Wróć do katalogu

Madryt ołówkiem i gumką

błądzę po Madrycie odkrywam "Saturna pożerającego swoje dziecko"

Lew, opublikowano , 9 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Madryt i Goya

I

Niektóre książki oddziaływają, czy chcą tego, czy nie chcą, można by powiedzieć, bezwiednie. Bo czy mógł przewidzieć autor „Saturna”, że ktoś, kto przeczyta ułożoną przez niego historię rodziny Francisko Goi, poczuje impuls, który każe mu polecieć i na własne oczy zobaczyć „czarną serię” obrazów genialnego malarza?…

Idę bocznymi, wąskimi uliczkami, wokół wysokie ściany, ciasno. Życie jakby dopiero się budzi po nocy, sklepy otwiera, towary wykłada, kolorowe półki zapełnia. Odnajduje nas deszcz. Dlatego żadnych nadmiernych wędrówek, żadnego wspinania się, żadnego błądzenia. Wystarczy, że uda mi się trafić do narodowego muzeum El Prado. Co krok czarnoskórzy sprzedawcy oferują parasole w cenie pięć euro. Ze względu na aparat, daję się namówić na wydatek i idę dalej, całkiem daleko, wykraczam poza znaną mi stronę.

Przed muzeum kolejka stu osób i wciąż wydłuża się przez nieznane dusze dochodzące z różnych stron świata. Przemieszczamy się sprawnie i szybko, po piętnastu minutach jestem już w środku.

Właściwie interesuje mnie tylko jeden malarz, sprawca mego przyjazdu tutaj, głuchy i dokuczliwy za życia, Francisko Goya. Resztę, jak Bóg da. Nagle uginają mi się kolana przed „Saturnem pożerającym swojego syna”, ale autorstwa nie Goi tylko Rubensa. Saturn przedstawiony jest w postaci mojego siwego ojca; nagiego starca, który pochyla się nad trzymanym na rękach chłopcem i przystawia do jego piersi swoje wargi, wysysając z nich życie. Dziecko wylewa mu się z rąk, jednak bezwzględność i determinacja ojca są tak silne, iż nie pozwalają mu wydostać się z jego silnych objęć. Stary musi mieć pewność, że ono umrze. Oglądanie obrazów jest jak medytacja. Ten sam obraz u Francisko Goi jest jeszcze mocniejszy. Saturn to siedzący demon. Demon, o potędze ciała dorównującej tylko potędze jego woli. Żelazny uchwyt na ciele pożeranego chłopca, rozwiane siwe włosy i to zaskoczone spojrzenie jego-mojego ojca, który został nakryty i zdemaskowany, kumulują potężną energię, w której ginie wszystko to co słabsze.

Mit o Saturnie opowiada o tym, że bóg bał się zdetronizowania przez syna, więc kazał swojej żonie przynosić każde urodzone z ich związku dziecko. Następnie je zżerał. Matce udało się uchować przed nim jednego z synów, Jupitera, który rzeczywiście pozbawił ojca władzy i wypełnił przepowiednię. Goya był płodnym artystą.

Kiedy wychodzę, deszcz przestaje lać, a chodniki zapełniają się jakby kwiatami, wyrzucanymi gdzie popadnie parasolami, dokładnie takimi jak ten mój, kupiony od Murzyna.

II

Królewska katedra została wyświęcona przez Jana Pawła II. W środku, w maleńkiej wnęce odnajduję niszę a w niej rzeźbę i kilka kropel krwi papieża. Przy relikwii można za pomocą dwóch euro zapalić świece, więc korzystam okazji, wrzucam pieniążek. Te maleńkie jupitery potrafią migotać, wprawiają w zachwyt kiedy się ich światełko tli. Myślę o swojej intencji, wracam myślami do swoich bliskich. W środku tłum zwiedzających. Pochłania nas ogromna gotycka budowla z pięknymi witrażami i kolorowymi freskami na odległych sufitach. Roześmiane dziewczyny z wysięgnikami do selfie fotografują swoje wydęte usteczka obejmując wiszącego na krzyżu Chrystusa.

III

Madryt jest wielki i nie pojęty. Splot ciasnych uliczek tłumi rozmowy, do ucha dostaje się jakby szmer, jakby wygłuszone echo, i współczesność dotyka mnie dopiero kiedy staję na Plaza Mayor. Tu gwar rozlega się pewnie i wyraźnie. Błądzę, bo umiem błądzić jak nikt inny – znikać na prostej drodze. Od centrum oddalam się mimowolnie, coraz bardziej tłumacząc sobie, że podejmuje kroki we właściwym kierunku.

Jak żyje Saturn, po zjedzeniu swojego syna? Potężniejszy jeszcze, czy wystraszony coraz bardziej. W coraz lepszej komitywie ze sobą, czy spodziewa się, że nieobliczalność też ma swoje granice?

Z wolna wchodząc w późne popołudnie, zatrzymuję się gdzieś jakby na tyłach tego architektonicznego i etnicznego raju, jakbym wszedł na ogromny dziedziniec albo wirydarz. Dochodzi osiemnasta, a słońce wciąż w dobrej formie, grzeje jakby było lato, zdejmuję więc…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych