Wróć do katalogu

Moje zwierzęce ja

No cóż... Czasem chciałoby się uledz niektórym fantazjom.

Pluszak, opublikowano , 8 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Nasza największa sala trwała w półmroku. Rzędy foteli zajmowali nieliczni przedstawiciele inteligencji. Na podeście niewielki, elegancko wystrojony człowieczek mamrotał coś do mikrofonu. Z jego żywej gestykulacji można było wywnioskować, że objaśniał rysunek wyświetlany na ścianie przez rzutnik. Widownia obserwowała człowieczka bezmyślnie i tonęła w szepcie. Gdyby wziąć siatkę na motyle, można by nałapać do niej sto tysięcy różnych myśli lub pragnień. Człowieczek był niemal naszym zbawicielem. Niemalże mówił: „chodźcie za mną, a będzie wam dane”. Poszliśmy więc za człowieczkiem ucząc się świętych reguł matematyki. - Zebraliśmy się tu dzisiaj, aby połączyć świętym związkiem matematycznym masę i energię. Moi drodzy wyznawcy! Wszystko jest względne. Czy gdybyście zważyli mnie tutaj stojącego, a potem w rakiecie pędzącej z prędkością światła masy byłyby takie same? Nie! To nie cuda. Nie wierzcie w cuda. Do wykładu naszego zbawiciela sporadycznie wdzierały się jakieś dziwnie znajome jęki wydobywające się z ostatnich rzędów. Jęki nasiliły się gdy człowieczek przerwał mowę i uważnie zaczął spoglądać w dal. Wszyscy wyznawcy odwrócili się. Oni także chcieli popatrzeć. Dość szczupły, rudy i piegowaty mężczyzna wskazał palcem na biustonosz wiszący na oparciu jednego z foteli. Natomiast kobieta o czarnych, kruczych włosach dojrzała bokserki. Na samym końcu wyłoniła się jakaś męska, potargana główka. Jej oczy próbowały rozeznać się w sytuacji. Tuż obok niej wyskoczyła kobieca, długowłosa główka. Oboje byli zaskoczeni i robili wielkie buzie. Widać, że mieli nagie torsy i Bóg wie co jeszcze. Nasz zbawiciel poczerwieniał ze złości. - Czy ja wam może przeszkadzam?! – wrzasnął w stronę kochanków. – To nie są zajęcia z edukacji seksualnej. Ubierać się! Ale już! Jak wam nie wstyd? - Przepraszamy – powiedziała męska, potargana główka. Stanik, bokserki i inne części garderoby zniknęły natychmiast z oparć. Chwilę później wszystkie ciuchy znajdowały się na ciałach swoich właścicieli (prawdopodobnie). Nasz zbawiciel dbał o nasze wychowanie. Wszystkich onanistów usadził w pierwszym rzędzie i jak tylko próbowali dotknąć się tam, gdzie nie powinni, dostawali wskaźnikiem po łapach.

***

Piąty maj roku dwa tysiące – nigdy nie zapomnę tego dnia. Gorąco było jak w zupie. Odnosiło się wrażenie, że błyszczące korytarze naszej uczelni pociły się niezmiernie. To jednak tylko wrażenie, bo tak naprawdę to my i nasze oczy topniał niczym bałwany. Głęboko wierzyliśmy w matematykę oraz piliśmy dużo soków. Codziennie przed pójściem spać odmawialiśmy tabliczkę mnożenia, a w niedziele chodziliśmy na korepetycje. Piątego maja nasz zbawiciel zajęty był łapaniem ekshibicjonistów. Zamykał ich w specjalnym pokoju tortur, w którym temperatura wynosiła minus pięć stopni. Niektórzy z nich tłumaczyli, że po prostu zapomnieli się ubrać, lecz nikt nie przechytrzy starego wyjadacza mózgów. Nasz zbawiciel sprawił sobie nawet gwizdek, aby móc szybko i sprawnie każdego informować o ewentualnym wykroczeniu. W samo południe, gdy intensywność upału sięgnęła zenitu, wpadł głównym wejściem rudy, piegowaty kolega. Przyszedł w szpilkach siostry, mini-spódnicy mamy i swoich rajstopach. Nasz zbawiciel od razu zareagował. Puścił całą parę w gwizdek i podbiegł do delikwenta z czerwonym, policyjnym lizakiem w prawej dłoni. - Co to za ubiór? Jaki ty mężczyznom dajesz przykład? – mówił tonem pogardy. Rudy patrzył na niego jak zraniony psiak. - Panie profesorze, ja bardzo pana proszę. To dla mnie takie ważne. Oczy rudego były

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych