Marzenie
Historia pewnego marzenia :)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Wyobraź sobie, że nie siedzisz przed komputerem, ale leżysz… ale tak nie do końca… tak jakbyś siedział w pozycji leżącej lub inaczej leżał w pozycji siedzącej…………. Jest gorąco, parno, ciasno, niewygodnie, ale w ogóle tego nie czujesz, przepełnia Cię euforia, takie pierwotne wewnętrzne uczucie, które wypływa z głowy i przechodzi przez całe ciało rozsiewając wszędzie radość i szczęście, tak że prawie wychodzisz z siebie i wypełniasz wszystko sobą, takie, które sprawia, że świat jest piękny i nawet Twój wróg jest Twoim przyjacielem i masz ochotę się do niego przytulić, takie w którym unosisz się w powietrzu i czujesz, że świat należy do ciebie…. …. Nagłe szarpnięcie i szybkie otrząśnięcie, tak jakby ktoś zatrzymał nagle płytę gramofonową, z lekkim zgrzytem i strasznym fałszem w ostatniej nucie… źrenice się zwężają, wraca ostrość widzenia, świat znów jest szary…. Tylko kolorowe lampki migają, rażą w oczy, spoglądam na zegar…
23:18 … 23:17 … 23:16 … 23:15 … Pochyla się nade mną dwóch mężczyzn, zaciskają pasy, które mają mnie utrzymać w fotelu. Trzeba wszystko sprawdzić po raz ostatni, głos w słuchawkach wymienia kolejne punkty procedury : - Napięcie zasilania? Spoglądam na wskaźniki po prawej stronie, gdzie pod szeregiem lampek, są ciekłokrystaliczne wyświetlacze, mrużę lekko oczy aby skoncentrować wzrok, odnajduję żądaną informację: - 13,6 - Ciśnienie w kabinie? Kolejny wskaźnik: - 13.78 psi Jeszcze jest za wysokie, jak zamkną właz rozpocznie się jego obniżanie, tak aby wyrównać je do poziomu, które będzie panować w kabinie na wysokości 30 km nad ziemią…. Po starcie nie będzie na to czasu, zbyt szybko będzie się to zmieniać. - Temperatura? - 62.6 Też za wysoka, w przestrzeni zostanie obniżona do poziomu 55.4°F, czyli około 13°C. Kolejne punkty, kolejne automatyczne odpowiedzi, kolejne szybkie analizy stanu…. Wygląda na to , że wszystko jest ok… ….. mam nadzieję, że wszystko jest ok…. … nadchodzi chmura… nie, nie na zewnątrz, tam panuje piękna pogoda…. chmura, czarna chmura w środku, we mnie…. mam nadzieję, że wszystko jest ok, że nic nie zawiedzie, że nie odpadnie żadna cholerna płytka osłony termicznej, że nie usmażę się jak befsztyk, a raczej że nie wyparuję… cholera, siedzę na czubku pieprzonej rakiety, pode mną jest milion ton paliwa, to nie jest komfortowa sytuacja… Spoglądam na zegar … 07:41 … 07:40 … 07:39 … Napięcie we mnie narasta, czuję jak coś mnie ściska w środku, tak jakby ktoś zaciskał mi pas na piersi i miażdżył klatkę piersiową, coraz mocniej, zaczyna mi brakować tchu, czuję gęsią skórkę na karku, promieniuje na ramiona, ręce, przechodzi na nogi i ucieka palcami u stóp, dreszcz niepokoju…. Głęboki wdech…. Chmura odsuwa się, ale nie odchodzi, będzie tak wisieć nade mną i czekać na kolejną okazję, aby mnie pochłonąć, aby mnie wessać, aby mną zawładnąć…. Ale nie, ja się nie dam…. Jakby była szansa, że mogę się jej poddać, to by mnie tu nie było. Całe życie marzyłem o tym, że zasiądę w tym fotelu, że będę widzieć oddalającą się Ziemię i machać ludziom radośnie przez okienko, widząc jak maleją, maleją, aż nikną zupełnie, zobaczę za to Ziemię, zielono-niebiesko-białą kulę, oświetloną w połowie, druga połowa niknie w mroku cienia, tam jest noc. Rzeczywistość jednak nie jest aż tak piękna jak w moich marzeniach. Jest ciasno i niewygodnie… ale do cholery… nie żałuję ani minuty, ani sekundy z mojego życia, które poświęciłem temu, aby móc być teraz tu gdzie jestem, aby być Astronautą! Jestem dumny z siebie, wiem że moja rodzina jest dumna ze mnie, ojciec siedzi teraz przed telewizorem, zaciskając dłonie tak, że aż kostki palców zbielały, ale uśmiecha się czując na plecach poklepywania kolegów…. I tylko łza kręci mu się w oku, że mama, jego ukochana żona nie mogła tego doczekać, tej chwili w której mieszają się wszystkie uczucia: dumy, radości, niepokoju, zniecierpliwienia, strachu…. Widzę siostrę, która trzyma męża za rękę będąc kilkaset metrów ode mnie, przyciągając wzrokiem wierzchołek tej całej rury, ten w którym siedzę, próbując przesłać mi bezgłośnie szeptane „trzymaj się braciszku”. Widzę jak ukradkiem spoglądają na wielki zegar, który na czerwono oznajmia, że została mi niecała minuta, że już niedługo spełnię swoje marzenie, a ich serca zamrą na chwilę wraz z całym ciałem, w ogłuszającym huku i chmurze dymu z gwałtownie spalającego się paliwa … Myślę o Bogu… nie wiem dlaczego, przecież dawno już z nim nie rozmawiałem… chyba po prostu człowiek jak się boi to chwyta się każdej szansy na poprawę swojej sytuacji, tak podświadomie, bez zbędnego kalkulowania, że w sumie to czemu nie, co mi szkodzi, jeden „Ojcze Nasz” i już ochrona zapewniona…. nie, to nie tak…..po prostu nadchodzi chwila refleksji, czy warto, czy nie próbuję zrobić czegoś co może mu się nie spodobać, czy nie zbliżę się za bardzo do niego, do Nieba, jak ci z Wieży Babel – zostali ukarani… nie to głupie… przecież Bóg jest wszędzie, w każdym z nas i we wszystkim co nas otacza, a nie siedzi na chmurce i strąca tych którzy za blisko podlecą…. W każdym bądź razie
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil gruber
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…