Maja
Jest to krótkie opowiadanko o pewnej dziewczynie, która postanowiła wybrać się wieczorem na spacer. Towarzyszą jej podczas tej przechadzki rozmaite emocje.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Maja Wszystko zaczęło się pewnej nocy, gdy na dworze szumiał wiatr, przeszywając gołe gałęzie drzew. Ciemność powijała ulice, gdzieniegdzie przebijały się cienie drzew padające na ulice w blasku latarni. W powietrzu unosiła się lekka mgła. Właśnie teraz wybrałam się na spacer nie wiedząc, czemu. Tak po prostu. Chciałam odwiedzić pewnego znajomego. Nie byłam do końca pewna czy będzie miał dla mnie, choć odrobinę czasu. Mijając kolejne uliczki rozglądałam się dookoła próbując dostrzec każdy szczegół. Na drugim końcu ulicy znajdował się obcy mi człowiek, nie widziałam jego twarzy, miał na sobie długi czarny płaszcz. Przeszłam obojętnie udając, że go nie widzę. Zbliżałam się do celu mojej wędrówki. Mgła zaczynała być już coraz gęstsza, co znacznie utrudniało mi dalszy przemarsz i było powodem złej orientacji. Mimo to gnałam dalej naprzód, nie bacząc na złe warunki atmosferyczne. Powstrzymując się od myślenia o strachu, który mógłby mnie całkowicie sparaliżować, a o to nie było trudno. Usłyszałam głośne kroki. Odwróciłam się zatrzymując. To ta sama sylwetka w długim czarnym płaszczu. Ten sam człowiek, który stał po drugiej stronie ulicy, jestem tego pewna. Przelękłam się, szedł tak lekko, krocząc do przodu. Moją pierwszą myślą była chęć ucieczki, ale nie znając okolicy, nie wiedziałam, dokąd. Tracąc pewność siebie poczułam się taka bezbronna. Zagubiona. Przez myśl przechodziły mi różne okropne rzeczy, do których za nic nie chciałam dopuścić. Byłam już pewna, że jestem bezpieczna, gdy osoba w płaszczu stąpająca tuż za mną złapała mnie za ramię. To mocny uścisk. Przez moment brakło mi tchu. Do czasu jak nie usłyszałam jego głosu. – Cześć młoda. Jak się czujesz? – Zapytał spokojnie. – Ty... Jak mogłeś mnie tak wystraszyć – zaczęłam go niezdarnie bić po ramieniu. Napięcie opadło. – Ha, ha przepraszam nie wiedziałem, że jesteś taka strachliwa. Sprawdzałem czy uda ci się dojść do mnie do domu – uśmiechnął się. – Trochę straciłaś orientację w pewnej chwili. Dobrze, że nic nie jechało, mogłabyś zrobić sobie krzywdę. – Ach tak! Miałbyś przynajmniej niezły ubaw – krzyknęłam zestresowana. – Daj spokój. Chodźmy już, porozmawiamy w domu. Co ty na to? Ta pogoda nie jest najodpowiedniejsza na przebywanie na dworze i konwersację. – No dobrze, ale jak dojdziemy do domu to cię uduszę, za to, co przeżyłam przez ciebie – chciałam być poważna, ale nie wytrzymałam i wybuchnęłam płaczem. – W porządku, przetrwam wszystko. Chodź już. Nie każ mi tu dłużej stać. Weszliśmy na jego podwórko, gdy nagle napadły mnie dwa psy. I wcale nie były miło nastawione. Zaczęły szczekać i ujadać. Uciekłam, czym prędzej pod próg, kolana zaczęły drżeć mi ze strachu. Byłam wylęknięta i jednocześnie zła. – Jak on może je tak trzymać bez kagańca? – Myślałam. – Co on sobie wyobraża? Szybko je przegonił i zamknął w kojcu. Moją pierwszą myślą było zwymyślać go. Szybko doszłam jednak do wniosku, że nic to nie da, a ja zbędnie denerwować się nie będę. On za to był wielce ubawiony całą tą sytuacją. – I czego rżysz głąbie – odparłam. – Tak cię to bawi. – Widzę, że ty to w ogóle bawić się nie umiesz. A już śmiać się sama z siebie, niewykonalne. – To nie moje zwierzę, powinieneś bardziej zważać na to jak je trzymasz. A gdyby tak mnie pogryzły? Co wtedy? – Jak by cię tak podszczypały to może byś trochę ochłonęła. Ha, ha. Co ty na to, żeby wziąć zimny prysznic? Ostudzę ten twój temperament. Założę się nawet, że będzie leciała para, jak z gasnącego ogniska. Ha, ha. – Ha, ha – sarkastycznie parsknęłam. – Znalazł się żartowniś. Z kim ja się zadaje? – Pomyślałam. Chciałabym zauważyć, że chciałeś za wszelką cenę wejść do domu. A jak na razie w dalszym ciągu siedzimy na dworze. – Stoimy przy drzwiach, to tak jakbyśmy byli już prawie w środku. – Nic z tych rzeczy – zdenerwowałam się. – W dalszym ciągu jesteśmy na zewnątrz, z tą tylko różnicą, że stoimy u progu twych drzwi. – Jesteśmy na ganku, który należy do domu. – Nie będę kłócić się z Tobą albo wchodzimy albo wracam do domu. – Nie boisz się? A jak Cię dopadnie jakiś obcy facet? – Grr – warknęłam rozwścieczona. – Dobrze. Otworzył mi drzwi i cofnął się, ustępując mi pierwszeństwa. Weszłam, ale mimo to było to dla mnie tak podejrzane, że co chwilę oglądałam się za siebie. A on szyderczo się do mnie uśmiechał. Doprowadzając mnie tym do szału. Jeszcze do końca nie odwróciłam od niego wzroku, a już miałam strach w oczach słysząc głos jego mamy, która ochoczo wyszła naprzeciw mnie, aby się ze mną przywitać. Powiedziałabym wręcz, że mnie zaatakowała. Zanim się obejrzałam byłam przyparta do ściany. Zaczęła mi się bacznie przyglądać z każdej strony jakbym była eksponatem w muzeum! Przy okazji podpierając sobie brodę dłonią. Czułam się jak na wystawie. Byłam bardziej zdezorientowana, niż kiedykolwiek. Czekałam tylko, aż odezwie się do mnie, wychwyci wszystkie moje niedoskonałości i rzuci mi nimi w twarz, zrównując mnie z ziemią. Niedoczekanie! Po krótkiej chwili podniosła na mnie wzrok. Odchrząknęła przykładając ściśniętą dłoń do ust, po czym wydusiła z siebie. – No przyznam, że nie wyglądasz najlepiej. – Co proszę? Y... – Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Ze zdziwienia, o mało, co nie straciłam równowagi. Tyle przyglądania i tak marny efekt. A gdzie porządne wnioski? Dokładne szczegóły, odnoszące się do mojego wyglądu? – A mogę zapytać, dlaczego mi się pani tak przygląda? Chyba, że dotyczy to wszystkich kobiet przekraczających próg pani domu? – Uśmiechnęłam się, zaciskając bardzo
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Endzi90
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…