Lustra Wyobraźni
Opowiadanie fantasy, utwierdzone umiłowaniem do mitologii i Słowackiego
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
{i}ostatni obraz po nim to widok dziecinnie małej pięty którą połyka żarłoczne morze W górze ojciec wykrzykuje imię które nie należy ani do szyi ani do głowy tylko do wspomnienia{/i}
Zbigniew Herbert
W historii literatury, świadomej nieświadomości wszystkich ludzi, pozostają postacie nieśmiertelne, dla których śmierć była dopiero początkiem. Są wieszcze, docenieni po śmierci oraz ludzie cenieni za samą śmierć. Jednak kto by przypuszczał, że w amoku upływu czasu i nowoczesności przepadnie jedyna prawdziwa religia. - {i}Gdzie jesteś, Ikarze? Gdzie jesteś?!{/i} – roznosił się błagalny głos po Polach Elizejskich. Trudno mówić w krainie śmierci o czasie, bowiem takowy nie płynie. Trwa jedna, wieczna chwila, która niczego nie zmienia. Bezczas. I właśnie przez tę chwilę roznosiły się krzyki umęczonego życiem ojca, poszukującego jedynej nadziei - spokoju. Gdzieniegdzie zadrżała asfodela, najczystsza ironia zesłana od bogów. - {i}Gdzie jesteś? Gdzie jesteś?{/i} – zapętlało się, gubiąc powoli znaczenie. - {i}Patrzcie na Ojca Szaleńca, co próbę Lete[1] przełamał!{/i} – poczęły krzyczeć dusze, zaciekawione obecnością Dedala w Elizjum. Wnet jeden przełamał te szepty, niegodne herosów, a był nim sam Kronos , o postaci dziecka: - {i}Co robisz, Dedalu w Krainie Spokoju? Jak, napiwszy się wody zapomnienia z rzeki Lete, możesz wciąż pragnąć ujrzeć syna? Który z bogów przywrócił Ci pamięć? Powiedz, a daruje Ci Twe marne bytowanie! Powiedz, a wyjawię Ci miejsce pobytu Twego syna!{/i} – wykrzykiwał bóg, przeobrażając się w postać tytana. Cóż jednak mógł zrobić biedny Dedal? Umęczony podróżą i życiem, zbierał w sobie siły, by stawić czoła Kronosowi. - {i}Nie bóstwo mi pomogło, Pożeraczu Dzieci[2]. A prawdziwa siła, która mnie prowadzi. Magia, której nie jesteś w stanie pojąć. Magia, dzięki której nie jesteś w stanie mi zagrozić. Jest to szczególna więź łącząca kochającego ojca z synem. To dzięki niej stoję przed Tobą, jak równy z równym, podążając za uczuciem, którego nie jesteś w stanie pojąć{/i} – wykrzyczał Dedal resztkami sił, ledwie słaniając się na nogach. Zamilkły pola, zamilkła Ziemia i Gaja. Cały świat, cała historia, teraźniejszość i przyszłość były skupione teraz na Kronosie, którego wyraz twarzy niczego nie zdradzał. Wszystkie dusze, a nawet bogowie, zrywając się od codziennej rutyny, skupili się na wydarzeniach, mających miejsce w Elizjum. Nie doczekali się oni jednak potępienia Dedala - ani wiecznego przekleństwa, ani tułaczki. Nie doczekali się najmniejszej kary na zrozpaczonym Ojcu. Kronos zniknął, pozostawiając po sobie burzę, która nigdy wcześniej nie miała miejsca na Polach Elizejskich. Burzę, która już nigdy nie została przerwana, rozciągając się przez świętą wieczność. Tymczasem w Tartarze swe męki przeżywał młodociany topielec, uwięziony na zawsze pod wodą. Raz po raz udawało mu się zerwać, podążając w górę, ku powierzchni. Nic jednak bardziej mylnego! Ledwie dał popis odwagi i siły, kiedy próbując zaczerpnąć powietrza - dusił się, na nowo lądując na dnie swego przekleństwa. Nieopodal, na przybrzeżny szczyt pchał kamienny głaz Syzyf. Mało kto wie, że jemu jako jedynemu dotychczas udało się zbiec podstępem z Tartaru – by wrócić tam ponownie, na wieczne potępienie. Nie było w tym jednak przypadku, a następstwa wydarzeń tego spotkania, zaowocują zupełnie nowym rozdziałem w mitologii greckiej. O ile pośmiertna wieczność, wciąż brzmiała brakiem upływu czasu, o tyle na tętniącej życiem Ziemi czas biegł swym własnym torem. Mijały pokoje i wojny. Mijały kolejne istnienia, zapatrzone w myśl o rajskim Edenie. Nikt już teraz nie spodziewał się spotkać Charona na swej drodze. Nikt już nie dzierżył obola w swych dłoniach, a Cerber już dawno padł z głodu. Istny chaos w drodze ku wieczności! Bowiem, kto spodziewał się stania w olbrzymiej kolejce do brzegu Styksu? Kto spodziewał się, że ,,dawne” wierzenia Greków to te jedyne i właściwe? Nikt nie był na to gotowy. Jedni śmiałkowie, próbowali przepłynąć Styks wpław samemu. Inni – budowali drogę z ciał odnalezionych pod topolą. Cóż jednak z tego, skoro nie przynosiło to rezultatów? Jedyną nadzieją na przepłynięcie Styksu, nie mając potrzebnej monety, była jedynie lepsza oferta, karta przetargowa. A cóż mogły oferować pośmiertne dusze, jak nie siebie same? Niektóre znudzone staniem w kolejce, oczekiwaniem na coś bliżej nieokreślonego, wolały oddać się w ręce Charona. Ich los jest nieokreślony, jednakże ufając późniejszym pieśniom można dojść do wniosku, że zwyczajnie znikały. Ani po ciele, ani po duszy nie zostawał najmniejszy ślad. A czyż nie ma gorszej kary od zapomnienia? Jedyną formą rozrywki, która towarzyszyła umarłym była gra w kości. Bynajmniej nie chodzi mi o ziemską gierkę, polegającą na rzucaniu kostką do gry. Gra w kości była czymś całkowicie odrębnym. Fale Styksu regularnie wypychały na brzeg ludzkie szczątki, kości – było to główne źródło rozrywki. Dusze zbierały się nad brzegiem, obserwując falę. Cała gra polegała na typowaniu ile i jakich kości pojawi się na brzegu z kolejną falą. Powstaje wam pewnie w głowie pytanie: o cóż oni grali? Odpowiedź jest banalnie prosta – o nic. Służyło to jedynie zabijaniu wiecznej chwili, o ile ktokolwiek po śmierci miał jeszcze ochotę na cokolwiek. Przekrzykiwali się filozofie różnych epok… - {i}Dwa odbicia idei czaszki oraz jedno odbicie idei kości ogonowej!{/i} – wykrzykiwał Platon. - {i}Cóż to za bzdury i brednie, Platonie! Dajmanion wyraźnie wskazuje na cztery kości strzałkowe i parę dłoni!{/i} – z pewnością i łatwością, właściwą mistrzowi mówiącemu do ucznia, odnosił się Sokrates. - {i}Starożytni to jednak na niczym się nie znają! Tu potrzebna jest redukcja, indukcja, epoche, spojrzenie na noumen, a nie fenomen!{/i} – pokpiwali sobie XX-wieczni fenomenolodzy. - {i}To wszystko na nic. To wszystko bez sensu.{/i} – podsumowywał każdą dysputę, towarzyszącą grze w kości, Artur Schopenhauer. Nieopodal nich, zwykł przesiadywać Julek Słowacki. On jako jedyny w całym tym tłumie nie nudził się wcale, a wcale. Jak bowiem można się nudzić, obserwując całość tych zjawisk? Widywał plejadę królów, naukowców, pisarzy, morderców, kupców, szewców, cesarzy, filozofów, nauczycieli, debili i ćwierćinteligentów! Wszyscy sprowadzeni do jednej, równej formy. W tym samym miejscu, kolejce – bez żadnego wyjścia. Juluś siadywał pod drzewem (gdzie zawsze nikogo innego nie było) i z pośmiertnej niemocy pisarskiej (typowej na wybrzeżach Styksu) powielał w pamięci dawno spisane już zdania. Śmiał się z własnego niedowiarstwa, że wszystko ma się jednak inaczej. Echem odbijało się w jego głowie jedno zdanie: Trzeba mi nowych skrzydeł, nowych dróg potrzeba.[3] Dedal ocknął się, z niedowierzaniem otwierając oczy. Sam nie spodziewał się, że takie wystąpienie ujdzie mu na sucho. A na to wyglądało. Nie był jednak szczęśliwy, ani spokojny. Jak bowiem miał teraz odnaleźć swe dziecko? - Podejdź Dedalu, strudzony konstruktorze. Podejdź Dedalu, a poznasz prawdę. – nawoływał głos znikąd. Dedal rozglądał się, lecz nikogo nie dostrzegł. Po chwili rozciągniętej w bezczasie głos ucichł, zamieniając się jedynie w smutne wspomnienie. Miał świadomość, że po tej stronie Styksu są trzy krainy: Elizjum, Ereb i Tartar, a Ikar musiał znajdować się w jednej z nich! Po swoim ostatnim wystąpieniu domyślał się, że Pola Elizejskie może wykluczyć. Teraz głównym problemem, jaki stał przed nim, było odkrycie sposobu dotarcia do którejś z pozostałych krain. Wędrował zatem przed siebie za rozbrzmiewającym dźwiękiem lir, poszukując rady wśród spokojnych dusz, zamieszkałych w Elizjum. Nie mógł jednak liczyć na ich pomoc. To przez niego rozpętała się wieczna burza, mącąca spokój tej krainy. Po trzynastej nieudanej próbie konwersacji, Dedal znów usłyszał ten sam, kojący głos: - {i}Podejdź Dedalu, strudzony konstruktorze. Podejdź Dedalu, a poznasz prawdę.{/i} - {i}Kto woła me imię? Kto litością obdarzyć mnie pragnie? Pomóż mi, błagam! A postawię budowle ku Twej chwale, jakiej ludzie, ani bogowie jeszcze nie widzieli! Kreteński labirynt oraz pomniki to dzieła mych rąk! A to jedynie zalążek tego, co mogę oferować! Pragnę jedynie odnaleźć swe dziecko!{/i} - {i}Jam jest Ogniskiem Domowym, opiekunką rodzin i dzieci! Jam jest Hestia, której nie trzeba wznosić niestałych budynków, co czas je rozleci. Dbam jedynie o to, co wieczne. A wieczna jest tylko miłość, łącząca rodziców z dzieckiem, reszta to tylko powietrze. To właśnie dlatego pokonałeś próbę Lete i dlatego pragnę Ci pomóc. Albowiem Twoje chęci szczere i prawe – nic im dopomóc. Muszę Cię jednak ostrzec, że po odnalezieniu syna nie czeka Cię spokój, ani wytchnienie. Chwalebny Lew – Wężem się okaże, czyś gotów poddać się tej karze?{/i} - {i}Hestio! Nie boję się cierpień, nie straszne mi katusze! Wskaż drogę do dziecka – uratuj mą duszę!{/i} - {i}Twój syn, Dedalu, wieczną karę znosi w czeluściach Tartaru! Uwięziony w wodzie, nad którą powietrza nie ma, wciąż tonie, upada – nie zazna już nieba. Jedyny ratunek, który możesz mu przynieść, to na szczyt Syzyfowej Góry go wynieść. Tam zdobędzie tlen dla swej duszy, lecz Ty Dedalu nie unikniesz katuszy! {/i} - {i}Jam świadom tej kary, świadom jest brzemienia, które skaże mą duszę na wieczne cierpienia! {/i} - {i}Dobrze, niechaj się stanie! Nad brzegiem wody Twa noga postanie. Teraz odpocznij, w lirę się wsłuchuj. Gdy ta ucichnie, dźwięków Tartaru nasłuchuj.{/i}
Charona spotykały coraz to ciekawsze propozycje. Dawni królowie, nie do końca świadomi swej małości, oferowali swe państwa i księstwa, które w większości już nie istniały. Muzycy pragnęli oddać swój talent, który pozostawał już jedynie wspomnieniem. Znalazło się kilku fałszerzy z Polski, którzy z materiałów znalezionych na brzegu stworzyli niemalże idealne kopie oboli. Na nic się to jednak nie zdawało. Szczególnie po dawnej wpadce, kiedy Orfeusz omamił go swoją muzyką. Odnosiło się już wrażenie, jakoby nikt nie był w stanie przekonać Przewoźnika do podróży na drugą stronę. Tymczasem znalazł się jeden śmiałek, który już z daleka począł nawoływać Charona w dziwnym języku. Zwykle ten pozostawał niewzruszony na tego typu występki, jednakże tym razem podniósł swą głowę i spojrzał z niedowierzaniem. Dreptał ku niemu niski człowieczek, dzierżący w ręce całą garść oboli. Jego głowę zdobił bardzo szeroki kapelusz, nachodzący na twarz. Poruszał się w butach z których wystawały drobne skrzydełka, zbyt małe i słabe, by mogły wznieść go ku górze. Mimo drobnej postury, biła od niego swego rodzaju aura potęgi, boskości. Z tłumu usłyszeć się dało kasztelana Borejkę[4], który nawet pośmiertnie sprawiał wrażenie pijanego, krzyczącego: - {i}Toż to jakiś skrzat lub krasnal!{/i} Rozniósł się wnet jakiś hałas i po kasztelanie Borejce nie zostało ani śladu. Tajemnicza postać zaczęła budzić wśród zebranych przerażenie i wzmagać coraz to większą ciekawość. Wszelakie wątpliwości rozwiał Charon: - {i}Witaj Hermesie, bogu kupców i złodziei! Czego szukasz nad tym brzegiem – chyba nie nadziei?{/i} - {i}Nadzieję dzierżę w swej dłoni, a jest nią garść srebrnych oboli! Znudzony jestem wieczną wędrówką, wpadłem przepłynąć się łódką! Chyba nie masz mi za złe Charonie, jeśli zabiorę kogoś na drugą stronę? Wybór ogromny jest, ciekawy! Kogo zabiorę w poczet wyprawy? Może myślicieli, najtęższe umysły doczesnego świata? Cóż mi jednak po nich, skoro po tej stronie figle umysł im płata? A może księży, popów, biskupów i papieży, co całość życia stracili na odmawianiu pacierzy? Wybór wszak ogromny, problemów mi garść sprawi! Kto z was podoła, kto mnie zaciekawi?{/i} Od tej pory poza kolejką do Charona i skupiskiem dusz niezainteresowanych powstała, niewiadomo kiedy, druga kolejka – do Hermesa. Rozciągała się w…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil JohnTayds
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…