Wróć do katalogu

Maja

Historia rodzącej się miłości w oparach sztuki.

luckyman, opublikowano , 8 min czytania, 4,6 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Maja.

Siedziałem w moim ulubionym fotelu smakując szkarłatny płyn w kieliszku. To wino było naprawdę wspaniałe. Kilkunastoletnie leżakowanie w beczkach musiało nadać mu lekko cierpki smak, tak charakterystyczny dla winnic z okolic Bordeaux. Dionizos byłby z niego dumny. Wpatrywałem się w ulubiony obraz. Trzy gracje nęciły mnie swoimi wdziękami. Ich nagość musiała budzić zgorszenie na początku XVI wieku – pomyślałem. Boginie szczęścia i zabawy, trzymając się za ręce emanowały radością i erotyzmem. Ich jędrne piersi i pośladki syciły mój wzrok i pozwalały na odrobinę duchowego szaleństwa. - Brawo Rafaelu Santi – wzniosłem głośno toast i wypiłem łyk alkoholu. Epoka renesansu była moim ulubionym okresem. To ona odkryła na nowo ciało kobiety. Rozbudziła zmysły, skrywane dotąd w niedostępnych zakamarkach umysłu. Miałem szczęście. Mogłem połączyć dwie rzeczy, które naprawdę lubiłem: pracę i historię sztuki. Wykłady na Akademii były zawsze dla mnie wielkim świętem. Obcowanie z młodymi ludźmi głodnymi wiedzy było bardzo ekscytujące. Dawało satysfakcję, że to właśnie ja mogę oprowadzać ich po zawiłych meandrach sztuki. Uczyć patrzenia na świat. Pochylać się nad małymi ornamentami, które nie zauważone już dawno uległyby zatarciu w naszej świadomości. Stylizowany głos gongu przy drzwiach przerwał moje dywagacje. Niestety nie miałem lokaja. Lubiłem być sam w mojej świątyni sztuki. Z niechęcią wstałem z fotela i powlokłem w kierunki wejścia. W nagrodę za mój trud, w progu drzwi zobaczyłem piękną kobietę. Obcisły żakiet podkreślał tylko jej figurę, a twarz ... wydawała się znajoma. - Dzień dobry. Nazywam się Maja Bernini. Byłam dzisiaj na pana wykładzie. Był bardzo interesujący – usłyszałem aksamitny głos. - Miło mi, że się pani podobało. Tylko wrażliwi ludzie potrafią docenić piękno sztuki – wykonałem gest zapraszający do wejścia – czym mogę służyć? - Jestem doktorantką na Wydziale Malarstwa. Zbieram materiały do pracy naukowej. Interesuje mnie pojęcie aktu w malarstwie renesansu. Pan jest ekspertem w tej dziedzinie. - Ekspertem? To tylko szumne słowo. A czym jest słowo? Niczym – wskazałem na wolny fotel – jeden obraz może zastąpić tysiące słów. Wziąłem butelkę. Doskonale leżała w dłoni. - Może wina? To dobry rocznik. Odrobina tego napoju rozjaśnia umysł – zapewniłem. - Nie dziękuję. Więc pomoże mi pan doktorze Simon? – zapytała z nadzieją. Popatrzyłem uważnie na młodą kobietę. Jej niebieskie oczy zdradzały wielką wrażliwość z nutką erotyzmu. Nie odpowiedziałem wprost na zadane pytanie. - Nie jestem znawcą aktów. Raczej znawcą kobiet. Patrząc na obraz próbuję odgadnąć myśli autora podczas tworzenia swojego dzieła. A obraz? To tylko efekt końcowy pewnego procesu. Taki namacalny odcisk stanu duszy malarza. - Czy pani wie, że to właśnie renesans odkrył piękno ludzkiego ciała, które artysta mógł odwzorować na płótnie? – ciągnąłem dalej swój domowy wykład. - Myślałam, że starożytność. - To mylny pogląd. Starożytna sztuka koncentrowała się głównie na architekturze i rzeźbie. Wartości artystyczne fresków były przez długi czas nie znane. Pomijane. O malarstwie nawet nie wspomnę. To malarze z XVI wieku sięgnęli po owoc zakazany. Porzucili fałszywą pruderię średniowiecza. Ciało ludzkie w okresie renesansu było darzone wielką miłością i stopniowo zsuwał się z niego płaszczyk wstydu. Pod przykrywką scen z mitologii artysta mógł pokazać na obrazie obnażoną pierś kobiecą czy nagie pośladki. Takie widoki działały bardzo podniecająco na męską cześć audytorium. Popatrzyłem na dziewczynę. Wyglądała jakby moja wypowiedź była pokarmem dla jej duszy. Spijała z moich ust każde słowo, każde zdanie. Była jak miód lejący się na moje serce. - Coś pani pokażę. Proszę pójść ze mną. Wprowadziłem ją do pokoju obok. Stanęliśmy przed jasno oświetlonym obrazem. - To jedno z pierwszych dzieł, które rozpoczęło tę cudowną epokę. Poznaje pani? Dziewczyna z wielką uwagą wpatrywała się w obraz. - Oczywiście. To przecież…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych