Wróć do katalogu

misiek

Świat ludzi widziany oczyma ... dziecęcej maskotki. Uprzedzam z góry, że smutne.

kocie_oko, opublikowano , 18 min czytania, 4,3 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

PROLOG Niektóre rzeczy mają duszę. Zostały robione z pewnymi uczuciami, przez pewne osoby, utworzone przez pewną historię .... Rzeczy te są dla niektórych niczym, ale ci ludzie posiadają tylko niewiedzę i brak wyobraźni. Za to ci, którzy widzą czymś więcej, niż tylko oczyma, niech będą błogosławieni..... Bo oni widzą sercem.....

************************************************************* Dawno, dawno temu przyszedłem na ten piękny, jak mi się wtedy zdawało, świat. Jestem Misiek. Tak się nazywam. Przypominam małą pluszową maskotkę. Nie jestem typowym komercyjnym wytworem obrzydliwej i zimnej fabryki zabawek, gdzie liczą się pieniądze. Uszyła mnie pewna babcia, bardzo dawno temu, mianowicie jakieś .... O, będzie już ponad dwieście lat!! Nie wiem dokładnie, ale myślę, że coś koło tego. Tak, tak, staruszek ze mnie. Jednak bardziej wyglądam na Misia-włóczykija niż Misia-staruszka. Babcia zrobiła mnie ze starego, pluszowego materiału , pochodzącego od fotela, który stał sobie przez wiele lat w jakimś zamku. Tak, tak, być może siedziała na nim jakaś królowa, lub inna ważna osobistość. Jestem dumny z mojego pluszu. Poza tym babcia uszyła mi śmieszne spodenki w kratkę. Miałem także z takiego samego materiału malutką czapeczkę , która przysłaniała moje jedno, niezbyt udane ucho. Bo trzeba było przyznać – babcia nie miała takiego talentu, żeby zrobić ze mnie głupiego i pięknego Misia-gwiazdora. I właśnie za to pokochałem ją najbardziej. Poza tym wszyła w moją główkę śliczne mieniące się dwa czarne oczka, które kiedyś były koralikami w jakimś naszyjniku. Babcia widocznie uznała, że mam być mądry i sprawiać wrażenie, że czytam dużo książek, dlatego właśnie zrobiła mi druciane okulary i uszyła śmieszny plecaczek. Chciała, bym dużo podróżował. Właśnie, może teraz trochę o mojej twórczyni, czyli babci. Była naprawdę stara, miała takie słodkie zmarszczki. Bo ona cała była słodka. Zawsze lubiłem spoglądać na nią, gdy się uśmiechała. Jej oczy przypominały mi najpiękniejsze fiołki. Gdy mówiła do mnie zawsze zwracałem uwagę na jej zapach. Nie wiedziałem, czym pachniała. W miarę mojego „dorastania” ujrzałem, poczułem i dotknąłem ten kwiat, który zawsze przypominał mi ją. Była to róża. I to nie byle jaka ! Piękna, czerwona, pachnąca.... Jej zapach zawsze towarzyszył mi w głowie. Babcia nosiła jeszcze proste, zgrabne sukienki. Moja ulubiona miała niebieski kolor z licznymi białymi koronkami robionymi na szydełku. Poza tym babcia poruszała się w niej jak anioł albo jak wielka dama. Ale babcia nie była damą dla innych ludzi, bo pochodziła ze zwykłej, nie-szlacheckiej rodziny. jednak dla mnie była co najmniej królową. A co potrafiła stworzyć! Pamiętam jej obrazy przedstawiające nasze małe miasteczko. Jak umiała namalować wyraziście każdy szczegół! W głowie utkwiły mi też jej rzeźby, które były często wręcz niesamowite. Ja też byłem jej takim artystycznym wytworem, ale innym. Bo ja miałem być jej prawdziwym przyjacielem, ponieważ ona była kompletnie samotna. To znaczy, miała przyjaciół, rozmawiała z wieloma ludźmi, którzy podziwiali i kupowali jej prace, ale sama nie miała męża, dzieci i rodziny. Była sierotą. To bardzo smutne, ale sprawiała wrażenie szczęśliwej, szczególnie gdy najpierw mnie tworzyła, a potem ze mną rozmawiała. Pamiętam nasze rozmowy o różnych rzeczach. O tym, że nie ma weny. O tym, jak ciężko jest jej żyć samotnie. O tym, że nie ma pieniędzy na nowe płótna i farby. Że ma pomysł na nowe, wyśmienite ciasto i zaraz je upiecze i zaprosi swoją koleżankę, by koniecznie je posmakowała. Często mówiła mi o tym, jak ją to boli .... Coś ją zżerało od środka, czułem to. No i widziałem, jak zginała się wpół z tego potwornego bólu. Ja też wtedy cierpiałem, razem z nią. Bo strasznie ją kochałem i wiedziałem, co czuje. A czuła się okropnie. Potem już nie malowała, tylko cały czas leżała w swoim łóżku. Różni ludzie ją odwiedzali, przynosili pyszne rzeczy do jedzenia, rozmawiali z nią. Udawała, że nic się z nią nie dzieje, że to tylko chwilowe. Chyba jej wierzyli. Wychodzili jednak z jej domku kręcąc głowami. Wezwali nawet lekarza, ale babcia nie chciała być leczona lub nawet zbadana. Rozumiałem ją. Ale wtedy nie wiedziałem, co to choroba. I śmierć. Przypominam sobie jej ostatnie chwile życia. Leżała spokojnie w łóżku i uśmiechała się do siebie i do mnie. Powiedziała mi wtedy, jak bardzo mnie kocha i nie zamieniłaby mnie na wszelkie skarby świata. Mówiła mi o świecie, którego nie widziałem jeszcze. O różnych rzeczach i ludziach. I o Nich dwojga. Pierwszy był jej marzeniem z dzieciństwa, a spotkała go dwadzieścia lat temu. Zakochała się w nim od pierwszego wejrzenia, ale on jej nie kochał. Wiedziałem, że było jej smutno, mi też było. Ale cóż mogłem zrobić?? Jestem w końcu zwykłą maskotką. Opowiedziała mi też o tym Drugim. Nazywał się Bóg. Mówiła, że jest dobry i że do Niego właśnie teraz idzie. I zasnęła już na zawsze. Nie rozumiałem tego, to było dla mnie niezwykle trudne. Myślałem, że jak zwykle wstanie o świcie, wypije kubek mleka prosto od krowy, porozmawia ze mną, jak dziś jest pięknie, weźmie swoje pędzle, farby, sztalugę i płótno i pójdzie malować do swojego kwiecistego ogródka. I jak zwykle promienie słońca będą na nią padały i będzie wyglądała jak anioł. Ale nigdy więcej nie widziałem jej podczas jej codziennej pracy. Przyszli jacyś ludzie, przykryli ją zimnym i białym prześcieradłem , a mnie zabrali z jej zimnego już uścisku dłoni. Wzięli wszystko, każdy obraz, rzeźby, talerze, meble ... Wystawili jej prace, wraz ze mną, na targu. Meble i inne rzeczy należące do babci były kupowane powoli, obserwowałem znikające rzeczy. One były przecież jej! Chciałem zrobić wiele rzeczy, by przestali w końcu zabierać powoli cały dorobek jej życia, a wraz z nim – nią samą. Ale byłem tylko pluszową maskotką...... Kupiła mnie mała dziewczynka z ciemnymi lokami wijącymi się wokół jej twarzy. Zakochała się we mnie od razu, jak twierdziła jej mama, piękna kobieta. Uwielbiałem zabawy z małą Zuzią. Była naprawdę miła, zabierała mnie na zakupy, uważała mnie za swojego malutkiego synka, podawała mi herbatę, ciastka i inne smakołyki, gdy bawiliśmy się w gości. Ale najważniejsze były dla mnie wieczory, gdy kładła mnie obok siebie i opowiadała mi bajkę. Różne to były opowieści. O księciach, o kocie w butach, o dziewczynce zwanej Kopciuszkiem, o dalekich krainach, groźnych wiedźmach i smokach. Bo ponad wszystko kochałem słuchać kogoś. Zachwycałem się każdym jej słowem, wchłaniałem każde zdanie. Potem mała Zuzia zasypiała, a ja ją obserwowałem. Mijały lata a moja druga właścicielka zamieniła się w piękną kobietę. Nie opowiadała mi bajek na dobranoc, nawet nie kładła mnie do łóżka. Dzień, po dniu siedziałem na półce w towarzystwie innych zabawek. Nie odpowiadało mi to. Jednak Zuzanna znalazła wspaniałego kawalera, wyszła za niego za mąż i urodziła cudownego chłopczyka. Teraz przynajmniej byłem kochany. No i znów mogłem słuchać. Gdyż Zuzia kładła mnie obok swojego malutkiego synka i opowiadała nam obydwu piękna bajkę. Ponad sto lat byłem zabawką tej rodziny i przechodziłem z pokolenia na pokolenie kolejnych właścicieli. Czułem się bardzo związany z tą rodziną, kochałem ich z całego serca. Ale nadal pamiętałem babcię. Czułem jej zapach, słyszałem jej głos .... Gdy tylko zamykałem oczy widziałem ją w niebieskiej sukience jak malowała. Właśnie taką ja zapamiętałem. W końcu nadszedł ten dzień, gdy zostałem zapomniany i brutalnie odrzucony. Należałem do Joanny, która była kolejna prawnuczką Zuzi. Joanna miała wtedy dwadzieścia lat. Pamiętam, że trzymała mnie przez chwilę w dłoniach, uśmiechnęła się, po czym szybko i boleśnie wrzuciła mnie do jakiegoś ciemnego i zimnego pudełka. Cierpiałem wiele lat. Jedynym pocieszeniem były rozmowy z moja babcią i z tym Panem – Bogiem. Gdy rozmawialiśmy, czułem w moim małym, obolałym serduszku ciepło. To mi pomagało w tym cierpieniu. Czułem się niekochany, porzucony, samotny.... Często myślami przechodziłem do tych fantastycznych krain, o których opowiadała mi mała Zuzia. I właśnie w ciągu tych lat, które były dla mnie wręcz wiecznością, poczułem ruch pudełka. Czekałem cierpliwie z biciem serca. Wiedziałem, że ktoś mnie przenosi z miejsca na miejsce. Potem usłyszałem radosne okrzyki dzieci i pudełko, w którym byłem, zostało otworzone. Uderzyła mnie fala ciepłego i świeżego powietrza. Zobaczyłem malutką dziewczynkę przypominającą mi anioła. Wzięła mnie w swoje drżące ręce, uniosła do góry i przytuliła mocno, z całej siły. A potem powiedziała cichutko, cichuteńko: „Kocham cię, Teodor”. Teodor? Więc właśnie zostałem ponownie ochrzczony…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych