Miłość Konrada
Lekko i przyjemnie, w odrobinę surrealistycznym klimacie. Zainspirowane zdjęciami Saudka
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Karzeł Konrad od lat był najbardziej szanowanym mieszkańcem miasteczka. Miał duży dom na wzgórzu i stadninę konną. Od rana do wieczora ciężko pracował. Był rzeźbiarzem. Spod jego małych, niezgrabnych dłoni w błyskawicznym tempie wyślizgiwały się idealnie gładkie i piękne figurki drewnianych kobiet. Zapełniał nimi swój strych, piwnice i stajnie. Choć cieszyły się dużym powodzeniem i z ich sprzedaży uzyskał całkiem pokaźny majątek to jednak w głębi swego serca ciągle odczuwał niepokój. To on skłaniał go ku temu by w kawałkach drewna szukać coraz to nowych twarzy, sylwetek. Z zapałem niestrudzonego poszukiwacza nadawał formę i kształt martwym przedmiotom, a przy odpowiednim oświetleniu i przy niewielkiej pomocy wyobraźni figurki ożywały i wypełniały wnętrze pracowni ruchem i szczebiotem kobiecych głosów, namiętnych i znudzonych, zachęcających i gniewnych. To jednak nie wystarczało. W szale pracy nie odnajdywał ukojenia, a samotność powoli stawała się nie do zniesienia. Do czasu… Do czasu, gdy na końcu drogi prowadzącej na mały ryneczek miasteczka pojawił się wielki tuman kurzu zwiastujący przybycie gości. Wszyscy mieszkańcy z zaciekawieniem obserwowali ruch na drodze. Sam Konrad wyszedł z pracowni i stanął pod drzewem, wyciągnął z kieszeni marynarki maleńką lunetę, z którą się nie rozstawał i spojrzał przez nią na kłębiących się w dolinie ludzi. Przed dzwonnicą zaparkowały trzy kolorowe autobusy, każdy malowany w dziwne wzory. Od patrzenia na nie, Konrada rozbolała głowa, przymknął oczy i zasępił się. Goście zawsze oznaczali wzmożony ruch w miasteczku. Pewnie będzie proszony na spotkania. Kto wie, po co przyjechali ci dziwni ludzie. Zniecierpliwiony Konrad machnął ręką i schował się w domu. Zaparzył sobie aromatycznej herbaty i zasiadł w fotelu przymierzając się do opasłego tomu, nowo zakupionej powieści. Gdy na dnie filiżanki pojawiła się mozaika z fusów, gdy zegar wybił piątą po południu, gdy na drzewie zaglądającym w zachodnie okno zawisło słońce, gdy z ręki wysunęła się książka, a Konrad zapadł w drzemkę, śniło mu się, że ktoś wspina się po schodach. W całym domu rozbrzmiewały delikatne, pospieszne kroki. Ktoś obcy. Ta niespodziewana wizyta nie wzbudziła w nim jednak strachu, ani niepokoju a jedynie ufność w nadchodzące dni i nadzieję. Następnego dnia, zaciekawiony Konrad, założył swój piękny fioletowy kapelusz, dzięki któremu zyskiwał kilka centymetrów, wziął pod pachę laseczkę, dzięki której czuł się bardziej pewnie i ruszył wolnym krokiem do miasteczka. Pogoda była piękna i nawet jakiś ptak zaplątany w przydrożne krzaki udawał, że śpiewa. Im był bliżej miasteczka, tym robiło się głośniej. Gdy znalazł się w cieniu uliczki uderzyła w niego niemal świąteczna atmosfera. Dzieci biegały podekscytowane, świnie o których zapomniał właściciel, samopas używały sobie w stercie śmieci, a rozchichotana młodzież siedząca na murku okalającym ryneczek głośno komentowała nowo przybyłych. Po chwili rozległo się bicie dzwonów, wszyscy zbiegli się koło studni i zasiedli na ustawionych tam uprzednio ławkach. Do Konrada podszedł sklepikarz. -Nawet pan, panie Konradzie jest ciekawy przedstawienia? -Witam, nic nie wiem o żadnym przedstawieniu- zmarszczył czoło i podrapał się gałką laseczki za uchem. -To jest grupa teatralna, nazywają się „Pod Pantoflem” i zgodzili się dać kilka przedstawień. -Aaaaa…- ledwie zdążył odpowiedzieć Konrad, a zaimprowizowana scena na górce zapełniła się aktorami. Sztuka była bardzo zabawna i ciekawa, wszyscy bawili się wyśmienicie, do czasu gdy w samym środku sceny stanęła kobieta. Wielka i dostojna zaczęła płaczliwie wygłaszać swoją kwestię, a po chwili wszyscy widzowie zalewali się łzami, tylko Konrad na chwilę zapomniał się gdzie jest. Nie mógł oderwać od niej oczu, ani skupić się na tym co mówi. Jak porażony wodził oczami po jej obfitych kształtach. -Zachwycająca…- wyszeptał. -Prawda? Taki teatr to coś co było nam potrzebne. Może uda się ich namówić żeby zostali do przyszłego tygodnia. Pewnie mają w repertuarze jeszcze kilka sztuk. -O tak, powinni zostać, jak najdłużej… Po przedstawieniu aktorzy zeszli do ludzi i zaczęły się tańce. Konrad długo szukał kobiety która tak go zachwyciła, aż w końcu dostrzegł ją siedząca na brzegu ławy i pijąca piwo. Miała zadartą suknię, pełną falban i koronek. Konrad przypadkiem stanął przy drugim końcu ławy, a że miał głowę akurat sięgającą brzegu stołu, mógł cieszyć się do woli, widokiem rozłożystych ud, rozchylających się zachęcająco. Przełknął ślinę i zaczął wspinaczkę. Gdy znalazł się na stole, zygzakiem między kuflami i talerzami wypełnionymi jedzeniem, dotarł do kobiety. Ukłonił się przed nią wytwornie
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil A.S.
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…