Wróć do katalogu

Miserable

"(...)...to właśnie jest ta moja tajemnica, która po wyjawieniu jest jeszcze bardziej fascynująca... (...)"

Atomówkaopublikowano 6 lipca 200635 min czytania 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Ten dzień od rana wydawał mi się dziwny. Przede wszystkim obudziłem się o odpowiedniej godzinie i bez tego dobrze znanego każdemu studentowi bólu głowy. Potem zdałem kolejny egzamin bez żadnego problemu. Biorąc pod uwagę faktyczny stan mojej wiedzy był to nie lada wyczyn. A potem zepsuł mi się samochód, w warsztacie okazało się, że jestem którymś tam "okrągłym" klientem i naprawa wyniesie połowę realnej ceny. Staliśmy z kumplem na przystanku autobusowym w stronę naszego mieszkania, słuchaliśmy jakiejś muzyki i rozmawialiśmy o czymś mało istotnym, gdy zobaczyłem ją po raz pierwszy. Przeszła przed nami patrząc na wyświetlacz swojego telefonu, sprawdziła rozkład jazdy i uradowana wróciła do swoich przyjaciół stojących z boku. Cała męska cześć przystanku zwróciła na nią uwagę – miała na sobie krótką spódniczkę, która wcale nie była infantylna ani wyuzdana. Właśnie wręcz przeciwnie. Do tego świetne nogi i proporcje ciała byłby widoczne nawet w spodniach. Marcin od razu kopnął mnie w kostkę i zaczął roztaczać swój plan podrywu. Do tej pory dołączałem się do jego pomysłów, prowadziliśmy swoistą rywalizację, ale teraz niewiele do mnie docierało. Ona była zbyt inna niż te wszystkie laski do tej pory. - ...ale widzę, że ciebie naprawdę wciągnęło... – dopiero jego śmiech trochę mnie otrzeźwił. - Dziwisz się?! Sam byś nie pogardził... ba! Pewnie zaraz coś zagadasz, niech tylko pojawi się okazja... A takowa nadarzyła się nad wyraz szybko – nadjechał autobus. Pożegnała się ze znajomymi i wsiadła z nami. - Hmmm popatrz wyciąga jakąś książkę, żeby się pouczyć... jakby nam się udało sprawdzić co tak czyta... – przesunęliśmy się niepozornie w jej stronę. Ale to i tak nie wystarczyło, żeby przeczytać tytuł. – Dobra, olejmy to. W autobusie się przecież nie da... – Marcin zrezygnował i zajął miejsce, które akurat się zwolniło. Później autobus opustoszał, a dziewczyna nadal stała i czytała. - O! Popatrz! – Marcin odezwał się naprawdę głośno. Czyli znalazł jakiś punkt zaczepienia i zaczynał swoją grę. Nie wiedziałem tylko, w co uderzy. Na pewno wkurzała go tym, że w ogóle nie zwróciła na niego uwagi. – Pasek rasta! Eehh wyjechać do Holandii... – usłyszała. Widziałem, jak podniosła wzrok z nad książki i słuchała – Ale pewnie się mylę. Wygląda na taką, która nosi go tylko dla mody. – osobiście niewiele sobie robiłem z jego tekstów. Były co najmniej beznadziejne. A nogi tej dziewczyny zjawiskowe, nie mogłem oderwać od nich oczu. – A ostatnio wszyscy się tym tak interesują, a nikt nie wie nic na ten temat... – nagle, gdy już zbliżaliśmy się do kolejnego przystanku, a ona schowała książkę, odwróciła się i spojrzała mi głęboko w oczy z takim dziwnym uśmiechem. Zrobiło mi się bardzo gorąco i ledwo docierało do mnie, że zbliża się w tę stronę. Ciągle utrzymywała kontakt wzrokowy, aż Marcin obserwując to wszystko, zamknął się na chwilę. Podeszła już całkiem blisko, wyminęła mnie i nagle odezwała się do Marcina: - Rasta ma się w duszy i w płucach, chłopcze, nie na pasku w narodowych kolorach Etiopii. – powiedziała to z taką złością w głosie, że Marcina aż zatkało. W ogóle ktoś... dziewczyna, zwróciła mu uwagę! I do tego miała rację. Marcin prawdopodobnie nie miał pojęcia o tej całej kulturze, dlatego wpadł. Autobus się zatrzymał, dziewczyna nacisnęła guzik otwierania drzwi i jeszcze raz odwróciła się w moją stronę posyłając najpiękniejszy uśmiech świata. Przez 3 kolejne przystanki ani ja ani Marcin nie odezwaliśmy się słowem. Zmiażdżyła nas oboje.

Wyszłam z autobusu z uśmiechem triumfu. Nie żeby cały czas ktoś mnie zaczepiał, po prostu lubiłam czasem komuś pocisnąć. Zwłaszcza, że wtedy nie najlepiej działo się w moim życiu osobistym. Nawet nie chciałam o tym myśleć. Nie chciałam w ogóle myśleć o niczym innym niż zbliżająca się matura, ale tak się po prostu nie dało. Chyba naoglądałam się za dużo filmów, zbyt wielu stereotypowych opinii słyszałam na przeróżne tematy i być może dlatego uważałam, że uczucia są oznaką słabości. Dlatego starałam się nigdy o nich nie mówić, nie myśleć i nie okazywać. Ale niewiele osób było w stanie to zauważyć – ciągle przecież gadałam, ciągle byłam w ruchu, miałam miliony znajomych, a nowych ludzi poznawałam w kosmicznym tempie. Dopiero później nagle okazywało się, że nikt nie wie, co tak naprawdę lubię, czemu jestem smutna i czy rzucając jakąś złośliwością mówię poważnie, czy tylko umiem bezbłędnie zaznaczyć i nazwać jakąś słabość. Mnie jakoś to nie martwiło – im mniej ludzie mnie znali, tym mniej mogli mnie zranić. Bo osobiście uważam, że władzę nad człowiekiem ma się wtedy, gdy zna się jego słabości i miejsca, gdzie uderzenie najbardziej zaboli. Nie trzeba wcale takiej wiedzy wykorzystywać, wystarczy sama świadomość. Taka mała forma obrony. Dlatego sama nie dawałam nigdy i nikomu tego po sobie poznać. Do czasu. Bo nadchodzi taki moment, kiedy człowiek nie chce dłużej być sam. I wtedy musi chociaż trochę się otworzyć przed drugim człowiekiem. Mój chłopak, Andrzej, był właśnie kimś takim. Jako jeden z niewielu zyskał moje zaufanie, które sprawdzałam i wystawiałam na próbę wiele razy. Jako jeden z niewielu widział, że jest coś więcej poza tymi złośliwościami i chęcią pokazania swojej "męskiej części psychiki". No i byliśmy razem już jakiś czas, co dla mnie było zaskakujące, że tyle ze mną wytrzymał. Nie wiem, chyba go kochałam. Ale wiedziałam, że można bardziej. Można zakochać się na śmierć i życie i robić z tej miłości głupie rzeczy. Ale było mi z nim dobrze i naprawdę zależało mi na tym człowieku, był przecież przede wszystkim moim przyjacielem. A teraz, w czasie matur, naprawdę było potrzebne mi wsparcie.

Umówiłem się z Marcinem w parku. Poszedłem na długi, wiosenny spacer, chciałem w sumie trochę się odstresować, bo od kilku miałem przed oczami tę dziewczynę. Nie wiedziałem czemu aż tak zapadła mi w pamięci, wiedziałem, że musze coś z tym zrobić, bo pewnie już nigdy więcej jej nie zobaczę. A Marcin miał akurat zajęcia w pobliżu i ewentualnie mogliśmy przecież wrócić znów razem jakimś rozlatującym się autobusem. Dopalałem właśnie papierosa, gdy zobaczyłem w oddali sylwetkę. Idealne proporcje ciała, długie włosy i świecący telefon przy uchu. Latarnie za nią wyraźnie zaznaczały swoim światłem jej wcięcie w talii. Była sporo po 22, zastanawiałem się, co za wariatka z takim ciałem, chodzi sama przez ciemny park. Po chwili dostrzegłem również, że jest bardzo elegancko ubrana. Pomyślałem, że może wraca z matur, akurat przecież trwały. Miała śliczne nogi, zwłaszcza w tych butach na wysokim obcasie. I tak zmysłowo kołysała biodrami. Gdy znalazła się jeszcze bliżej dotarło do mnie, że to ONA. Ta dziewczyna z autobusu! Serce mi zamarło, świat przestał mieć jakiekolwiek znaczenie. Szła spokojnie rozmawiając przez telefon, poruszała się tak, jakby tańczyła do romantycznej muzyki. Nie mogłem oderwać od niej wzroku. Jak mogłem nie poznać wcześniej? Po prostu wtedy miała włosy spięte w kucyk, nie wiedziałem że są aż tak długie. I tak ich dużo! Teraz podobała mi się nawet bardziej, niż wtedy. - No właśnie ja piszę jutro historię, tak, rozszerzoną... dlatego u niej śpię. Mam blisko do szkoły stąd... Dobrze... No za jakieś 2 minuty będę pod jej blokiem... tak... tak! Ok... – słyszałem jej oddalający się głos. Wyszła z parku prosto na ulicę i szła pod prąd samym jej środkiem. Latarnie i światła sklepów robiły za reflektory, dla mnie szła po czerwonym dywanie. Jej postać w końcu zniknęła w oddali, a ja nie mogłem się opanować. Teraz wiedziałem, że koniecznie muszę ją znaleźć. Nie odpuszczę! - No i co Tomeczku, nadal nie uwolniłeś się od tej Jamajskiej laseczki? – z oszołomienia wyrwał mnie głos Marcina. - Ona tu była! – zerwałem się z ławki i potrząsnąłem przyjacielem – Przechodziła przez ten park! Przed chwileczką! - Stary! Ty naprawdę zwariowałeś...! – Marcin chyba naprawdę się przestraszył, bo wyraz jego twarzy zmienił się gwałtownie. - Nie, Marcin, mówię poważnie, przechodziła tędy i rozmawiała przez telefon. Jutro ma pisać maturę z historii w jakiejś pobliskiej szkole. I dlatego śpi dzisiaj u koleżanki! – zacząłem chodzić w kółko trzymając ręce na głowie – Musisz mi pomóc ją znaleźć! - Pogięło cię. Idziemy do domu, weźmiesz zimny prysznic, może to ci pomoże. – pociągnął mnie w stronę przystanku. - Pomyśl, ile może być tutaj szkół średnich? To da się zrobić, ja muszę ją poznać, rozumiesz? Jeśli tak się nie stanie, naprawdę oszaleję! – upierałem się. - Mieszkam w tym, mieście dość długo i wiem, że "w tej okolicy" może mieć różne znaczenia. A tylko po tej stronie parku są 3 licea. Nie znajdziesz jej... - Ale ile osób może zdawać w tym kraju historię?! – ludzie na przystanku dziwnie na nas patrzyli. Ale nie miało to dla mnie żadnego znaczenia. – Marcin... – spojrzałem błagalnie na kumpla. - No dobra, coś wymyślimy w domu. Ale przestań zachowywać się jak obłąkany!

Po kilku godzinach wiedziałem już, co Marcin miał na myśli. Nie wiedziałem nawet, że w jednej dzielnicy może być tyle szkół tylko państwowych. Traciłem już wiarę w skuteczność całego przedsięwzięcia, gdy Marcin nagle sam się zajawił. - Nie wiem jak to zrobimy, ale mamy jutro jakieś 4h żeby wszystkie sprawdzić. Szkoda, że nie masz jej zdjęcia... – spojrzałem na niego z lekką złością. Jakbym miał zdjęcie nie byłoby problemu. – Zrobimy tak: rano pojedziemy do tego parku, może będą przechodzić obok. Jeśli nie, znaczy że szkoła mieści się po drugiej stronie dzielnicy. Wtedy wykluczymy tę część... – pokazał na mapie fragment zabudowań – Zostanie 6 szkół, będziemy wchodzić do wszystkich. Te najbardziej prawdopodobne odwiedzimy w czasie przerwy. - A jeśli jej nie znajdziemy? - Wtedy będziemy się martwić. - Jak...? Stracimy szansę... – naprawdę zaczynałem wątpić we wszystko. Skoro spotkałem ją dwa razy i nic nie zrobiłem, to nie mam nawet co liczyć na trzeci. - Jak będziemy chodzić, to weźmiemy jakieś numery do ludzi, żeby móc się z nimi skontaktować... Albo rozkleimy po szkołach ogłoszenia, że szukamy dziewczyny rasta z autobusu, może sama się zgłosi. Zobaczymy, najważniejsze nie zaspać... mamy aż 2h snu żeby zdążyć ze wszystkim. – poklepał mnie po ramieniu zbierając z ziemi mapy. To się nazywał prawdziwy kumpel.

- Emi! Emi! – krzyczyała do mnie jakaś dziewczyna. Nie pamiętałam jej imienia, ale spędziłyśmy razem kilka imprez – Emila! – zatrzymałam się i czekałam, nie wiedziałam o co jej może chodzić. - Cześć. Coś się stało? - Nie, tak tylko... a właściwie tak. Słyszałaś o tej wielkiej akcji? – nie wiedziałam, czy chodziło jej o maturę czy o coś jeszcze innego. Teraz próbowałam odprężyć się przed rozszerzoną – Bo przez szkołę przeszła plotka, że jakichś dwóch gości szuka dziewczyny. – musiałam zrobić strasznie głupią minę, bo ona zaśmiała się serdecznie – Znaczy chodzi o to, że jeden z nich zakochał się w dziewczynie, ale nic o niej nie wiedzą, tylko tyle że pisze dziś historię rozszerzoną. - Debile. Co się dzieje z tymi ludźmi... – westchnęłam. Nie wiedziałem tylko po co ona mi to mówi...? - Nie debile! Nie chciałabyś, żeby ktoś ciebie tak szukał? Oni chodzą od szkoły do szkoły w tej dzielnicy i szukają. Przecież ta dziewczyna musi... – przerwała gwałtownie – A może ty im pomożesz? - Co?! - Przecież znasz tu wszystkich. I nie tylko tu! Mam do nich numer... – zaczęła przeszukiwać swój telefon - Nie szukaj, nie pomogę im. – powiedziałam sucho i chciałam odejść, ale złapała mnie za rękę. - Dlaczego?! Ja wiem, że masz chłopaka i ktoś na ciebie czeka pod szkołą, kiedy kończysz pisać, ale ponmyśl o tej dziewczynie! Może ona też czeka! - Ale ja nie znam dziewczyn! Mam samych kumpli, wiesz przecież. Z resztą jeśli są sobie przeznaczeni, to się odnajdą z pomocą lub nie. - Ale możemy im pomóc... – boże! Czy ta laska nie słyszała tej ironii w moim głosie?! - I tak nie mają szans jej znaleźć. I naprawdę nie znam dziewczyn, tylko chłopaków. Sorry, ale powinnam już iść do sali... – spojrzała na mnie smutno, pocałowała w policzek i odeszła. Pewnie, że chciałabym, żeby mnie ktoś szukał, pewnie, że chciałabym im pomóc, ale naprawdę nie miałam czasu na wymyślanie siatki szpiegowsko-wywiadowczej w celu pomocy jakimś dwóm obcym chłopakom.

- No to przyklejamy kolejną kartkę. – Marcin spojrzał na mnie smutno. Musiałem wyglądać na bardzo zmęczonego i zrezygnowanego, bo podał mi nawet swojego papierosa. Od początku wiedziałem, że jej nie znajdziemy i że to się po prostu nie uda. – Nie pękaj stary. Będzie ok. Jeśli nie tak, to w jakiś inny sposób... – ruszyliśmy przed siebie i nagle wpadliśmy na naszego kumpla, Andrzeja. Właściwie był to jakiś stary znajomy Marcina, a ja poznałem go tylko z imienia, ale i tak zaskoczyła nas jego obecności w tym miejscu. - No cześć chłopaki! Co tam? Piszecie maturę drugi raz...? – rzucił podając nam ręce. - Nie, nie... a ty? – oboje z Marcinem zaśmiali się. - Ja po kobietę idę. Ona się dziś męczy. - Jakaś nowa? - No... jesteśmy już razem od jakiegoś czasu. Ale nie poznaliście jej jeszcze. I macie czego żałować... – mrugnął do nas porozumiewawczo, a my zaśmialiśmy się przyjaźnie. - Widzę, że trafiła kosa na kamień, a tak się zarzekałeś, że nie ma na ciebie siły i żadnej się nie uda... - Stary, jakbyś zobaczył Emi, zrozumiałbyś mnie w stu procentach... – nie było powodów, żeby mu nie wierzyć. Andrzej zawsze miał wokół siebie mnóstwo lasek, zawsze jednak był sam, wolny strzelec. A tu coś takiego... Z resztą, jeśli ta dziewczyna była choć trochę podobna do tej, z autobusu, rozumiałem gościa. Pogadaliśmy o naszej akcji, pożegnaliśmy się, umówiliśmy wstępnie na piwo i rozstaliśmy.

Wychodząc ze szkoły zobaczyłam jakieś wielkie zbiegowisko koło tablicy ogłoszeń. Z ciekawości i braku innych zajęć podeszłam, żeby zobaczyć o co w ogóle może chodzić. Na środku tablicy wisiała kartka z ogłoszeniem. Z każdym czytanym przeze mnie słowem, robiło mi się coraz goręcej: "Jamajska dziewczyno! Kilka dni temu zobaczyłem Cię w autobusie i do tej pory nie mogę przestać o Tobie myśleć! Miałaś na sobie krótką spódniczkę i pasek w kolorach rasta. A wczoraj szłaś przez pobliski park dość późno w nocy i rozmawiałaś przez telefon. Stąd wiem, że chodzisz do liceum lub technikum w tej okolicy, piszesz dziś maturę z historii (rozszerzoną). Proszę, odezwij się do mnie! Możesz nawet napisać, żebym spadał, ale daj mi znak, że Cię odnalazłem - inaczej nie przestanę szukać do końca życia! Tomek" i numer telefonu. Czułam się tak, jakby ktoś przyłożył mi czymś ciężkim w głowę. Wiedziałam, że chodzi o mnie, przynajmniej wszystko na to wskazywało. Pozostało jednak pytanie... a tak! To musiał być któryś z tych dwóch chłopaków w autobusie... Mój Boże...! Co ja miałam teraz zrobić? Za chwilę ktoś zerwie tę kartkę, wtedy już nigdy nie dowiem się, który z nich. Ale z drugiej strony przecież nie wyciągnę teraz telefonu i nie spiszę numeru... Wtedy też kątem oka dostrzegłam Andrzeja czekającego przed szkołą. Wszystko zawirowało. On nigdy nie zrobiłby tego dla mnie... nie szukałby mnie, ani jakiejkolwiek innej dziewczyny po wszystkich szkołach w dzielnicy. Jeszcze raz spojrzałam na kartkę, wyjęłam telefon i niby pisząc smsa, spisałam numer z kartki. Sama nie wiem jak na to wpadłam, po prostu. Tak jak wszystkie następujące wydarzenia...

Minęło kilka dni. Marcin równie zniecierpliwiony jak ja, obserwował mój telefon i wszelkie połączenia i wiadomości przychodzące. Ja już dawno straciłem nadzieję na jakikolwiek odzew. - Może nie ma pieniędzy na komórce? – podsunął niepewnie. Jasne. I pewnie dlatego odezwały się jakieś 4 inne... Widzieliśmy się z każdą, ale żadna z nich nie była Tą. Przeanalizowaliśmy wszystkie możliwości błędu z naszej strony, jednak naprawdę zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy. Zaczynałem godzić się z myślą, że już więcej się nie zobaczymy. Usłyszałem dźwięk nadchodzącego smsa. Pomyślałem, że to matka, nawet nie śpieszyłem się, żeby odczytać wiadomość. Wtedy właśnie Marcin z szybkością błyskawicy wleciał do mojego pokoju i rzucił w moją stronę komórką. - To ona! Założę się, że to właśnie ta! - Wczoraj mówiłeś to samo. I przy tej pierwszej też... - Ale ta nie zadzwoniła, tylko napisała. I do tego podała tylko miejsce i godzinę... – zaciekawiony i podniecony otworzyłem skrzynkę i faktycznie dostrzegłem obcy numer, a pod nim data, godzina i miejsce. Zaraz, zaraz... - To za... - ...pół godziny! Zbieraj się! – szybko włożyłem jakąś koszulę, chwyciłem klucze, portfel i pobiegłem do samochodu. Marcin nie próbował nawet pytać, czy może iść ze mną. Jakby doskonale wiedział, że i tak mu nie pozwolę. Prawie rozjechałem jakichś ludzi na przejściu dla pieszych, potem zaparkowałem w niedozwolonym miejscu, ale niewiele mnie obchodziło, czy dostanę mandat czy nie. Ważne było, że... Moment! Kwiatki... Albo nie, bo jeśli to znów nie ona...? A jeśli ona?! Dawno się tak nie denerwowałem... Postanowiłem, że bukiet kupię, jeśli to będzie ona, wytłumaczę zaistniałą sytuację... "Tylko nie zacznij nawijać o głupotach!" powtarzałem sobie w myślach próbując jakoś ułożyć przebieg tego spotkania. Czekałem patrząc co chwilę nerwowo na zegarek. Może się spóźni? Może w ogóle nie przyjdzie?! Może zobaczyła mnie z daleka, skojarzyła z Marcinem i zrezygnowała...?!! I wtedy ją zobaczyłem. Szła spokojnym krokiem w moją stronę. Miała na sobie tę spódniczkę, ale tym razem wysokie szpilki. Wyglądała olśniewająco. Wszyscy faceci to zauważyli – patrzyli na jej długie nogi, a potem

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych