Marzenia się spełniają
Opowieść o marzeniach... Marzenia się spełniają, więc nie marz o rzeczach, których się boisz Bardzo zależy mi na komentarzach
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Rozdział 1
Opowiem Wam historię pewnej dziewczyny o imieniu Paulina... Była bardzo ładną, jasnowłosą dziewczynką. Miała kochającą rodzinę: brata, ciocie, wujków, babcie, dziadków... oraz rodziców, którzy wyjechali za granicę, aby zarobić na lepsze życie swoich dzieci, jednak już niedługo mieli wrócić i żyć długo i szczęśliwie. Niestety, życie dziewczyny nie było bajką. W wieku sześciu lat i trzech miesięcy, lekarze zdiagnozowali w jej mózgu olbrzymią nieprawidłowość. Zapadła jednogłośna decyzja: tylko zabieg chirurgiczny może uratować życie dziewczynki...
Kilka dni później Paulina była przygotowywana do zabiegu. Nie wiedziała, co się dzieje, lecz przepełniała ją radość, gdyż przyjechała jej mama. W ogóle nie odczuwała tego, co miało się stać. Bardzo polubiła swojego lekarza i zaufała mu. W dniu zabiegu, gdy zabierali ją na salę operacyjną, doktor przyszedł do jej matki jeszcze raz i ponownie zapewniał ją o tym, że wszystko będzie dobrze. Oczywiście dzień wcześniej powiedział jej o wszystkich zagrożeniach płynących z wykonania operacji, lecz ona podpisała zgodę. Przy stole operacyjnym lekarze męczyli się jedenaście godzin. Jedenaście godzin czekała także matka dziewczynki przed salą operacyjną, na jakiekolwiek wieści. W końcu, wieczorem, gdy już przewieźli Paulinkę na salę pooperacyjną, wyszedł do kobiety lekarz, który ją operował - dr Dabi. - Dobry wieczór. Pani jeszcze tutaj jest? - zapytał, gdyż spodziewał się, że już poszła do hotelu. Czekały ją teraz ciężkie dni, więc musiała się wyspać. - Tak. Co jest z Paulą? Wszystko w porządku? Gdzie ona teraz jest? - zasypywała go gradem pytań. - Przewieźliśmy ją na salę pooperacyjną. Tam będzie nabierała sił. - wyjaśniał lekarz. - Mogę ją teraz zobaczyć? - zapytała i wstała z twardego, plastikowego krzesełka. - Tak, jak najbardziej. Zaprowadzę panią. - Dziękuję doktorze. - kobieta ledwo szła. Słaniała się na nogach. Gdy już doszli do sali Pauliny, lekarz zostawił kobietę z córką. Sam poszedł do pokoju lekarskiego, aby zaparzyć kawę. Po chwili przyszedł do sali dziewczynki, gdzie była podłączona do aparatur, monitorujących jej stan oraz do respiratora, który za nią oddychał. - Czy ten respirator jest konieczny? - zapytała kobieta, gdy lekarz przysiadł obok niej i wręczył jej gorącą kawę. - Niestety, w czasie zabiegu wystąpiły małe komplikacje.Najbliższe godziny będą decydujące. Kobieta wtuliła się w bezpieczne ramiona lekarza. Jednak po chwili oderwała się od niego jak oparzona. - Przepraszam. Nie powinnam była. - Nic się nie stało. Pani Ewo, wiem, że jest ciężko. Nie co dzień dowiadujemy się, że nasze dziecko jest bardzo poważnie chore. - Pan coś o tym chyba wie. - powiedziała we łzach i chwyciła bezwładną dłoń swojej córki. - Niestety. Mój synek też był bardzo poważnie chory. Na szczęście już teraz nie ma po tym znaku. Po za blizną, a jest tylko troszkę starszy od Paulinki, jednak już pokonał swojego wroga. Paulisia też już prawie pokonała. Tylko trzeba być dobrej myśli. Jestem pewien, że to wystarczy. - Trzymam pana za słowo. - Da pani spokój już z tym "panem". - wyciągnął do niej rękę - Krzysiek. - Ewa. - uścisnęła jego dłoń z mizernym grymasem uśmiechu na ustach.
Kilka dni później dziewczynka się wybudziła. Lekarzy przestraszył fakt, że wystąpił prawostronny paraliż... Zaczęła się bardzo żmudna rehabilitacja. Codziennie przychodził do jej sali fizjoterapeuta i próbował nauczyć ją na nowo chodzić. W końcu paraliż ustąpił miejsca niedowładowi połowiczemu. Po dwóch tygodniach od zabiegu chodziła z pomocą rehabilitanta. Była z tego bardzo dumna. W końcu, po miesiącu od zabiegu postawiła swoje pierwsze, samodzielne kroki. Jednak to nie był koniec jej rehabilitacji. Po zabiegu także rozpoczęło się coś, co było najgorszym, co mogło spotkać tę istotkę. Przynajmniej tak jej się wtedy wydawało. Mianowicie było to ściąganie z jej małej, łysej główki krwi, która się tam zbierała. Robił to za każdym razem dr Dabi, a ona płakała, wiszczała, wiła się i wyrywała. Tak bardzo ją to bolało. A lekarz za każdym razem, gdy wykonywał ten - z pozoru niewinny - zabieg, zapewniał ją, że tym razem nic nie poczuje. Jednak zawsze czuła. Z czasem, gdy już wiedziała, że gdy lekarz na porannym obchodzie ogląda jej głowę, będzie tego samego dnia TEN ból, bała się nawet obchodów. Gdy medycy wchodzili do jej sali, ona chowała się za mamę. Była jeszcze za młoda na jakąkolwiek formę sprzeciwu. Na początku odczuwała do Dabiego lęk. Lęk i nic ponad to...
W końcu nastał tak bardzo oczekiwany przez nią dzień - dzień wypisu z oddziału neurochirurgii. Co prawda jeszcze nie żegnała się z tym oddziałem na zawsze, ale przynajmniej mogła lekko odetchnąć. "Już nigdy więcej pan doktor nie będzie mnie kłuł w główkę" - myślała. Gdy Ewa dostała wypis z neurochirurgii jej córka była uradowana, że wraca do domu, ona natomiast wiedziała, że to jeszcze nie koniec pobytu w Centrum. Przy wypisie dostała również skierowanie na jak najszybsze stawienie się na oddziale rehabilitacji w związku z niedowładem. Paulinka, gdy się dowiedziała o tym, że nie może jeszcze wrócić do domu, była bardzo przygnębiona. Tak bardzo tęskniła za swoją rodziną. Bardzo jej ich brakowało. Gdy przyjęto dziewczynkę na rehabilitację, jeszcze tego samego dnia dostała kartę zabiegową. Były na niej takie zabiegi jak: ćwiczenia ogólne, ćwiczenia manualne czy nauka chodzenia. Wkrótce poszła na pierwsze ćwiczenia ogólne. Ćwiczyła ją kobieta około trzydziestu lat. Robiła wszystko, aby było coraz lepiej. Choć dużo od niej wymagała, to dziewczynka wiedziała, że musi to robić. Musi - w końcu chce być kiedyś sprawna i biegać oraz bawić się wraz z rówieśnikami. Później znalazła się na nauce chodzenia. Choć poruszała się już na krótkich dystansach o własnych siłach, musiała jeszcze dużo pracować nad estetyką chodu oraz nad przeprostem, który wkradł się w jej kolano. Niestety, mężczyzna, który prowadził tę naukę nie był przyjaźnie nastawiony ani do dzieci, ani do ich rodziców. Kobieta, która razem z nim pracowała też z pewnością nie należała do kobiet subtelnych, przyjaznych i miło nastawionych. Dziewczynka ich nie lubiła. Zawsze krzyczeli, byli nieprzyjemni. Paulinka płakała, gdy wchodziła do tego gabinetu za każdym razem. Na szczęście, zaraz po nauce chodzenia, miała zajęcia manualne ze starszym mężczyzną. Dziewczynka polubiła go, gdy po raz pierwszy przekroczyła próg jego gabinetu. Po dwóch miesiącach od przyjazdu do tego szpitala, w końcu opuszczała jego mury. Była bardzo szczęśliwa, a jednocześnie smutna, gdyż musiała pożegnać się z panem Piotrem, który prowadził zajęcia manualne. - Paulinko mam prezent dla ciebie. - podał jej malutkie pudełeczko. - Dziękuję. - powiedziała z łzami w oczach i rozpakowała prezent. Zobaczyła tam złoty pierścionek z Myszką Miki. - Zawsze, nawet za kilkanaście lat, gdy się bardzo zmienisz, gdy będziesz miała ten pierścionek, rozpoznam cię. - przytuliła się do niego i pocałowała go w policzek.
Rozdział 2
Co roku dziewczynka, a później już starsza dziewczyna, jeździła do Centrum na kontrolę. Jednak miała to szczęście nigdy nie spotkać się z lekarzem, który ją operował. Jednak cały czas pamiętała ile wyrządził jej bólu. Gdy miała osiemnaście lat, niedowład jej "pozwolił" i nauczyła się nawet jeździć na nartach. A uczył ją instruktor, który później został jej chłopakiem. Jednak mieszkał około sześciuset kilometrów od niej. Ten związek, na pierwszy rzut oka, nie miał szans na przetrwanie. Jednak chłopak - Piotr, gdy tylko dostał sygnał, że dziewczyna się załamuje rehabilitacją i tym, że nie przynosi oczekiwanych rezultatów, był w stanie rzucić wszystko, czym się aktualnie zajmował i przyjechać do niej. Bardzo przypadł jej do gustu także starszy brat chłopaka - Robert. Niemal zaraz po poznaniu się, zostali przyjaciółmi. Mimo, że mieszkali tak daleko od siebie, widzieli się dość często. Piotr bardzo często przyjeżdżał do dziewczyny i razem spędzali czas.
Pewnego wakacyjnego dnia dziewczyna siedziała sama w domu. - Pauluś, zbieraj się. Zaraz u ciebie będę z Robertem. - powiedział do słuchawki Piotr. - Kurde, to w takim razie muszę się pospieszyć... - powiedziała do ukochanego. - O, a co robisz? - zainteresował się. - Masuję "swój niedowład" w jacuzzi. Potem będę ćwiczyć. Dzięki temu kretynowi, czy jak wy go nazywacie lekarzowi, muszę ćwiczyć sześć dni w tygodniu. - A możemy do ciebie wpaść w takim razie? - Możecie. Już wychodzę z wanny. Najwyżej nie będę się katować ćwiczeniami dzisiaj. - Ani dzisiaj, ani przez kilka najbliższych dni. - oznajmił. - Chłopie! Zastoję się zupełnie. Ja chcę być sprawna! Jak najszybciej! - Pogadamy, gdy będziemy u ciebie. - Dobra, ale ja zdania nie zmienię! - Dobrze, dobrze. Kocham cię. Chwilę później bracia byli u dziewczyny. - Robert, dlaczego właściwie przyjechaliście? - zapytała Paulina. - Chciałem cię zobaczyć. - tłumaczył się Piotr. - Robiego pytam! - Oj, no dobrze. Chcieliśmy cię zabrać na wycieczkę. - wytłumaczył Robert. - Jaką wycieczkę? - była podejrzliwa. - Zobaczysz. Tylko się zgódź. - Wiesz, że nienawidzę niespodzianek? - Ta ci się spodoba. - obiecał. - Dobra, ale wy przekonacie moich rodziców. - Okej. Pani Ewa już wie o wszystkim. - Oż ty! Wie również, gdzie mnie zabierasz? - Wie, ale obiecała mi, że nic ci nie powie i jak widzę dotrzymała słowa.
- Już teraz możesz mi chyba powiedzieć, gdzie mnie wywozicie? Jesteśmy już dość daleko od domu. Nie wrócę z buta. - zaśmiała się dziewczyna po godzinie jazdy. - Może i nie wrócisz, ale nie będzie efektu zaskoczenia. - powiedział Piotr. - Nie męcz tak Pauliny. - nakazał Robert młodszemu bratu. - Jedziemy do Warszawy. Do naszej ciotki. Mam nadzieję, że się polubicie. - Jasne, a ja mam uwierzyć, że w tym nie ma drugiego dna? - zapytała podejrzliwie. - Dokładnie tak. - odpowiedzieli bracia chórem. Paulinę zżerała ciekawość. Nie wytrzymywała. - Robi, możesz się zatrzymać na najbliższej stacji benzynowej. - Jasne. I tak trzeba będzie zaraz zatankować. - nie wyczuł podstępu, który czaił się w umyśle dziewczyny. Zjechali z trasy. Dziewczyna poszła do toalety, uprzednio biorąc swoją malutką torebkę. Zadzwoniła do matuli. - Mamo, mogłabyś mi powiedzieć, gdzie oni mnie wywożą? - zapytała od razu, gdy Ewa odebrała, bez zbędnych powitań. - Kochanie, nie bój się. Będziesz z tego zadowolona. I nie pytaj o nic więcej. - kobieta rozłączyła się z córką. Dziewczyna wróciła zawiedziona do samochodu. - Czym przekupiłeś rodzicielkę? - spytała od razu, gdy tylko wsiadła do samochodu. - Czyją rodzicielkę? - zaśmiał się Piotr. - Chyba nie świętego Mikołaja!? - dziewczyna była wściekła. - Uspokój się. Paulinko, wdech... wydech... spróbuj, to działa. - Jak ty mnie nazwałeś? - zapytała czerwieniąc się ze złości. - Paulinka? Jest w tym zdrobnieniu coś zakazanego? - zaśmiał się. - Nie byłoby, gdyby nie nazywał mnie tak Dabi. Za każdym razem, kiedy... - głos jej się załamał. - Już nigdy więcej cię tak nie nazwę. Obiecuję. - przytulił ukochaną.
Trzy godziny później byli na miejscu. Niestety, Paulina spała kamiennym snem. Piotr, nie mogąc się doczekać jej reakcji chciał ją obudzić, jednak gdy tylko silnik zakończył swą pracę, ona w jednej chwili się obudziła. - Gdzie jesteśmy? - zapytała jeszcze pół przytomna. - Już na miejscu. Gdy tylko dziewczyna spojrzała na budynek, który był przed samochodem, zamarła. Ten budynek pojawiał się codziennie w jej koszmarach sennych. Tym budynkiem był szpital, w którym leżała jako mała dziewczynka. - Po co mnie tu przywieźliście? - zapytała ze strachem w głosie. - Pani Ewa mówiła, że gdy byłyście tu ostatnio, chciałaś spotkać pewnego lekarza. Jednak to było nie możliwe. - A dzisiaj? Jaką masz gwarancję, że jest w szpitalu? - Dzwoniłem do nich jeszcze wczoraj i powiedzieli, że na urlop się nie wybiera. - A nawet jeśli jest, to może mieć jakiś zabieg teraz, albo coś w tym stylu? - próbowała wymigać się od spotkania. - Wszystko będzie okej. Nie masz się czego bać. Będę przy tobie. - Ty nie rozumiesz. Zawsze, gdy wchodzę na tamten oddział, przypomina mi się to wszystko. Cały ten ból. Nie wiem, czy dam radę z tym wszystkim. - Dlatego właśnie będę przy tobie. - wysiedli z samochodu. Piotr złapał dłoń dziewczyny. Gdy już weszli do budynku, chłopaka zadziwiła przerażająca liczba korytarzy. Nigdy jeszcze nie był w tak ogromnym szpitalu. Jednak dziewczyna poruszała się w nich zwinnie i szybko. Przy wyjściu z holu, były trzy windy. Paulina podeszła do tej, która była w środku i nacisnęła przycisk "dół". - Dlaczego dół? Wydawało mi się, że oddziały są na górze. - Piotr był w lekkim szoku. - Neuromordercy tak, ale chcę najpierw jechać do kogoś innego. - Gdzie? - zapytał zdziwiony. - Na rehabilitację. - oznajmiła. W tym momencie otworzyła się winda. Gdy byli już na dole, dziewczyna od razu skierowała się do najmilej zapamiętanego gabinetu. - Dzień dobry. - przywitała się, gdy przeszła przez próg. Przy biurku zobaczyła kobietę ćwiczącą małego chłopca. - Szukam pana Piotra. - oznajmiła. - Jesteś jego pacjentką? Zawahała się chwilę. - Tak, jestem pacjentką. - Mówiłam mu, że nie ma jeszcze przerwy. O wszystkim zapomina. - wyżaliła się kobieta. - Poczekajcie tu chwilkę, zaraz po niego pójdę. - Dziękuję. - gdy kobieta wyszła, Paulina zaczęła się śmiać. Jednak nie pośmiała się za długo, gdyż po chwili do gabinetu wszedł starszy, siwiuteńki mężczyzna. - Dzień dobry panie Piotrze. - przywitała się dziewczyna. On wyciągnął do niej dłoń, żeby ją uścisnąć. Dziewczyna także wyciągnęła do niego dłoń, na której widniał pierścionek, który od niego dostała, a z którym się nie rozstawała. - Już wiem! - olśniło mężczyznę. - Paulinka? Ta malutka blondyneczka? - Tak, tak. Ta blondyneczka, która bała się własnego cienia. - zaśmiała się dziewczyna. - Jak ty wyrosłaś. W życiu bym cię nie poznał. - przytulił dziewczynę. - A pan nie zmienił się zupełnie. Właśnie takiego pana zapamiętałam. Ostatnio, gdy byłam tutaj na kontroli, chciałam do pana zejść, ale niestety nie było czasu. - Cieszę się, że mogłem cię jeszcze zobaczyć. A tak właściwie to po co przyjechałaś? Bo chyba odwiedzenie takiego starucha jak ja, nie było głównym celem twojej wycieczki? - zaśmiał się. - Bardzo chciałam się z panem zobaczyć, ale fakt, nie to było moim głównym celem. Zaraz idę na neurochirurgię. - powiedziała to z żalem i spojrzała wymownie na Piotra. - Na kontrolę? Jeśli tak, to się nie bój. Oni tylko straszą, to ich praca. - Nie. Kontrole tutaj mam już załatwione. Teraz on - wskazała Piotra - zabrał mnie tutaj, abym wybaczyła człowiekowi, który zrobił ze mnie kalekę życiową. - A właśnie, miałem cię zapytać: kim jest ten dżentelmen? - Jest moim przyjacielem. - wypaliła. - Oj, chyba to nie jest taka zwykła przyjaźń, co? - zapytał, już bardziej chłopaka. - Zauroczenie. - odpowiedzieli oboje w tym samym czasie. Fizjoterapeuta zaśmiał się. - Panie Piotrze, chciałabym przedstawić panu swojego chłopaka... - Piotr Korzeniecki. - przedstawił się chłopak i podał dłoń rehabilitantowi. - Bardzo mi miło. Jeszcze chwilę posiedzieli razem z fizjoterapeutą, on opowiadał Piotrowi, jaką upartą i uroczą dziewczynką była jego wybranka.
Rozdział 3
Przed wejściem na oddział neurochirurgii Paulina mocniej ścisnęła dłoń Piotra. - Mogę się jeszcze wycofać? - zapytała. - Teraz już nie. Pamiętasz, jak bardzo tego chciałaś? - Chciałam, ale nie wiedziałam, że będzie mnie to kosztować aż tyle nerwów. - Wszystko będzie okej. Będę tam z tobą cały czas. - Obiecujesz, że nie dasz mu zrobić mi nic złego? - zapytała, niczym mała dziewczynka bojąca się wizyty u stomatologa. - Słowo harcerza. - Byłeś harcerzem? - zapytała podejrzliwie. - Nie, ale to przecież nie przeszkadza. - zaśmiali się. - Dobra! Raz się żyje! - powiedziała i popchnęła szklane drzwi, na których był wielki napis: NEUROCHIRURGIA. - No i to mi się podoba! - pocałował ją już tylko w policzek i znów chwycił jej dłoń. Podeszli do dyżurki pielęgniarek, w której kobiety piły kawę i dość głośno rozmawiały. Oni przerwali im to błogie lenistwo. - Dzień dobry. - przywitała się Paulina. - Dzień dobry. W czym mogę pomóc? - podeszła do nich jedna z kobiet w różowym kitlu. - Chcielibyśmy dowiedzieć się, gdzie możemy znaleźć teraz doktora Dabiego. - Piotr przejął inicjatywę. - Jest w swoim gabinecie. Do końca korytarza i w prawo. - pokierowała. - Dziękujemy. - para poszła tak, jak kazała im kobieta. - Nie wiem dlaczego, ale wydaje mi się, że znam tę pielęgniarkę. - powiedziała Paulina, gdy była pewna, że kobieta ich nie słyszy. - Może pracowała tu już wtedy, gdy ty tu przyjechałaś? - Jeśli to nie była pani Renata, to ja jestem świętą. - olśniło ją. - Moja ulubiona "ciocia". - wyjaśniła chłopakowi swoją euforię. - Dobra, teraz się przygotuj. - powiedział, gdy stali już niemal przed drzwiami gabinetu Dabiego. - Policz od dziesięciu do jednego... już? - Tak. - zapukała do pokoju Dabiego...
Po chwilce weszła. - Można? - zapytała lekarza. - Coś się stało? - Nie, panie doktorze. Chciałam się z panem spotkać. - Ale w jakiej sprawie? Państwa dziecko leży u nas i chcecie się dowiedzieć państwo co się dzieje? - zgadywał. - Nie, panie doktorze. Nie pamięta mnie pan, prawda? - zapytała z niewiarygodnym spokojem. - Mam panią pamiętać? Skąd? - Byłam pańską pacjentką. - oznajmiła bez jakichkolwiek emocji. - Ale może mnie pan nie pamiętać, to przecież mały szczegół, że rozwalił pan moje życie. - z jej oczu płynęły już pojedyncze łzy. - Kochanie, hamuj słowa. - poprosił ją Piotr. - Nie wtrącaj się! - burknęła. - Miałam sześć lat... byłam małą dziewczynką... a jednak nie oszczędzał mnie pan... Mimo, że za każdym razem mówił pan, że nie będzie boleć to ściąganie krwi... Gdyby to wtedy nie bolało, nie byłoby mnie tutaj dzisiaj... - lekarz patrzył na nią i chyba domyślał się kim jest owa dziewczyna. - Nie mam do pana żalu w związku z rozpieprzeniem mojego pięknie ułożonego planu na życie, nawet nie mam pretensji o zrobienie ze mnie osoby niepełnosprawnej, ale właśnie za to! Właśnie za ten przeraźliwy ból! - zakończyła swój monolog i wtuliła się w bezpieczne ramiona Piotra. - Paulinko, zrozum, nie było innego wyjścia... - lekarz już wiedział kim była i zaczął się tłumaczyć. - Wyjście jest zawsze. - powiedziała dziewczyna. - Mógł mnie pan zostawić w spokoju! - wykrzyknęła. - Pauliś, nie mogłem tego zrobić! Jeszcze kilka dni i byś umarła. Rozumiesz? Nie mieliśmy innego wyjścia! Zrozum. Nie mieliśmy! - wybuchnął. Dziewczyna instynktownie schowała się za Piotra, niczym mała dziewczynka chowa się za matczyną spódnicę. - Zawsze chciałam się z panem spotkać tylko po to, żeby się przekonać, że nie było warto czekać na ten dzień. Dziś już wiem na pewno - nie było warto! Chciała wyjść z gabinetu. Już kierowała się w stronę drzwi. Jednak lekarz złapał jej lewy, jedyny sprawny nadgarstek. Chciała wyrwać rękę, jednak nie dała rady. Piotr patrzył na to, niby w transie. Nie chciał nic robić. Nie chciał stawać po stronie Pauliny, gdyż wiedział, że tylko poprzez szczerą rozmowę mogą wyjaśnić się wszystkie jej lęki; ani tym bardziej po stronie lekarza, gdyż zdawał sobie sprawę, że dziewczyna może to odebrać jako atak na nią...
- Niech mnie pan puści! - zawołała dziewczyna. Była przerażona. Przed jej oczami znów stanął obraz z dzieciństwa. Znów była małą dziewczynką, która uwielbiała rysować. I znów przeżywała koszmar tego przeraźliwego bólu. Lekarz puścił jej nadgarstek. Ona wtuliła się w ramiona Piotra. On ją przytulił i wyszedł z nią z gabinetu lekarza. - Pauluś, Kwiatuszku, musisz wrócić i go wysłuchać! - mówił bardzo łagodnym głosem. - Nigdzie nie będę wracać! On mnie zranił i teraz nawet nie ma odwagi się do tego przyznać! - płakała. - Nie miał okazji, bo ty na niego naskoczyłaś i nie dałaś mu dojść do słowa. - wyjaśniał. - To nie moja wina, że zrujnował mi życie! Nie pchałam mu się pod nóż! Nie chciałam, żeby mnie kroił! Ale skąd mógł to wiedzieć? Przecież nikogo nie obchodziło co ja czuję, czego chcę! - Kochanie, już, uspokój się. - przytulił ją teraz jeszcze mocniej, a ona już nie miała siły. Już to wszystko ją przerastało. - To co, możemy już wrócić? - zapytał, gdy się troszkę uspokoiła. - Nie chcę go już nigdy widzieć! - Pauluś, nie zaczynaj od początku, proszę. Obiecuję, że już teraz nic ci nie grozi. - Na pewno? - Tak. Nie dam mu cię skrzywdzić. - tym ją przekonał. Dziewczyna pocałowała go i znów przekroczyła próg gabinetu lekarza.
- Panie doktorze, proszę, niech pan mi to wszystko wytłumaczy. - poprosiła, gdy już Piotr zamknął drzwi. - Od czego mam zacząć? - Najlepiej od samego początku. Dlaczego? Dlaczego pan robił to wszystko? - pytała, cała we łzach. - Obiecałem twojej mamie, że będziesz żyła... - Nie chodzi mi tutaj o operację! - wykrzyknęła. To stwierdzenie zaszokowało męską część towarzystwa. - Ufałam panu! A pan to tak bezczelnie wykorzystał! - wykrzyknęła. - Paulinko... - Niech mnie pan tak nie nazywa! - naskoczyła na niego. - Nie jestem dla pana Paulinką! - Kochanie, uspokój się. - Piotr przytulił dziewczynę do swojej klatki piersiowej. Ona zaczęła przeraźliwie szlochać. - Każdej nocy śniłam o tym spotkaniu... - mówiła, gdy przestała płakać, jednak bardzo powoli, gdyż bała się, że może nie opanować kolejnych łez, które stały w jej oczach. Uwolniła się z ramion Piotra, jednak złapała jego ciepłą, a wręcz gorącą dłoń. - Tak bardzo pragnęłam tego spotkania. Chciałam wykrzyczeć panu... wykrzyczeć, a właściwie "podziękować" za zniszczenie mojego wspaniałego planu na życie. - Kwiatku, proszę. - powiedział Piotrek. - Wtedy mu tego nie mogłam powiedzieć! Bałam się! Bo wtedy, gdy był tyranem, nie chciałam go urazić. Zdawałam sobie sprawę z tego, że nikt, kompletnie NIKT, nie stanąłby w mojej obronie! Przecież on tylko "ratował moje życie". Większej bajki nie słyszałam jeszcze nigdy! CHOLERA JASNA! - zaklęła krzycząc. - Paulinko, ty nie możesz się denerwować! - powiedział lekarz, bardzo spokojnym głosem. - Bo co? Znowu będzie się pan nade mną znęcać? - zapytała, czując strach i niepewność. - Pauluś, spokojnie, stokroteczko... - poprosił, tym razem, Piotr. - Jak mam być spokojna? Stoję przed człowiekiem, który zrujnował moje życie; a on nie ma…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil mecenasstokroteczka
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…