Miłość jest ślepa
"Miłość jest ślepa" mówi stara ludowa mądrość...Czy to prawda? Przekonajcie sie sami.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Miłość jest ślepa
Neithan przedzierał się przez gęsty las. Przyspieszył kroku. Słońce chyliło się już ku zachodowi. Przyjemna woń lasu, wszechogarniająca cisza którą zakłócał tylko szum wiatru w koronach drzew, osłaniający powoli świat półmrok, wszystko to wprowadzało młodego człowieka w stan odprężenia, spokoju, błogości. Miła to była odmiana, gdyż w domu Neithana ostatnio o spokój było trudno. Ojciec- stary drwal zginął nie dalej jak rok temu przygnieciony przez drzewo, ledwo wiązali koniec z końcem, a teraz matka zachorowała. Stary znachor Tellias rozkładał ręce. Kazał Neithanowi zebrać rosnących na leśnej polanie ziół, jednak nie wróżył jego matce długiego życia. Marie była jeszcze taka młoda... Pomyślał teraz o siostrze, którą zostawił w domu. Taka młoda, a sama zajmowała się domem i opiekowała chorą matką. A tak niedawno ten podły Lair ją skrzywdził. Tak bardzo ją skrzywdził... Nosiła teraz jego dziecko, a on niewiadomo gdzie obecnie przebywał, od dawna nikt go nie widział. Młodzieniec zacisnął pięści. Niech tylko dopadnie tego drania. Znów przyspieszył kroku, nie miał czasu przecież napawać się pięknem przyrody, musiał wracać pomóc Marie. Przedarł się przez najciemniejszy gąszcz, rozchylił ostatnie dzielące go od polany chaszcze i...przystanął wypuszczając z dłoni koszyk. Tańczyła lekko z koszem pełnym ziół w dłoni z cicha podśpiewując czystym, słowiczym głosem. Była taka zwiewna i taka piękna. Błękitna powiewna sukienka falowała na delikatnym powiewie wiatru jak jej długie złote włosy opadające luźno na ramiona i plecy.
- Pewnego dnia odnajdziesz mnie, nie pozwolę ci odejść, zatrzymam cię i podążać będziesz za mną jak cień, krok w krok, na zawsze przy mnie, a świat przestanie istnieć- dźwięczny sopran rósł w siłę, odbijał się echem wśród otaczającego polankę gęstego boru. W uszach Neithana dźwięczał, wibrował w jego głowie, hipnotyzował. Świat nie istniał, istniała już tylko ona.
Zatrzymała się, umilkła. Zwróciła ku niemu przenikliwy wzrok błękitnych oczu. Spojrzenie to tak niewinne i delikatne, zdawało się jednak przewiercać na wylot, kusić, mamić. Wyciągnęła ku niemu dłoń i gestem nakazała podejść. Przemógł się wreszcie by zrobić kilka kroków naprzód i zaczął podążać w jej stronę jakby zahipnotyzowany. Uśmiechnęła się lekko gdy stanął naprzeciw niej , a jego ciałem wstrząsnął dreszcz. Nie wiedział kiedy upadł przed nią na kolana, ujął jej dłoń i ucałował. Opuściła wstydliwie głowę, zarumieniła się.
- Słowiku polny, jakże cię zwą?- zdołał wreszcie wydusić z siebie słowa. - Elena – wyszeptało dziewczę nie podnosząc wzroku. - Jestem Neithan, to dla mnie zaszczyt poznać imię tak pięknego kwiatu – powiedział, a raczej wydukał powstając powoli z klęczek. Dziewczyna uśmiechnęła się płonąc rumieńcem. Wzięła go za rękę delikatnie i pociągnęła ku strumykowi wolnym nurtem przepływającemu przez polankę. Pobiegli śmiejąc się jak dzieci. Gdy dotarli nad bieg strumyka Elena usiadła i zamoczyła bose stopy w wodzie, on zaś położył się obok, kładąc głowę na jej kolanach. Poczęła delikatnie głaskać jego kasztanowe , miękkie włosy.
* * *
Marie otarła fartuszkiem zlane zimnym potem czoło. Udała się do kuchni szybkim krokiem, na tyle szybkim na ile pozwalał jej dość pokaźny już , co nie dziwota przy ósmym miesiącu ciąży , brzuch. Młoda kobieta zdjęła kociołek z paleniska. Nalała zupę do glinianego naczynia i wróciła do matki. Errisa była półprzytomna, jej bladą twarz wykrzywiał grymas bólu. Córka posadziła z trudem starą kobietę na łóżku, opierając jej plecy o poduszki i poczęła ją karmić. Wyglądała co jakiś czas za okno, słońce zachodziło. „Gdzież on się podziewa?” –myślała. Nagle jej własne myśli zaczęły napawać ją lękiem. A jeśli...jeśli jej ukochanemu bratu coś się stało? „Nie, to niemożliwe, wróci, na pewno za chwilę wróci”.
* * *
Słońce chowało się już nieubłaganie za horyzont. Nagle Neithan zerwał się jak oparzony. Elena spojrzała na niego zdziwiona.
- Muszę już iść...Moja siostra...matka...- próbował jakoś sklecić słowa w zdanie. - Siostra? Matka? A ja? – na twarzy dziewczyny odmalował się smutek- Zostawisz mnie samą? - Muszę. Odprowadzę cię, a potem muszę wracać. Z oczu dziewczyny popłynęły łzy. - Proszę nie odchodź. Zostań ze mną.- łkała cicho . - Wrócę, obiecuję że jutro wrócę z samego rana. Dziewczyna skinęła głową. Spojrzała jednak na niego smutnym, przerażonym wzrokiem. Nie wiedział co robić. Tak bardzo chciał zostać przy niej, ale... Co z matką , co z Marie? - Idź już. Nie odprowadzaj mnie. Mieszkam niedaleko. Neithan wstał i pobiegł w ciemny las, w stronę domu. W stronę zachodzącego słońca.
* * *
Wbiegł do chaty omal potykając się o próg. Marie zerwała się z miejsca.
- Co się z tobą działo? - Przepraszam, coś mnie zatrzymało. - Martwiłam się...- Marie spojrzała na niego pełnymi łez oczami. - Wybacz siostrzyczko... Przytulił ją mocno. W ramionach brata poczuła się bezpieczna. Ucałował jej czoło. - Masz zioła?
To pytanie zmroziło mu krew w żyłach. Zamarł na chwilę. Prz3ecież z tego wszystkiego zapomniał. Zupełnie zapomniał po co poszedł na polanę.
- Widzisz...gdy biegłem przez las, spiesząc się do was, usłyszałem wycie wilków- zaczął dość nieporadnie kłamać- zacząłem uciekać i zioła wysypały mi się z koszyka. – starał się nie patrzeć jej w oczy.
Marie skinęła głową. Przytuliła brata. Nawet nie podejrzewała że kiedykolwiek mógłby ją okłamać. - Pójdę tam jutro z rana i przyniosę ziół. - Dobrze braciszku. Tylko uważaj.
* * *
Słońce ledwie zdążyło wzejść, na leśnej ściółce błyszczały jeszcze krople porannej rosy. Neithan odgarnął liście ostatnich drzew dzielących go od polanki. Serce jego biło jak oszalałe. Wzrokiem przebiegł polanę, ale nigdzie jej nie było. „Przyszedłem zbyt wcześnie”- pomyślał. Pochylił się i zaczął do koszyka zbierać ziół. Gdy koszyk był już pełny usiadł nad strumykiem i czekał z zapartym tchem. Czas dłużył się,
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Lorelay
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…