Wróć do katalogu

Meaweteacha sefer

Urywane i nineco chaotyczne wspomnienia anielicy Saulael z Nieba i Piekła. Alternatywna wersja tychże miejsc i upadku aniołów.

Lorelay, opublikowano , 19 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Meawteacha sefer " Nie dano nam wolnej woli, ale dano siłę, dzięki której możemy o nią walczyć"

Dla Michaela, mego męża Arakiela i wszystkich których kochałam i kocham – Saulael Sanaraes Arunkhlasen Strażniczka Ksiąg, kronikaż Dworu. Obyście pamiętali.

* * * Siedząc pod drzewem wysokim niczym sosna, jednak liście jego jak u dębu, spoglądalam w światlo na horyzoncie, a nie kaleczyło ono moich oczu. W dłoni ściskałam szkarłatny kamień, prezent od ojca. Usłyszałam trzepot skrzydeł. Nie wiem dlaczego zamarłam, moje serce poczęło szybciej bić. Nic nie rozumiałam, choć trwało to tylko chwile w mej głowie kłębiły się myśli, nieznane myśli. Chciałam wstać, a nie mogłam się ruszyć. Usłyszałam glos "Odejdź Saulael , nie wolno ci". Siedziałam jednak jakby zaklęta w marmur. Dlaczego mi nie wolno? I czego nie wolno? Wypuściłam kamień bezwiednie przymykając oczy. Gdy je otworzyłam przede mną stal mężczyzna o lśniących jasnych włosach i silnych białych skrzydłach. Na wyciągniętej dłoni miał mój kamień. Wyciągnęłam po niego rękę bez słowa. On tez milczał. Nasze dłonie zetknęły się i przeszedł mnie dreszcz. Przyjemny dreszcz. Cóż to mogło znaczyć? Nie wiedziałam. Już miałam wziąć kamień, ale zacisnęłam go w jego dłoni. Spojrzał mi w oczy zdziwiony. Jego oczy były jak błękitny spokojny ocean, tonęłam w nich.

- Zatrzymaj- powiedziałam cicho. - Na pewno ? - zapytał ciepłym głosem. - Tak Skinął głowa i cofnął dłoń w której spoczywał kamień. Przez dłuższa chwile patrzeliśmy sobie w oczy. Wreszcie przemogłam się by się ruszyć, Wstałam a on zniknął.

Powoli zamknęłam oczy. Słyszałam tylko oddech ojca z drugiego końca wnętrza, spokojny i cichy i płacz najmłodszego brata, szmer sukni matki. Po chwili wszystko ucichło. Nastała cisza, kalecząca zmysły cisza jakbym zatopiła się w swoim własnym świecie, zamknęłam oczy, już mnie tam nie było. Słyszałam tylko swój glos, nie wiem czy to były moje myśli czy wypowiedziałam to imię głośno. "Michael".

Obudził mnie ojciec.

- Skąd go znasz? - Kogo? - Wiesz... - Nie wiem. -A jeśli będę musiał go zabić? - Zabić? - Wojna jest bliska. -Wojna? - Niestety... Ojciec opuścił głowę. Szmer sukni matki. Stanęła za nim. -Sarunie? Spojrzałam na nią. Nie tak nazywał się ojciec. Nazywał się przecież Nuras. Ojciec spojrzał matce w oczy. - Anlael, dziecko płacze. Skinęła głowa i wyszła pospiesznie. Ojciec spojrzał na leżący w kącie mój miecz. Westchnął. Przez chwile zastanawiał się jakby nad czymś. - To nie twoja wojna Saulael. Odwrócił się. -Ojcze? Wyszedł.

Przechadzałam się w naszym ogrodzie. Nagle usłyszałam glosy. Dwóch mężczyzn. To był ojciec i jeszcze ktoś. Nie poznałam tego drugiego głosu.

- Ty możesz zostać, trzeba to tylko dobrze rozegrać. -Boje się, ale jestem pewien tego co robię Przeszłam kilka kroków w stronę głosów i przystanęłam za drzewem. Wyjrzałam. Uśmiechnęłam się. Ojciec rozmawiał z Lucyferem. Oni zawsze bardzo się kochali. Ja tez kochałam Lucyfera, tak często u nas bywał, był jak brat. A nie widziałam go już dawno. Miałam ochotę wybiec i przytulić się do niego jak kiedyś. Stałam jednak dalej skryta wśród drzew. - Robisz to tylko dla samej idei? -Nie. Wiesz ze nie. - Tak bardzo ich nienawidzisz? - To nie tak... -Wiem robisz to dla niej.. -Kocham ją. - Boisz się... - Tak boje się, ale wiem co robię. Wiem po co to robię. To już postanowione.

Ojciec przytulił Lucyfera. wyszłam zza drzew i podbiegłam do nich. Lucyfer był smutny, ojciec tez. Przystanęłam w pól drogi. Uśmiechnęli się na mój widok oboje, delikatnie i trochę blado. Ojciec spojrzał na mnie badawczo. Nie dałam po sobie poznać ze cos słyszałam. Podeszłam do ojca i skłoniłam się przed nim, uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło. Podeszłam do Lucyfera. - Dawno cię nie było. - Wiem maleńka, przepraszam. Przytuliłam się do niego. Pogłaskał mnie po włosach.

Spacerowałam po lace pełnej kwiatów. Łąka rozpościerała się aż po horyzont. Tam, daleko, na horyzoncie zobaczyłam 7 postaci. Byli uzbrojeni. Znów moje serce zabiło mocniej a ja znieruchomiałam. nie wiedziałam dlaczego. Nie wiedziałam póki postacie nie zaczęły się zbliżać i nie dostrzegłam lśniących , jasnych włosów. W ręku miał miecz, a odziany był w zbroje. Wyglądał zupełnie inaczej niż wtedy. Patrzałam w zachwycie szeroko otwartymi oczyma. Nagle zakręciło mi się w głowie, przymknęłam oczy. Otworzyłam je, gdy poczułam jak ktoś łapie mnie za rękę. Dotyk był delikatny, jednak znów czułam dreszcz, paraliż niemal, kolana ugięły się pode mną. Otworzyłam oczy, stal obok mnie i trzymał mnie za rękę.

- Chodź.. Pobiegliśmy.

Po chwili znaleźliśmy się w ogrodzie pełnym białych Róż.

-Wybierz sobie jeden kwiat.

Chodziłam długo wśród kwiatów, oglądałam je, dotykałam. Nagle spostrzegłam jeden maleńki, niebieski kwiat. Malutki kwiatuszek o siedmiu płatkach, w kolorze jego oczu. Ledwie mogłam go dostrzec miedzy wielkimi, dumnymi różami. Pociągnęłam go za rękę. Wskazałam kwiat. Uśmiechnął się. Zerwał kwiat, ukłonił się przede mną i podął mi go. Wyciągnęłam rękę, a on podał mi kwiat i ucałował moja dłoń. Wplotłam kwiat we włosy, gdy się obróciłam jego już nie było.

Siedziałam pod drzewem z drżącym sercem oczekując Michaela. Minuty płynęły mi jak godziny. Przymknęłam oczy. Gdy je otworzyłam stał przede mną Arakiel. Widywałam go już wcześniej, przyjaźnił się z Gabrielem i Lucyferem, którzy byli mi jak bracia. Przez chwilę wpatrywał się we mnie błękitnymi oczyma. Był to jednak inny błękit niż ten Michaela. Uśmiechnęłam się lekko. Wyciągnął do mnie dłoń w której trzymał piękną , białą różę. W jego oczach widziałam strach, niepewność.

-Czy...- zaczął - Nie mogę – przerwałam mu – ten kwiat jest piękny, ale nie mogę go przyjąć. Jego dłoń zadrżała. Wyglądał jak rażony piorunem. Spojrzał mi w oczy smutno, a w jego oczach zbierały się łzy. Spuściłam wzrok. Odwrócił się i odszedł. Gdy odchodził obok mnie pojawił się Michael. Przytuliłam się do niego mocno. Arakiel odwrócił się i spojrzał na nas pełnymi łez oczyma, po czym pobiegł przed siebie. Westchnęłam i wtuliłam się w Michaela.

Byłam daleko od domu. Nie wiedziałam dlaczego muszę tam być. Było tam inaczej, ale pięknie. Leśna polana wśród drzew o różnych barwach. Byłam tam tylko ja i Selene. Była dla mnie dobra, mówiła że ojciec kazał się jej mną opiekować. Ja jednak wiedziałam, że ona mnie pilnuje. Nie wiedziałam dlaczego ojciec mnie tam wysłał i nie wiedziałam nawet kim tak naprawdę była Selene. Tęskniłam. Tak bardzo tęskniłam za domem, za rodzicami rodzeństwem i...za Michaelem. Nie widziałam go tak dawno. Nie wiedziałam czemu, ale za nim tęskniłam chyba najbardziej. Był mi tak bliski...Ale inaczej...Inaczej niż moi bracia, inaczej niż Lucyfer czy Gabriel... Nagle zamknęłam oczy, nie z własnej woli. Zobaczyłam go. Był smutny. Ubierał zbroję, wziął do ręki miecz, z jego oczu popłynęły łzy. Otworzyłam oczy, rozejrzałam się. "Michael..." Znów moje oczy zamknęły się. Zobaczyłam ojca. Robił dokładnie to samo. Coś wisiało w powietrzu. Zobaczyłam hordy walczących. Byli tam wszyscy. Walczyli zapłakani. Michael i Lucyfer walczyli ze sobą. Oboje byli zakrwawieni i poranieni. "Nie..." Otworzyłam oczy, zaczęłam biec. Biegłam przed siebie aż coś zatrzymało mnie. Przede mną stała Selene. -Saulael, nie! - Puść mnie! - Stój! - Ale ...ja muszę... - Nie możesz. - Muszę. - Twój ojciec... - Nie zatrzymasz mnie! Skupiłam wszystkie myśli na moim mieczu który został w domu. Wyciągnęłam rękę i zamknęłam oczy. Wzywałam go. Otworzyłam oczy gdy miecz pojawił się w mojej dłoni. Zatopił się nie wiem jak i kiedy w piersi Selene. Pobiegłam na oślep. Przed sobą zobaczyłam ścianę ze szkła. Uderzyłam w nią mieczem. Nawet nie drgnęła. Uderzyłam mocniej. Ściana stała jak wcześniej. Zaczęłam tłuc w nią mieczem i drugą dłonią zaciśniętą w pięść. Nadal nic. Oparłam się o ową ścianę i osunęłam na ziemię. Rozpłakałam się. Byłam taka bezsilna. Płakałam aż usłyszałam w mej głowie głos . Głos wzywał mnie . "Saulael..."Wstałam gwałtownie. Zebrałam całą moją wolę i uderzyłam mieczem w ścianę. Rozpadła się a odłamki zaczęły spadać na mnie. Poczułam krew. Na dłoniach, rękach, twarzy. Pobiegłam.

Widziałam hordy walczących już z daleka. Dwa przeciwlegle idące zwarte szyki. Z mieczami w dłoniach, gotowi do walki. Szli i płakali. Płakali wszyscy. Przystanęłam i wpatrywałam się w nich jak zahipnotyzowana. Gdy przyjrzałam się kolana ugięły się pode mną, a przerażone serce zaczęło walić jak młot. Po jednej stronie szedł mój ojciec, siostra bliźniaczka, brat i Lucyfer. Po drugiej wujowie Nox, Nemes i Sadun, Gabriel i Michael. Szli naprzeciw siebie. W pierwszej chwili chciałam rzucić się między nich, ale nie mogłam się ruszyć. Szli a z oczu ich płynęły łzy. Ja też nie mogłam już powstrzymać łez. Byłam daleko ale zacisnęłam dłoń na mieczu i wpatrywałam się w nich przerażonym wzrokiem. Byli coraz bliżej siebie. Pierwsi znaleźli się naprzeciw siebie Lucyfer i Michael. Mój kochany braciszek i mężczyzna którego...kochałam...tak, kochałam najbardziej na świecie, to dobre określenie. Ich miecze zderzyły się. Krzyknęłam przeraźliwie. Nie wiem jak długo walczyli, ale każda sekunda była jak sąd ostateczny. Nagle Lucyfer wytrącił miecz z rąk Michaela. Z jego oczu popłynęła kaskada łez gdy opuszczał broń.

-Braciszku , nie!!!- wrzasnęłam jak opętana. Miałam wrażenie że oboje spojrzeli na mnie. W ostatniej chwili przed Michaelem pojawił się Arakiel i miecz Lucyfera zatonął w nim. Lucyfer opadł na kolana, a Arakiel pobladł i upadł na…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych