Wróć do katalogu

Mafia. Rozdział 1

Moja nowa seria... tym razem gangsterska, utrzymana w klimacie komediowym.

Pestka11k, opublikowano , 14 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Rozdział 1

Stałam właśnie przed szafą w sypialni, zastanawiając się, co powinnam włożyć na dzisiejszy wieczór, gdy nagle usłyszałam huk za drzwiami. Zamarłam z rękami zawieszonymi nad głową, a sukienka, którą właśnie miałam na siebie włożyć, wysunęła mi się z palców i wylądowała na dywanie.

Moje mieszkanie znajdowało się na trzecim piętrze starej kamienicy, a składało z małego przedpokoju połączonego z salonikiem, niewiele większej sypialni, łazienki i wnęki kuchennej. W tym momencie tkwiłam zakopana po uszy w stercie ciuchów, gdyż nie mogłam się zdecydować, czy lepiej włożyć coś seksownego, czy raczej niezobowiązującego... Z Marcinem spotykałam się już któryś raz z kolei, lecz do tej pory nie byłam pewna, czy chcę przejść, że tak powiem, na nieco wyższy poziom znajomości...

Słysząc hałas, wybiegłam z sypialni akurat w momencie, gdy do mieszkania wpadł z impetem jakiś facet. Szybko zatrzasnął drzwi i odwrócił się w moją stronę. Miał obłęd w oczach, który na kilka długich sekund został zastąpiony zaskoczeniem, gdy zobaczył nagusieńką (no prawie, bo przecież miałam na sobie bieliznę) kobietę stojącą na środku pokoju.

Muszę przyznać, że mnie również zatkało. Bo czy ja go już gdzieś nie widziałam?

Niestety, nie dane było mi się nad tym zastanowić, bo mężczyzna, w przeciwieństwie do mnie, szybko oprzytomniał i zaczął się zbliżać. Chciałam krzyknąć, ale nie zdążyłam. Doskoczył do mnie, chwycił za nadgarstki i przycisnął do ściany.

- Ani piśnij - warknął, i przycisnął usta do moich w wyjątkowo mokrym pocałunku. Jęknęłam z obrzydzenia i zaczęłam się szarpać, przecież to nienormalne, aby jakiś obcy facet napastował mnie we własnym mieszkaniu, ale zaraz znowu znieruchomiałam, gdy drzwi ponownie stanęły otworem i ukazała się w nich kolejna sylwetka.

- O, przepraszam - zmieszał się w pierwszej chwili intruz i już zbierał do wyjścia, ale wyraźnie się zawahał. Niestety, ponieważ nie chciałam mieć z nim do czynienia! W przeciwieństwie do pierwszego, który może i wtargnął nieproszony do mojego mieszkania, jednak wyglądał dość pospolicie i raczej nieszkodliwie (o rany, no tak, zdaje sobie sprawę, że to jest dobitny przykład tego, jak wygląd może być zwodniczy, bo w końcu ten "nieszkodliwy" z pozoru facet właśnie mnie napastuje, niemniej jestem pewna, że gdybym spotkała go na ulicy, to nawet bym się za nim nie obejrzała), to ten drugi miał ze dwa metry wzrostu, ręce wielkie jak łopaty i zarośniętą gębę, przeciętą w poprzek, dość nieprzyjemnie wyglądającą, blizną, nie wspominając już o bi- i tricepsach naszpikowanych koksem, doskonale widocznymi spod koszulki z krótkim rękawem. - Ekhem… Nie widziała pani tutaj… takiego jednego… - spytał, przestępując niepewnie z nogi na nogę, co, mimo zaistniałej sytuacji, wydało mi się dość komiczne.

W tym momencie zza jego pleców wychylił się kolejny mężczyzna, niższy o jakieś dwie głowy od tego drugiego, dwa razy szczuplejszy i o tysiąckroć zwinniejszy. To po prostu było widać. Zatrzymał się tuż za swoim kolegą i obrzucił nas dziwnym spojrzeniem. Następnie grzmotnął swojego kompana… kolbą pistoletu! Chryste, on miał broń! Jęknęłam rozpaczliwie, bojąc się odezwać, czując jednocześnie jak nieznajomy nr 1 wkłada mi kolano między uda, co chyba prawidłowo zinterpretowałam jako ostrzeżenie, żeby nie zrobić przypadkiem nic głupiego. Oderwał ode mnie usta i wtulił twarz w szyję, oddychając ciężko. Udzieliło mi się jego zdenerwowanie i też zaczęłam dyszeć. Na szczęście nowo przybyły zrozumiał to nasze zasapanie po swojemu, bo rzucił do swojego kumpla:

- Benny, ty zboczeńcu, mało ci rozrywek? Spadamy!

Gdy tylko zniknęli z widoku, udało mi się wreszcie odepchnąć nieznajomego.

- Co ty sobie, do jasnej cholery, wyobrażasz?! - wrzasnęłam, wymierzając mu siarczysty policzek. Sama nie wiem, kto był bardziej zaskoczony tym wybuchem, ja czy on. Staliśmy tak, gapiąc się na siebie w oszołomieniu, aż w końcu zaczęła do mnie docierać nienaturalna cisza, która zapanowała po tym uderzeniu. Zanim jeszcze ujrzałam lufę pistoletu wyłaniającą się zza framugi drzwi, facet nr 1 chwycił mnie za ramię i wepchnął do sypialni, zatrzaskując drzwi w momencie, gdy uderzyła w nie kula. Wrzasnęłam, nie wiem, czy bardziej z zaskoczenia czy strachu i popchnęłam nieproszonego gościa w stronę okna, sama zaś przepchnęłam fotel stojący koło drzwi, aby je zabarykadować.

- Spadaj pan, nie w głowie mi kłopoty! - warknęłam, wypychając nieznajomego na schody przeciwpożarowe. Lecz ten, o dziwo, nie kwapił się do wyjścia.

- Hola, hola, panienko, idziesz ze mną! - powiedział, chwytając mnie za ramię.

- Zwariowałeś? Do mojego mieszkania włamało się trzech facetów, ty mnie napastowałeś, a tamtych dwóch ma broń! I najwyraźniej chcą dopaść ciebie, a nie mnie! Dzwonię na policję!

- Nie! - przeraził się nie na żarty. - Zresztą... Widziałaś ich! Na pewno cię nie wypuszczą żywej! - Zawahałam się tylko na sekundę, ale to wystarczyło, żeby uścisk na moim ramieniu stał się mocniejszy, facet objął mnie ramieniem w talii i próbował przełożyć przez parapet.

- Puszczaj pan! - Wyrwałam się, bo może i byłam mała, ale za to niewiarygodnie silna i zwinna. Podbiegłam do drzwi i przyłożyłam do nich usta. - Jestem uzbrojona! Wynoście się z mojego domu albo dzwonię na policję! - wrzasnęłam. W tym momencie przypomniałam sobie, że stoję na środku pokoju w samych majtkach i staniku. Wycofałam się rakiem i namacałam na łóżku jakąś szmatkę, którą okazał się kremowy, jedwabny szlafroczek. Wkładając go, nasłuchiwałam odgłosów zza drzwi. W końcu odezwał się mniejszy z bandziorów:

- Szanowna pani, dobrze pani wie, że nie chodzi nam o panią tylko o tego dżentelmena, który schował się w pani pokoju. - Tu spojrzałam tryumfalnie na "mojego" dżentelmena, lecz po kolejnych słowach zaczęła mi rzednąć mina. - Pani przecież niczemu nie zawiniła, wręcz przeciwnie, została pani całkiem przypadkiem wplątana w tą niefortunną sytuację. Mogę pani obiecać, że włos pani z głowy nie spadnie, natomiast chętnie zabierzemy stąd mężczyznę, który przetrzymuje panią w tym pokoju wbrew pani woli… - Głos był coraz bliżej. O Boże...

- Stój, bo go zastrzelę! - spanikowałam. Czy on właśnie powiedział, że włos mi z głowy nie spadnie? Co za bzdura! Każdy bandzior tak mówi! Przecież widziałam ich twarze! Dżentelmen miał rację! Zresztą… I tak już zbyt długo przebywałam w jednym miejscu. Może pora zmienić miasto? Wyjęłam spod łóżka niewielki plecak i rzuciłam go stojącemu w oknie mężczyźnie. Z wytrzeszczonymi oczami wyglądał po prostu uroczo. - Strzelam! - wrzasnęłam do niego, wywracając oczami z nadzieją, że prawidłowo zinterpretuje ten gest. I bingo!

- Ona… - odchrząknął. - Ona mówi…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych