziny później do przedziału wszedł konduktor, zeskanował bilet Adama. Potem obejrzał bilet gaduły i rzekł. - Ale pan ma drugą klasę, musi pan przenieść się do miejsca, które pan wykupił. - Tak wiem - odparł gaduła. - Dopłacę do pierwszej klasy i zostanę tutaj. Tak mi się dobrze rozmawia z tym panem. Adam uśmiechnął się do gadatliwego. Gadatliwy dopłacił do biletu i i został w przedziale. To były trzy godziny monologu. Każda z postaci o których opowiadał, to osoby niezwykle barwne. Prości ludzie, a każdy z nich mogłyby stać się materiałem na dobrą książkę. Podróż dobiegła końca, panowie podali sobie ręce na pożegnanie i rozeszli się w swoich kierunkach. Adam, wsiadł do autobusu 522 i według wskazówek Marty, które wysłała mu sms-em. Miał wysiąść na ulicy Rzeczpospolitej. Klucz czekał w recepcji. Marty nie było w domu. - No cóż, trochę przedłużyło mi się w pracy. Rozgość się, jak wrócę to ciebie zakwateruję. Adam i Marta jakiś czas temu byli parą, po jakimś czasie ich zaangażowanie do siebie wygasło, zostali przyjaciółmi. Później ona wyjechała do Warszawy do pracy. Przyjęli ją w korporacji na stanowisko Project Leader. Miała wdrożyć w firmie jakąś rutynę. Adam dokładnie nie wiedział o co chodzi, tego miał się dowiedzieć, jak zacznie pracę. Wiedział tylko, że będzie jej prawą ręką. To były trzy miesiące ciężkiej pracy, ale to adamowi nie przeszkadzało. To co mu doskwierało, to poniżające traktowanie pracownika przez kierownictwo. Wymagali bardzo dużo, aby sprostać ich wymaganiom ośmiogodzinny dzień pracy każdego dnia musiał się wydłużyć, nie rzadko o połowę. Oczywiście nie można było mieć oczekiwań, że za ponadnormatywny czas pracy pracownik będzie miał zapłacone. Pracodawca niemal codziennie pisał do wszystkich maile, że to nie jest poświęcenie, tylko duma, z faktu, że mogą pracować dla takiej firmy jak ta. Adam miał porównanie, z tym jak jego ojciec, co prawda w malutkiej firmie traktował swoich ludzi. Pamiętał jak ojciec mówił. Pieniądze to jedno, ale z niewolnika nie zrobisz pracownika. Traktuję ludzi z szacunkiem, jak sąsiada, jak panią w sklepie na osiedlu. Trzeba być przyzwoitym. Tutaj tej przyzwoitości brakowało Adamowi. Marta, która jeszcze do niedawna była przyjaciółką, w pracy stawała się konserwatywnie zapatrzona w ideologię firmy. Głosiła hasło, że wszyscy jesteśmy jedną rodziną, ale z zewnątrz widać było, że większość dzieci jest od macochy, a tylko kilkoro od tej właściwej matki. Marta nawet w mieszkaniu, w którym Adam wynajmował pokój,jedynym tematem rozmów był projekt i firma. Adam nie rozumiał, jak można tak bardzo przesiąknąć ideologią. Jak się później dowiedział, Marta zaraz po zatrudnieniu przeszła miesięczne szkolenie, podczas którego według Adama ktoś wyprał Marcie mózg. Sam Adam nie przeszedł takiego szkolenia, ponoć zaczęto obniżać koszty i od jakiegoś czasu nowi pracownicy od razu szli na głębokie wody, a ideologię jednej, wielkiej rodziny mieli im wpajać kierownicy. Oczywiście w przypadku Adama jego mentorem w firmie miała być Marta. Adam, który wielokrotnie przebywał w firmie ojca i widział, jak traktuje się pracownika, nie mógł zaakceptować zasad, które występowały przeciwko przyzwoitości. Minęło sporo czasu, codzienność i dwunastogodzinny dzień pracy pozwolił, aby organizm nie myślał o straconych możliwościach. Głowa przyzwyczaiła się do wymuszonego trybu pracy. Aż do momentu, kiedy w nocy zadzwonił telefon Adam spał, a zmęczony Adam nie mógł się obudzić. Wraz z dzwonkiem wybudzona za ścianą Marta zaczęła stukać w ścianę. - Odbierz to, bo nie wyśpię się do pracy, mam spotkanie zarządem o dziewiątej rano – Wykrzykiwała z oddali. Adam wziął smartfona do ręki. Piotr wyświetlił się na wyświetlaczu. Szefowa Marta ciągle dokazywała za ścianą. - Cześć Tato, czy coś się stało? Jest noc. - Adam zapytał zachrypniętym zaspanym głosem. - Dobry wieczór, mam na imię Monika, znalazłam ten telefon na ulicy, czy zna pan właściciela? - To numer mojego taty – odpowiedział Adam. - Komórka leżała na chodniku, a przed chwilą karetka zabrała stąd mężczyznę, który upadł, podejrzewam, że to jego komórka. Jak wygląda pański tata? - Zapytała. - Proszę mi opisać ojca. Musimy być pewni, że rozmawiamy o tym samym człowieku. - Jest dość wysokim facetem po pięćdziesiątce, ma na imię Piotr. - Zgadza się – odpowiedziała, - pańskiego tatę zabrała karetka po tym jak upadł i uderzył głową o chodnik. Widziałam to, wezwałam pogotowie. Powiedzieli, że zabierają pańskiego tatę na neurologię. Potem znalazłam telefon, który mu wypadł, dlatego dzwonię. Bałam się, że ktoś czeka na niego i lepiej, żeby wiedział, gdzie pan Piotr trafił. - Dziękuję, że mnie pani powiadomiła, zadzwonię do szpitala i dowiem się czegoś więcej. Jak mogę odebrać od pani telefon taty? - Proszę do mnie zadzwonić jutro, jakoś się umówimy. - Nie mam pani numeru telefonu. To proszę zadzwonić na telefon taty, mam go przy sobie. - No tak – odparł, - to jutro zadzwonię. Jeszcze tej samej nocy sprawdził połączenia kolejowe i kupił bilet. Rano spotkał się z Martą w kuchni. - Mam nadzieję, że jesteś z siebie dumny - zaczęła rozmowę. - Ale o co ci chodzi? - Te twoje nocne telefony całkowicie wybiły mnie ze snu. Dzisiaj mam spotkanie z zarządem, a jestem całkowicie rozwalona, przez ciebie. - Przepraszam, to był pilny telefon. Mój tata trafił do szpitala. - Marta popatrzyła na Adama. - Lubię twojego tatę, ale przez niego nie chce stracić tego projektu. - Mój tata jest w szpitalu, potrzebuję dwa dni urlopu, aby zobaczyć co u niego, muszę go odwiedzić. - Kurwa, pracujesz tu już trzy miesiące i dalej nic nie rozumiesz? Gówno mnie to obchodzi, że ktoś jest chory, przecież jest w szpitalu, no to niech się nim zajmą. Ty będziesz tam tylko przeszkadzał. Pamiętaj, że ryzykujesz powodzeniem projektu, zatem wracasz natychmiast do pracy, bo projekt jest najważniejszy. Ja jadę do biura, bo mam spotkanie z zarządem. Po spotkaniu masz tam być. Nasz TEAM się spotyka o godzinie jedenastej, masz tam być! - Po czym wyszła obrażona. - No to się projekt zawali – powiedział sam do siebie, następnie spakował wszystkie swoje rzeczy. Pół godziny później wsiadł do taksówki i pojechał na dworzec PKP. Był już daleko od Warszawy, kiedy dostał SMS-a od Marty. - Widzę, że wybrał pan inną drogę rozwoju swojej kariery rozbijając przy tym i niszcząc nasze od lat wypracowane wartości. Tego tutaj nie akceptujemy. Stwierdzam, że od dzisiaj nie jest pan pracownikiem naszej firmy. Project Leader Marta Trog.

- Przyjaciółka – pomyślał. - Cyborg nie przyjaciółka.

Piotr

Obudził się w szpitalu, miał zabandażowaną głowę i bolała go klatka piersiowa. Zrobili mu serię niezbędnych badań i położyli na sali. Dobry wieczór – Głos lekarza wybudził Piotra. - Jak się pan czuje? - Dziękuję, już lepiej. - Mam pańskie wyniki i nie są najgorsze. Jest pan bardzo zajęty w pracy? - Jestem. - No widać, trochę ma pan mało odpoczynku, ma pan pięćdziesiąt pięć lat i chce pan sobie skrócić życie. Jest pan zmęczony i stres trochę panem potrzepotał. Jest pan zdrowy, ale zmęczony. Potrzebuje pan wypoczynku. Jutro zrobi pan jeszcze kilka wyjaśniających badań i jak będzie dobrze, to wypiszemy pana do domu. Póki co niech pan wypoczywa. - Lekarz pożegnał się. Następnego dnia Piotr obudził się, kiedy na korytarzu rozpoczął się poranny szpitalny gwar. Po śniadaniu pielęgniarka zaprowadziła Piotra na badania uzupełniające, a kiedy wrócił w pokoju pojawiła się ona, dziewczyna z mostu. Od razu ją rozpoznał. - Dzień dobry. To ja, dziewczyna z mostu...

Monika

Następnego dnia Monika pojechała do szpitala. - Dzień dobry. To ja, dziewczyna z mostu... - No widzę, poznaję panią, miło, że pani mnie odwiedziła. - Odpowiedział Piotr. - No wie pan, musiałam. W końcu ratował pan moje życie. Jest mi głupio, że naraziłam pana na niebezpieczeństwo. - Jak widać nic strasznego się nie stało – odpowiedział. Mam nadzieję, że nie będzie pani chciała tego powtórzyć, bo może mnie wtedy nie być w pobliżu. - Obiecuję, że już nigdy - odpowiedziała z poważną miną. Już wcześniej postanowiła, że nie będzie wyprowadzała z błędu pana Piotra i nie powie mu, że wcale nie chciała popełniać samobójstwa... - A ja obiecuję, że nie będę pytał, co panią kierowało, żeby aż tak daleko się posunąć, ale powie mi pani teraz jak ma pani na imię? - Powiem, mam na imię Monika. Jak się pan czuje? - Świetnie - odpowiedział. - Zrobią mi jeszcze kilka badań i chyba jutro wychodzę. - Ale co się panu wtedy stało? - Lekarz powiedział, że przepracowanie i stres, za dużo pracuję i nie mam czasu na odpoczynek, ale dzisiaj czuję się dobrze. Boli mnie trochę klatka piersiowa, no ale cóż. Wbiła mi się pani łokciem w żebra. To akurat dobrze zapamiętałem. W każdym razie czuję się już dobrze. - Ojej przepraszam, nie chciałam panu zrobić krzywdy. - Spokojnie -odparł. - Najważniejsze, że żyjemy. - O! Zapomniałabym mam pański telefon tutaj, wypadł panu na moście. -Wyjęła z torby aparat i podała Piotrowi. - Dziękuję, myślałem, że go zgubiłem i bardzo się cieszę, że go pani znalazła. - Powiadomiłam z tego aparatu pańskiego syna, powinien tu dzisiaj pana odwiedzić. - Tak powiedział? Ma przyjechać? Kilka miesięcy temu wyjechał do Warszawy znalazł tam pracę. Ponoć wymagającą pełnego zaangażowania w wykonywaniu swoich obowiązków, a uzyskanie tam jednego wolnego dnia graniczy z cudem. - Ja też pracowałam w takiej firmie, masakra, rzuciłam to i wróciłam, jest mi tu naprawdę lepiej. - A mogę spytać, czym się pani zajmuje? - Tak, założyłam małą firmę cateringową. - Naprawdę? To może skorzystam. Ja mam firmę produkcyjną, zapewniam swoim pracownikom tak zwaną zupę z wkładką.Ma pani wizytówkę? - Zupa z wkładką to moja specjalność, mam wizytówkę już daję. -Zaczęła szukać w torbie. - No gdzieś tu były, na pewno je mam. - Znalazła po dłuższej chwili. - O! Wiedziałam, że mam, proszę - podała mu brązowy kartonik. - Piotr uśmiechnął się - ponoć kobiece torebki mieszczą w sobie wszystko, ale trudno tam cokolwiek znaleźć. - Ma pan rację, kiedy dzwoni telefon, to nigdy nie udaje mi się go znaleźć. Niemal zawsze muszę oddzwaniać.

Adam W szpitalnej recepcji dowiedział się w której sali leży jego ojciec. - O mój syn się pojawił - zareagował Piotr widząc Adama wchodzącego na salę. - No chodź, uściskam ciebie po tym okresie rozłąki. Miło, że mnie odwiedziłeś, trzeba było się wywalić na moście, żeby syn mnie odwiedził? Przy łóżku stała dziewczyna, odwróciła się w stronę Adama, była piękna... - Tato, dzień dobry, dobrze wyglądasz i miło ciebie znów widzieć. - Poznaj panią Monikę, to ona zadzwoniła po pomoc, kiedy zadygotało mi serce. Mężczyzna wstał, podał rękę na przywitanie pięknej, szczupłej, wysokiej brunetce w jego wieku. Włosy miała proste, przystrzyżone do ramion. - Mam na imię Adam, jestem synem tego tutaj pacjenta, ale to już pani wie, bo przecież wczoraj rozmawialiśmy. - Monika jestem - przywitała się wpatrzona w oczy Adama. On patrząc na nią trochę dłużej niż zwyczajowo przetrzymał jej dłoń. Wszystko to na oczach ojca, który zauważył, że między nimi pojawiła się mała iskra pierwszego zainteresowania. - Chciałem dzisiaj do pani zadzwonić. - Już oddałam telefon panu Piotrowi zatem przekazanie aparatu samo się rozwiązało. A teraz nie będę panom przeszkadzała, pójdę już. Cieszę się, że wszystko dobrze ze zdrowiem. - Zwróciła się do Piotra. - Czekam na telefon w sprawie cateringu, oczywiście jeśli się pan zdecyduje. Pożegnała się i wyszła. Piotr obserwował jak Adam odprowadzał dziewczynę wzrokiem do drzwi.

Piotr

- Masz do niej nr telefonu? Zapytał Piotr. - Nie mam. - Ale przecież dzwoniła do ciebie. - No dzwoniła, ale z twojego aparatu, zatem ja nie mam jej numeru, a o co chodzi? - Nic, tak pytam. Mam jej wizytówkę. Jakby nie zostawiła, to kontakt mógłby się urwać, a tak to kto wie? Ale pytałeś o zdrowie -kontynuował. - Zrobią mi jeszcze jakieś badania i jutro wychodzę. Czyli nic mi nie jest i jestem zdrowy. Skoro miałeś problemy z urlopem w tej waszej korporacji, to nie trzeba było przyjeżdżać. Ale bardzo się cieszę, że udało ci się odwiedzić ojca po wielu miesiącach. - Tato, a co byś powiedział, jakbym został tutaj i nie szukał już szczęścia w Warszawie? - Naprawdę? Zmieniłeś zdanie i będziesz pracował u mnie? - No jeśli twoja oferta jest ciągle aktualna to chętnie. - Synek, to nie jest moja oferta. To jest nasza firma i ty będziesz ją dziedziczył zatem, czym prędzej zaczniesz tu pracować i zdobywać doświadczenia, tym lepiej dla ciebie jako przyszłego właściciela. Poradzisz sobie z tym szybko, obiecuję. - Tato masz rację, te ich korporacje to nie to, czego się spodziewałem. Wolę twój sposób prowadzenia firmy. - Mam rozumieć, że już skończyłeś pracę w Warszawie? Tak, kiedy powiedziałem im, że mój ojciec jest chory i chciałem dwa dni urlopu, nie zgodzili się, ponoć zawaliłoby to ich projekt. No to niech się wali pomyślałem, wyszedłem bez wypowiedzenia. - No ale była tam ta Marta, wydawało mi się, że jesteście razem, też wróciła z tobą? Tato, nie wróciła ze mną, nie jesteśmy razem od dawna. Jeszcze przed wyjazdem do wa-wy nie byliśmy parą. I dobrze, bo okazało się, że firma była ważniejsza od wszystkiego. Ona o niczym innym nie rozmawiała, tylko o projektach w korporacji. Wyglądało jakby była w jakieś sekcie, totalnie pochłonięta tym co robi. W jej fanatycznym postrzeganiu świata nie było miejsca na życie prywatne, a co gorsza jak się później okazało wymagała tego od innych pracowników. Ja tak nie potrafiłem, dlatego rzuciłem wszystko i wróciłem do domu. Kiedy siedziałem w pociągu wysłała mi sms-em wymówienie, tak jakby to była jej decyzja, a ja już i tak bym tam nigdy nie wrócił. - Cieszę się z twojej decyzji synu. Uważam, że praca jest dodatkiem do życia, a nie odwrotnie i tak trzymaj. - Zmieniłeś się tato. Kiedyś mówiłeś inaczej. - Masz rację synek i nie popełnij tego samego błędu co ja. Nigdy nie zabieraj pracy do domu i nie spędzaj w niej całego dnia. Życie jest po to, żeby żyć. Żałuję, że tak mało przebywałem w domu. Zawsze miałem jakieś inne cele, a dla was tego czasu nie starczało. - Tato, ale nigdy nie czułem się przez ciebie jakoś zaniedbany. Zawsze, kiedy ciebie potrzebowałem byłeś w pobliżu dając mi wsparcie. - Cieszę się Adam, że nie odczułeś zaniedbania. Ja jednak zawsze miałem w głowie ten pęd d0 domu. Wydawało mi się, że każda chwila poza domem, jest stratą dla rodziny. Kiedy mama nagle umarła, uświadomiłem sobie, że myśmy nigdy ze sobą nie porozmawiali. Odnoszę wrażenie ogromnego niedosytu, który został po jej śmierci. - Tato, jesteś świetnym ojcem i byłeś doskonałym mężem, tęsknisz za mamą i dlatego tak się czujesz. Zresztą ja też tęsknię, taka kolej rzeczy. Nie obwiniaj się staruszku, naprawdę byłeś i jesteś świetnym. Ojcem. - Piotr uśmiechnął się słysząc słowa syna, Nagle się ocknął. Zaraz, zaraz, co ty powiedziałeś? Staruszku? Nie jestem jeszcze taki stary ja ci jeszcze to udowodnię gówniarzu jeden.

Adam

Przyjechał do szpitala po ojca, który właśnie został wypisany. W kantynie zjedli, po czym wyszli w stronę samochodu. - To co tato chcesz jechać do firmy. - Nie synek, dzisiaj mamy urlop. Juto tam pojedziemy, a teraz do domu. Niby tylko dwie noce w szpitalu, a jednak człowiek tęskni za domem. - Tato, ja ciebie nie poznaję, jeszcze parę dni temu byś nie zniósł dnia bez firmy, a teraz..? - Przez jakiś czas firma będzie działała beze mnie, a mnie ostatnio trochę się przewartościowało w głowie i póki co jest mi z tym dobrze. Następnego dnia punktualnie o godzinie dziewiątej weszli do firmy. - Dzień dobry. Piotr przywitał się z recepcjonistką oraz z każdym napotkanym pracownikiem, którego spotkał w drodze do swojego biura. Za nim Adam. Wszyscy go tutaj znali, w końcu od czasu do czasu odwiedzał ojca w pracy. Mimo to nie czuł się zbyt swobodnie w nowym otoczeniu. Kiedy weszli do gabinetu Piotr podniósł słuchawkę i zadzwonił. - Dzień dobry, pani Zofio, chciałby panią prosić, aby zwołała pani spotkanie wszystkich naszych kierowników w moim gabinecie. Tak, na dziewiątą trzydzieści zapraszam wszystkich. Aha i chciałbym, aby pani też tam była. - Oj wiem, przepraszam za grubiaństwo z mojej strony! Wiem, wiem, zawsze pani jest na spotkaniach i powiem pani, że właśnie dlatego wszystkie są tak świetnie udokumentowane przez panią. Dziękuję. - Odłożył słuchawkę. - No to wypijemy kawę - zwrócił się do Adama, - a za niecałe pół godziny spotkamy się z kierownictwem. Wyszli do kuchni. - Tutaj jest miejsce, gdzie się spotykamy na luzie. Tu są zabronione rozmowy o pracy i ściśle tego przestrzegamy. Tu nie odbieramy telefonów, a jak zadzwoni, to odbieramy na zewnątrz, tu odpoczywamy. I jeszcze jedno. Masz tu kapsułki kawy i saszetki z herbatą. Tam z boku na trzeciej półce jest miejsce pani Zofii. Ona ma tam kapsułki kawy swojego wyboru, taka kawowa play lista jej wyboru. Zanim wybiorę kapsułkę z magazynku najpierw podglądam co pije Zofia, następnie wybieram ten sam smak z naszego magazynku. Adam, jeszcze nigdy się nie zawiodłem. - - A, i jeszcze jedno. Nigdy nie mów jej, że ją podglądam kawowo. - Tato, milczę jak grób i wybieram zieloną kapsułkę, która rzuciła mi się w oczy na trzeciej półce. - Uczysz się synu. To dobrze. - Uśmiechnął się do Adama.

Piotr

Punktualnie o dziewiątej trzydzieści kierownicy rozpoczęli cotygodniowe spotkanie z właścicielem. - Dzień dobry, miło, że widzimy się tutaj w naszą kolejną środę. Ostatnio tyle się wydarzyło, że poważnie stawiałem pod znakiem zapytania nasze dzisiejsze spotkanie. - Mówiąc to cały czas zmagał się z komputerem i prezentacją. - Jestem wiekowym, mało technicznym mężczyzną i coś mi tu nie działa. Proszę mnie uratować pani Zofio. Uratowała. Trwało to trzy sekundy i obraz z komputera wyświetlił się na ekranie. - Dziękuje pani - patrząc na nią kontynuował. To właśnie o tym i innych cudach mówiłem podczas naszej ostatniej rozmowy. - Zofia uśmiechnęła się, a na policzkach pojawił się lekki rumieniec. - Dobrze, jak zwykle prezentacja będzie nagrywana, następnie udostępniona na intranecie, zaczynamy. Nasze wskaźniki w tym miesiącu są o drobinę wyższe niż zakładaliśmy i to nas cieszy. Do tego należy dodać, że zadowolenie klienta jest na bardzo wysokim poziomie. Oznacza to, że jest to kolejny miesiąc, w którym robicie nieziemsko dobrą robotę. Dziękuję wszystkim za to. - Spotkanie trwało jeszcze dwadzieścia minut. Piotr wyświetlał wyniki firmy i dziękował za sukcesy. Zdarzały się też wpadki, ale o tych mówił na końcu. - Małe przypomnienie. Zaczęły, zdarzać się przypadki... Tutaj naświetlił problem, na które chciał zwrócić uwagę. - Dlatego zwróćcie szczególna uwagę, żeby jak najrzadziej to się powtarzało. I jeszcze raz, dziękuję za wasz wniesiony wkład. Doceniam to co robicie. Na zakończenie chciałbym przedstawić mojego syna Adama. Dzisiaj zaczął pracę. Proszę was kierowników, aby każdy z osobna wziął Adama na szkolenie. Przewiduję około jednego tygodnia na jeden dział. Pani Zofio – i tu spojrzał w jej kierunku. - Proszę wraz z kierownictwem przygotować odpowiedni grafik szkolenia. Tak myślę, aby zaczął już od dzisiaj, co pani na to? - Damy radę - odpowiedziała. - Czy są jakieś mniej lub bardziej spontaniczne pytania? - Zapytał. Nikt się nie zgłosił. - Zatem dzisiejsze cotygodniowe spotkanie uważam za zamknięte, jeszcze raz dziękuję wszystkim. - Pani Zofio, proszę zostać. Skinęła głową, że zrozumiała. Kiedy zostali w pokoju we troje Piotr zaczął. - Pani Zofio, chodzi o to, żeby ten młodzieniec, to znaczy mój syn nauczył się wszystkiego. To nie ma być pobłażliwe szkolenie u kierowników. Chciałbym, aby Adam przeszedł przez wszystkie działy naszej firmy. To ma być czynne uczestnictwo, praca fizyczna. Na produkcji Adam będzie produkował, a na pakowaniu Adam będzie pakował i tak dalej, aż przejdzie przez przez całą linię. Proszę, aby pani koordynowała szkolenie mojego syna, to pani będzie decydowała, czy Adam już wszystkiego się nauczył w danym miejscu, czy może jeszcze musi poświęcić trochę czasu na danym obszarze. Co ty na to Adam? - Tato rozumiem i jestem przygotowany. Od lat mówiłeś mi o tym. Mam poznać pracę i pracowników. Rozumiem, że muszę się tego nauczyć i się tego nauczę. - Pani Zofio – i tu znowu Piotr skierował się do szczupłej kobiety o ładnej twarzy w wieku około czterdziestu lat. - Zacznijcie od kadr, zresztą co ja pani będę mówił, przecież to ja powinienem się od pani uczyć. - Panie prezesie – zapytała. - A jaka wypłata jest przewidziana dla pańskiego syna? - Niech to będzie C2, a po szkoleniu będziemy się zastanawiać. I jeszcze jedno – zwrócił się do Zofii. Jak już będzie pani w kadrach, to proszę zgłosić, że biorę urlop. Najpierw do końca tygodnia, a potem zobaczymy. Wie pani, lekarz kazał mi się oszczędzać. Zofia spojrzała na szefa z niedowierzaniem i lekkim uśmiechem na twarzy. - Ale dobrze się pan czuje? - Zapytała? - Dobrze się czuję. Zapewniam, że dobrze. A teraz wychodzę. Proszę się kontaktować ze mną tylko w przypadkach pilnych. Chcę odpocząć trochę od firmy. Adam spotkamy się w domu. - zostawiam ci auto, ja pójdę do domu spacerkiem. - pożegnał się i wyszedł. Zofia zajęła się przygotowaniami Adama do pracy. Zaczęli od działu kadr.

To był Piotra pierwszy raz od dłuższego czasu kiedy zrobił sobie wolne. Syn w pracy, szkolił się na następcę szefa, a Piotr cieszył się, że Adam wreszcie postanowił pracować w rodzinnej wytwórni. Chodził po domu i nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Miał w głowie pewien plan, którego realizację chciał rozpocząć właśnie dzisiaj. Zjadł śniadanie, wypił kawę Przypomniał sobie moment, kiedy poznał żonę. Była wtedy z innym, Piotr obserwował ich z daleka, patrzył na nich i zazdrościł mu, że wybrała tamtego. Poszedł do garderoby otworzył jej szafę. Była prawie pusta, bowiem wisiała tam tylko jedna sukienka. Ta czerwona, której nie był w stanie oddać do PCK. Tej w której zachował w pamięci ostatnie obrazy szczęśliwej Marii. Na dolnej półce, leżał karton po butach, a w nim listy od tamtego. Piotr wiedział o nich bowiem Maria informowała go nadchodzących przesyłkach od. Chcę być z tobą szczera. - Po czym streszczała mu treść każdego, pomimo, że Piotr wcale nie chciał o nich słuchać. Teraz leżały złożone w tym małym kartonie, Piotr nigdy do nich nie zaglądał, również i tym razem zamknął szafę i poszedł do gabinetu. Tam uruchomił komputer, znalazł nr telefonu do firmy detektywistycznej, wyjął telefon i zadzwonił. - Dzień dobry. Chciałbym się dowiedzieć, czy jesteście państwo w stanie dostarczyć mi informacje na temat pewnej osoby. - To dobrze, rozumiem, podjadę do państwa za chwilę i podpiszę umowę.

Adam

Jadąc z pracy wstąpił do centrum handlowego, aby tak jak ustalił wcześniej z ojcem zrobił zakupy, bo lodówka zaczęła już świecić pustkami. W pobliżu kwiaciarni zobaczył ją, Monikę dziewczynę, którą spotkał w szpitalu. Teraz stała w maseczce rozmawiając z mężczyzną. Wydawało się, że są sobie bliscy, wybierali kwiaty. Adam poczuł się trochę nieswojo. Skręcił w stronę działu spożywczego. Kiedy wrócił do domu, zamówili jedzenie i po dwudziestu minutach sushi wjechało na stół. - Jak idzie szkolenie? - Zapytał Piotr. - Zofia świetnie to zorganizowała - Co do szkolenia, zbyt wcześnie oceniać. - No właśnie- przerwał Piotr. - Jadłeś dzisiaj lunch w pracy? - Tak, jadłem. - Poznałeś panię Leokadię, która przygotowała jedzenie? - No widziałem ją – odparł. Jedzenie robi świetne. - Chciałbym abyś zadzwonił do tej Moniki, tej ze szpitala pamiętasz. - Pamiętam, a po co mam do niej dzwonić? - Monika ma firmę cateringową, poprosisz o ofertę. - Tato chcesz zwolnić Leokadię, pomimo, że robi fantastyczne jedzenie? To nie ludzkie. - Spokojnie – odparł Piotr. - Od dawna skarży się, że jest już zmęczona i nie daje rady. Nie zwolnię jej, ale przesunę. - Gdzie na produkcję? - Przerwał Adam. - Można to tak nazwać – odparł z uśmiechem Piotr. Będzie produkowała jedzenie dla nas. - Tutaj w domu. Będzie miała lżej, bo póki co nie będzie gotowała dla wszystkich zatrudnionych w firmie, tylko dla nas dwóch. Wolę jeść domowe niż kupne jedzenie. Leokadia zachowa pensję i w taki sposób dotrwa do emerytury. Zatem zadzwoń jutro do tej Moniki i poproś o ofertę, mógłbym oczywiście poprosić o to Zofię, ale jest mały problem, boję się, że ona to źle załatwi bowiem Leokadia jest matką Zofii. - Matką? – zapytał zdziwiony Adam? - Tak, to dzięki niej Zofia dostała u nas pracę. Był taki moment w jej życiu, że rozeszła się z mężem i była bez pracy. Matka przyszła do mnie i poprosiła abym ją przyjął. Chodziło o każdą pracę. Nigdy nie miałem sekretarki, więc stworzyłem stanowisko asystentki prezesa. Zofia odnalazła się w tej pracy fantastycznie, a ja nagle miałem dużo mniej na głowie, bo wiele czynności, które sam robiłem, odeszły ode mnie i były zrobione przez asystentkę. Na razie sprawa cateringu niech zostanie między nami. Sami to załatwimy, poinformujemy Leokadię i Zofię jak już wszystko będzie załatwione. - Brzmi dobrze Tato, jutro zadzwonię do niej.

*

- Dzień dobry pani Moniko, poznaliśmy się w szpitalu u mojego taty Piotra. Mam nadzieję, że wszystko u pani dobrze. Dowiedziałem się, że ma pani firmę cateringową, a my potrzebujemy cateringu u nas. - Dzień dobry. Tak. Słyszałam, zupa z wkładką dla pracowników. - Pani Moniko, tak nie do końca zupa w kładką, czy mogę panią zaprosić do firmy, spróbuje pani naszej kuchni i będzie pani miała rozeznanie, Potem przygotuje nam pani ofertą na podobną usługę. - Dobrze, będę, a na którą godzinę? - Kantyna jest otwarta od jedenastej, to proponuję godzinę dwunastą. - Dobrze, będę proszę wysłać adres firmy i jutro o dwunastej będę u pana. - Fajnie – odpowiedział Adam. - Miło mi będzie panią u nas gościć. - No to do zobaczenia jutro – odpowiedziała. Następnego dnia zameldowała się punktualnie na recepcji. Adam przyszedł po Monikę kilka minut później. Siedziała na sofie. Kiedy ją zobaczył nie mógł oderwać od niej wzroku. Była piękna. Gdyby nie fakt, że widział ją pod kwiaciarnią z mężczyzną na pewno starałby się zacieśnić znajomość. - Zjedli w kantynie, Monika dowiedziała się wszystkiego co było jej potrzebne do sporządzenia oferty. Obiecała, że w najbliższym czasie prześle ją na jego mejla.

Monika

Usłyszała pukanie do drzwi - nikogo się nie spodziewam – pomyślała. Podeszła do drzwi, przez judasza zobaczyła, że po drugiej stronie stał chłopak w kasku ubrany w strój gońca rowerowego. Otworzyła. - Pani Monika? -Zapytał. - Tak, a o co chodzi? - Mam dla pani przesyłkę, proszę tu podpisać. - Podsunął jej czytnik, na którym dość niezręcznie napisała swoje nazwisko. Zamknęła za nim drzwi i z zaciekawieniem przyglądała się przesyłce. Była to biała koperta wielkości A6, zdziwiła się, nie było na niej ani nadawcy, ani adresata. Zwykła biała zaklejona koperta. Niezwłocznie otworzyła ją. Z umieszczona w środku zapisaną drukiem komputerowym kartkę.

Droga Moniko!

Proszę bądź otwarta na wyzwanie. Nie bój się, to nie jest groźba tylko pewien wstęp do nowej, mam nadzieję fantastycznej przygody, która się nigdy nie skończy, bardzo bym tego chciał. Wszytko co się wokół Ciebie dzieje, może być wskazówką ode mnie. Nie ignoruj wskazówek, pragnę mieć z tobą kontakt, bo jesteś cudowną kobietą. Wkrótce się odezwę. Mam na imię A. Przeczytała dwa razy nic nie rozumiejąc, pomyślała, że może to być jakiś wstęp do kampanii reklamowej jakiegoś produktu, a następną informacją jaka nadejdzie, będzie, żeby wypróbować lub kupić jakiś produkt firmy A. Położyła kartkę na stole kuchennym, który zapełniony był stertą starych czasopism, przeczytanej korespondencji i wielu innych rzeczy, które w jej mniemaniu były ciągle potrzebne i, że na pewno jeszcze do nich niebawem wróci. Najczęściej nigdy nie wracała, zatem zalegały tam przedmioty sprzed wielu miesięcy. - „Nowej przygody, która się nigdy nie skończy – pomyślała. - Kto takie głupoty wypisuje i po co, a czy ja w ogóle chcę zasmakować tej przygody? Sygnał w telefonie wyrwał ją z zamyślenia przypominając, że niebawem ma wizytę u specjalisty. Psycholog za dwadzieścia minut. Następna która chce mi pomóc – pomyślała. To już druga wizyta w krótkim czasie. a ja ciągle nie wiem po co tam chodzę? I to za własne pieniądze. Monika wykupiła na Grouponie cztery wizyty u psychologa. Po powrocie z Warszawy czuła się osamotniona i nie do końca potrafiła się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Liczyła na to, że może ktoś ją uspokoi, naprowadzi na inny tor w życiu. Jednak sama sesja nie przypadła jej do gustu. Nie potrafiła się otworzyć przed inną osobą. Monika do tej pory czuła się niezadowolona z usługi. Punktualnie o jedenastej usiadła w poczekalni. Po dwudziestu minutach psycholożka zaprosiła ją do gabinetu. - Oj przepraszam, że jestem spóźniona, były straszne korki. - Wie pani – odrzekła Monika. - Ja też miałam korki i zdążyłam – powiedziała podirytowanym głosem. - Widzę u Pani pokłady agresji, które mogą zdestabilizować to wszystko co udało nam się osiągnąć w naszej dotychczasowej pracy. - Ale my nic nie osiągnęłyśmy – pomyślała. przygryzła tylko wargi i nic nie odpowiedziała. Psycholożka popatrzyła na pacjentkę oczekując riposty, ale Monika milczała. - Przejdźmy zatem do naszych zajęć, opowiedz mi o tym jeszcze raz żebyśmy się odnalazły w twoim problemie. Monika wysłuchała polecenia i zrozumiała, że współpraca z tą panią nie ma sensu. - To może zróbmy inaczej – zaproponowała. - Ja swój problem znam, ale powiedz mi co ty wiesz o mnie. Co zapamiętałaś z tego co wcześniej powiedziałam. Opowiedz o moim problemie. - Droga Moniko, to ja prowadzę zajęcia i chciałabym, abyś dostosowała się do obowiązujących tutaj zasad. - Nie – odparła stanowczo Monika, teraz ja sprawdzam. Miałyśmy już jedno spotkanie, na którym opowiadałam o sobie, teraz chcę abyś mi opowiedziała co z tego zapamiętała. - Moniko rozmowa o Twoich problemach jest częścią terapii jaką zastosowałam. - Jakiej terapii? - Przerwała jej rozzłoszczona pacjentka. - Ostatnio, kiedy mówiłam o dręczących mnie problemach, ty przysypiałaś. Jak widać zasnęłaś i nie pamiętasz o czym mówiłam. - Nie zasnęłam, myślałam o tym co mówisz - odparła psycholożka. - Chrapiąc? Zapytała Monika? - O przepraszam, ja nie chrapię - postawiła się psycholożka. - Chrapiesz i to głośno, powinnaś coś z tym zrobić. Mąż ci nie mówił, że chrapiesz? W tym momencie na twarzy psycholożki pojawił się grymas porażki, po chwili wpatrując się w Monikę oczy zaszkliły się, a broda zaczęła lekko drżeć. Wybuchła płaczem. Zdezorientowana Monika podeszła do psycholożki i zapytała. - Czyli spałaś podczas naszego spotkania? Tak odparła. Wtedy spałam, a dzisiaj się spóźniłam, bo nie mogę sobie z niczym poradzić. Z ledwością zwlekłam się z łóżka, problemy pacjentów nie są już dla mnie ważne, nie mogę się na niczym skupić. No może trochę przysnęłam podczas rozmowy, przepraszam. Nie policzę ci też za dzisiejszy dzień. Zgadzasz się? - Nie czekając na odpowiedź nagle wybuchła płaczem. - Przepraszam, jestem beznadziejna. Staram się pomagać innym a sama czuję się zatopiona. - Płakała głośno. Monika, która nie do końca wiedziała, jak się zachować. Stanęła przed psycholożką z otwartymi ramionami, a ta wkleiła się w nią jak małe w objęcia matki. - Masz czas? - Zapytała Monika? - Czas? Ale na co? - popatrzyła na pacjentkę ze zdziwieniem w oczach. - Zamknij ten pokoik i pójdziemy na kawę. - Na kawę? Na kawę mam czas, jesteś dzisiaj pierwszą i ostatnią pacjentką. Po twojej sesji jestem wolna i szczerze mówiąc nie wiem co mam ze sobą zrobić. - Jebać sesję, teraz ja ci zrobię sesję – odpowiedziała Monika - zamykaj biznes i wchodzimy stąd. - Jebać, jebać powtórzyła psycholożka, dawno nie używałam tego słowa. - Wstała wyjęła klucz z torebki, na jeszcze załzawionej i lekko skrzywionej od płaczu twarzy pojawił się lekki uśmiech, ruchem ręki wskazała Monice drzwi. - No to wychodzimy. - Zamówiły kawę w najbliższej kawiarni na rogu. - Opowiedz mi o tym. Monika zwróciła się do Joanny. - Dobrze. - Zgodziła się. - To był taki wieczór jak każdy inny. Ja czytałem coś w komputerze, a on czytał książkę. Było tam coś o niespełnionych oczekiwaniach seksualnych partnerów. Wiesz co? - Zwróciłam się do niego. Zerżnij mnie tak, jakby to był nasz pierwszy i być może ostatni raz – powiedziałam ochoczo. I wiesz co? Zrobił to. Zrobił to tak, jak nigdy. Jak się później okazało też tak, jakbyśmy już nigdy nie mieli tego robić. Następnego dnia pojechałam do pracy, to miała być sesja z Tobą. - Uśmiechnęła się. Byłam wymęczona, nie spałam prawie całą noc, tak wiem zasnęłam na spotkaniu z tobą, Przerwała sama sobie, Kiedy wróciłam do domu na stole leżał list. Mogłem to zrobić SMS-em - napisał – ale pisze do Ciebie list. Przez tyle lat nigdy do mnie nie napisał listu – pomyślałam lekko uśmiechając się – musiało mu być dobrze w nocy. Ale w ułamku sekundy mój uśmiech przerodził się w żałobną minę.

Właśnie się wyprowadziłem. Nie chcę Ciebie więcej oszukiwać. Nie zadawaj pytań i nie szukaj mnie, to jest moja ostateczna i nieodwracalna decyzja. Zabrałem ze sobą wszystkie swoje rzeczy, zatem nie będę Ciebie więcej niepokoił. Żegnam.

Natychmiast pobiegłam do jego szafy mając nadzieję, że to żart. Głupi, ale żart. Jednak nie. Jego rzeczy zniknęły. Później okazało się, że spakował się do mojej walizki. - A to skurwiel – rzekła Monika. - Daj spokój, to słaba walizka była, zamek się haczył. Nie mówię o walizce, tylko, że ciebie tak zostawił po tchórzowsku bojąc się spojrzeć ci w oczy. - Dzwoniłaś do niego? Zjebałaś go chociaż? - Próbowałam, ale jego numer nie istnieje, taki przynajmniej dostaję komunikat, kiedy dzwonię. - A do pracy nie dzwoniłaś? - Dzwoniłam, zwolnił się dzień wcześniej i nie wiedzą, dokąd się przeniósł, co by tłumaczyło, że telefon służbowy również milczy. - No to zadzwoniłam do jego przyjaciela. Nie odpowiadał więc pojechałam do niego, myślałam, że może wie coś więcej. - I co, rozmawiałaś z nim? - Monika zapytała nie mogąc się doczekać. - Nie – odparła. - Gorzej. Mój facet siedział z przyjacielem na podjeździe jego domu w samochodzie i.... - głos jej zadrżał. - I co? Monika ponaglała. - Oni się całowali. - Co? - No właśnie całowali się i robili to tak, jak mężczyzna z kobietą. Namiętnie. - Tutaj głos znowu się załamał, ale po chwili kontynuowała. - Potem wyszli z auta i podeszli do furtki. Nie wytrzymałam, przejechałam koło nich i zatrąbiłam. Widzieli mnie, a ja nie miałam już ochoty z nimi rozmawiać, dodałam gazu i odjechałam. Wszystko zrozumiałam, byłam w szoku i tak mnie to uderzyło, że nie miałam ochoty na jakąś konfrontację. Po prostu nie chciałam tego widzieć, tylko odjechać stamtąd jak najszybciej, jak najdalej i nie patrzeć na nich. Nigdy ich nie widzieć i nigdy więcej ich nie spotkać. - O kurde, to lekko nie masz. - No boli jak diabli, ale jeszcze bardziej boli ta zdrada. - Ale co? Nigdy nie miałaś żadnych wątpliwości, nigdy nie było żadnych znaków, że może on coś czuje do mężczyzn? - No nie, jedynie to, że kiedy zaproponowałam mu, że jestem gotowa na dziecko on odpowiedział, że nie byłby dobrym wzorcem dla dziecka. Odłożyłam tę rozmowę na później, myślałam, że po prostu nie jest gotowy. Nasz związek trwał od trzech lat, a mieszkaliśmy ze sobą dopiero od dwóch, więc nie chciałam naciskać. - A ten jego przyjaciel to kto? - Wyjechał do Australii do pracy jeszcze zanim się spotkaliśmy, wrócił jakieś trzy miesiące temu. Wtedy zaprosił nas do siebie. Później odwiedzaliśmy się dość regularnie, zaprzyjaźniliśmy się. Widziałam, że oni świetnie czują się w swoi towarzystwie, ale nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że aż tak bardzo. Dobra nie mówmy o tym. Słuchaj! Tak teraz o mnie gadamy, ale z czym ty tak naprawdę przyszłaś do mnie na terapię? Z tego co pamiętam to rozstałaś się z mężczyzną i bardzo to przeżyłaś? - Przestań, nie będziemy teraz wracali do mojej terapii – odparła Monika. O nie, ja już nie chcę rozmawiać więcej o facecie, który mnie zostawił dla innego mężczyzny teraz ty mi opowiedz, nalegam. - Chcesz tego teraz? - Zapytała Monika. - Tak chcę, opowiedz o tym. - No dobrze, opowiem. Spotkałam go, kiedy pod koniec studiów byłam na praktykach w pewnej firmie. Któregoś dnia przyjechał do nich on. Przystojny niewiele starszy ode mnie, mimo to już na kierowniczym stanowisku. Przyjechał na kontrolę do pododdziału. Do pomocy przydzielono mu mnie, praktykantkę nowicjuszkę. On bardzo się zaangażował w moje wyszkolenie, był otwarty, pomagał, nauczył o ja chłonęłam nowe doświadczenia. Zdobywałam wiedzę, którą na studiach nigdy bym nie zdobyła. Traktował mnie tak, jak jeszcze nikt inny. Czułam się przy nim taka potrzebna, a przy tym niesłychanie kobieca. Na każdym kroku podkreślał mówiąc, że jestem piękna, a przy tym niesłychanie inteligentna. To bardzo mi imponowało. Nic dziwnego, że relacja zawodowa wkrótce przerodziła się w bardzo zaogniony romans. Po kilku tygodniach zamieszkaliśmy razem w jego mieszkaniu. On obiecał mi przedłużenia praktyk i w rezultacie zamienić je na stałą pracę. Mówił, że szkoda, aby taki talent jak ja odszedł i zostawił ich firmę. Mijały tygodnie, on bardzo często wyjeżdżał w delegacje, ja zaś zakochana czekałam na niego. Obiecanej pracy ciągle nie było, ale zapewniał, że już wkrótce, a najpóźniej za tydzień, może za dwa, zwolni się miejsce i będzie mogła być zatrudniona, a co najważniejsze jak obiecał. Że będzie to na kierownicze stanowisk. Tego dnia nie zapomnę nigdy. Wrócił z delegacji. Następnego dnia miał wyjechać do Szczecina. Spędziliśmy ze sobą całą noc co ostatnio zdarzało się dość rzadko. To był napięty miesiąc w jego pracy. Terminy goniły. Tego dnia obudzili się o ósmej, zjedliśmy śniadanie, potem on wyjechał. Długo nie dzwonił. Zawsze dzwonił; ale tym razem telefon milczał. Zabronił mi dzwonienia do siebie, raczej wolał sam dzwonić tłumaczył to tym, że może właśnie w tym momencie ma ważne spotkanie z klientem i lepiej, żeby mu nikt nie przeszkadzał. Mimo tego, że zakazał mi, zadzwoniłam. Przez chwilę nikt nie odbierał, ale po pięciu sygnałach odebrał męski głos, ale to nie był jego głos. - Kim Pani jest dla D? - Zapytał. - Jesteśmy razem, mieszkamy ze sobą. - Nazywam się aspirant Kamiński. Pan D miał wypadek samochodowy, mam dla pani przykrą informację, kierowca zginął na miejscu. Mamy jego komórkę, dlatego odpowiadam, szukamy bliskich ofiary. - Słysząc to nogi ugięły się pode mną - zemdlałam. - Ocknęłam się, kiedy dwóch ratowników kucało nade mną. - Jak się później dowiedziałam policjant, że policjant z którym rozmawiałam zrozumiał, że potrzebuję pomocy. Za dzwonił do służb policyjnych które namierzyły mój telefon i wysłały w te miejsce pogotowie. - Później było jeszcze ciężej. Zadzwoniłam do firmy, w której on pracował. Przedstawiłam się i zapytałam recepcjonistki czy wie, kto zorganizuje mu pogrzeb. - Myślałam, że zrobi to firma dla tak dobrego pracownika. - Pogrzeb zorganizuje mu żona. - Usłyszałam w słuchawce. - Jest zrozpaczona. Mamie z dwójką małych dzieci jest teraz szczególnie ciężko. W każdym razie my jako firma będziemy pomagać. - Zaniemówiłam. Stałam sparaliżowana nie mogąc wypowiedzieć ani jednego słowa. - Halo, halo, słyszałam po drugiej stronie. - Nagle świat, który otaczał mnie runął po raz drugi. - To on miał żonę? Przecież był sam. A tutaj dwoje małych dzieci. Później okazało się, że mieszkanie, w którym mieszkałam z nim przez jakiś czas, było mieszkaniem kolegi, który wyjechał na pół roku do Kanady, a przez ten czas D miał zarządzać nim według swoich potrzeb. A miał potrzeby, bo lokum stało się jego tymczasową garsonierą. Ta zdrada przybiła mnie jeszcze bardziej niż jego Śmierć. Czułam się tak strasznie zdradzona i tak bardzo poniżona. Znokautowana przez rzeczywistość mówiłam do siebie, że już nigdy nie będę taka naiwna. Nie potrafiłam sobie wybaczyć, że dałam się tak wykorzystać, a najgorsze, że zrobił to mój ukochany mężczyzna. Bolało strasznie. W krótkich przebłyskach nie dowierzając w to wszystko co się stało, przychodziły mi do głowy myśli, że gdyby się dzisiaj pojawił, na pewno mógłby to jakoś rozsądnie wytłumaczyć i, że znowu moglibyśmy być razem. Ale wiadomo, nie mógł się pojawić. Ból po zdradzie i wykorzystaniu był tak bardzo silny. Ciągle kochałam go, ale złość i poczucie poniżenia bolało jeszcze bardziej. Następnego poranka spakowałam swoje rzeczy i wyprowadziłam się z mieszkania kolegi, klucz wrzuciłam do skrzynki na listy. Wyszłam z budynku, postanowiłam, że już nigdy moja noga nie stanie na tej ulicy. Nastała krótka cisza. - Później znalazłam sobie pracę w korporacji, ale nie wytrzymałam tam nawet trzech miesięcy. Nie dałam rady bycia z nimi jedną wielką rodziną. Nie docierały do mnie również inne amerykańskie slogany którymi karmi się pracowników. - Ojej, to ja tobie opowiadałam o moich problemach, a twoje są równie przygnębiające. - Przestań, dzisiaj jesteśmy tu dla ciebie, ja już do swoich problemów przywykłam i nie będziemy się nimi zajmować teraz. - Odpowiedziała Monika. - Poczekaj, chcesz powiedzieć, że ty mi o tym wszystkim opowiadałaś a ja wtedy spałam. - Nie, nie wszystko - odpowiedziała Monika. - Jak zaczęłaś chrapać to wtedy przestałam. - O matko, jaki wstyd, ty chciałaś pomocy, a ja... Kurwa jestem okropna. Z kawiarni dziewczyny przeniosły się do mieszkania Joanny. Tam wypiły całe wino jakie były w domu psycholożki, a gdy zabrakło alkoholu wtedy Monika wyjęła z toby butelkę Jacka Danielsa. - Skąd ty to masz? - Właśnie sobie o niej przypomniałam. Kupiłam przed sesją. Lubię mieć w domu, czasami sobie popijam wieczorem jak mi jest smutno. Mam jeszcze colę. Przyniosę szklanki i lód – zareagowała Joanna. - Jest nam teraz strasznie smutno i potrzebujemy tego, otwieraj butelkę.

Monika obudziła się późnym popołudniem. Właściwie obudziło ją głośne wymiotowanie Joanny, która po jakimś czasie wróciła przeźroczysto blada na twarzy, zaparzyła dwie kawy i ustawiła je na granitowej wyspie kuchennej. - Co chcesz na śniadanie – zapytała. - Oj nie. Tylko nie śniadanie. Mdli mnie, mam potężnego kaca.- Odpowiedziała Monika. - To dobrze, bo i tak musiałabyś sobie sama zrobić. Ja z ledwością stoję na nogach. Jestem ciągle pijana i nie mogę patrzeć na jedzenie. - Nagle zerwała się i znowu pobiegła do łazienki zatykając dłonią usta. Tym razem wymiotowanie trwało krócej. - Na kawę też nie mogę patrzeć - powiedziała po powrocie z łazienki - Nawet nie pytaj, ile wypiłyśmy wina. - Nie pytam – odpowiedziała Monika zwlekając się powoli z łóżka. Też jestem pijana. - Ojej! - Zawołała, kiedy dokładnie zobaczyła Joanne. - Przecież ty jesteś zielona na twarzy. - O, rumiana się odezwała. Ty lepiej idź do lustra i w nie popatrz - odparła Joanna. - Trzeba było nie wyciągać tej whisky. - Masz rację, lepiej trzeba było jej nie otwierać przytaknęła Monika. Co pamiętasz z wczorajszego wieczoru? - Otworzyłyśmy Jacka Danielsa i piłyśmy go z colą. -Odpowiedziała Joanna. - Potem jeszcze bardziej rozwiązały nam się języki i mogło się wydawać, że znamy się od zawsze. - Tak, to tez pamiętam i jeszcze sobie popłakałyśmy. - I pośpiewałyśmy – przerwała Joanna - Śpiewałyśmy? Nie pamiętam. - Mnie właśnie wtedy urwał się film. Pamiętam tylko kiedy obudziłam się jak rzygałaś i to już było rano. - Mówiąc to wyszła do łazienki. - O Matko Boska! - Krzyknęła. - Wystraszona Joanna mimo swojej spowolnionej reakcji spowodowaną wysokim poziomem alkoholu w organizmie skoczyła na pomoc nowej koleżance i mgnieniu oka stanęła w drzwiach łazienki. Monika stała przed lustrem i spoglądała w swoją twarz. - Co się stało? - Zapytała Joanna. - Zobacz, jak ja wyglądam. – Monika wskazała na siebie. - Ale mnie przestraszyłaś - odetchnęła z ulgą. - Mówiłam ci, że twoja twarz w pełni może konkurować z moją zieloną facjatą. - A teraz wypij kawę, potem prysznic i może się jakoś, choć trochę poczujemy zreanimowane. Monika wróciła do kuchni. - Popatrz - wskazała na flaszkę whisky, zostało jeszcze na jedną szklaneczkę. - Ratunku, nie pokazuj mi tego, bo się zrzygam, już nigdy nie napiję się alkoholu. To był ciężki dzień dla obu pań, w zwolnionym tempie po kolei zajmowały łazienkę, aby doprowadzić się do żywych. Po dwóch godzinach obie były gotowe. Wyglądały niemal naturalnie no, może trochę zmęczone.

Adam

Po pracy Adam zostawił samochód w firmie i poszedł do domu piechotą. Bulwary nad Wisłą były skąpane w ciepłym jesiennym słońcu. Usiadł na ławce. - Może to ostatnie tak słoneczne dni – pomyślał. - Przepraszam, czy pan Adam? - Zapytał mężczyzna w stroju kuriera. - Tak, to ja - odparł zaskoczony. - Mam przesyłkę dla pana - kurier oparł rower na nóżce, wyjął z sakwy białą kopertę i czytnik. - Proszę podpisać – podsunął urządzenie z rysikiem. Adam podpisał. - Jak mnie pan tutaj znalazł? - Zapytał zdziwiony. - Widzi pan? - Goniec uśmiechnął się. - Właśnie dlatego mówi się o nas, że jesteśmy najlepsi na rynku. Miłego dnia życzę. - Wsiadł na rower i odjechał. Adam przyjrzał się kopercie, była całkiem biała. Otworzył ją i wyjął kartkę z tekstem napisanym na komputerze.

Bądź otwarty na wyzwanie. To jest pewien wstęp do nowej, mam nadzieję fantastycznej przygody, która się nigdy nie skończy, Wszytko co się wokół Ciebie dzieje, może być wskazówką ode mnie. Nie ignoruj wskazówek. M

Przeczytał jeszcze raz, nic nie rozumiał. Schował kopertę do kieszeni ruszył w stronę domu. Po co ktoś to wysłał? Po co angażował kuriera i czemu adresatem jestem ja? - Zapytał sam siebie.

Michał

Tym razem już nie mógł zwlekać. Jego stan zdrowia bardzo się pogorszył i jutro z rana miał się wstawić na izbie przyjęć w szpitalu onkologicznym. Testament przygotował wcześniej. Teraz usiadł przy komputerze i zaczął pisać.

Adamie

List ten według moich wskazówek miał zostać przekazany do Twoich rąk tuż po odczytaniu mojej ostatniej woli. Rozumiem, że jesteś zaskoczony zaistniałą sytuacją, dlatego postanowiłam, żebyś dowiedział się wszystkiego ode mnie. Wiem, że być może powinienem to zrobić w inny sposób. Ale nie potrafiłem wcześniej. Zresztą bałem się zaburzyć dotychczasowy porządek w jakim się znaleźliśmy. Teraz, kiedy wszystko się pozmieniało, a testament został odczytany. Pozostało mi zatem napisać list, tak abyś go przeczytał po mojej śmierci. O ironio! Nawet nie wiem, czy wiedziałeś o moim pogrzebie? Ale nie obwiniam o to nikogo. Kiedy Twoja mama powiedziała, że jest w ciąży, nie byłem na to przygotowany. Miałem tyle, pomysłów, otwartych projektów. Chciałem je zrealizować. Dziecko było w moim przekonaniu tylko przeszkodą. Powiedziałem jej, że to mnie przerasta. Że owszem chcę abyśmy byli razem, ale dziecko trzeba usunąć. Nie pomagały argumenty, że ludzie mają dzieci i mimo to realizują się. Ja tego nie rozumiałem. Nie usunę – powiedziała – odrzucam twoje warunki. Nie będziemy razem. Nigdy nie będziemy! - Wykrzyknęła w moją stronę i wyszła z mieszkania. Nie próbowałem jej zatrzymać. Dziś żałuję tego najbardziej. Byłem w sobie taki zawzięty. Myślałem, że robię dobrze. Zamiast…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych