Wróć do katalogu

Miłość w XXI wieku

Krótkie przemyślenia na temat dzisiejszego romantyzmu i sensu w szukaniu prawdziwej miłości.

remione, opublikowano , 4 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Smutne piosenki wypełnione po brzegi miłosnymi deklaracjami i historiami o złamanym sercu nieustannie lecą w głośnikach. Do kin wchodzą coraz to nowsze komedie romantyczne, które pod względem fabuły w rzeczywistości nie różnią się niczym od tych powstałych zaledwie kilka miesięcy temu. A mimo to wciąż przyciągają tłumy, które wypełniają widownię po brzegi. Sama doskonale wiem jak ten mechanizm działa. Pamiętam niejeden obraz komedii romantycznej, którą widziałam setki razy, a która nadal mnie zachwyca i wzrusza. Do tego stopnia, że siedzę i płaczę mówiąc pod nosem: jesteś żałosna! Ale czy na pewno? Co żałosnego jest w płakaniu na historii o prawdziwej miłości? Fakt, że to ściema? Owszem, większość z nas w nią nie wierzy, albo udaje że tak jest, żeby nie wyjść na słabego romantyka w brutalnym i surowym świecie. Ale czy to takie straszne pielęgnować w sobie iskierkę nadziei? Że może pewnego dnia, może nawet jutro, znajdzie się swoją bratnią duszę? Że miłość przyjdzie nagle, w najmniej oczekiwanym momencie i powali nas na kolana? Romantyzm XXI wieku ogranicza się do ckliwych teksów piosenek, komedii romantycznych i dawanie kwiatów bądź bombonierek z okazji świąt. Stały związek bazuje na sporadycznym seksie i wyjściu na randkę w kolejną rocznicę. Małżeństwo – czasami jest tylko papierem. Więc jak można widząc to wszystko i – co gorsza – zdając sobie z tego sprawę, nadal wierzyć w prawdziwą miłość? Taką nagłą, nie do opanowania, upajającą, cudowną, rozgrzewającą, ogłupiającą i dającą siły. Czasami sama wątpię, ale chyba jednak wciąż jestem taka naiwna. Wiem, że dzisiejsze związki nierzadko mają więcej wspólnego z XVIII wieczną aranżacją małżeństw niż z głębokim, szczerym uczuciem. Wiem, że ludzie są ze często tylko z przyzwyczajenia. Wiem, że po prostu nie mają ochoty kończyć czegoś co względnie wydaje się dobre. A czasem żeby zaoszczędzić sobie samotności i…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych