Wróć do katalogu

Most

Tajemnicze opowiadanie o trudzie utrzymania między sobą mostów, między kobietą a mężczyzną.

tomarz, opublikowano , 16 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Są chwile, kiedy zwykłe miejsca tracą swój sens a obrazy kształt. Wszystko co w dzień jest jaskrawo żółte w nocy staje się ciemnością. Tylko jedna rzecz nie pozwala na odkształcenia. Jest to światło miejskich latarni. Most – ciężka budowla o kamiennych, granitowych trzech filarach, przęsłach. Jest most zimnym i niezniszczalnym a zarazem kruchym jak piaskowe rzeźby na nim umieszczone. Jest więc most wszystkim, strzelistą paralelą między absolutem a niedoskonałością. Ograniczyć się trzeba do obu końców. Nie wychodzić za nie, by nie wpaść tam ani nie wejść gdzie indziej. Wszedł na most człowiek w płaszczu szarym tak zwyczajnym, że pośród tej szarości nie wystawały żadne kończyny, żaden indywidualizm rysów. Przejrzał się w blasku latarni i rozejrzał dookoła. Musiał być sam, w ciszy. Stanął przy barierce i oparł dłonie na niej. „I myślałem wtedy o wszystkim i tysiące myśli przepływało mi przez umysł. Czy opłacało się przejść taki kawał drogi by popatrzeć na ten brud. Wszystko jest takie inne na zdjęciach, zdystansowane, a teraz jasne i śmierdzące. Śmierdzi ta rzeka i dobrze, że nie widać piany i brudu. Ograniczać się trzeba do ciemności i nie pytać, stanąć cicho, cicho.” Stał i oczyma wodził od latarni do latarni, wokół których tłoczyły się owady, którym ten smród był miły. I człowiek przyzwyczaja się do smrodu i zbliża się ku owadom. Owady krążą i człowiek krąży jak zahipnotyzowany. Ograniczony światłem lamp w szarym płaszczu na moście. On stał i czekał rozglądając się dookoła. Jego wzrok był niepewny, nie skupiony na jednym przedmiocie, lecz ogólnikowy. Z nocy zaczęła się wyłaniać postać. „Idzie. Przyszła tym razem. Na pewno sama, bo słyszę tylko stukot jej butów, obcasów. Idzie, tak ma równy krok, ale czy to jeszcze ważne. Kiedyś potrafiłem ten głos rozpoznać z daleka. Gdy podchodziła wieczorem pod drzwi. Stukot ten był równomierny z przerwami kilkusekundowymi. Nigdy się nie śpieszyła. Szła dostojnie. Pamiętam, choć czy to dobra pamiątka. Może już trzeba wrzuć ją do szuflady. Stukot jest tak blisko”. Czerń zlewała się z jej cieniem. Rzeczywiście zbliżała się z pełnym dostojeństwem w czarnym, zimowym płaszczu, podszytym sztucznym futrem „ a jej blond włosy powinny wreszcie zabłysnąć.” Nie błysnęły. W świetle lamp pojawił się kolor inny, ciemny, brunatno-czarny, nie naturalny, tylko farbowany – sztuczny. „Patrzy się. Czeka, bo jak zwykle nie potrafi przyjść na czas. Wolał przyjść wcześniej Może to z szacunku dla partnera, ale to dla mnie jest ohydne. Stoi i czeka jak męczennik. Patrzy się. Nie dowierza”. „czarne włosy, ciemne nie chce być widoczna? Czemu, wstydzi się. Nigdy nie wstydziła się a teraz maskuje się czernią. Może i słusznie, bo po co ją ktoś ma odkryć. Może to jej zaszkodzić...” - Jestem. - Dobrze. - Co chciałeś mi powiedzieć? - Ja? „Udaje idiotę. Chciał się spotkać w nocy. Czas gra na jego niekorzyść. Nie będę tu stać. Listy, rozsyłane listy i pisane słowa. A teraz będzie milczeć. Wołał mnie, a teraz nie krzyczy.” - Poczekaj. – powiedział, gdy ta się odwróciła. - Mów do mnie. - Więcej. - Tak, bo nie mam czasu. - A ty? - Ja słucham. „Słucha. Więc słowa w liście to znowu jakiś wybieg. Czy jej usta też sczerniały i nie umie już nic powiedzieć. Więc po co te setki słów, wyrazów, po co kartki papieru i ta stara, umierająca tradycja, pisania listów.” A czas. A czas płynął pod nimi. Czas jak rzeka, śmierdząca odpadami i życiem wielkomiejskiej metropolii. - Czas wreszcie coś zrobić – powiedziała. - Czas. „Milczy i powtarza. Jest masą, która powtarza tylko hasła. Jest setką głów niepotrzebnych nikomu. Jest masą nie zanalizowaną, nie rozbitą, pełną. Masą setki głupich, zbędnych głów. Jak rozmawiać z masą. Gdyby była to masa tysięcy głów, które jeszcze by za nim stały, bądź mogłyby się za niego poświęcić. Gdyby ciągnął za sobą masy przewrotne, znaczące, kreujące, jakby był masą tysiąca głów, głosów, pięści.” - Dawno tak nie staliśmy. - Jak - Tak blisko - Naprawdę dawno - Nocą ciemną znowu sami. - Głupota, jest dzień - Jak to - Lampy imitują dzień. „A jej ciemne włosy imitowały noc, jej farbowane włosy. Czy była więc to noc, dzień czy może strefa snu. Czym miałbym być ten sen. Most udawał sen. Bo nie ma już tu ani dnia, ani nocy, ani snu. Jest tylko, jest tylko.” Rozglądał się dookoła, lecz jego oczy pragnęły tylko jej widoku. A czas. - Czujesz to. – zapytał - Co? - Smród rzeki. - Smród. Czujesz to, a nie moje perfumy. - Tak one też są piękne. Zapach ten mieszał mu się, bo jego zmysł węchu nie był wrażliwy na zapach piękna. Smród i perfumy były dla niego tym samym. „ i to w nim się nie zmieniło. Umiera jego wrażliwość, szarzej, szarzeje jak ja czernieję. Oboje zlewamy się w tym” . „Ona zlewa się w czerń i karze mi czuć jej zapach. Ja ją ledwo widzę w tej pełni nocy i ogólnikuję ją. Jeśli ona zapada się w krajobraz, to i jej zapach zlewa się ze smrodem rzeki. Sama niech zrozumie. Jej perfumy pachną tylko tym dawnym zapachem kiedy to skrapiała nimi ciało i perfumowała się za uszami. Te perfumy pamiętam ich cenę i miejsce w którym je kupowałem. Pamiętam tylko ten zapach i błysk w oczach, kiedy je zobaczyła, ten błysk, ten zapach jest mi bliski, a teraz nie będzie już takich błysków i co...” I nic nie powiedzieli do siebie. Stali daleko od siebie w bezpiecznych pozycjach. Rozglądali się jakby czegoś się bali, bądź wstydzili, może czegoś wyczekiwali. „Na co czeka, patrząc głupio na latarnię.” Zatapiali się w nocy i trudno było ich wykryć na obrazie szarości, czerni i noc. - Jak tam u twojej matki. – zapytała. - Żyje... - Nie choruje już? - Nie, jest zdrowa, dzięki Bogu. „Aż dziw, że ta biedna kobieta go wychowała i żyje z nim.” „Aż dziw, że o nią pyta. Zawsze tylko krzyki i ataki furii związane były z tym tematem. Tak ty tylko pytasz, al. Nie słuchasz mojej historii. Znasz tylko swoje racje... I jak z tym wytrzymać. Musiałem kryć się przed nią, bo spotkania z matką zawsze kończyły się atakami furii a wszystko miało być wolnością, a stało się moją zbrodnią. Chować się ze spotkaniem ze swoją matką, jak zbrodniarz. Tak jak wyrzucony ze społeczeństwa.” Chora z szarości twarz nawet nie ukazała emocji. Usta nie drgały a oczy nie zdradzały nic. Mowa ciała zanikła nawet u niej. Położyła dłonie na barierkę i jedynym ruchem był blask w pomalowanych na czerwono, wiśniowych paznokciach. Milczeli otulając szyje w kołnierze swych płaszczy. Nagle nadjechała ciężarówka i swym hałasem obudziła oboje z letargu. Odwrócili się a ciężarówka w świetle lam wydawała się czarną budą, maszynowym zwierzęciem, które warczało (swym silnikiem) i kopciło a dym unosił ku górze lekko zasłaniając blask lamp. Ciężarówka warczała strasząc i tumaniąc umysł. Z kabiny kierowcy odezwał się głos tak żrący i warczący, wrzeszczący basem. - Długo państwo tu zostaną. - Słucham? - Pytam, czy długo tu będziecie. - Nie. – powiedziała stanowczo. - Dobrze, to bardzo dobrze. – zakończył warczące swe słowa nie naoliwionym, skrzypiącym śmiechem robotnika. Konserwator, pogromca mechanicznego zwierza. Zasłaniającego światło lamp. Odjechał, a oni zostali na moście w niepewności. „Niech pozwoli mi już pójść.” Z ciemności dobiegał do nich warkot silnika. Tak warczał potęgując strach i powtarzając, że coś się zaraz stanie, coś dziwnego. - Czego oni chcą? Co chcą robić w nocy. - Oni, jest ich więcej. Może, będą naprawiać jezdnię, w nocy nikomu to nie przeszkadza. - A co ich to obchodzi. - Masz rację. „Pierwszy raz od wielu lat przyznała mi rację. Usłyszała mnie, chciała mnie usłyszeć. Może będzie chciała ze mną mówić.” - Popatrz. Porozmawiaj. Wrzask. Wielki wrzask rozrywanej skały rozniósł się w powietrzu i płynął jak strach ku zmysłom by potęgować w nim lęk. Wrzask jak maczeta

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych