Los Zofii
Historia zagubionej trochę kobiety. Czy odnajdzie siebie, czy postąpi rozsądnie, a może na odwrót. I co to znaczy rozsądnie? Kogo wybierze?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
--------------------------------------------
Rozdział I
Był późny październik, deszcz lał nieprzerwanie. Stałam na moście i patrzyłam na płynącą pode mną rzekę. Zapadł już zmrok i w lustrze wody odbijały się gdzieniegdzie światła ulicznych latarni tworząc niezwykłe refleksy. Może jeśli wskoczę w taką barwną falę to trafię do magicznej krainy –rozmarzyłam się. Do takiej krainy gdzie człowiek odczuwa tylko permanentne szczęście. Tylko czy to nie byłoby nudne i jałowe?. Czy umiałabym docenić szczęście i być naprawdę szczęśliwa nie znając bólu? Zresztą będąc stale szczęśliwa nie miałabym chyba czasu na takie rozmyślania. Uśmiechnęłam się do siebie i swoich rozważań. Przechodząca kobieta przyglądała mi się niepewnie. Może wydaje jej się, że oto stoję tu po to tylko, aby zakończyć swoje życie skokiem w ciemną toń. Czasami owszem zastanawiam się nad zakończeniem mojego istnienia, wiem jednak, że nie potrafiłabym tego zrobić. Są osoby które mnie kochają i cierpiałyby z tego powodu, a nie chcę tego. Dziwne to życie, tyle w nim cierpienia, szczęścia tylko chwile, a mimo to pragniemy, aby trwało wiecznie. Tego sobie nawet życzymy. Mam 26 lat. I niby wszystko ze mną ok. Mam kilku przyjaciół, kochaną choć nie idealną rodzinę. Zresztą nie spotkałam jeszcze takiej. Nie mogę też narzekać na pracę. Nie trafiłam jeszcze na TEGO mężczyznę. Ale nie martwię się. Wierzę, że i mi będzie dane przeżyć miłość. Mówią, że jestem radosną optymistką. Radosną może i tak, ale z tą optymistką to już przesada. Nazwałabym raczej siebie beznadziejnie obiektywną realistką, która roztrząsa wszystko na czynniki pierwsze. Dlatego nic, nigdy nie jest dla mnie czarne lub białe, chyba nigdy do końca nie czuję szczęścia, ani złości. Zawsze dostrzegam plusy i minusy wszystkich rzeczy, nie potrafię potem jednoznacznie określić swojego stosunku do nich. Cała już przemokłam. Ruszyłam przez most w kierunku mojego domu. Otworzyłam drzwi i przez chwilę rozkoszowałam się ciepłem bijącym z głębi mieszkania. Ściągnęłam mokre ciuchy i wskoczyłam w wygodny dres. Zaparzyłam zieloną herbatę, włączyłam cicho muzykę, usiadłam w fotelu. Zanurzyłam się w marzeniach, muzyka cichutko sączyła mi się do ucha, a w tle słychać było szum deszczu. Lubię deszcz. Nawet nie wiem kiedy zapadłam w sen. Obudziłam się rano z ostrym bólem głowy, całą połamana. Do tego gorączka. Nawrzucałam sobie od idiotek, co mokną na zimnie, chyba tylko po to, żeby się wykończyć. Akurat miałam urlop. Nie ciekawie byłoby stracić te kilka dni wolnego, dlatego postanowiłam wybrać się do przychodni. Może lekarz zapiszę mi jakiś cudowny lek, nawet lek na wszystko co złe…ech marzenia głupie chodzą mi po głowie. Ubrałam się grubo warstwami niczym matrioszka i ruszyłam do przychodni. Nie byłam tam już od bardzo dawna. Po drodze spotkałam Natkę, moją koleżankę jeszcze z liceum. - Cześć Zośka! Gdzie lecisz? – zapytała - Niestety do doktora, nie podchodź, mogę zarażać – zaśmiałam się, ale od tego śmiechu głowa rozbolała mnie jeszcze bardziej. – czuję się podle. - Może trzeba było zostać w łóżku, łyknąć jakieś witaminki, paracetamole, popić herbatą z miodem i cytryną. Czosnek też by nie zaszkodził – zaśmiała się – i wiem co jeszcze mogłoby Ci pomóc – dodała z tajemniczym uśmiechem. Pomyślałam, że odkąd chodzi z Krzysiem, z każdym miesiącem wygląda coraz lepiej. Widocznie Krzyś działa doskonalej niż wszystkie kremy i operacje plastyczne razem wzięte. - A co jeszcze proponujesz? – zapytałam, choć domyślałam się niestety co teraz powie. - Ciepłe męskie dłonie, które pomogłyby ci się rozgrzać - mrugnęła do mnie. - Póki co, muszę się niestety zadowolić miejmy nadzieję cudotwórczymi dłońmi pana doktora. – odpowiedziałam. - Miejmy nadzieję, że już niedługo zastąpi go ktoś inny. Nawet mam pomysł kto. Błagam! Musisz przyjść do mnie w piątek na imprezę. - Jeśli się będę lepiej czuła to z chęcią, ale proszę, bez swatania, ok.? To takie krępujące. A co ma być to będzie przecież. - A kto tu mówi, o swataniu – oburzyła się – Tylko was sobie przedstawię, ale jestem pewna, że do siebie pasujecie. Zresztą Krzyś też tak uważa. - Krzyś? Czy wy nie macie lepszych tematów niż ja i moje prywatne życie? - Zrozum, że Felek pracuje od niedawna z Krzysiem i to on stwierdził pierwszy, że to jest ktoś, kto pasowałby do naszej Zosi. Tez tak myślę. Oczywiście możemy się mylić. - Felek? Och wiesz, już mi się odechciało iść na tę imprezę. Czuję presję. Założę się, że Krzyś wypaplał Felkowi o tym, że niby ja mam być tym kimś wyjątkowym dla niego itp. Już czuje, jak oboje się czujemy jak kretyni. - Nie przesadzaj! Zobaczysz wszystko będzie super. Zaufaj mi. – uśmiechnęła się tak miło, że nie miałam siły dalej się opierać. Zresztą, nie miałam siły już stać. Źle się czułam. Pożegnałyśmy się i ruszyłam dalej. W przychodni siedziało kilka osób. Zajęłam ostatnie miejsce i zaczęłam cierpliwie czekać na swoją kolej. Naprzeciwko siedziały dwie kobiety. Rozprawiały zawzięcie o swoich chorobach. Była też młoda dziewczyna, zaczytana w jakimś popularnym magazynie, oraz tłusty jegomość od którego czuć było na odległość wczorajszą zakrapianą imprezę. Czyli nie ma z kim pogadać. Westchnęłam i zajęłam się czytaniem informacji na plakatach. Prawie same reklamy szczepionek. Ja się nie szczepię, jak mnie coś trafi, to cóż, taki los. Otworzyły się drzwi i do przychodni weszła laska. To znaczy najpierw laska, a potem tuż za nią wkroczył mężczyzna. Był niewidomy. Stukając swoja laską, przemierzył śmiało metry dzielące go od recepcji. Wymienił kilka zdań z siedzącą pielęgniarką po czym odwrócił się w stronę oczekujących na przyjęcie do gabinetu. Młoda kobieta wybiegła z recepcji i pomogła mu znaleźć wolne miejsce. Dwa miejsca dalej ode mnie. Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego tak, a nie inaczej. Ze względu na mnie, czy na niego. Nie miałabym nic przeciwko temu, aby usiadł obok mnie. Może kobieta stwierdziła, że mogłoby mi to przeszkadzać?. Albo gorzej, stwierdziła, że nie wyglądam na osobę obok której bez obaw można posadzić kalekę? Uśmiechnęłam się w duchu do swoich głupich rozważań. Zerknęłam na sąsiada. Był…bardzo, bardzo przystojny. Miał taki typ urody, który zawsze najbardziej mnie pociągał. Zajęłam się kontemplowaniem jego profilu bez skrępowania. Stwierdzając, że i tak nie widzi jak się gapię. Miał śliczny nos, taki w sam raz. Wąskie usta, teraz delikatnie rozchylone w miłym uśmiechu. Trochę zarostu dodawało mu dodatkowego sexapilu. Jago włosy w cudownym kasztanowym odcieniu . Sama próbowałam taki osiągnąć stosując różne farby, niestety daleko im było do tego cudownego odcieniu który właśnie podziwiałam. Włosy długości kilku centymetrów, układały się w miękkie fale, których ma się ochotę dotknąć. Nad czołem miał grzywkę, która niesamowicie dodawała mu chłopięcego uroku. Szkoda, że ciemne okulary zasłaniają oczy. Nagle chłopak odwrócił się w moją stronę i powiedział: - Podobam Ci się? Prawie spaliłaś mnie wzrokiem. Jeśli mogłabym się teraz zapaść pod ziemię, z pewnością bym to zrobiła, jednak podłoga pode mną tkwiła nieruchomo i nie zamierzała się rozstąpić. Uśmiechnęłam się niepewnie, ale uświadomiłam sobie, że on tego nie widzi. A może widzi, z skądś w końcu wiedział, że się na niego patrzę. W końcu wyszeptałam: - Przepraszam. - Nic nie szkodzi, często czuję na sobie badawczy wzrok ciekawskich ludzi. Jakbym był kosmita, a ja jestem tylko niewidomy. - Och to nie tak! Po prostu …- na chwilę zabrakło mi słów – po prostu naprawdę mi się podobasz.- czułam jak cała czerwienieje. - Dziękuję! – roześmiał się, jego śmiech sprawił, że ogarnęło mnie dziwne uczucie – nigdy nie usłyszałem tak miłego komplementu. Z chęcią odwdzięczyłbym się podobnym, ale… chyba mi nie uwierzysz. – wybuchliśmy oboje śmiechem. A potem zapadła krępująca cisza. Chciałam jeszcze pociągnąć rozmowę, gorączkowo próbowałam wymyślić coś sensownego i inteligentnego. Przecież nie zacznę paplać o pogodzie. Może się przedstawię, nie, czułam, że chwila ciszy trwa zbyt długo i głupio będzie tak nagle wyskakiwać z czymś takim. Co się ze mną dzieje, przecież nigdy nie byłam tak niewygadana. Beznadzieja. Westchnęłam i wydmuchałam nos. - Hej! Miła sąsiadko pobudka! Ostatni pacjent wyszedł i teraz twoja kolej. Wiem, że na pewno miło się siedzi obok mnie, ale pan doktor czeka – zaśmiał się. - Proszę, wejdź pierwszy, przede mną. - Nie rób proszę ze mnie większego kaleki niż jestem. Nigdzie mi się nie spieszy i mogę odczekać tyle ile trzeba. – chyba poczuł się urażony , ale zaraz dodał łagodnie - No leć mała, musisz się pozbyć tego katarku. – Uśmiechnął się ciepło, a ja poczułam jak uginają się pode mną nogi. To chyba przez tę gorączkę. - W takim razie idę – odpowiedziałam. Nie wiem co w nim było takiego, że zapominałam gdzie mam głowę. Jaka szkoda, że nasze drogi pewnie za chwile się rozejdą. On wydaje się taki sympatyczny. I ma w sobie coś takiego co mnie pociąga. Kurcze chyba się nie zakocham w niewidomym. Nie żebym coś miała do ślepych, ale taki związek na pewno byłby bardzo trudny i skomplikowany. O czym ty myślisz – zganiłam się w duchu – przecież nawet nie wiesz jak ma na imię. Kiedy wyszłam z gabinetu, z plikiem recept w dłoni on podszedł do mnie i powiedział: - Pewnie już Cię tu nie będzie, gdy wyjdę. Dlatego chciałbym się pożegnać i jeszcze raz podziękować za miłą rozmowę. - Szkoda, że tak krótką – dodałam. - Może jest nam jeszcze pisana dłuższa, kto wie. Co ma być to będzie. Cześć! – uśmiechnął się i znikł za drzwiami gabinetu. Nie zdążyłam ani odpowiedzieć, ani nawet się pożegnać. Wyszłam z przychodni czując się gorzej, niż kiedy do niej zmierzałam. Czułam niepokój, niedosyt, niespełnienie. Ogarniał mnie smutek na przemian z ekscytacją. I nie potrafiłam zapanować nad tą falą uczuć przepływających przez moją głowę. Po głowie kołatała mi się jedna myśl, nawet nie wiem jak on ma na imię. Zakupiłam w aptece leki i stwierdziłam, że teraz to by mi się przydał inny lek, na odczarowanie. Kurcze zachowuje się jak nastolatka, która się zakochała. Ale czy ja się w ogóle zakochałam, po tak krótkim czasie to chyba niemożliwe. Dlaczego więc tak bardzo to przeżywam. Kiedy znalazłam się w domu zrobiłam sobie herbatkę w termosie, łyknęłam leki i zanurkowałam pod kołdrę. Od razu zapadłam w sen. Kiedy się obudziłam na dworze zapadł już zmrok. Wstałam, aby zrobić sobie coś do jedzenia. Postanowiłam wrócić do łóżka i nie wychodzić z niego, dopóki nie wyzdrowieje. Przespałam więc kolejny dzień. Trzeciego dnia czułam się już dużo lepiej. Zaczęło mnie już nawet męczyć to nic nie robienie, a spotkanie z przychodni zdawało się być tylko miłym epizodem. Musiałam się skupić się na jutrzejszej imprezie u Natki i Felku. No cóż, skoro ktoś myśli, że jestem dla niego ideałem to nie powinnam go rozczarować. Trzeba wypaść jak najlepiej i nie dlatego, że mam już jakieś plany matrymonialne wobec pana Felka. Po prostu nie chce usłyszeć, że się mną rozczarował. Postanowiłam kupić jakiś nowy ciuch na tę okazję. Poszłam więc buszować po sklepach. Kiedy przymierzałam czwartą sukienkę wpadłam w samo zachwyt. Wyglądałam rewelacyjnie. Moje ciemnoblond włosy doskonale współgrały z czerwoną sukienką. Miała cudowny kolor dojrzałych czereśni, może ten atłas zbyt elegancki, ale jeśli założę do tego moją czarną jeansową kurteczkę będzie super. Gdyby chłopak z przychodni mógł zobaczyć jak pięknie wyglądam. Kurcze, idiotka ze mnie. Przecież on nie widzi. Poza tym nie stroje się dla niego, tylko dla siebie, no i dla Felka. Zakręciłam się ze śmiechem wokół własnej osi. Postanowiłam zakupić to cudo, udałam się więc do kasy. Kiedy ekspedientka nabijała na kasę spojrzałam za okno. I zobaczyłam go. Chłopaka z przychodni. Szedł drugą stroną ulicy z piękną kobietą u boku. Prowadzili ożywioną rozmowę. Kiedy przechodzili przez jezdnię, ona złapała go za rękę i pomogła przejść. Poczułam ukłucie zazdrości. Małe i głupie, ale zepsuło mi radość zakupów. Zapłaciłam i szybko wróciłam do domu. Chyba zwariowałam, nie myślę logicznie – tłumaczyłam sobie – co to za zazdrość. To bez sensu. Przecież nic nas nie łączy. A ja nie potrafię zapanować nad swoimi uczuciami. Przecież nie zakochałam się tylko dlatego ze jest tak przystojny, seksowny i zabawny. Tzn. to są powody dla których warto się zakochać, ale ja nigdy nie byłam zwolennikiem miłości od pierwszego wejrzenia. Trzeba się najpierw poznać, przeżyć z sobą trochę czasu, aby stwierdzić, że to jest ta wyjątkowa osoba, z którą warto spędzić życie. A nie po kilku minutach skoczyć za kimś w ogień. A czuję, tak właśnie czuję, że zrobiłabym wszystko o co by mnie poprosił. Musze nad tym zapanować. W domu starałam zająć się czymś innym. Nawet mi się udało. Poświęciłam się temu co lubię robić najbardziej. Rysowaniu. Kiedy skończyłam swoją prace spojrzałam na nią ze smutkiem. Kocham to robić, a jednak nie potrafię osiągnąć tego czego bym pragnęła . Czas iść spać. Piątkowy poranek obudził mnie słońcem. Na dworze było zimno, ale słońce dawało siłę, aby wstać. Nie mogłam się już doczekać spotkania z Felkiem, pragnęłam go poznać i może w nim się zakochać. Załatwić klin klinem jak to się mówi. Ubrałam się w swój nowy nabytek, delikatnie umalowałam, ułożyłam włosy. Nie byłam pięknością, ale wiedziałam, jak podkreślić to co we mnie najlepsze. Dlatego może często słyszałam, że jestem piękna. Zawsze wtedy kiedy sama się tak czułam, więc to chyba jest w tym jakaś prawda, że piękno tkwi w nas samych. Czułam stres przed wejściem do mieszkania Natki, ale kiedy ona rzuciła mi się w ramiona i zaczęła opowiadać wesołe historie, zapomniałam o Felku. Zaśmiewałyśmy się właśnie do rozpuku kiedy podszedł Krzyś . Towarzyszył mu wysoki chłopak. Starałam się uśmiechać naturalnie, tak żeby nie było po mnie widać lekkiego zdenerwowania. - Cześć Zosia! Super, że wpadłaś – zagadał Krzyś – chciałbym ci kogoś przedstawić – uśmiechnął się tajemniczo. A ja w końcu odważyłam się spojrzeć na jego towarzysza. Spotkałam piękne brązowe oczy z których wylewało się całe morze empatii. Odruchowo moja twarz pokrył uśmiech chyba na cała szerokość twarzy. Tak, ten chłopak wyglądał na takiego co nie da się nie lubić. - To mój kolega Felicjan, zdrobniale Felek – powiedział Krzyś – a to nasza wspaniała artystka Zosia - Krzyś! Nie wymyślaj, żadna ze mnie artystka. Miło mi cię poznać – podałam dłoń Felkowi. Uśmiechnął się do mnie ciepło. I zapytał: - A co lubisz tworzyć? – nie lubię rozmawiać o swoich twórczych zapędach. Czuję skrępowanie, bo mimo że wkładam w swoje prace tak dużo serca, to nie było z czego być dumnym. - Trochę rysuję, trochę fotografuję, trochę piszę. Nic takiego. – odpowiedziałam. - Z chęcią bym zobaczył twoje dzieła – powiedział Felek. - Oj naprawdę nie ma się czym chwalić. Uwierz. I raczej nie mam ochoty słuchać kolejnych fałszywych zachwytów które miałyby mnie pocieszyć – tu spojrzałam się znacząco na Natkę. - Przykro mi, że już mnie osądziłaś, twierdząc, że mógłbym cię okłamać. – stwierdził smutno , spojrzałam na niego i zobaczyłam, że nadal się uśmiecha. - Sorry, nie to miałam na myśli. Powiedz lepiej czym ty się zajmujesz? - Felek jest grafikiem komputerowym i fotografem. – powiedział Krzyś – musisz zobaczyć koniecznie jaką nam zrobił piękną sesję zdjęciową! - Z chęcią zobaczę, a przy okazji może udzieliłbyś mi kilku lekcji profesjonalnej fotografii. – uśmiechnęłam się kokieteryjnie. - Z chęcią , choć czasami piękne jest to co nie jest profesjonalne. Bardzo często prawdziwym skarbem jest nieoszlifowany diament. - Ładnie powiedziane, ale obawiam się, że jestem zaledwie tania podróbką – odpowiedziałam.
Rozdział II
20 lat później.
Zaczesałam długie włosy i szybko zaplotłam kok. Wygładziłam dłonią zmarszczoną sukienkę. Była czerwona, w kolorze dojrzewających czereśni. Mój ulubiony kolor. Wsunęłam na stopy czarne pantofelki i poszłam w stronę wyjścia. Zatrzymałam się i powoli obróciłam. Oparłam czoło o zimne lustro i zobaczyłam w nim odbicie własnych łez. Spływały po bladej zmęczonej twarzy. W tle zobaczyłam coś jeszcze. Obróciłam się szybko i podeszłam do przeciwległej ściany. Dotknęłam gładkiej szklanej powierzchni antyramy w której znajdowało się pełne uroku zdjęcie. Przedstawiało mnie idąca przez łąkę pełną chabrów, szczęśliwa ściskam w dłoni wielki bukiet polnych kwiatów. To było tak dawno, tak bardzo dawno temu…Chwyciłam fotografie, zerwałam ze ściany i z rozmachem cisnęłam w lustro. Brzęk szkła odblokował czarna rozpacz w moim sercu. Rzuciłam się na ziemię i zawyłam. Leżałam wśród okruchów szkła i własnych lustrzanych odbić. Patrzyłam na samą siebie zwielokrotnioną setki razy. Patrzyłam i nie widziałam powodów dla których miałabym żyć. Chwyciłam w dłoń lśniący odłamek i przyłożyłam do jeszcze pulsującej tętnicy na własnym nadgarstku. Przycisnęłam mocniej, poczułam ból. Wiedziałam jednak, że tylko się zadrasnęłam, że to za mało. Coś we mnie opierało się, przed końcem . Nie odrywałam wzroku od wydobywających się ze mnie kropel krwi. Czułam jak ogarnia mnie obojętność i znużenie. - Chciałabym zasnąć na zawsze – wyszeptałam.
19 lat wcześniej.
Wiał ciepły wiosenny wiatr, siedząc na kraciastym kocu, wystawiałam twarz do słońca. - Uśmiechnij się! Odwróciłam głowę i uśmiechnęłam się zalotnie do Felka. Latał jak szalony po łące i fotografował kwiaty, owady i mnie. Kochałam w nim tę pasję i podziwiałam. To wyjątkowy mężczyzna. Ciągle nie mogę uwierzyć, że zagościł w moim życiu. Chciałabym, aby to trwało wiecznie. Wyciągnęłam się na boku i spoglądałam na niego jak próbuje „upolować” barwnego motyla. Obok leży niebieski bukiet chabrów, gładziłam niebieskie płatki kwiatów, czułam się szczęśliwa. Nagle spadł na mnie cień, Felek stał nade mną i uśmiechał się tajemniczo. Przyciągnęłam go obok siebie na koc. Zaczęłam całować jego dłonie, jego usta, szyje. Czułam narastające z każdą chwilą podniecenie. Jednak odsunął mnie od siebie łagodnie, nałożył na moja głowę chabrowy wianek i chwycił moją dłoń. Wyciągnął dłoń z leżącym na nim pierścionkiem. Nie jakiś zwykły, ale pleciony z drobnych stokrotek i z czterolistną koniczynką zamiast oczka. Małe arcydzieło. Spojrzałam na niego zdziwiona. -Czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żona na dobre i na złe, na zawsze - zapytał cicho. Nie miałam żadnych wątpliwości, pozwoliłam, aby wsunął mi oryginalny pierścionek na palec po czym zamknęłam jego usta głębokim pocałunkiem. Nasze ciała dopasowały się idealnie niczym dwie części tej samej rzeczy. Czułam jak tonę w oceanie miłości, tonę i nie chcę koła ratunkowego. Po powrocie do domu włożyłam swój zaręczynowy pierścionek pomiędzy stronice ulubionej książki i pozwoliłam, aby tam się zasuszył. Wprost odwrotnie do naszej miłości, która miała tylko kwitnąć. Zamieszkaliśmy razem, a zalegalizowanie naszego związku wydawało się już tylko formalnością.
Kiedy wieszał moją fotografię w przedpokoju, powiedział, że będzie tu wisieć, abym witała go swym uśmiechem, nawet jeśli nie będzie mnie w domu. Zdjęcie było naprawdę wyjątkowe, każdy kto nas odwiedzał wpadał w zachwyt. A ja marzyłam, że kiedyś też będę robić takie piękne zdjęcia. Pod bacznym okiem Felka poznawałam tajniki fotografii. Robiliśmy długie wycieczki i setki zdjęć. Czas mijał nam wypełniony miłością, która wierzyłam, będzie trwać wiecznie. Wzieliśmy skromny ślub, na którym nie zabrakło Krzysia i Natki. Natalia spodziewała się dziecka i oczywiście nie zapomniała mi napomknąć o tym, że też powinnam się już starać. - Mogłybyśmy z wózkami spacerować po parku, razem prowadzić dzieci do przedszkola. Zośka, mówię Ci pośpiesz się, będzie raźniej. – namawiała. Felek podchwycił temat i powiedział, że też marzy mu się potomek. Ja jeszcze nie potrafiłam się określić w tym temacie. Oczywiście chciałam mieć dziecko, ale czy już teraz? Tyle rzeczy planowałam jeszcze zrobić, nacieszyć się jeszcze życiem tylko z moim mężczyzną. - Zośka, ale za długo się nie zastanawiaj, wiesz lata lecą, a potem może być coraz trudniej zajść w ciążę.- dopowiedział Krzyś - Wiem, wiem o wszystkim. Nie ma co się martwić na zapas. Może zmieńmy temat, bo póki co jeszcze młoda i zdrowa jestem, więc nie widzę problemu. - Kochanie nie denerwuj się, nikt cię nie przymusza do ciąży już teraz. Kocham cię. Zatańczysz? – zapytał Felek. Dałam się porwać na parkiet, wtuliłam w jego ramiona i zapomniałam o wszystkim. Widziałam znajome twarze, płonące świece i inne tańczące pary. Jednocześnie wyobrażałam sobie, że tańczymy na leśnej polanie, stąpamy prawie nad ziemią unoszeni przez dźwięki pianina i skrzypiec. Czułam zapach leśnego igliwia, to chyba jego perfumy. Przysunęłam się jeszcze bliżej i wyszeptałam prosto w jego czerwone usta: - Kocham cię.
Kilka tygodni później wracałam z pracy. Pracowałam w banku. Czy mogło być nudniejsze zajęcie, dla kogoś takiego jak ja? Chyba nie. Dobrze jednak zarabiałam, dobrze dogadywałam z szefem i resztą pracowników. A twórcze ambicje przeniosłam na czas wolny od pracy. Teraz jednak miałam go coraz mniej. Ogromną ilość pochłaniał Felek. Brakowało mi czasem samotnych wieczorów. Zastanawiałam się nad wyborem, czy zamiast wyjść gdzieś z mężem, lepiej byłoby wysłać go samego i mieć wieczór tylko dla siebie. Jednak póki co, ciągła tęsknota za Felkiem i chęć spędzania z nim każdej chwili zwyciężała. Kiedy przechodząc przez park zobaczyłam w oddali znajomą sylwetkę, przyjaciółkę ze studii. Ucieszyłam się, ponieważ już dość dawno straciłyśmy kontakt, Agnieszka wyjechała za pracą do większego miasta. - Agnieszka witaj! Tak dużo czasu minęło! Ale niespodzianka! – zawołałam. - O matko! Zośka, to naprawdę ty? Wyglądasz rewelacyjnie, prawie się nie zmieniłaś. Wow, co za spotkanie. Proszę Cię, chodźmy od razu na kawę. Znajdziesz dla mnie chwilkę? - Oczywiście, dam tylko znać mężowi, że się spóźnię. - A po co, niech się trochę pomartwi, chyba nie musisz się tłumaczyć z każdej przeżytej minuty? – zapytała ze śmiechem. - Nie muszę, ale nie chcę, aby się niepotrzebnie martwił. Tutaj nie daleko jest miła kawiarenka, maja tam pyszną kawę, szczególnie latte, nasza ulubiona. - Szybko wystukałam sms do Felka. - W takim razie idziemy. To mówisz, że masz męża? Długo? Ja się jeszcze nie ustatkowałam, zresztą nie śpieszy mi się. Chcę korzystać z życia! - zaśmiała się. - Też chciałam korzystać z życia, ale wiesz, gdy człowiek się zakocha to nic się nie poradzi. O, to ta kawiarnia. A żoną jestem dopiero od kilku tygodni. – uśmiechnęłam się z lekką dumą. - Kilka tygodni? To nie dziwię się, że taka szczęśliwa latasz. Zobaczymy za kilka lat. - Aga, nie przesadzaj, co to za pesymizm. Trochę mnie zatkało, spodziewałam się raczej, że mi pogratulujesz. A tu słowa pełne zgorzknienia. - Wybacz Zośka, ostatnio miałam z facetami same przykre przejścia. Chyba straciłam wiarę w udane związki. W każdym razie, ze mną w roli głównej. Ale tobie może się udać, ty zawsze byłaś taka dobra i mało konfliktowa. Nie to co ja. - Och moja droga, nigdy nie mów nigdy. Zobaczysz, na pewno poznasz jeszcze faceta z którym będziesz szczęśliwa. Myślę, że smutne doświadczenia po to są nam dawane, abyśmy lepiej potrafiły dostrzec te dobre i piękne. Sama mówisz, że masz trudniejszy charakter, może musisz przejść trudniejszą szkołę życia, aby potem lepiej żyć? - Nie wiem, może masz rację. Byłabym szczęśliwa wiedząc, że twoje słowa się spełnią. W życiu jednak rożnie bywa. Czasami zastanawiam się, czy każdy człowiek ma podobną ilość doświadczeń dobrych i złych. Tak jak patrzę wokół i widzę, że każdy ma swoje duże i małe problemy. Nie ma jakiejś szczęśliwej drogi. Nie da się uciec od smutku. Cokolwiek w życiu wybierzesz, jakąkolwiek pójdziesz drogą, możesz być pewna, że spotkasz i dobro i zło. I tylko od nas samych zależy co z tym zrobimy. Czy upadniesz, czy będziesz szła z podniesioną głową, sama czy z kimś. Ja chyba nie mam tyle siły, tyle odwagi i optymizmu, aby przejść przez życie na tarczy. - Aguś, kochana nie rozklejaj się, proszę. Muszę się za ciebie wsiąść. Kiedyś nie byłaś tak pełna smutku. Ktoś naprawdę cię zranił. Przykro mi. Ale zobaczysz, już nie długo zniknie z twojej głowy ta czarna chmura gradowa. - Mam nadzieję. Rzeczywiście pyszna ta kawa. Musimy się umówić ponownie koniecznie. Dziś nie mam zbyt wiele czasu. Ale tyle spraw jest jeszcze do obgadania. I z chęcią poznam Twojego męża. - W takim razie, może wpadniesz jutro wieczorem do nas na kolacje? Planowaliśmy iść do kina, ale to robimy co tydzień. Ileż można. Przyda nam się jakaś odskocznia. - Co racja to racja, rutyna to wasz największy wróg. - W takim razie, czekamy jutro o 19. To nasz adres. – podałam jej wizytówkę – Do zobaczenia! - Tak, do zobaczenia wkrótce skarbie. Gdyby coś mi wyskoczyło, to się skontaktuję. - Ok., nie ma problemu. Rozeszłyśmy się, każda w swoją stronę. Biegłam do domu jak na skrzydłach. Wparowałam do pokoju i rzuciłam się Felkowi na szyję. - Wróciła moja cudowna kobieta! - wyszeptał mi do ucha – Stęskniłem się. Delikatnie całował moją twarz, jednocześnie…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil patija
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…