Mezalians
taka miłość się nie zdarza
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
PROLOG
Było piękne, kwietniowe popołudnie 2007 roku. Wracałem z Orlego Gniazda, gdzie firma w której pracuję zorganizowała spotkanie dla kontrahentów. Impreza była udana, nawet bardzo udana. Klienci rozjechali się do domów dzień wcześniej. My musieliśmy spakować nasz towar. Już tam spostrzegłem, że coś się stało, coś zaiskrzyło i nie chce zgasnąć. Był to jeszcze mały płomyczek, ale bardzo wyraźny, bardzo mocny. Co zrobić, co zrobić? Przecież tak nie można. To nie po katolicku, nie po ludzku... nie po mojemu !
Jednak sięgnąłem po telefon. Chwila zawahania. Hmm. Porozmawiać zawsze można o wszystkim i o niczym. Tak się złożyło, że praktycznie z wszystkimi jestem na Ty, ale nie z Nią, nie z Nią. Jaki wymyślić pretekst rozmowy ? No tak, zapytam się jak dojechała, jak się czuje, jak interesy. Dzwonię. Podobno wyjątkowo mam Jej prywatny numer telefonu, hmm wyjątkowo – coś w tym jest. -Halo -Dzień dobry tu ….i w tym miejscu się przedstawiłem. Właściwie nie wiem po co, przecież ma mnie wpisanego do swojej komórki. Ciekawe pod jakim hasłem ? No, ale dzwonię ze służbowej komórki, wypada się przedstawić. -Witam Pani Małgosiu tu Piotr …... , jak podróż................. I tu zaczęły się schody. Schody do raju czy do piekła ? Wtedy jeszcze o tym nie wiedziałem. Rozmawialiśmy, rozmawialiśmy, oj bardzo długo rozmawialiśmy. Rozmowa z Nią sprawiała mi niesamowitą przyjemność. W następnych rozdziałach będę to często powtarzał, ale cóż, tak było naprawdę. Ona zaczynała zdanie, ja kończyłem. Ja zaczynałem, ona kończyła. Po prostu łał ! Rozumieliśmy się w pół zdania, można powiedzieć w pół myśli. Pomyślałem - kurcze co ja robię ? Przecież ja Ją podrywam, a jednak brnę dalej. Jestem w siódmym niebie, a może w ósmym? Chyba się zagalopowałem bo w pewnym momencie zapytała: Panie Piotrze, czy pan mnie podrywa ? I tu zatrzymałem się przed murem. Dosłownie dotknąłem go czubkiem swego nosa, czułem jaki jest zimny. Co odpowiedzieć, co powiedzieć? Jeżeli powiem, że nie to będę na straconej pozycji i nie będzie już odwrotu. Jeżeli powiem, że tak? Rzuci słuchawką? Zbeszta mnie straszliwie? Przecież Ona jest, tak ona jest mężatką. Ma męża - prawnika. Są bogaci. A ja? Regionalny przedstawiciel handlowy z miesięczną pensją rzędu ….. Przecież mnie wyśmieje. A właściwie przecież ja też mam żonę i dzieci. Cholera co ja robię?! No cóż. Co miałem odpowiedzieć - zależało mi. Powiedziałem: Tak, podrywam Panią ! Serducho waliło mi jak Dzwon Zygmunta w Krakowie. Miałem wrażenie, że słychać je po drugiej stronie słuchawki. No, to teraz się zacznie. A jednak się nie zaczęło. Zaczęliśmy z tego faktu żartować. A ja stwierdziłem: pal sześć konwenanse, przejdźmy na ty ! I co? I przeszliśmy. Bez bruderszaftu, tak po prostu. Bo tak nam było dobrze z tym. Czy to mezalians? Czy to grzech?
Mezalians - małżeństwo z osobą niższego stanu np. szlachcica z chłopką. Było uważane za małżeństwo nierówne, nieodpowiednie i niestosowne. Dzisiaj pojęcie bywa używane w odniesieniu do związku osób różniących się wykształceniem lub statusem materialnym.
Postaram się odpowiedzieć na te pytania w dalszej części mojej historii. A jest o czym opowiadać.
CZĘŚĆ I NAMIĘTNOŚĆ
Dawno już nie pisałem. Prolog skończyłem pisać jakieś...12-14 miesięcy temu. Nawet nie wyobrażacie sobie co się w tym czasie wydarzyło (w życiu bym nie przypuszczał, głowę pod topór bym dał, że coś takiego się nie wydarzy), ale po kolei.
Prolog skończyłem na przejściu z Panią Małgorzatą na Ty. I co myślicie, że na tym się skończyło? Otóż nie. Oto dalszy ciąg tej zadziwiającej i zarazem porywającej historii miłości, nienawiści, szaleństwa i grzechu. Odwiedzałem sklep Małgorzaty coraz częściej i z coraz większą przyjemnością, żeby tylko z Nią porozmawiać, popatrzeć na Nią (pragnę nadmienić, że Małgosia jest bardzo ładną i mądrą kobietą, a w dodatku zapach Jej ciała doprowadza mnie do szaleństwa).Rozmawialiśmy na początku o interesach, ale z czasem przeszliśmy na tematy prywatne. Właściwie to ja opowiadałem, a Ona słuchała. Bardzo mało mówiła o sobie i swojej rodzinie. Trochę mnie to denerwowało, tak jakby chciała wiedzieć o mnie jak najwięcej, a ja żebym wiedział o Niej jak najmniej. No cóż, w tym momencie to mi nie przeszkadzało.
Spotkania w jej sklepie w końcu przestały mi wystarczać. Zaproponowałem spotkania poza firmą. Ale gdzie? Ja właściwie ciekawych miejsc na takie potajemne spotkania w jej mieście i okolicy nie znałem. Poprosiłem, żeby zaproponowała jakieś ciekawe miejsce. Była późna wiosna lub wczesne lato 2007 roku, więc mogę już nie pamiętać gdzie pierwszy raz się spotkaliśmy (piszę te słowa w sierpniu 2011 roku). W każdym razie spotykaliśmy się albo w lesie i długo rozmawialiśmy siedząc w samochodzie lub nad pięknym stawem, gdzie spacerowaliśmy rozmawiając ze sobą namiętnie. Dosłownie pochłaniałem każdą sekundę z Nią spędzoną. Bardzo mi imponowała tym, że umawiała się ze mną rano, przed pracą i mieliśmy tylko dla siebie godzinę lub półtorej godziny. Niestety to wszystko było mało. Musiała o dziewiątej trzydzieści zmykać do swojego sklepu.
Pewnie nikt nie uwierzy w moje zapewnienia, że w czasie naszych spotkań do niczego nie doszło. No może jakieś małe, niewinne pocałunki – naprawdę małe,ale czy niewinne ?
Właściwie nie wiem dlaczego się ze mną spotykała. Co takiego mogłem jej dać, czego już nie miała? Ta sprawa wyjaśni się w innej części mojego opowiadania.
Najprzyjemniejsze spotkania były jednak po południu. Wychodziła ze sklepu około godziny drugiej i mieliśmy dla siebie dwie, trzy godziny. Tylko dla siebie. To zadziwiające, ale przez te dwie, trzy godziny zawsze mieliśmy tematy do rozmów. Było wspaniale.
Latem coś nam odbiło. Zaprosiłem ich (Małgosię z mężem) do nas do domu. Było bardzo miło. Właściwie byli dwa razy, a raz spali w moim domu. Po wszystkim, mąż Małgosi stwierdził, że przyprawiła mu takie rogi, że szkoda gadać.
I tak minęło lato, zbliżała się jesień. I oczywiście coś musiało się między nami popsuć. Właściwie mógłbym tą historię ubarwić, ubrać w dialogi. Ale po co? Liczy się sens i głębia tego spotkania dwójki ludzi tak odległych, a tak bliskich sobie.
Ja właściwie jestem człowiekiem mało zdecydowanym. Człowiekiem za którego inni mają podejmować decyzje, ale to wszystko pokażę w dalszej części naszej historii. Małgosia jest osobą o silnym charakterze. Oczywiście przeżywa na swój sposób swoje porażki, ale nie cierpi ludzi słabych, a ja do takich niestety należę. I dlatego ta historia z życia wzięta potoczyła się tak, a nie inaczej. Dzisiaj, patrząc wstecz żałuję, że to wszystko tak się potoczyło. Nie żałuję jednak, że Ją spotkałem. To cudowna kobieta – przynajmniej ja tak uważam i bardzo, bardzo mi Jej brakuje.
Tak, chyba to była jesień 2007 roku. Zaczęło się między nami psuć. Ona, silna kobieta interesu, ja mało zdecydowany pracownik na etacie. Z perspektywy czasu uważam, że to musiało się wcześniej czy później skończyć rozstaniem. Fakt jest jednak taki, że jestem w niej (do dzisiaj) szalenie zakochany. Małgosia oczekiwała czegoś innego od naszego romansu niż ja. Być może ze względu na to, że byłem wychowywany przez babcię, a moja mama zmarła bardzo wcześnie. Po prostu potrzebowałem osoby która by się mną zaopiekowała, dała wsparcie. Małgosia potrzebował silnego mężczyzny. Ja niestety takim mężczyzną nie jestem.
Rozstaliśmy się. Było to dla mnie bardzo bolesne doświadczenie. Było mi Jej po prostu brak. Ach, jak Ona pachnie...
CZĘŚĆ II BOLESNE PRZEŻYCIA
Początek 2008 roku. Nie spotykamy się od jakiegoś czasu – przynajmniej prywatnie. Zerwała ze mną. To było straszne. Męczyłem się niemiłosiernie. Czy mnie kochała? Czy tylko byłem odskocznią od życia codziennego i męża który pracował 16 godzin na dobę? Prawdopodobnie Małgosia potrzebowała czułości, którą mają słabi mężczyźni. Silni mężczyźni tylko żądają i dostają to co im się należy, a może jestem w błędzie? W każdym bądź razie kazała mi się wynosić z Jej życia – to był pierwszy raz, kiedy kazała mi się wynosić.
A było to tak:
Jechałem do moich kontrahentów z Białegostoku. Zadzwoniłem do Niej. Chciałem porozmawiać, naprawić to co zostało popsute. Niestety, z naszej rozmowy wynikły tylko wyrzuty z obu stron. Moje zdenerwowanie osiągnęło apogeum w momencie, kiedy w hotelu pod Białymstokiem stwierdzono, że nie mam rezerwacji pokoju. Wybiegłem z recepcji, wsiadłem w samochód i pojechałem w stronę mojego domu.
Moja podróż trwała 4 godziny (ach te polskie drogi). Po drodze kupiłem pól litra czystej wódki. Wszedłem do domu. Żona była przerażona. Co ja tu robię? Wypiłem dwie setki wódki i opowiedziałem moją historię. Potem wypiłem jeszcze dwie setki. Dlaczego ją opowiedziałem? Otóż dlatego, że dla mnie to już był koniec naszej znajomości. Potraktowała mnie jak zabawkę, którą można w każdej chwili wyrzucić. Dziecko się znudziło zabawką więc ją wyrzućmy. Kupimy dziecku nową zabawkę. Czy miałem rację? Nie wiem do dzisiaj i pewnie nigdy się nie dowiem.
To jeszcze nic. To, co się wydarzyło potem to był hit nad hity!
Firma w której pracuję zaprosiła kontrahentów na spotkanie w Krakowie. Małgosia i owszem, przyjechała... z mężem.
Wprowadziła się do pokoju w hotelu i...opowiedziała swojemu mężowi naszą historię. Tak się złożyło, że mojemu klientowi urodziło się dziecko. Byliśmy więc przy barze i opijaliśmy nowego obywatela Najjaśniejszej Rzeczpospolitej. To opijanie skończyło się tym, że koledzy zaprowadzili mnie do pokoju, gdzie usnąłem jak dziecko. Całe szczęście, że tak się stało. Mąż Małgosi wpadł w taki szał, że butelki latały po pokoju hotelowym. W pewnym momencie małżonek Małgorzaty stwierdził, że mnie poszuka w wiadomym celu. Niestety nie znalazł mnie i prawdopodobnie usnął przytulony do swojej małżonki.
Ja oczywiście o niczym nie wiedziałem i rano, przy pożegnalnym śniadaniu bardzo mu podziękowałem za to, że przyjechał. Jazda na całego !
W tym momencie muszę przerwać pisanie. Cztery piwa to jednak sporo dla mnie.
I znów minęło trochę czasu zanim zabrałem się za pisanie. Jest 04.10.2011 roku. Od ostatniej niedzieli już nic nas nie łączy, no może sprawy służbowe. W tej chwili, z…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil ski
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…