Wróć do katalogu

Moi Sąsiedzi - Wypracowanie

Co, jeśli mały chłopiec w wypracowaniu do szkoły opisze zbrodnie która nigdy nie ujrzała światła dziennego? Krótko się czyta a emocje.. sami oceńcie. Niektóre błędy zastosowane specjalnie, w końcu to mały chłopiec.

Richard, opublikowano , 11 min czytania, 4,8 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Mateusz Król, klasa 3f 20.09.1999r. Moi sąsiedzi

Na początek trzeciej klasy zadała nam pani wypracowanie z języka polskiego na jeden z wybranych tematów. Ja wybrałem temat „Moi sąsiedzi”, ponieważ rok temu miałem przygodę. Nie opowiadałem o niej rodzicom ani nawet temu miłemu policjantowi, kiedy mnie pytał, czy nie widziałem czegoś dziwnego. Pytał mnie, bo wiedział, że Bartek jest moim kumplem. Tak więc, w poprzednie wakacje przeżyłem coś, czego jeszcze nikomu nie opowiadałem. Napiszę o tym wypracowanie, ponieważ uważam, że jest to dobry temat. Ale jest jeszcze jeden powód, dla którego piszę o mojej przygodzie. Zacznę chyba od tego, że Bartek zawsze był dziwny. Kiedy graliśmy z chłopakami w piłkę, on zawsze mówił nam, że wyobraża sobie, iż piłka to głowa jego starszej siostry Marty. Marta była starsza od Bartka o trzy lata i wszyscy moi kumple oglądali się za nią, kiedy przechodziła. Chcę przez to powiedzieć, że Marta była bardzo ładna i prawie każdy mój znajomy kochał się w niej po kryjomu. Ale Bartek jej nienawidził. Zawsze, kiedy wracaliśmy do domu on mówił mi, że gdyby mógł to by ją zabił. Pamiętam dobrze jeden dzień, kiedy po wyprawie na tory, które znajdowały się bardzo daleko od naszych domów wracaliśmy razem. Była już chyba trzecia, a ja chciałem być w domu przed przyjazdem rodziców, ponieważ mama nie pozwalała mi chodzić na tory. Mówiła mi, że może mnie tam porwać jakiś włóczęga albo mogę wpaść pod pociąg. Mimo że bardzo boję się włóczęgów zawsze chodziłem z Bartkiem na tory, bo wtedy czuliśmy się jak kowboje. Udawaliśmy, że bronimy pociągów przed bandą Billy the Kid’a, a poza tym zawsze braliśmy ze sobą garść starych monet żeby kłaść je na torach. Przejeżdżający pociąg płaszczył je i powstawały naprawdę świetne kształty. To było jakieś trzy dni przed tym, jak się to stało. Wracaliśmy wzdłuż rzeczki, która przepływała przez łąki, po których szliśmy. Miałem w kieszeni koło pięciu spłaszczonych monet, z czego jedna była po prostu cudowna. Bawiliśmy się w „kogucik czy kurka” i udawaliśmy, że jesteśmy kowbojami i szukamy przestępców, których moglibyśmy zastrzelić. I wtedy Bartek zamyślił się tak jak robił to zawsze, kiedy myślał o rodzinie i powiedział coś, co pamiętam do tej pory, ponieważ pomyślałem, że mówi jak dorosły. Żaden dzieciak tak nie mówił. - Wiesz co, Mati? – Zapytał mnie Bartek. Wszyscy kumple nazywają mnie Mati – Czuję się niepotrzebny. Rodzice tylko chuchają na tą smarkulę a jak stanie się coś złego to zaraz spada na mnie, bo jestem młodszy. Jej kupują ciągle tylko nowe ciuchy i inne jej głupie rzeczy. Jak zobaczyłem kiedyś na wystawie w sklepie nowe Adidasy i powiedziałem o tym rodzicom, to powiedzieli mi, że nie kupią mi, bo zaraz zniszczę. Wiem, że jestem mały i głupi, ale wydaje mi się, że oni mnie nie chcą. – w jego głosie słyszałem prawdziwą nienawiść - Kiedyś weszła w zabłoconych buciorach do domu i upaprała cały dywan, a kiedy ojciec to zobaczył to nawet nie pytał, kto to zrobił tylko od razu wziął mnie na kolano i sprawił mi lanie. Albo, kiedy indziej podkradła tacie dwa papierosy i znowu było na mnie, kiedy tata nie mógł się ich doliczyć. Nienawidzę ich wszystkich i chętnie bym ich zabił. Ale wiem, że jeśli to zrobię to wsadzą mnie za kratki. Taki był właśnie Bartek i kiedy tak mówił, to mnie przerażał. Ale poza tymi gadkami był całkiem w porządku. Nigdy nie wierzyłem, że to może być coś więcej niż tylko czcze gadanie. Ale kiedy tak mówił, miał w oczach coś, czego naprawdę się bałem. Jakiś błysk, którego nie rozumiałem. Następnego dnia wieczorem, oglądaliśmy u Bartka horrory, które pożyczył rano z wypożyczalni. Musiał mieć trochę racji w tym, co mówił, bo gdy siedziałem u niego w pokoju (rodzice pozwolili mu przenieść wideo do swojego pokoju, ale przypomnieli, że jeśli zepsuje, to dostanie takie lanie, które popamięta do końca życia) rodzice ani razu nie weszli zobaczyć co robimy, nie mówiąc już o przyniesieniu jakichś ciasteczek. Moi rodzice nigdy nie pozwoliliby mi oglądać takich filmów. Przez cały wieczór jedliśmy chipsy, które kupiliśmy popołudniu, śmialiśmy się i wariowaliśmy, albo chowaliśmy pod koc, kiedy jakaś scena była naprawdę okropna. Ale najważniejszy jest film, który oglądaliśmy na końcu. Był o chłopcu z domu dziecka, który zabijał rodziny, które go adoptowały. W pewnym momencie, kiedy spojrzałem na Bartka ten znowu miał w oczach to coś, co mnie przerażało. Patrzył na ekran z otwartymi ustami i wyglądał jak zahipotezowany. Bartek oglądał z takim skupieniem scenę, w której ten dzieciak związał całą rodzinę przy stole i odkręcił gaz w kuchence. Potem wyją małą córeczkę tych państwa, które go adoptowało z łóżeczka i dał jej zapalniczkę żeby się pobawiła, a następnie szybko uciekł z domu. Po chwili dom wybuchł i stanął w płomieniach. Kiedy policja pytała go później gdzie był, powiedział, że bawił się za domem, kiedy ten wyleciał w powietrze. Wrócił do domu dziecka i czekał na kolejną rodzinę, która go adoptuje. Kiedy film się skończył Bartek w dalszym ciągu wyglądał na zamyślonego. - Bartek, nic ci nie jest? – Zapytałem zdrowo przestraszony, ale ten tak jakby mnie nie słyszał. – Bartek – Powtórzyłem i spojrzał na mnie a to, co widziałem w jego oczach znikło. - Jest jeszcze trochę czasu, pogramy w Monopol? – Zapytał jakby nic się nie stało, ale jego policzki były nadal…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych