Wróć do katalogu

MROCZNY DAR

Twój czas już nadszedł,duszo zapieczętowana w ciele człowieka.Przebudź się i wyzbądź się więzów otaczających twój umysł.Duszo Nephilim,prastara istoto zrodzona z aniołów,twój czas nadszedł.

LILLITH, opublikowano , 3 godz. 4 min czytania, 4,8 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

MROCZNY DAR

Śnieżnobiała mgła pełzła leniwie wśród postrzępionych stoków wzgórz... Ciemność zapadała nad doliną, na której pojawiło się pięciu zakapturzonych mężczyzn. Dopiero kiedy pierwsze promienie Księżyca przedarły się przez czarną chmurę, która zawisła nad ziemią, mężczyźni poruszyli się. Smuga srebrzystego światła, spłynęła prosto w środek kręgu, który utworzyli. Pośród wysokiej trawy dostrzec można było teraz dużej wielkości kamienny pentagram, który w niektórych miejscach porośnięty był mchem. Mężczyźni przykucnęli przy nim i przyłożyli do jego powierzchni dłonie. Wtedy pentagram drgnął gwałtownie i wzniósł się ponad trawę... Ze środka jamy wydobywało się nikłe, choć wyraźne światło. Powoli podjęli się wędrówki po bardzo starych schodach w dół mrocznej jaskini...

ODSŁONA I To, me dziecię jest Długa Noc. W gronie jej przyjaciół pojawił się relatywnie niedawno, ale niemalże od początku wprawił w niemałe zakłopotanie wszystkich jej członków. Ona także była nim oczarowana. Jeszcze nigdy nie poznała nikogo tak tajemniczego. Niewiarygodnie wysoki, silnej budowy, o popielatych, nadzwyczajnych oczach i przepięknych kruczoczarnych włosach. Nigdy nie ubrał się w nic co nie byłoby czarne i zawsze trzymał się na uboczu. Akaszy wydawał się on ich obserwować, tak jakby szukał kogoś, ale jeszcze się wahał... Wszyscy, podobnie jak ona przyjęli go do swej grupy, bo w ich szkole był zupełnie nowy, a chcieli mu pomóc zaaklimatyzować się w nowym otoczeniu. Jednak już od samego początku nowo przybyły spędzał nadzwyczajnie dużo czasu z przyjaciółką Akaszy. Nie było to nic niezwykłego. Saja była naprawdę piękną dziewczyną o lnianych, długich włosach i niebieskich jak niebo oczach, zawsze uśmiechnięta i wesoła. Nie dziwili się zatem, że ?nowy? tak się nią zainteresował, gdyby nie to, że po kilku dniach Saja znikła bez śladu. Akasza była zrozpaczona, przez pierwszy tydzień nie pokazała się na ani jednym spotkaniu, a kiedy wreszcie przyszła, nikt nie mógł się z nią dogadać. Zasmuceni, przestraszeni tym wszystkim nie zwracali nawet uwagi na chłopaka, który swoim zwyczajem usiadł w sporej odległości od nich i zaczął im się przyglądać... Do domu wracała sama. Było już ciemno, gdyż zazwyczaj ich spotkania przeciągały się do późnych godzin nocnych. Nie miała z tym problemów i nikt nie robił jej za to wyrzutów. Nie miała rodziców. Zginęli w wypadku, gdy była jeszcze bardzo małym dzieckiem. Nie pamiętała ich, ale czasami w snach, wydawało się jej, że ich rozpoznaje, że wie jak wyglądają... Odetchnęła nierówno. To, że w drodze powrotnej musiała przejść przez ten dziwny park. Nie miała innej możliwości. Może gdyby szła z kimś, ale sama? Dreszcze przechodziły ją już na samą myśl o tym, jak tam bywało ponuro nocą. - Weź się w garść- szepnęła do siebie i żwawym krokiem ruszyła ciemną aleją parku. Aby dojść do domu musiała minąć bardzo stary pomnik z kamienia, który tworzył wąskie sklepienie nad podwyższeniem, na które trzeba było wejść po schodach. Przypominało jej to kopułę zatopioną w wodzie, gdyż ze wszystkich stron była ona otoczona stawem. Akasza dość niepewnie popatrzyła w tamtym kierunku, lecz nagle spostrzegła płonące w środku kopuły świece! Z wrażenia przystanęła i zaczęła się temu przyglądać. Nie mogła uwierzyć, kiedy zrozumiała, że wokół tych świec stoją ludzie. Zakapturzeni ludzie, zupełnie jak mnisi, o których miała okazję tylko czytać! Cofnęła się o krok, kręcąc przecząco głową. To zbyt niewiarygodne, by mogła w to uwierzyć! Przestraszona ruszyła jak tylko mogła najszybciej w stronę swojego domu. Jak najprędzej chciała opuścić to potworne miejsce... Z ulgą zamknęła za sobą drzwi mieszkania, a potem włączyła światło. W środku było bardzo przytulnie, ale jednocześnie zewsząd widać było, że dziewczynie brakuje miejsca. Książki poustawiane na regałach pomieszane były z gazetami na temat okultyzmu. Miała jeden pokoik, łazienkę i kuchnię. W sumie wystarczało jej to, bo raczej rzadko ktoś do niej przychodził. No może poza Sają, której teraz przy niej zabrakło. Na wspomnienie o przyjaciółce Akaszy zaczęły po raz kolejny cisnąć się łzy do oczu, ale nie chciała już płakać. Nie wierzyła przecież, że ona nie żyje, ona musiała żyć! Machinalnie włączyła radio, potem zasłoniła okna ciemnymi zasłonami i odrzuciła na bok kołdrę z łóżka. Nie przebierała się nawet. Już po chwili spała.

Pokój był malutki. Okna szczelnie zasłonięte i tylko na stole paliły się świece wetknięte w drewniany świecznik. Jakaś kobieta usiadła przy stole i już po chwili przybliżył się do niej mężczyzna o jasnych, szarych oczach. Uśmiechnął się do niej miękko i usiadł za stołem. Kobieta wyglądała na przestraszoną, niezręcznie bawiła się kluczykami od samochodu, ale cały czas zerkała na swojego towarzysza. Ten w końcu wyciągnął nóż i zaczął go ogrzewać nad płomieniem świecy. Kobieta patrzyła na to, a w jej oczach odmalował się strach. - Podwiń rękaw, Klaudio - poprosił obserwując z dziwnym wyrazem twarzy nóż. Kiedy zrobiła, co jej kazał, wyciągnął dłoń po jej rękę, a kiedy ją mocno uchwycił przyciągnął ją do siebie z siłą, o którą go nie posądzała. - W-wiesz na pewno, co robisz?- jęknęła drżącym głosem Klaudia. - Nie martw się, wiem... Odłożył na chwilę nóż na stół i przejechał nawilżoną czymś watką po skórze kobiety. Coraz większe niezdecydowanie malowało się na jej twarzy. - Nie chciałbym byś teraz powiedziała ?nie?...-powiedział cicho, patrząc prosto w jej oczy- Jestem spragniony... Potrzebuję tego, rozumiesz? Klaudia skinęła głową, przełykając głośno ślinę. - Nie wycofam się teraz...- szepnęła. Mężczyzna uśmiechnął się i wziął do ręki nóż. Po chwili przyłożył ostrze do jej ramienia i naciął je, niezbyt głęboko, ale tak dobrze, że krew zaczęła się powoli sączyć, po nadgarstku kobiety. Jakimiś dziwnymi oczami patrzyła jak pochyla się ku jej ramieniu i zlizuje z niego krew. Chyba do końca niedowierzała temu co widzi, a co gorsza, że sama bierze w tym udział. Mężczyzna tym czasem ssał z coraz większą zawziętością, zupełnie tak jakby zapach i smak krwi sprawiły, że poczuł o wiele mocniejszy głód. Po kilku minutach Klaudia poczuła jak ramię jej drętwieje. Nie wiedziała czy to dlatego, że jej towarzysz tak mocno trzyma jej dłoń, czy dlatego, że tak wiele krwi już straciła. Zaczęła robić się taka śpiąca... - J-już?- spytała cicho- To boli, Amel!.. Proszę... Jednak mężczyzna przez dłuższą chwilę nie reagował na jej prośbę. Nawet nie drgnął pochylając się nad jej ramieniem. Spróbowała je od niego odciągnąć, ale był zbyt silny. - Amel!- jęknęła, wyciągając nerwowo zza bluzy jakiś naszyjnik- Amel, opamiętaj się! W końcu udało jej się wyciągnąć piękny amulet, który miała zawieszony na szyi za pomocą rzemyka. - Amel! ?wzięła go do drżącej dłoni i podniosła go na wysokość jego oczu- Jestem jedną z Kitra! Pamiętasz? Kitra... Mężczyzna natychmiast puścił jej dłoń i obtarł usta wierzchem dłoni. Zamrugał oczami jakby dopiero co się przebudził i popatrzył przestraszony na Klaudię. - Wybacz mi... nie chciałem... wystraszyłem cię?...

W tej chwili Akasza obudziła się. Było rano, za oknami słyszała szum samochodów i krzyki ludzi reklamujących swoje towary na pobliskim targowisku, tak jak to zazwyczaj tutaj bywało... Chciała wstać, ale czuła jakieś nieznośne zmęczenie we wszystkich swoich członkach. Nie miała na nic siły. ?Co za przedziwny sen...- pomyślała, zakrywając twarz dłońmi- Jeszcze nigdy nie miałam tak wyraźnego snu. To wszystko wydawało się takie realne, zupełnie tak jakbym stała tam koło nich... Ciekawe czy ten facet był naprawdę wampirem...?? Podniosła się z łóżka i rozebrawszy się weszła pod prysznic. Akasza miała silną, ale zgrabną sylwetkę. Ciemne, kręcone włosy i niebieskie oczy. Cerę jasną i tak delikatną, że widać było wszystkie jej większe żyły. Wykąpawszy się ubrała na siebie bluzę i dżinsy, a potem zrobiła sobie śniadanie. Czuła głód, ale zjadłszy śniadanie wcale nie była syta. Tymczasem wzięła psa od sąsiada i poszła z nim do parku pobiegać. Robiła tak co tydzień. Dorabiała sobie w ten sposób, w końcu do końca życia nie mogła być na utrzymaniu swojego wujka. Za dnia zupełnie nie bała się parku. Tylko nocą wydawał jej się tajemniczym, strasznym i co za tym idzie przygnębiającym miejscem... Zazwyczaj z daleka omijała stary pomnik, ale tym razem wyjątkowo postanowiła go zobaczyć z bliska. Truchtem podbiegła do jeziora i otoczyła je, aby dojść do wąskiej betonowej ścieżki, ustawionej tuż nad taflą wody, a potem wbiegła na nią i w ten sposób dostała się do środka. Pod kopułą nie było nic nadzwyczajnego. Żadnego śladu świec, ani wosku. Zdziwiło ją to, ale z drugiej strony tłumaczyła sobie to wszystko zwykłym przewidzeniem. Powoli okrążała wnętrze kopuły przyglądając się uważnie podłodze i nagle, ku swojemu zaskoczeniu dostrzegła na ziemi jakiś niewyraźny zarys. Przykucnęła przy nim i zaczęła go oczyszczać, aż po chwili jej oczom ukazała się wyryta w posadzce kopuły dużych rozmiarów pięcioramienna gwiazda wpisana w koło. - ...Pen... Pentagram...- szepnęła zdumiona. - Wiedziałem, że będziesz znała ten znak- usłyszała za sobą czyjś głos. Niespodziewanie pies sąsiada Akaszy, dotychczas tak spokojny i potulny, zaczął zajadle szczekać i warczeć na chłopaka, który ku zaskoczeniu dziewczyny wysunął się nagle z cienia. Akasza podniosła się gwałtownie ku górze, a potem nerwowym ruchem dłoni nakazała psu milczenie. - T-to ty?- jęknęła cicho, rozpoznając w chłopaku "nowego" ze szkoły. - Mam na imię Khayman- odezwał się, stając przy pentagramie z dłońmi wetkniętymi głęboko w kieszenie swojego długiego, skórzanego prochowca. - Nie spodziewałam się ciebie... tutaj...- bąknęła nieśmiało. Popatrzył na nią, ale jego twarz nie wyrażała ani aprobaty, ani nagany. Po prostu jej się przyglądał. Potem odwrócił od niej wzrok i popatrzył ku górze. - Wiesz może, co to za znak?- spytał, nie patrząc na nią. Dziewczyna spojrzała w kierunku, w którym pokazał. Faktycznie! Na sklepieniu kopuły był znak niemalże identyczny do tego, który widziała we śnie!

- To? Nie mam pojęcia- przyznała po chwili- Ale podobny znak już widziałam. Khayman popatrzył znów na nią, ale długo milczał. - Skąd? - No, może to głupie, ale przyśnił mi się podobny- Akasza kucnęła i narysowała na ziemi znak, który Klaudia nosiła jako amulet. Chłopak wydawał się być nieco zbity z tropu. - Nie sądziłem, że jesteś już w trakcie...- odparł, wstając z klęczek. - Ja? W trakcie czego? - Przebudzenia... i tak nie zrozumiesz. Jeszcze nie jesteś świadoma, ale na pewno...- podszedł do niej rzucając na nią wielki cień i popatrzył jej prosto w oczy- Tak, na pewno jesteś jedną z nas... - Odejdź!- jęknęła przestraszona, odpychając go od siebie- Odejdź, przerażasz mnie... Khayman patrzył za odbiegającą dziewczyną. Jeszcze tym razem pozwolił jej odejść, ale wiedział, że to nie potrwa już długo...

Kiedy tylko wróciła do domu, pobiegła do łazienki i zimną wodą obmyła sobie twarz. Miała nadzieję, że to pozwoli jej chociaż trochę pozbierać myśli, jednakże mało jej to pomogło. Nie umiała opanować drżenia dłoni, wszystko leciało jej z rąk. - Głupstwo- zganiła sama siebie- Głupstwo... Już najzwyklejsze spotkanie i rozmowa wyprowadza mnie z równowagi...- przeczesała dłonią włosy- Głupstwo...? Nerwowym krokiem podeszła do okna i popatrzyła na krajobraz rozciągający się poza ścianami jej mieszkania. Niemalże po drugiej stronie ulicy, w górę na ponad czternaście pięter piął się obskurny, szary wieżowiec, który zasłaniał jej cały widok. Jedna, duża kropla, pierwsza zapowiedź burzy, rozbiła się z charakterystycznym dźwiękiem o parapet jej okna. Odgłos ten niemalże ogłuszył Akaszę, która z jękiem skuliła się wpół. Deszcz lunął potem jak z cebra, a widok za oknem rozmazał się i poszarzał. Dłonie dziewczyny, dotychczas przyciśnięte do uszu teraz opadły jej wzdłuż ciała i Akasza uniosła głowę ku niebu. Po nieboskłonie pędziły ciemne, grube chmury, z których na ziemię opadały niezliczone ilości kropel wody. Dlaczego ogłuszył ją tak bardzo odgłos deszczu? Czyżby jej zmysły... tak bardzo się wyostrzyły?... Znów zganiła siebie w myślach, że zbyt często w ostatnich czasach pozwala się ponosić bujnej fantazji.

- Jestem spragniony... Potrzebuję tego, rozumiesz? ... - Jestem jedną z Kitra! Pamiętasz? Kitra...

Wciąż te słowa... znów powróciły do niej mimo, że jeszcze nigdy nie przejmowała się snami. Jeszcze nigdy, żaden sen nie powracał do niej za dnia... Czarnymi, ciemnymi zasłonami nerwowym ruchem dłoni zasłoniła okno i włączyła lampkę nocną stojącą na telewizorze. Przez dłuższą chwilę nie umiała sobie znaleźć miejsca w swoim małym pokoju, ale w końcu usiadła zrezygnowana na łóżku i popatrzyła na przeciwległą ścianę. Wisiał na niej plakat. Nigdy szczególnego wrażenia na niej nie robił, poza tym, że miał w sobie coś, co przyciągało uwagę... Czasami wpatrywała się w niego przez kilkanaście minut zupełnie o niczym nie myśląc, a znów innego dnia, budził on w niej odrazę... Kiedyś przyśniło jej się, że to ona jest dziewczyną z tego plakatu, nagą i podnieconą, proszącą mężczyznę o wyzwolenie jej, o zgaszenie jej ognia... Zaczerwieniła się na samą myśl o tym, a potem znów szepnęła cicho pod nosem:- Głupstwo...- i machnęła na to ręką.

Nagle wydało jej się, że czarny płaszcz mężczyzny z plakatu, zatrzepotał na wietrze. Zamrugała oczami, ale sytuacja znów się powtórzyła. Ku swojemu przerażeniu słyszała wiatr wiejący w tamtej mrocznej krainie i jakby cichy jęk dziewczyny... - To... niemożliwe...- jęknęła, przecierając wierzchem dłoni oczy. Znów popatrzyła na plakat i tym razem płaszcz nie zatrzymał się po krótkiej chwili ruchu. Wciąż łomotał na wietrze, a głos dziewczyny coraz wyraźniej otaczał ją i sprawiał, że traciła dech w piersi. Wtem mężczyzna odwrócił ku niej swą twarz. - N-nie- wyszeptała, zakrywając usta dłońmi- Nie... Oczy mężczyzny były popielate, wyjątkowo kontrastujące z czernią jego ubrania i karnacją. W jego twarzy zaś było coś demonicznego, coś nieuchwytnego, jakby nie z tego świata... Jakby mężczyzna na plakacie nie był... człowiekiem...

ODSŁONA II Wiek Uczenia jest obalony i zapomniany.

- Ach...- obudziła się przerażona i mokra od potu. Nawet nie zauważyła kiedy zasnęła. Leżała teraz skulona na łóżku, z dłońmi zaciśniętymi na pościeli. Powoli uniosła się i tępym wzrokiem przyjrzała się plakatowi. Nic się nie zmieniło i nawet na chwilę płaszcz nie poruszył się na wietrze... - Głupstwo!- burknęła do siebie podnosząc dłoń do plakatu, ale chyba nie miała siły by zerwać go ze ściany. W końcu plakat został na swoim miejscu. Nie wiedząc czemu rozłościło ją to jeszcze bardziej, zatem swoim zwyczajem wzięła się za jakiś magazyn ułożony w równej stercie na podłodze. Nie czytała innych gazet poza ?Egzorcystą? Uwielbiała tą gazetę, za bezpośredniość. Nie szukali tanich sensacji, ale opowiadali o rzeczach, które naprawdę się wydarzyły. W przedostatnim numerze, który akurat wyciągnęła, głównym tematem był wampiryzm. Nie zastanawiając się długo przystąpiła do lektury. Mowa była w nim przede wszystkim o Runach Eloratiańskich, odtworzonych przez Covena of Sahjaza dla Sanguinarium. Na początku czytała mało zainteresowana, ale jeden z rysunków, jedyny przedstawiający Runy tego typu, sprawił, że serce przestało jej bić na chwilę. Runa ta bowiem była wyglądała tak samo jak ta, którą widziała na kopule pomnika! Znaczyła ona tyle samo, co Sanktuarium czy świątynia, święte miejsce tylko dla Wampirów i Kitra... - Czyli to prawda...?! - pomyślała gorączkowo, przyglądając się ilustracji zamieszczonej w magazynie- ...Nie mogę się mylić, to na pewno ten sam znak... nie, ta sama Runa... kitra... kitra... skądś znam to określenie...Tylko skąd?!?

- Jestem jedną z Kitra! Pamiętasz? Kitra...

- To niemożliwe!- jęknęła, zamierając nad otwartą gazetą- Nie mogę uwierzyć... Tysiąc myśli na raz przelatywało jej przez głowę i nie potrafiła się skupić nawet na jednej z nich. Czuła się tak, jakby nagle wkraczała w zupełnie inny wymiar, jakby ostro zarysowująca się dotąd granica między rzeczywistością, a jej wyobraźnią nagle zaczęła się rozmywać... Przełknęła głośno ślinę i z bijącym sercem przeczytała wyjaśnienie tego słowa. "dawcy, kochankowie, doradcy, którzy uczestniczą w rytuałach i ceremoniach." - Ale jak to możliwe, abym wiedziała o czymś takim...?! Jak to możliwe, aby w ogóle mi się to przyśniło!? Przecież ja pierwszy raz słyszę o czymś takim...- pomyślała, odrzucając gazetę od siebie- Pierwszy raz...? Reszta artykułu na nic się nie zdała. Tyle, co udało jej się wyczytać i co było dla niej interesujące, stanowiło tylko ciekawostkę dla czytelnika. Nic poza tym... Akasza nerwowo wyłamywała sobie palce, przygryzając dolną wargę. Nie umiała sobie tego wytłumaczyć. Dotychczas wszystko udawało jej się tłumaczyć rozsądkiem i intelektem. Za bzdurę uważała bajki o duchach, dziwnych stworach, potworach i zjawach... Przenigdy nie uwierzyłaby w opowieść, którą właśnie na własnej skórze miała okazję przeżyć! Całe plecy miała mokre od potu. Szybkim ruchem przeczesała włosy odgarniając je z twarzy, a potem przeklęła pod nosem, zrywając się z łóżka. - To niemożliwe- myślała, chodząc tam i z powrotem po pokoju - To zwykły przypadek, zbieg okoliczności, że to wszystko tak wyszło...? Znów usiadła na łóżku i chwyciła gazetę, by przeczytać cały artykuł jeszcze raz. W sumie wszystko się zgadzało i to chyba najbardziej ją przeraziło...

Tej nocy nie umiała zasnąć. Bez przerwy przewracała się z boku na bok, aż w końcu nie wytrzymała. Wstała i ubrawszy się w dres wyszła na dwór. Dopiero widząc ciemne, wąskie ulice, tylko od czasu do czasu oświetlone nikłym światłem latarni, uspokoiła się i odetchnęła głęboko. Zimne powietrze rozbudziło jej umysł i zanim się spostrzegła zaczęła iść przed siebie. Nie myśląc nad tym, co robi i nie przejmując się chłodem, doszła do parku, a tam zatrzymała się dopiero przy kopule. - Co... - jęknęła, łapiąc się za głowę- Co ja tu robię? Mleczna mgła otaczała ją ze wszystkich stron, a zza chmur od czasu do czasu wymykały się pojedyncze promienie Księżyca w pełni, dlatego też było na tyle jasno, by mogła się zorientować dokąd doszła. Stare drzewa w parku pochylały się i szumiały przejmująco pod wpływem wiatru, który raz po raz szarpał mleczną mgłą wypełniającą polanę, na której stała kopuła. ?Przecież.... To ten pomnik...- pomyślała, robiąc niepewnie krok do przodu- Ten pomnik ze znakiem Runy, świadczącej o tym, że tutaj jest Sanktuarium... świątynia wampirów...!? Dreszcz przebiegł ją po plecach i nagle spojrzała na pomnik. Jasna smuga srebrzystego światła opadła teraz na niego i otoczyła ogromny monument ze wszystkich stron. Akasza poczuła nagle jak dech zapiera jej w piersi... - Jak pięknie...- pomyślała, patrząc na lśniącą taflę wody- Jak pięknie...?

Ze snu wyrwał ją dźwięk budzika. Nie otwierając oczu wyciągnęła po niego dłoń, a potem wyłączyła go przewracając się z boku na bok. Nagle jednak poderwała się na łóżku, otwierając szeroko oczy. Popatrzyła na swoje dłonie, a potem na ubranie, w którym spała. Miała na sobie pidżamę. Odetchnęła z ulgą. - To był sen...- ułożyła się wygodniej- Tylko sen... głupi sen... Gdzieś koło południa wstała i zaczęła robić sobie śniadanie. Zaparzyła herbatę i czekając aż nieco ostygnie zaczęła sprzątać ubrania porozrzucane po całym pokoju. Było ich tak wiele, że w pierwszej chwili nie zobaczyła dresu, który leżał tuż przy jej łóżku. Dopiero kiedy się po niego schyliła zrozumiała, że ubrudzony jest błotem. Zastygła w pół ruchu, a potem szybko cofnęła rękę. To był ten sam dres, który ubrała na siebie we śnie... Ale czy na pewno we śnie? Akasza szybko odsunęła od siebie tę myśl, oczywiście musiał to byś sen! Nigdzie nie wychodziła, nigdzie! Usiadła na podłodze i dotknęła palcem plamy błota na spodniach. Była świeża. Na pewno nie zaschnięta. Niespodziewanie poderwała się na równe nogi i wbiegła do małego korytarzyka, w którym poustawiane były jej buty. Przystanęła już w drzwiach, gdyż bez wątpienia było, że jej adidasy były brudne od świeżego błota. Akasza cofnęła się o krok, a potem z trzaskiem zasunęła drzwi prowadzące do korytarza. Przez pierwszą chwilę nie myślała o niczym. Oparła się o ścianę kuchni, a potem powoli osunęła się na kolana, kryjąc twarz w dłoniach. Drżała jak liść... Po raz pierwszy w życiu panicznie się bała... Po raz pierwszy w życiu bowiem poczuła, że nie panuje nad tym, co się wokół niej dzieje... Bardzo długo siedziała pod ścianą, bez ruchu, wciąż kryjąc twarz w dłoniach. Nie miała siły się podnieść, ani uczynić nawet najmniejszego ruchu. Czuła jak wszystka moc z niej ulatuje... Zanim się spostrzegła, zaczęło zachodzić Słońce. Wstała z klęczek, cała obolała i zdrętwiała z bólu. Potem narzuciła na siebie czarny prochowiec i wyszła na dwór. Na wąskich ulicach tylko od czasu do czasu mijała podpitych mężczyzn, którzy nie zwracając na nią uwagi bełkotali coś do siebie pod nosem. Akasza szła powoli, jakby w malignie i podpierając się o zimne szyby wystawowe. Słabe światło latarni raziło jej oczy, mrużyła je, lecz mimo to czuła ból... W końcu obraz zaczął jej się rozmazywać, a świat wirować przed oczami... Oparła się dłonią o ścianę opuszczając nisko głowę. Miała przerażające wrażenie, że coś wewnątrz niej chciało się z niej wydostać, krzyczało i szarpało się, by je wypuścić. Czuła to! Ten ból... Nie chciała by to się stało! Bała się tego czegoś, co nagle dało pierwszy znak, że żyje i że jest w ... w niej! Jęknęła przeciągle zaciskając dłonie na piersiach. Zabrakło jej tchu. W uszach szumiało tak głośno, że miała wrażenie, że zaraz umrze... Ból... Ból tak ostry, że nie mogła go znieść. Każdy skrawek jej ciała wydawał się jej być rozszarpywany na strzępy! ...

ODSŁONA III Wiek Imperium pogrążony w jego własnej goryczy.

- Ssij...- usłyszała jakiś odległy głos, który docierał do niej jak przez mgłę. Ktoś podniósł jej głowę i przyłożył do jej ust coś zimnego i mokrego. Na języku poczuła dziwny, słodki smak... Zimny płyn wypełnił jej usta, przełknęła go i nagle, ku swojemu zaskoczeniu, poczuła ulgę, ból stał się bardziej znośny, a w członkach zaczęło powracać czucie! Domyślając się, że to za sprawą napoju, który wypiła, zachłannie zaczęła ssać, tak długo, aż ktoś nie położył jej znowu na poduszce... Dziewczyna czuła błogi spokój i ciepło. Jeszcze nigdy nie czuła się tak dobrze... Tamten wieczór, w którym miała te dziwne duszności, wydawał jej się teraz tylko dalekim snem...

Kiedy się obudziła było jej bardzo dobrze, tryskała energią, a myśli miała niezwykle uporządkowane i wyklarowane. Nie wiedziała od jak długo spała, ale z początku nie to ją zainteresowało. Akasza obudziła się w małym pokoju o pustych białych ścianach i małych rozsuwanych drzwiach, typowych w japońskich mieszkaniach. W środku panował półmrok, nie widziała niemalże nic i było w nim jedno okno, dość duże, z którego widziała wysoką, smukłą wieżę radiową, oświetloną gdzieniegdzie niebieskimi światełkami. Leżała na materacu rozłożonym na podłodze. Tuż obok niej stała miska, w której pływał we krwi... surowy stek... Akasza skrzywiła się z niesmakiem, odsuwając od siebie ze wstrętem naczynie. A kiedy siadała na łóżku poczuła, że kręci jej się w głowie... Zamknęła na chwilę oczy, by minęły zawroty i nagle usłyszała dźwięk odsuwanych drzwi. Jakieś nieznane warknięcie wydobyło się z jej gardła. Zasłoniła oczy ramieniem, odsuwając się od rażącego światła, które wpadło do środka pokoiku. Ktoś natychmiast zamknął drzwi i w środku znów zapanowała ciemność. Akasza powoli odsunęła dłonie i wtedy zobaczyła chudą, wysoką dziewczynę o jasnej, niemalże śnieżnobiałej cerze i szarych dużych oczach. Ubrana była na czarno, a na jej piersi wisiał naszyjnik, który od razu przykuł uwagę Akaszy. - Jesteś Kitra...- szepnęła zachrypniętym głosem - Mam rację? - Jak się czujesz?- głos dziewczyny był zaskakująco miękki i melancholijny- Mam nadzieję, że nie zaszkodziła ci krew? - Krew?- wydusiła z siebie Akasza- Krew?! - Byłaś bardzo spragniona krwi- odpowiedziała spokojnie- Miałaś szczęście, że to ja ciebie znalazłam. Bardzo łatwo mogłaś znaleźć się w szponach Poszukujących albo Łowców... ?zawiesiła na chwilę głos- Jesteś w trakcie Przebudzenia... Teraz łatwo cię rozpoznać... Akasza patrzyła na nią nic nie rozumiejąc. Jej słowa docierały do niej, ale nie potrafiła wychwycić ich sensu. Łowcy... Poszukujący... Przebudzenie... Pragnienie krwi...?! O czym ta dziewczyna właściwie mówiła? ... - Dałaś mi... krew...?- głos mimowolnie uwiązł jej w gardle. - Tak. Gdyby nie to mogłaby ci się stać jakaś krzywda... wolałam tego uniknąć. Będziesz musiała odszukać jak najszybciej swojego Mentora. Słyszałam już, że jeden z nas wybrał sobie ciebie. Ale do tej pory dał ci czas z oswojeniem się z sytuacją... - O czym ty właściwie mówisz?!- wykrzyknęła przerażona Akasza- O czym ty mówisz?! Nieznajoma powoli przeniosła na nią swe popielate, duże oczy. Były bardzo głębokie, niemalże bezdenne. Tak wspaniałe i tak niesamowite, że Akasza miała wrażenie, jakby widziały one już początek, a może i zobaczą koniec tego świata... Nie umiała znieść jej wzroku, uciekła oczami na swoje mocno zaciśnięte pięści. Nie miała odwagi, by znów popatrzeć na nią. - Mam na imię Jesse... Nie musisz się mnie bać, teraz jesteś pod moją ochroną... ?dotknęła wątłymi dłońmi swój duży amulet zawieszony na szyi- Nikt ci tu krzywdy nie zrobi, pamiętaj o tym... Przyda ci się ta wiedza. A teraz posłuchaj mnie uważnie. Musisz bowiem wiedzieć, że ty i ja i wielu innych, jesteśmy spadkobiercami Nephilim... Jesteśmy pół-ludźmi, którzy zostali spłodzeni przez Anioły... Inaczej mówiąc, jesteśmy wampirami... Akasza otworzyła szeroko oczy, kręcąc przecząco głową. - To niemożliwe... Coś takiego nie istnieje... To niemożliwe...! - ...Byłaś naga i podniecona...-zaczęła nagle Jesse- Klęczałaś przed mężczyzną wysokim, barczystym o czarnych, długich włosach, pragnęłaś by ugasił twój wewnętrzny płomień. W tle zarysowywał się ogromny Księżyc w pełni. Wyciągałaś ku niemu dłonie niemo błagając go o... - Milcz!- syknęła przerażona, cofając się od niej - Skąd o tym wiesz, przecież mi się to tylko przyśniło...?! Skąd ty możesz wiedzieć? - Sukkubus... - Żeński demon żywiący się seksualną energią mężczyzn?!- jęknęła niedowierzając- Przecież ty... - To proste, jeżeli się jest Sukkubusem i Kitrą w jednej osobie. Wnikanie w sny innych osób najczęściej o podłożu erotycznym nie jest u nas niczym szczególnym. Ja mam taką zdolność, a ponieważ wyczułam, że jesteś w trakcie Przebudzenia postanowiłam ciebie mieć na oku... - Nie masz prawa! - Nas, wampiry, prawo nie dotyczy. Nie mamy reguł- uśmiechnęła się sennie- Nie mamy praw... Jesteśmy ponad prawem, ponad tym, co ludzkie, mimo że po części ludźmi jesteśmy... - Nie chcę tego słuchać, rozumiesz?!- wykrzyknęła Akasza- Przestań już mi o tym mówić! To mnie nie dotyczy, to jakaś pomyłka! - Ależ z was dziwne istoty- skrzywiła się Jesse - Takie porywcze i nerwowe... Po co? Wyciągnęła w kierunku twarzy Akaszy dłoń. Dziewczyna zamarła przestraszona, nagle miała wrażenie, jakby oczy Jesse zniewoliły ją i nie pozwoliły jej nawet drgnąć. Dłoń Jesse była lodowato zimna, ale jednocześnie jedwabiście miękka i gładka. Przez chwilę Kitra gładziła jej policzek patrząc Akaszy głęboko w oczy, a potem uśmiech nagle znikł z jej twarzy i Jesse odciągnęła dłoń. - Twoja krew jest czysta...- powiedziała spokojnie- Jest gotowa, byś mogła przyjąć Mroczny Dar. - Przestań!- jęknęła histerycznie Akasza, łapiąc się za głowę- Przestań... Błagam... nie męcz mnie już więcej... Zostaw mnie... Zostaw!!! Jesse podniosła się z podłogi, na której cały czas klęczała i wyszła z pokoju zasuwając za sobą drzwi. - Zostaw mnie... ? szeptała, szlochając Akasza - Zostaw mnie... Błagam... Zostaw mnie... zostaw mnie... zostaw mnie... zostaw mnie... zostaw mnie... nie chcę już... Skuliła się na łóżku. Jej ciałem wstrząsał niepohamowany szloch. W jej głowie istniała już tylko jedna jedyna myśl: ?Jestem wampirem...?

Długo nie umiała pozbierać myśli. Czuła się otępiała i pozbawiona jakiejkolwiek mocy. Uspokajające działanie krwi zdążyło minąć i teraz Akasza pogrążyła się w swego rodzaju zapaści. Leżała skulona na łóżku, jej oczy były duże, a źrenice rozszerzone. Oddychała bardzo płytko i szybko. Wydawać by się mogło, że nie docierają do niej sygnały z otoczenia. Kiedy zaczęło świtać Akasza nagle zerwała się z łóżka i przykucnęła w kącie pokoju, kuląc się w nim niczym małe dziecko, które czegoś się boi i przed czymś ucieka. Z jej gardła raz po raz wydobywał się nieznany jej dotychczas jęk i zawodzenie. Światło tak bardzo raziło jej oczy! Pierwszy raz tak bardzo chciała, by znów zapadła ciemna noc... W końcu nie wytrzymała. Z krzykiem rzuciła się na szybę i stłukła ją pięścią. Odłamki szkła posypały się na chodnik kilka pięter w dole, a we framudze pozostało już tylko kilka odstających szklanych kawałków. Akasza wydawała się nagle uspokoić. Przekręciła w lewo głowę, przypatrując się szybie wystającej z framugi. Potem delikatnie przesunęła palcami po zimnym szkle, aż nasunęły się one na ostre zakończenia. Z sykiem odsunęła dłoń od szkła i zobaczyła krew na swojej skórze. Chwilę trzymała dłoń na wysokości swoich oczu, a potem usiadła na podłodze naprzeciwko ściany... - Krew...- szepnęła cicho- Moja krew...

Kiedy wieczorem Jesse weszła do pokoju Akaszy, zobaczyła na ścianie dobrze znany jej znak. Dziewczyna spała spokojnie wtulona w duży koc. Jesse podeszła do ściany i dotknęła jej dłonią. Ten znak, namalowany był krwią...

- Niesamowite.... Cała wiedza zapisana jest w podświadomości tej dziewczyny... ale i tak będzie potrzebowała pomocy Mentora, który pomoże jej uporać się z tym wszystkim... Jesse odwróciła twarz ku roztłuczonej szybie, po której spływała czerwona krew dziewczyny. Podeszła do niej i palcem zebrała wąską stróżkę czerwonej cieczy, a potem zlizała ją. - Hmmm...- mruknęła z zadowoleniem- Taka czysta krew... Naprawdę czysta... Kucnęła przy śpiącej dziewczynie i chwilę przypatrywała jej się w milczeniu. Nie trwało to jednak długo, wyciągnęła ku niej dłoń i odsunęła włosy z szyi Akaszy. Powoli ospałym ruchem, Jesse przybliżyła usta do jej skóry. Już miała się w nią wbić, gdy wyczuła czyjąś obecność w swoim mieszkaniu. Drgnęła i odwróciwszy się zobaczyła za sobą wysokiego chłopaka ubranego w czarny prochowiec. Jego oczy były popielate, a źrenice u niego za dnia zanikały; to po tym od razu poznała kim jest. - Nie zrobiłabym jej nic- odparła prostując się. Oczy chłopaka spoczęły na jej naszyjniku, a potem przeniósł wzrok na Akaszę i zrobił krok w jej kierunku. - Jest w trakcie- odparła Jesse, odsuwając się od niego- Nie wiem, czy będziesz miał pożytek z tego dziewczęcia... Nieznajomy popatrzył na nią ponuro. Jego twarz nie wyrażała nic, choć w jego niesamowitych oczach tliło się jakieś dziwne uczucie, którego Jesse nie widywała często. - U ciebie też nie jest bezpieczna- odparł głębokim, choć melodyjnym głosem- Teraz nadszedł czas, by wreszcie poznała kim jest... Jesse skinęła powoli głową, a potem pokazała na ścianę, na której widniał dość duży znak narysowany krwią. - Ona już wie. Może nieświadomie, ale wie, że jest jedną z Dhampyri. - To ona zrobiła? - Własną krwią... - Zatem jest niemalże u końca swej drogi... ? pochylił się nad Akaszą i wziął ją na ramiona- Wezmę ją do Sanktuarium, tam będzie pod moją opieką. - Jak sobie życzysz...- szepnęła Jesse, odsuwając się o krok od niego- Jest twoja...

Kiedy się obudziła czuła potworny ból głowy, który promieniował na całe jej ciało. Chciała się podnieść, ale coś dusiło ją i męczyło. Znów miała wrażenie jakby coś chciało się z niej wydostać, w uszach słyszała krzyk, który równocześnie był groźny i pełen żalu. Zacisnęła dłonie na pościeli. - Nie chcę...- szepnęła gorączkowo- Zostaw... mnie...! Zostaw... mnie... - Nie walcz przeciwko temu. To, co chce się w tobie przebudzić jest tobą. Jest twoją częścią, uśpioną jaźnią, która teraz budzi się do życia- usłyszała głos mężczyzny. Z ogromnym trudem otworzyła oczy i zobaczyła nad sobą twarz mężczyzny. Miał około dwudziestu dwóch lat. Rysy jego twarzy były wyjątkowo ostre i groteskowe, zupełnie jakby miała przed sobą kogoś z prastarych czasów... Pot spływał jej z czoła, ale czuła wszechogarniające ją zimno. Bała się. Panicznie się bała...! - Kim... K-kim jesteś?...- jęknęła, odchylając głowę do tyłu, by móc lepiej złapać oddech. - Jestem twoim Mentorem- odparł spokojnie- Mam na imię Magnus. Witaj Akaszo, witaj w twoim prawdziwym świecie... W tym samym momencie dziewczyna straciła przytomność i po raz kolejny zapadła w bardzo głęboki sen. - Twój czas już nadszedł, duszo zapieczętowana w ciele człowieka. Przebudź się i wyzbądź się więzów otaczających twój umysł... - usłyszała nad sobą nucone jakimś gardłowym śpiewem zaklęcia- O czarna kapłanko, Lillith! Śmierci tych, którzy zdradzają swoją naturę, wzmocnij ją swą mocą, oto twoja służebnica, zdana na twą łaskę i niełaskę...! Duszo Nephilim, prastara istoto zrodzona z aniołów, twój czas nadszedł. Czas przebudzenia, czas nowego życia. Przyjmij to naczynie, w którym zostałaś poczęta i opanuj je swą mroczną mocą. Zaklinam cię, o Prastara, przebudź się w niej! W tym samym momencie Akasza poczuła jak coś w jej środku gwałtownie się poruszyło i z impetem uderzyło we wszystkie jej członki, zupełnie tak jakby chciało wydostać się z niej przenikając przez jej ciało. Krzyknęła z bólu, czując ogromne gorąco w sobie. Szarpnęła rozpaczliwie za kołdrę, a jej ciało wygięło się wpół, a potem znów opadło bezwładnie na łóżko. - Teraz możesz spać... Czeka cię już tylko jedna ceremonia, potem twa podświadomość sprawi, że staniesz się prawdziwym wampirem...

Akasza ocknęła się, słysząc spokojną pieśń unoszącą się echem po wielkich krużgankach i komnatach. Był to śpiew chóru mężczyzn, tak chociaż jej się wydawało. Powoli, podtrzymując się wysokiej kolumienki łóżka usiadła i popatrzyła wkoło. Dwuosobowe wysokie łoże, na którym siedziała miało cztery, drewniane kolumny, na których zawieszony był aksamitny materiał opadający ze wszystkich stron ku ziemi. Komnata była duża. Po przeciwnej stronie w szerokim, niskim kominku przyozdabianym gobelinami, płonął ogień. Na drewnianym stoliku, stał świecznik o sześciu świecach. Akasza przeniosła wzrok na okrągły witraż, który przedstawiał czarną różę. Był on jednak zrobiony z tak ciemnego szkła, że przepuszczał niewiele światła. Komnata, w której spała miała kamienne ściany, sufit i podłogę, na której leżał gruby dywan przedstawiający czerwonego smoka ziejącego ogniem... Dziewczyna zeszła powoli z łóżka i wtedy zrozumiała, że jest naga! Zawstydzona swą nagością otuliła się narzutą leżącą na łóżku i podeszła do wysokiego fotela, na którym leżał mnisi strój. Ubrała go na siebie. Pasował jak ulał. A potem powoli podeszła do wysokich dwuczęściowych drzwi. Pod wpływem jej nacisku z lekkim skrzypnięciem otworzyły swe podwoje. Nieco przestraszona i zdezorientowana, lecz przede wszystkim wiedziona ciekawością ruszyła ponurym korytarzem o bardzo wysokich ścianach. Miały one przynajmniej dziesięć metrów wysokości i nie były ozdabiane niczym, poza płonącymi pochodniami włożonymi w żelazne paszcze lwów. Stąpała cicho, szła zaś na bosaka i zimno posadzki przenikało jej ciało. Mijała wiele drzwi, podobnych do tych, przez które wyszła ze swojej komnaty. Im dłużej szła tym głośniejszy wydawał jej się być śpiew. Naraz oślepiło ją światło. Nie pochodziło jednak ono od słońca i nie wywoływało w niej odrazy. Akasza przyspieszyła kroku i nagle znalazła się na obszernym balkonie, przy którego kamiennych balustradach stały w dwóch rzędach wysokie, stare kolumny, z tajemniczymi znakami poukładanymi w misterne wzory. Dziewczyna podeszła do kamiennej poręczy i spojrzała w dół. Niemalże pięć metrów pod nią zobaczyła okrągłą salę, na której środku namalowany był olbrzymi, złoty pentagram. Balkon, zaś na którym stała otaczał u góry komnatę. Akasza wciągnęła powietrze w płuca, czując jak niesamowite wrażenie wywiera na niej ten widok. Pod balkonami ujrzała palący się ogień w żelaznych trójnogach. To on dawał tyle światła. W centrum pentagramu widniał kamienny, okrągły, sporej wielkości ołtarz. Akasza poczuła jak ciarki przechodzą ją po plecach i nie było to wywołane ogólnym chłodem panującym wewnątrz tego dziwnego miejsca. Niespodziewanie ktoś stanął za nią. Odwróciła się zaskoczona i popatrzyła ku górze. W czarnym, zwiewnym prochowcu stał przed nią Magnus, a na szyi zawieszony miał amulet. - J-jesteś... ?szepnęła, wyciągając po amulet dłoń- Jesteś Nomaj... Wampirem zajmującym się magią z użyciem krwi... Skinął głową, odsuwając się od niej i nie pozwalając jej dotknąć swego amuletu. - Dziś, odprawimy mszę na cześć naszej pani, Lillith- odezwał się swoim niesamowitym głosem, od którego Akaszy kręciło się w głowie- Weźmiesz w nim udział, gdyż od tego wieczora staniesz się jedną z nas... - Jedną z was- powtórzyła bezgłośnie patrząc w dół na pentagram- Dhampyri... czy Kitra? - Nie wiem- odparł- To wie tylko Najwyższy Kapłan. - Nie rozumiem...- dotknęła głowy drżącą ręką- Gdzie ja jestem? - W Sanktuarium, Akaszo. To miejsce, w którym się spotykamy. Nie mieszka tu nikt poza mną. Dlatego postanowiłem ciebie tu zabrać...- przerwał, gdy spostrzegł zamglone oczy dziewczyny. Wydawała się go nie słuchać. Zbliżyła się do niego i spojrzała mu zuchwale w oczy. Magnusowi przez chwilę wydawało się, że jej oczy mają popielaty odcień. - Czego się boisz?- zanuciła cicho i ponuro, stając na palcach, by jej usta znalazły się tuż obok jego ucha- Czego się boisz, Magnus?... Oboje wiemy przecież, jaki czeka nas los... Czego się zatem boisz...? Już miał zareagować, kiedy poczuł jak aura dziewczyny słabnie. W ostatniej chwili chwycił omdlewającą Akaszę w ogromne ramiona. Ukląkł przy niej na ziemi i otulił jej skostniałe z zimna ciało, prochowcem. Dziewczyna była nieprzytomna. - O, Lillith, królowo i matko wampirów! Wspomóż to wątłe ciało, aby mogło w pełni przyjąć twą moc...- szepnął nad nią, a potem zaniósł ją z powrotem do łóżka.

ODSŁONA IV To jest Wiek Mroku.

Leżała spokojnie w łóżku. Nie miała siły na to, by wstać. Przerażało ją to, ale jednocześnie cieszyła się, że nie ma na tyle siły, by logicznie myśleć i by zdać sobie sprawę z tego w jak tajemniczej i dziwacznej jest sytuacji. - Lepiej ci już?- spytał Magnus wchodząc do komnaty. - Co się stało? - Straciłaś przytomność. Twoje Przebudzenie postępuje, dlatego raz jesteś pełna siły, a raz mdlejesz tracąc moc. Akasza odwróciła głowę od niego i popatrzyła na kamienny, osmolony już od wewnątrz kominek, w którym płonął ogień. - Za godzinę odbędzie się msza. Powinnaś się ubrać. - Nigdzie nie idę...- odparła cicho, ale zdecydowanie- Wracam do domu. Magnus popatrzył na nią zaskoczony. - Tak jakbyś ty mogła coś zmienić w tym, że jesteś wampirem. - Nie pozwolę doprowadzić do Inicjacji. Rozumiesz?- wciąż patrzyła w ogień w kominku, a jej twarz nie zmieniła nawet na chwilę obojętnego wyrazu. - Hmmm...- uśmiechnął się ponuro- Od stu lat chyba nikt mnie tak nie rozbawił jak ty to zrobiłaś dzisiaj. Akaszo, przecież ty jesteś jedną z nas! Zaprzeczenie temu jest wbrew twej naturze. To ty chyba nie rozumiesz, że tej nocy twoje życie rozpocznie się na nowo! - Nie!- usiadła na łóżku, ale zaraz potem przytrzymała się kolumny, by nie upaść na poduszki- Milcz!.. To kłamstwo. Nie mogę być wampirem... nie mogę nim być, skoro nigdy nie pragnęłam krwi! - Teraz jej potrzebujesz. Bez niej umrzesz... - Wolę już zginąć, niż żyć jako Wampir!- wybuchła, patrząc mu prosto w oczy. Magnus drgnął i przybliżył się do niej. Powolnym, spokojnym krokiem podszedł do łóżka i ukląkł na nim pochylając się ku niej i wyciągając ku Akaszy dłoń. Jego twarz ani na sekundę nie zmieniła swego wyrazu. Akasza była tak zaskoczona tym, co zrobił, że nie zareagowała. Magnus dotknął jej delikatnej i miękkiej skóry, a potem usiadł na łóżku, nie odrywając od niej oczu. - Opowiem ci o Lillith...- jego ręka powoli zsunęła się na jej szyję- Opowiem ci też o mszy, w której weźmiesz udział... Akasza przełknęła ślinę i z wahaniem skinęła głową. Nie była pewna, ale wydało jej się, że w oczach mężczyzny dostrzegła płomień dumy i satysfakcji. - Teraz posłuchaj uważnie, to jest bowiem legenda twojej i naszej królowej, Czarnej Kapłanki, Matki Wampirów, Lillith...- Magnus popatrzył w ogień płonący w kominku i chwilę milczał- Kiedy Ziemia była jeszcze bardzo młoda, kiedy świat dopiero zaczynał swoją historię, Bóg stworzył ludzi na swoje podobieństwo... Był to Adam i Lillith, powstali oni równocześnie, z tym jednak wyjątkiem, iż mężczyzna powstał z prochu i ziemi, zaś kobieta z pierwiastków nieczystych. Niestety Adam i Lillith nie zaznali nigdy spokoju. Gdyż Ona była zbyt dumna i przekorna, odmówiła mu też seksualnego posłuszeństwa. Ten zaś, gdy siłą pragnął ją posiąść, doprowadził do tego, iż Lillith wypowiedziała jedno z zakazanych imion Boga. Wywołało to ogromny gniew ich Stwórcy. Później Lillith opuściła Raj, w którym dotychczas żyła. Zamieszkawszy zaś w jaskini położonej nad Morzem Czerwonym płodziła demoniczne dzieci zwane Lilimami. Po odejściu Lillith z Raju, Adam modlił się do Boga słowami: - "Boże tego świata, Święty Boże, wyślij Aniołów: Sanvai, Sansanvai, oraz Semangelofa, by przywiedli ją do mnie." Ci zaś pojmali Lillith na pustyni nad Morzem Czerwonym i powiedzieli: "Powróć do Adama natychmiast lub zginiesz utopiona." Lillith zaś zapytała: "Jak mogę powrócić?" Aniołowie zaś odpowiedzieli: "Odmowa oznacza śmierć." Lillith jednak ozwała się tymi słowy: "Jak umrzeć mogę, skoro Bóg nakazał mi roztaczać opiekę nad niemowlętami? Przysięgam wam zatem, iż jeśli dziecko strzec będą nakreślone wasze imiona - oszczędzę je." Mimo to, Bóg ukarał Lillith, każdego dnia uśmiercając setkę jej demonicznych dzieci... Nie skosztowała też owoców z Drzewa Poznania, stąd jej nieśmiertelna natura. Nie ugięła się w swej nieokiełznanej naturze i została wynagrodzona przez demona Asmodeusza, Demona przepychu, zemsty i kłamstwa. Lillith sprawuje zatem pieczę nad jednym z poziomów piekła wraz z Namah, Machlath oraz Hurmizah. Włada kobietami w połogu oraz maleńkimi dziećmi. Może odbierać matce chłopców do ósmego dnia po narodzinach oraz dziewczynki do dnia dwudziestego. Ona także jest matką Lilim oraz Liot oraz Succubów i Incubów... ?przeniósł na nią spokojne oczy, a potem wstał- Przygotuj się teraz do mszy, już niebawem się rozpocznie. A potem bez słowa wyszedł, pewien, że Akasza wykona jego polecenie. Nie mylił się. Akasza podniosła się z łóżka i zaczęła ubierać na siebie czarny habit z szerokim kapturem, który opuściła na plecy. Usiadłszy zaś przy ogniu palącym się w kominku zaczęła zaplatać sobie włosy w warkocz. Nagle usłyszała dziwny szmer. Dotarł do jej uszu z ciemnego kąta kamiennej komnaty, w której spała. Zaprzestała na chwilę zaplatania włosów i popatrzyła w tamtą stronę. Chwilę tylko panowała cisza, potem szmer znów się powtórzył. Akasza bała się nawet głośniej odetchnąć, ale nie ruszyła się ze swego miejsca. Wtem spostrzegła ciemną sylwetkę wilka. Miał on wąskie, błyszczące srebrno oczy i naszpikowany ostrymi, białymi zębami długi pysk. Akasza drgnęła na jego widok, ale nogi odmówiły jej posłuszeństwa. Wilk tymczasem zbliżył się do niej i stanął w świetle płomieni, rzucając wysoki cień na niczym nie ozdobioną ścianę. - Muroni...- szepnęła, wypuszczając grzebień z rąk. - Witaj- usłyszała głos pochodzący od wilka- Witaj, Akaszo. - Bądź pozdrowiony, o wampirze, który potrafisz przyjmować zwierzęce formy! ?skinęła z szacunkiem głową. - Minęło ponad pół wieku odkąd przyjmujemy nowego wampira w swe grono, Akaszo. Ta noc jest dla nas wielkim wydarzeniem, gdyż wielkie siły drzemią w tym ciele- wilk zamilkł i podszedł do niej, powoli otarł się o jej plecy niczym rozpieszczony kot, a potem położył się naprzeciwko niej na posadzce, plecami do ognia. Akasza zauważyła, że nawet kiedy światło nie pada na niego z przodu błyszczą mu ślepia- Cieszymy się, że świeża krew popłynie dziś po ołtarzu Wielkiej Lillith, a nasza matka wyczekuje tego dnia już od dawna... - Czyli wy wiecie o mnie? - Oczywiście- w jego głosie wyczuła drwinę- Oczywiście. Wśród nas są zarówno krwiopijcy jak i psi-wampiry, oraz wampiry seksualne. To wszystko sprawia, że wiemy o niemalże wszystkim, co dzieje się wśród naszej Społeczności. - Po co przybyłeś Muroni?- spytała podejrzliwie- Żaden wampir nie działa bezinteresownie, więc i ty masz jakiś cel przychodząc tutaj... Wilk machnął nerwowo szarym ogonem, a potem uniósł lekko łeb. - Zaiste Akaszo, jesteś jedną z nas- odparł- Nie martw się. Tym razem jeszcze zbyt mocno chroni cię Magnus, bym mógł ci cokolwiek zrobić. Ale już niebawem on straci moc nad tobą, gdyż twoje ciało zostanie poświęcone Lillith, a wtedy to Ona sprawi, że nikt nie będzie dyktował ci warunków...- podniósł się leniwie i odwrócił ku płomieniom- Już niebawem, Akaszo, odezwie się w tobie zew krwi... Powiedziawszy zaś to Muroni znikł wchodząc prosto w ogień. W pokoju znów zapadła grobowa cisza. Akasza chwilę siedziała nieruchomo patrząc w miejsce, w którym znikł wilk, a potem podniosła grzebień i nie myśląc o niczym znów zaczęła czesać swoje długie włosy...

Drzwi jej komnaty otworzyły się. Uniosła głowę i spojrzała na Magnusa, który miał na sobie ciemny mnisi strój. Podszedł do niej bez słowa i pomógł jej wstać. - Chodź ze mną. Już czas. Następnie oboje wyszli z komnaty i podążyli ciemnym korytarzem do balkonu, po którego prawej stronie wiły się kręte i niewygodne schody. Oboje zaczęli powoli schodzić w dół, a potem przystanęli bezszelestnie w cieniu jednej z kolumn w okrągłej sali, na której środku wymalowany był złocisty pentagram. Akasza przyglądała się czarnym płonącym świecom poustawianym wzdłuż linii tworzących pentagram. Poza tym w sali, na każdej z wysokich, smukłych kolumn płonęły kaganki. Z zainteresowaniem spoglądała na zakapturzone postacie, które powoli i niemalże bezgłośnie szły pod ścianami i okrążały pentagram. Nic nie mówili, a głowy mieli nisko zwieszone na piersiach, tak że nie widziała ich twarzy. Kiedy już wszyscy zajęli swe miejsca, a było ich czterdziestu jeden, tak że stali w rzędzie wokół wielkiej sali nastąpiła przytłaczająca cisza. Nagle drzwi uchyliły się i do sali weszła bardzo wysoka postać, w purpurowej szacie. Szła powoli, przed jedną ze świec zaznaczającą granicę pentagramu zatrzymała się na chwilę, a potem weszła do środka. W tej chwili Akasza poczuła na twarzy powiew wiatru, który zerwał się w sali. Po chwili Kapłan wszedł na okrągłe podwyższenie, wokół kamiennego ołtarza pobrudzonego czerwoną, zakrzepłą już krwią. Na ołtarzu stał wielki kielich, którego czarę trzymała trójpalczasta łapa o długich szponach. Był tam także nóż o długim, pofalowanym ostrzu. Kapłan chwilę milczał patrząc w górę, tam było bowiem sklepienie przyozdobione witrażem przedstawiającym Adama i Ewę przy drzewie Poznania Dobra i Zła, na nim zaś wił się wąż o kobiecej twarzy. Nagle cisza została przerwana przez kobiecy, władczy głos. - Lucyfer! ?odezwała się Kapłanka pośrodku pentagramu, a zaraz za nią powtórzyli to imię Upadłego Anioła wszyscy zebrani w sali - Szemhazaj! Arearos! Kochab! Ezekiel! Sarakuel! Samsawiel! Sariel! W ten sposób cała Społeczność zebrana w Świątyni wzywała do siebie Upadłe Anioły. Potem znów na ułamek sekundy zaległa cisza, w której donośne głosy zebranych odbijały się głuchym echem o wysokie ściany Sanktuarium. - Zebraliśmy się dziś, by uczcić naszą panią, której imię jest Lillith!- odezwała się Kapłanka. - Lillith! ? odpowiedzieli potężnym chórem zebrani, czyniąc gest złożenia rąk przed czołem. - Wymówmy imiona, które należą do niej- w tej chwili wszyscy zaczęli po kolei wymawiać imiona Czarnej Kapłanki- Odam, Parca , Patrota, Podo, Satrina, Talto, Abeko, Abito, Amizo, Batna, Eilo, Ita , Izorpo, Kali, Kea, Abro, Abizu, Ajlo, Alu, Amiz, Amizu, Ardad Lilih, Awitu, Bitua, Galu, Gelou, Gilou... Za każdym zaś razem, kiedy wypowiedzieli jedno z imion Lillith, unosili ku czołom wyprostowane dłonie łącząc czubki palców naprzeciwko swojego czoła. - Lillith, nasza matko i przyjaciółko! Bądź tej nocy wśród nas, którzy wyznajemy, że...- zaczęła Kapłanka i dokończyła wraz z innymi- Jesteśmy wampirami. Krew jest naszym pożywieniem, noc jest naszą porą. Wyklęci i wybrani, upojeni twoim pięknem, wyznajemy wierność tobie, Lillith i twoim prawom oraz wierność naszej naturze, którą ty nas obdarzyłaś... - Wielka jest Lillith!- wykrzyknęła Kapłanka - Lillith!- odezwali się pozostali. - Oddajmy tańcem cześć pani zmysłów! W tej chwili Akasza usłyszała donośny męski śpiew. Był on tak piękny i zniewalający, że zanim się spostrzegła, zaczęła tańczyć w jego rytm. Nie była sama. Pozostała część uczestników także zaczęła tańczyć. Tymczasem Kapłanka stała nieruchomo z twarzą ukrytą pod ciemnym kapturem. Akaszy wydawało się, że śpiew chóru dociera do niej ze wszystkich stron i że dudni w każdym włóknie jej ciała. Było to naprawdę niesamowite uczucie, lecz nagle śpiew gwałtownie się urwał. Poczuła się tak, jakby ktoś gwałtownie wyrwał ją z przepięknego snu. W lekkim transie jeszcze popatrzyła ku Kapłance, która w wysoko uniesionej ku górze dłoni trzymała misterny sztylet. - Teraz twoja kolej, Akaszo!- odezwał się Magnus popychając ją lekko do przodu. Razem ruszyli do centrum pentagramu. Kiedy dziewczyna przekroczyła jego granicę miała bardzo dziwne uczucie, zupełnie tak, jakby przechodziła przez niewidzialną ścianę. Potem razem z Magnusem uklękła przed Kapłanką, która podwinąwszy rękawy ich ornatów przecięła im ramiona zbierając ich krew do kielicha mówiąc: - Lillith, oto ofiara z krwi, którą spożyjemy ku wzroście twojej i naszej potęgi! Akasza spod oka obserwowała Magnusa, ten jednak miał twarz spokojną, a oczy zupełnie bez wyrazu. Dziewczyna czuła jak krew wypływa z jej ciała, ale w przedziwny sposób nie odczuwała bólu... Kapłanka wzniosła kielich z krwią trzymany w obu rękach nad nimi i zastygła w bezruchu. - Błogosławmy krew, która jest życiem i śmiercią, naszym pożądaniem i naszym zaspokojeniem! - Błogosławimy krew ?to mówiąc wszyscy obecni wznieśli ku górze ręce. Potem Kapłanka przybliżyła kielich do ust Magnusa. Ten zaś powoli upił z niego łyk, mówiąc cicho: Tak uczciłem Lillith. Teraz przyszła pora na Akaszę. Przerażona już miała poderwać się z klęczek, gdy poczuła delikatne muśnięcie dłoni. Popatrzyła na Magnusa, ale ten nie patrzył na nią, tylko tępym wzrokiem wpatrywał się w Kapłankę. Kielich zbliżył się do jej ust i Akasza wypiła z niego niewielką ilość. W tej chwili poczuła jak gorący płyn wpływa w nią i rozprzestrzenia się po jej ciele. Przymknęła powieki, pod którymi w zastraszającym tempie przemykały nieznane jej obrazy. Przez chwilę ogłuszył ją szum jej wzburzonej krwi. Zakręciło jej się w głowie, ale nie upadła. Nagle bowiem wyraźniej zaczęła odbierać swe otoczenia, a przede wszystkim była w stanie wyczuć jak wielką moc posiada Magnus i to dodało jej sił. Podniosła oczy ku Kapłance i odetchnęła głęboko, by uspokoić rozbiegane myśli. - Tak uczciłam Lillith...- szepnęła cicho. Wtedy Kapłanka odsunęła kielich od jej ust i odwróciła się do nich tyłem. Teraz każdy z obecnych powoli podchodził do niej i pił z kielicha napełnionego po same brzegi ich krwią. Wstając zaś z kolan szeptał pośpiesznie: Tak uczciłem Lillith. Po kilkunastu minutach wszyscy znów stali w milczeniu w wielkim kręgu pod ścianą. W ponurym Sanktuarium oświetlonym tylko światłem świec i nielicznych pochodni zapanowała grobowa cisza. Był taki bezgłos, że dziewczyna potrafiła rozróżnić poszczególne oddechy zebranych w świątyni. Tymczasem Kapłanka stała przy ołtarzu rozlewając na nim resztki krwi z kielicha i szepcząc coś cicho i niezrozumiale. Po chwili podniosła głowę i odwróciła się w ich stronę, nie patrząc jednak na nich. - To, kim jesteśmy, czyni nas braćmi i siostrami. Nikt nas tak dobrze nie zrozumie, jak my siebie wzajemnie i nikt nie kocha takim rodzajem miłości, jakim my się darzymy. Pamiętajmy o tym, szanujmy się wzajemnie i bądźmy lojalni! Nasze losy są zależne od tych, którym ufamy. Nie traktujmy zatem siebie nawzajem jako wrogów, lecz jako przyjaciół- odezwała się donośnym głosem. W tej chwili, ku zaskoczeniu Akaszy, wszyscy nagle zaczęli się wzajemnie przytulać i całować. Także Magnus drgnął, lecz nie przytulił jej. Tylko zakrwawioną dłoń zacisnął na jej dłoni, dodając jej otuchy. Kapłanka natomiast pochyliła się ku niej i pocałowała ją krótko, ale bez pośpiechu w policzek. Akasza nie mogła się oprzeć wrażeniu, że jej usta były lodowato zimne, ale jednocześnie jedwabiście miękkie. To samo potem uczyniła pochylając się nad Magnusem. Następnie znów nastąpiła chwila ciszy. - W tej radosnej chwili pomyślmy o naszych nieobecnych tu przyjaciołach i wspomnijmy na ich potrzeby. Błogosławię Khaymana, który jest wampirem prawym i zdecydowanym. Khayman potrzebuje przyjaźni i naszej opieki, gdyż z nami jest dopiero od niedawna. Naszym obowiązkiem jest go wspomóc. Niech zazna miłości. - Niech zazna miłości ?powtórzyli za Kapłanką chórem obecni. - Błogosławię Jesse, dzięki której dziś oto mogliśmy tu przyjąć nowego członka naszej Społeczności. Ona zawsze służyła nam pomocą i nie powinniśmy o tym zapomnieć. Lecz zbyt mocno związana jest jeszcze ze światem ludzi, dlatego niech zazna prawdziwej wolności. - Niech zazna prawdziwej wolności! - Błogosławię Mariusza, gdyż to dzięki jego mocy mogliśmy zacząć się tu spotykać. Jego energia i upór sprawiły, że to święte miejsce zostało naszym Sanktuarium. Jednakże i on ma swoje potrzeby. Potrzebuje pomocy, jego zdrowie jest słabe, dlatego powinniśmy wesprzeć go naszą siłą. Niech zazna uzdrowienia. - Niech zazna uzdrowienia!- odezwali się obecni jednocześnie. - Są też ci, którzy są wrogami naszej natury i naszej wspólnoty i ku tym skierujmy teraz myśli pełne gniewu. Ich pożre Lillith, dając im zaznać lęku zagryzanego zwierzęcia. Przeklinam Enkila, który będąc jednym z nas zwrócił się przeciwko swej naturze i rozpoczął byt Łowcy i pogromcy naszej rasy! - Pożre go Lillith!- wykrzyknęła potężnie Społeczność. - Przeklinam Gabrielę, którą przyjęliśmy w nasze szeregi, a ona poznawszy nasze obyczaje i rytuały zwróciła się przeciwko nam i uczyniła nam wiele krzywd... - Pożre ją Lillith! Teraz nastąpiła chwila ciszy. Askasza usłyszała jak Kapłanka z trudem łapie powietrze w płuca. Widocznie musiała wpaść w pewien rodzaj transu. - Opiekuj się nami, Lillith, królowo i matko wampirów! - Opiekuj się nami- odezwali się zgodnie wszyscy zebrani w Sanktuarium. - Opiekuj się nami, Lillith, czarna kapłanko! - Opiekuj się nami. - Opiekuj się nami, Lillith, pierwsza kochanko Adama! - Opiekuj się nami. - Opiekuj się nami, Lillith, która zwyciężasz dominując i zwyciężasz ulegając! - Opiekuj się nami. - Opiekuj się nami, Lillith, nasza miłości krwi!- wykrzyknęła Kapłanka. - Opiekuj się nami. - Opiekuj się nami, Lillith, śmierci tych, którzy zdradzają swoją naturę! - Opiekuj się nami. - Opiekuj się nami, Lillith, nasza przewodniczko! - Opiekuj się nami. - Opiekuj się nami, Lillith, która przynosisz sny pełne rozkoszy! - Opiekuj się nami. Teraz wszyscy zaczęli siadać na ziemi, nie zmieniając jednak swojego miejsca. Tylko Magnus i Akasza mogli odsunąć się w bok, by opatrzyć swoje rany, które bardzo obficie ubrudziły krwią podbudowę ołtarza. - Niech moc, opieka i przewodnictwo Lillith towarzyszą wam zawsze i wszędzie, w spoczynku i polowaniu, miłości i walce!- odezwała się potem Kapłanka. - Niech Lillith będzie twoją towarzyszką! - Wielka jest Lillith! - Lillith!- wykrzyknęli obecni. W czasie, gdy Kapłanka zaczęła przemawiać do Społeczności, Akasza była zajęta swoją raną. - Kręci mi się w głowie- jęknęła, obcierając krew ze swojego ramienia rękawem ornatu. Magnus błyskawicznie uchwycił jej rękę w nadgarstku przyciągając ją do siebie. - Nie możesz marnować krwi, Akaszo- szepnął zanim jego usta łapczywie zamknęły się na jej ranie.

ODSŁONA V Spójrz tam, me dziecię na nieoświetlone dzikie miejsca

Akasza oparła się o kolumnę, pod którą usiedli i popatrzyła w witraż przedstawiający kuszenie Adama i Ewy przez węża. Nie czuła wstrętu do tego, co zrobił Magnus, wręcz przeciwnie to, że chciał pić jej krew wydawało jej się jakimś wyróżnieniem. Słowa Kapłanki wydawały się jej tylko odległym, niezrozumiałym echem. Kiedy ocknęła się z dziwnego stanu upojenia, przystanęła przy nich Kapłanka. Jej wysoka sylwetka rzuciła duży cień na nich. Akasza od razu zobaczyła na jej szyi wyróżniający się, charakterystyczny amulet. Była jedną z Ramkht, tych którzy nadzorują i prowadzą ceremonie i rytuały. Potem popatrzyła na Magnusa, który spał niedaleko niej z ręką zaciśniętą kurczowo na jej czarnym płaszczu. - Jak się czujesz, Akaszo? - Dziwnie...- odparła z namysłem - Jakbym ja nie była sobą... - To zrozumiałe- mimo, że wszyscy obecni w sali ściągnęli już kaptury, by swobodnie móc ze sobą porozmawiać, Kapłanka miała wciąż twarz okrytą ciemnością- Nie martw się, jutro twoje ciało astralne powróci do równowagi. Wszystko będzie w porządku... Akasza patrzyła chwilę na Magnusa, a potem przeniosła pytający wzrok na Kapłankę stojącą nad nią. - Czy ja...- głos jej się załamał, ale zaczęła od nowa- Czy to znaczy, że ja już jestem wampirem? - To nie tak, Akaszo. Ty od zawsze byłaś wampirem, ale dopiero przed osiągnięciem dojrzałości ta cecha zaczęła się u ciebie ujawniać. Chyba już wiesz, że takie osoby nazywamy Dhampyri? Dziewczyna skinęła potakująco głową. - Czy ja jestem wtedy Dhampyri czy Kitra? - Wydaje mi się, że łączysz te dwie cechy, Akaszo. Powinnaś zatem szczególnie uważać na swoje ciało astralne. Jest ono kruche i łatwo można je zranić... Niebawem przygotuję dla ciebie amulet, on pozwoli ci się uchronić przed psi-wampirami. - ... Kto śpiewał tak pięknie...? - To Aniołowie. Upadli Aniołowie są tak uprzejmi, by wspomóc nasze modlitwy swoim wyjątkowym śpiewem. - Upadli Aniołowie?- zdziwiła się- Jeszcze nigdy nie słyszałam o takich Aniołach... - Widzisz, to było tak, że kiedy Bóg stworzył Anioły kazał kłaniać im się ludziom, służyć im i opiekować się nimi. Jednakże Szatan był zbyt dumny, by wykonać boskie polecenie i zbuntował się przeciwko Niemu. Nie tylko jednak Szatanowi nie spodobał się rozkaz Boga, lecz również i innym Aniołom i tak z Nieba zostało strąconych ponad dwieście Aniołów, a nasze legendy podają, że spadali oni z nieba przez dziewięć dni i nocy. A byli nimi między innymi Aniołowie Chóru Serafinów. A także Aniołowie Chóru Panowań. Było ich znacznie więcej, znam wszystkie ich imiona i każdego z nich już często widywałam. Upadli Aniołowie dość często przybywają na nasze msze, gdyż to Sanktuarium jest jednym z nielicznych, które ostało się na Ziemi. - I ci Aniołowie tu śpiewali? Kapłanka skinęła głową. - To nie dziwię się teraz, że ten śpiew tak bardzo mnie wzruszył. Wydawało mi się, że wypełnił całe me serce... - To dobrze- w jej głosie Akasza wyczuła lekkie rozbawienie- Cała rzecz polega na tym, by poddać się swej naturze i zmysłom i by uciszyć świadomość... W tej chwili Magnus drgnął i otworzył powoli oczy. Kiedy spostrzegł, że Kapłanka jest przy nich usiadł pośpiesznie, ale natychmiast zakręciło mu się w głowie i przytrzymał się ramienia Akaszy. - Wybacz mi, żem usnął, pani. - Nic nie szkodzi, Magnusie, jesteś zmęczony ceremonią. Na twoich ramionach ciążyła ogromna odpowiedzialność. Teraz mam już tylko jedną prośbę do ciebie, bądź jej dobrym Mentorem, wydaje mi się bowiem, że Akasza nam się jeszcze przyda. - Oczywiście. Dziękuję, pani. Kapłana skinęła głową i odeszła od nich, takim krokiem, że dziewczynie wydało się jakby szybowała tuż nad ziemią. - Jestem śpiąca...- jęknęła, przecierając wierzchem dłoni oczy- Magnus, możemy iść do twojej komnaty? - T-tak- odparł wstając z trudem- Chodź ze mną. Przełożył jej ramię wokół swojej szyi, by pomóc jej iść i oboje po kilku minutach zatrzymali się przy wielkim łóżku z baldachimem. Akasza opadła na nie bezwładnie, a Magnus przeszedłszy na jego drugą stronę, zrobił to samo. Leżąc już w łóżku Akasza czuła w całym ciele promieniujące ciepło i błogi spokój. Niczym się nie martwiła i nawet świadomość tego, że jest wampirem, nagle nie wydawała jej się już taka straszna...

Obudziwszy się zobaczyła w mdłym świetle świec płonących na świeczniku bladą, piękną twarz Magnusa. Jednakże coś ją w niej zaniepokoiło. Była zbyt blada, a mężczyzna oddech miał zbyt płytki i szybki. Podniosła się i przyłożyła do jego rozgrzanego czoła dłoń. - Ma gorączkę- pomyślała, przygryzając dolną wargę- ?Muszę zdobyć wodę i leki...? Wstała z łóżka, ale zaraz znów na nim usiadła. Chwilę siedziała nieruchomo, zanim odetchnąwszy głęboko podniosła się i szybko ruszyła do drewnianej komody stojącej w rogu. Była ona bardzo wysoka i ozdabiana szczegółowymi motywami roślinnymi. Lecz w ich centrum widniał kamienny pentagram. Chwilę zawahała się, czy na pewno powinna poszukać tam misy, ale odwróciwszy się i zobaczywszy w jakim stanie jest Magnus otworzyła podwójne drzwi na oścież i spojrzała do ciemnego wnętrza komody. Wisiały tam czarne komże z wielkimi kapturami i czarny prochowiec. A na dnie komody zobaczyła wielką, żelazną misę i małą, drewnianą skrzynię. Odetchnęła z ulgą widząc naczynie, do którego mogła nalać wody i wyciągnęła je na zewnątrz. Później zamknęła szczelnie komodę i podeszła do Magnusa. - Zaraz wrócę- szepnęła- Przyniosę ci tylko coś, co mogłoby ci pomóc... A potem szybkim krokiem, zabrawszy ze sobą misę, wyszła z komnaty. Biegła po kamiennej posadzce długiego ciemnego korytarza. Bezradnie rozglądnęła się po wielkim Sanktuarium, w którym wczorajszej nocy odbyła się msza na cześć Lillith. Wtedy dostrzegła drzwi, z których wcześniej wychodzili wszyscy należący do Społeczności. Omijając z daleka złoty pentagram doszła do drzwi i pchnęła je obiema rękoma. Wrota uchyliły się z ponurym skrzypnięciem i Akasza prześlizgnęła się do środka. Zatrzymawszy się tuż za drzwiami przystanęła zaskoczona. Znalazła się bowiem w wielkiej komnacie, w której kiedyś rosły potężne pnącza oplatające kamienne kolumny. Widziała, że sadzono tu także róże, chociaż teraz pozostały po nich już tylko suche szkielety. Nad jej głową spotykały się wielkie, stare konary drzew, które rosły po obu stronach alei, na którą weszła. Nic tu już nie żyło, poza długim mchem spływającym firanami ze starych gałęzi. Nieznajomy dreszcz przebiegł jej ciało, ale wtedy usłyszała szmer wody. To miejsce robiło na niej przygnębiające wrażenie, tym bardziej zaś, że tak jak we wszystkich innych salach były tu bardzo wysokie ściany, najczęściej otoczone kamiennymi arkadami, które przytrzymywały łukowaty strop. Rozglądnęła się wkoło, ale szmer wydobywał się ze środka żelaznej altany. Idąc wąską dróżką, po której obu stronach sterczały ku górze martwe szkielety kwiatów doszła do kamiennej sadzawki, której woda cicho szemrząc wypływała przez specjalny otwór na ziemię. Akasza pochyliła się by zaczerpnąć trochę wody do misy. - Co ty tutaj robisz?- usłyszała za sobą czyjś głos. Odwróciła się przestraszona. Chłopak stojący nad nią miał niebiesko-szare oczy, jasne włosy i białą cerę. Ubrany był na czarno, tak jak pozostała część Wampirów. A na jego szyi wisiał amulet, wskazujący na to, że nieznajomy jest psi-wampirem. Czyli tym, który żywi się energią psychiczną. - Ja...- wydusiła z siebie- Ja przyszłam po wodę... - Na co ci woda?- skrzywił się. - Magnus. On ma gorączkę i ja chciałam... - Jesteś Dzieckiem Magnusa? - Dzieckiem? - No, pytam czy to on doprowadził do twojego Przebudzenia- niecierpliwił się. - Tak. Mogę wziąć trochę tej wody? - Pomogę ci- odebrał jej misę i napełnił ją wodą- Chodźmy. Akasza szła za nim w milczeniu. Nieznajomy wydawał jej się znać tutaj każdy zaułek. Ale przecież Magnus mówił jej, że tylko on mieszka w tym Sanktuarium. Na razie nie chciała się nad tym zastanawiać... Kiedy znaleźli się w jego komnacie natychmiast zamoczyła w lodowato zimnej wodzie ściereczkę i ułożyła ją na rozgrzanym czole mężczyzny. Tymczasem chłopak stał na uboczu, przyglądając jej się badawczo. - Jak mogę stąd wyjść?- spytała po chwili. - Dlaczego pytasz?- odpowiedział jej pytaniem. - Trzeba kupić mu lekarstwo na zbicie gorączki. - Hmmm...- uśmiechnął się ponuro- Ty chcesz mu dać lekarstwa? - Tylko to mu pomoże. - Dziewczyno, on jest Wampirem!- jęknął podwijając sobie rękaw- Jemu lekarstwa mogą jedynie zaszkodzić. - Ale... - Masz tu gdzieś nóż?- spytał nie słuchając jej. - Tam, leży na stoliku - pokazała ręką. Chłopak wziął go, ogrzał nad ogniem i po chwili przeciął nim sobie ramię. Akasza poczuła jakieś dziwne uczucie w dole brzucha, kiedy zobaczyła ciemną krew spływającą po jego ramieniu. - Podnieś jego głowę- odezwał się siadając na łóżku przy Magnusie. Akasza posłusznie wykonała jego polecenie. - Pij- odezwał się chłopak- To krew... Pij... Magnus jęknął uchylając z trudem usta. Chłopak nadstawił więc ramię tak, by krew spływała prosto do jego gardła. Magnus pił łapczywie, zupełnie tak, jakby nie pił od wielu dni. Dopiero po chwili opadł na poduszki zasypiając. Akasza popatrzyła na nieznajomego z wdzięcznością. - Dziękuję...- odparła cicho. Chłopak nie patrzył na nią, tylko opuścił rękaw swojej bluzy. - Co ty robisz? Przecież tą ranę trzeba opatrzyć! - Zagoi się... - Nie pozwolę ci teraz tak odejść!- rozglądnęła się wkoło i zobaczyła na jednej z małych szaf poustawianych koło komody, białe płótna. Podeszła do nich i wybrała jedno przerywając je tak, by móc obandażować nim ramię chłopakowi. Tamten patrzył za nią, a kiedy przy nim usiadła i podwinęła do góry rękaw jego bluzy, nie bronił się przed tym. Jednakże zamiary Akaszy pokrzyżowała jej podświadomość, która została przebudzona poprzez mszę Lillith. Zamiast obmyć ranę wodą, pochyliła się nad nią i zaczęła zlizywać z niej krew. Chłopak nie protestował, pozwolił jej pić dopóki nie uznała, że ma dość. Kiedy skończyła obtarła zakrwawione usta dłonią i popatrzyła na niego spłoszonym wzrokiem. - Prze... przepraszam... nie chciałam... - Jesteś Wampirem, krew nigdy nie pozostanie ci obojętna- odpowiedział patrząc jak drżącymi dłońmi bandażuje mu nacięcie. - Gniewasz się na mnie?- nie patrzyła mu w oczy. - Skądże- prychnął oburzony- To normalne. Musisz się przyzwyczaić do tego, że dla Wampira liczy się przetrwanie. Nic poza tym... Naucz się to tolerować, a będziesz potrafiła żyć w naszej Społeczności. Akasza opuściła nisko głowę, patrząc jak kilka kropel krwi powoli rozmywa się w misie wypełnionej krystalicznie czystą wodą. Potem przeniosła wzrok na niego. - Jak masz na imię? - Daniel... Po prostu Daniel. - Akasza. Miło mi...- uśmiechnęła się nieśmiało do niego- Magnus mówił mi, że tylko on mieszka w tym Sanktuarium. Tymczasem spotkałam ciebie... - To, że on tu mieszka sam, to akurat się zgadza. Lecz my często przychodzimy tutaj. To jakby jedna z ostatnich naszych ostoi. Trudno żyć nam w tamtym świecie. Tak wielu Łowców teraz tylko czyha byśmy wyszli z naszych kryjówek. Ludzie boją się nas, nie rozumieją naszej inności... Wszystko co inne, jest dla nich czymś złym, bo nieznanym. Dlatego tak bardzo lubię tu przychodzić. Mam wtedy wrażenie kompletnej wolności i spokoju, te mury za każdym razem tchną we mnie nowe życie i nową moc... Bandażując jego ramię, Akasza przypatrywała mu się z ciekawością. Musiał być mniej więcej w jej wieku. Nie dawała mu bowiem więcej niż dwadzieścia lat. - Jestem głodna- mruknęła obejmując ramionami brzuch- Nie jadłam niczego od kilku dni... - Mogę ci pokazać najbliższy sklep. - Ale on nie może teraz zostać sam. Może ty byś poszedł nam coś kupić? Magnus chyba też będzie głodny. Daniel popatrzył na nią, a potem skinął głową. - Wrócę niedługo- wstał i bez słowa wyszedł z komnaty. Akasza zmieniła okład na czole mężczyzny i usiadła przed kominkiem patrząc w jego płomienie. Skóra, na której usiadła była miękka i ciepła, przez co zimno ciągnące od kamiennej posadzki, nie było już tak nieznośne. Akasza otuliła się swoim ornatem i popatrzyła w płomienie. Nie wiedziała jak długo nie było Daniela. Tutaj, w Sanktuarium, nie było niczego, co mogłoby przypominać świat na zewnątrz. Sama nawet nie wiedziała jak nazwać to miejsce... Od kiedy zamieszkała tutaj, nie widziała światła dnia, ani niczego poza kamiennymi, surowymi ścianami świątyni. Tęskniła za powiewem wiatru i za zapachem kwiatów. Przetarła rękawem oczy, by otrzeć zdradzieckie łzy. Nagle usłyszała cichy jęk Magnusa. Zerwała się z posadzki i podbiegła do niego. Mężczyzna wydawał się być już przytomny. - Jak się czujesz? - Bywało lepiej- uśmiechnął się z trudem, dotykając powoli dłonią czoła - Kto mi dał krew? - Spotkałam chłopaka w ogrodzie, ma na imię Daniel. Chciałam iść ci po lekarstwa, ale on stwierdził, że krew będzie lepsza. - Dobrze, że go spotkałaś- przytaknął- Jest jednym z Wampirów, którym możesz zaufać. Pozostali najczęściej potrafią ci tylko zazdrościć jeżeli masz Dawcę, i tylko patrzą jakby ci go odebrać... - Cieszę się, że nic ci nie jest!- uśmiechnęła się z ulgą- Martwiłam się o ciebie! Magnus popatrzył na nią. - Już od kilku wieków nie usłyszałem od nikogo tak miłych słów...- urwał na chwilę- To dziwne uczucie. - Czy bycie Wampirem jest aż tak trudne? - To zależy, Akaszo. Zależy od tego jakim jest się człowiekiem. Dla niektórych jest to bardzo trudne i prędzej czy później popełniają samobójstwo. Inni jakoś z tym żyją, gdyż gotowi są przyjąć swoją prawdziwą, choć uśpioną dotychczas naturę. - Ty jesteś teraz moim Ojcem?- spytała go cicho. Magnus uśmiechnął się lekko do niej. - Tak. Muszę się teraz tobą opiekować. Ale nie martw się. Daniel też nigdy nie narzekał. - Więc dla niego też jesteś Mentorem?! - Tak. - Ale on jest w moim wieku! Jak to możliwe? - W twoim wieku to on może by był sto lat temu. Chyba wiesz, że my, Wampiry żyjemy znacznie dłużej niż ludzie? - Słyszałam o tym... kiedyś. Ale ja tak wiele rzeczy jeszcze nie wiem. To wszystko wydaje mi się takie obce! Mężczyzna odszukał jej dłoni i zacisnął na niej opiekuńczo swoją rękę. - Nie mogę ci wszystkiego teraz powiedzieć. Byłoby to zbyt zagmatwane byś mogła zrozumieć i pojąć. Wiedz jednak, że wszystko się powoli wyjaśni. W tej chwili do komnaty wszedł Daniel. Założył czarne okulary na głowę i wyciągnął przed siebie siatkę z zakupami. - Mam nadzieję, że będzie wam smakowało. - Daniel?- Magnus uniósł się na swoich poduszkach- Idziesz na kolację? - Tak...- powiedział chłopak kładąc jedzenie na stole- Pójdziesz ze mną? - Nie. Zostanę jeszcze z Akaszą, jutro wybierzemy się już razem. Daniel skinął głową i chciał już wyjść, kiedy zatrzymał go Magnus. - Daniel? Chłopak przystanął odwracając głowę w jego stronę. - Dziękuję- odparł mężczyzna. Daniel podniósł w wymownym geście rękę ku górze, na znak, że nie ma o czym mówić i zamykając za sobą drewniane drzwi, wyszedł.

ODSŁONA VI Gdzie nie istnieje żadne prawo oprócz tego kłów i pazurów.

Akasza przygotowała im jedzenie na tyle ile mogła i po chwili oboje siedzieli na łóżku rozkoszując się potrawami. - Wiesz-zaczęła po chwili dziewczyna- Zauważyłam, że na wielu rzeczach i w wielu obrzędach chętnie wykorzystujecie pentagram. W jakim celu? Sądziłam, że moc ochronna tego znaku jest wam w tym Sanktuarium niepotrzebna... - Niezupełnie. Na całym świecie jest mnóstwo psi-wampirów i to przed nimi chcemy się przede wszystkim chronić. Ma on zarówno ochronną moc jak i działanie zabezpieczające, aby nie dopuścić wrogich sił do tego miejsca. W naszym przypadku ma on jeszcze jedną funkcję, zadaniem kręgu jest zgromadzenie w nim energii i przywołanie harmonii... Mając moc pentagramu po naszej stronie możemy poczuć się bezpiecznie. - Teraz rozumiem! Niesamowite. - Akaszo, musisz o czymś jeszcze wiedzieć. Każdy z nas zna już trzynaście zasad, które dotyczą wszystkich Wampirów. Na ich podstawie możemy działać jako Społeczność. - Co masz na myśli? - Trzynaście zasad to zestaw wskazówek, dzięki którym będziesz mogła sprawnie funkcjonować jako Wampir. Pierwsza z nich to ?Dyskrecja? nie ukrywaj się przed samą sobą, ale nie odkrywaj swej natury tym, którzy tego nie zrozumieją. Druga zasada to ?Różnorodność? W naszej Społeczności jest wiele ludzi, o różnych charakterach, ale nie możemy dopuścić do tego, by te drobne różnice zachwiały naszą jednością. Ta różnorodność powinna być przede wszystkim naszą siłą. Trzecia zasada to ?Bezpieczeństwo? Ciesz się swoją naturą Akaszo, ale nigdy nie czyń tego w miejscach publicznych. Konsumuj z daleka od ludzi, a Dawców wybieraj bardzo starannie. Pamiętaj, że bezpieczeństwo całej Społeczności, zależy od działań indywidualnych jej członków. Czwarta zasada to ?Kontrola? my nie jesteśmy potworami, Akaszo. To prawda, że drzemie w nas Bestia, ale powinniśmy naszą ciemną stronę wykorzystywać do tego, by ona dodawała nam sił. Nigdy nie pozwól jej zawładnąć całkowicie nad tobą. To oznaczałoby bowiem, że stracisz nad sobą kontrolę i wyrządzisz krzywdę nawet tym, których kochasz... - Kiedy ja nikogo nie kocham. Magnus popatrzył na nią ze smutkiem i odłożył na bok talerz. - Jesteś taką osobą, że trudno mi uwierzyć, byś nie miała prawdziwych przyjaciół. - Miałam przyjaciół, jeżeli mogę ich tak nazwać. Bo oni i tak nigdy nie traktowali mnie jak przyjaciółkę. Zawsze tylko patrzyli jak mnie wykorzystać, a nie jak mi pomóc. Wiesz? Wydaje mi się, że byłam samotna w tłumie ludzi... - I to my, wampiry, mamy do siebie. Nie możemy zaprzeczyć naszej naturze. Nie jesteśmy w pełni ludźmi i stąd nasze wyobcowanie od nich, chęć samotności i odrębności. - Teraz, kiedy o tym mówisz- przytaknęła zamyślona- Z coraz większą dokładnością mogę przywołać obrazy z przeszłości. - Właśnie na tym polega Przebudzenie, Akaszo. Twoje ciało, ale przede wszystkim twoja podświadomość zaczynają się zmieniać. A twój astral przypomina sobie swą prawdziwą, dotychczas uśpioną naturę. - Kiedy czekaliśmy na rozpoczęcie mszy, pomyślałam o tym, czy ja też będę zabijać? Bo zawsze mówiono, że wampiry zabijają swoje ofiary, a jeśli jestem wampirem to oznaczałoby, że... - To niezupełnie tak. Często nie potrzebujemy więcej niż mały kieliszek krwi, ale są i tacy, u których dopiero po znacznych ilościach krwi ustępuje Głód. Takich wampirów musisz się wystrzegać. Oni, z czasem, stają się bardzo niebezpieczni. - A ja? Jakim ja jestem Wampirem? - O tym przekonamy się dopiero na najbliższym Polowaniu. - A jeżeli okażę się tym Wampirem, który potrzebuje dużo krwi, by zaspokoić Głód, wyrzekniesz się mnie wtedy?- spytała Akasza. - Nawet tak nie myśl! Jestem twoim Mentorem i cokolwiek się stanie zawsze będziesz mogła na mnie liczyć. Moja rola nie polega tylko na Przekazaniu, teraz muszę cię jeszcze przeprowadzić bezpiecznie przez pierwsze kilka tygodni życia Wampira. Dopiero wtedy będziesz w stanie funkcjonować normalnie, tak jak Daniel. - A czy wtedy będę mogła też wyjść na zewnątrz? - Tęsknisz za tamtym światem? - Tak. Brakuje mi wiatru, ptaków, roślin... chyba rozumiesz. - Nie bardzo. Nigdy nie przywiązywałem się do niczego. Nie zależy mi na świecie poza murami tego Sanktuarium, dlatego też wybrałem życie tutaj. Tylko nocami wychodzę na Polowanie. Noc to jest nasz czas, Akaszo. Nie wydaje mi się bowiem, byś chętnie wychodziła po Przyjęciu mojej krwi na światło dzienne. - Czyli już nigdy nie zobaczę słońca? - Nie. Nigdy więcej. Akasza opuściła nisko głowę zaciskając dłonie na papierowym talerzyku. - Magnusie, czy moglibyśmy wyjść choć na chwilę na zewnątrz? Chyba jest już wieczór, moglibyśmy choć na chwilę...?

Szli dość długo, najpierw przeszli przez martwy ogród, w którym wcześniej dziewczyna zaczerpnęła wody, potem ponownie weszli w wąski, kamienny korytarz oświetlony jedynie kilkoma pochodniami, aż na końcu dotarli do schodów. Były one tak wąskie, że dwóm osobom nigdy nie udałoby się iść po nich obok siebie. Magnus wziął jedną z pochodni i uśmiechnął się do dziewczyny. Akasza oddała mu uśmiech, choć jednocześnie obawiała się tego, co zobaczy na zewnątrz. Powoli zaczęli się wspinać po schodach, a szli tak długo, aż dotarli do kamiennej, masywnej klapy, w kształcie koła. Magnus dał jej pochodnię, a sam z całej siły nacisnął na kamień, który powoli uniósł się pionowo ku górze. Jeszcze na schodach Akasza poczuła wyjątkowy zapach kwitnących drzew. Uśmiechnęła się radośnie i czym prędzej wsadziła pochodnię w specjalny otwór w ścianie, a potem wyszła na zewnątrz. Musiała uważać przy tym, by nie uderzyć głową o kamień, trzymający się w powietrzu na zardzewiałych, żelaznych dźwigniach. Nie od razu otworzyła oczy. Nawet mdłe światło Księżyca w pełni raziło ją bowiem, po tak długim czasie spędzonym niemalże w kompletnych ciemnościach. Delikatny wiatr przyniósł ze sobą słodki zapach kwiatów. Akasza usłyszała nad sobą szum drzew, słuchała tego z zachwytem. - Możesz już otworzyć oczy- odezwał się Magnus- Księżyc schował się za chmury. Kiedy Akasza wykonała jego polecenie, zrozumiała, że stoi na polanie, wokół której wznoszą się wysokie i strome pagórki porośnięte gęsto lasem bukowym. Otaczało ich zaś morze trawy kołyszącej się pod wpływem wiatru, gdzieś niedaleko musiało też kwitnąć jakieś drzewo, skoro tak ślicznie tu pachniało. Na twarzy dziewczyny odmalowało się ogromne szczęście. Ale dopiero, kiedy Księżyc znów wychylił się zza chmur dostrzegła prawdziwe piękno tej doliny. Zebrana na liściach traw i drzew rosa zaczęła się skrzyć i błyszczeć. I to wszystko sprawiło, że Akasza poczuła się nagle jak w jakiejś zaczarowanej baśni, w której stoi pośrodku srebrzystej, lśniącej przyrody. - Magnus!- wykrzyknęła kręcąc się w tańcu wokół własnej osi- Magnus, popatrz tylko jak tu pięknie! Chłopak uśmiechnął się z politowaniem, zupełnie nie rozumiejąc zachwytu dziewczyny. Po chwili delikatna mgła pełzająca leniwie po szczytach pagórków odsłoniła ich oczom, prastare ruiny zamczyska. Tylko jedna samotna wieża ostała się pośród resztek murów obronnych i domostw. Czas sprawił swoje i tam gdzie kiedyś tętniło życie teraz rosły tylko stare, pochylone ku ziemi brzozy, a mech pokrywał stare kamieniczki, po których kiedyś przechadzali się ludzie. - Jakie wspaniałe ruiny!- szepnęła z zachwytem- Byłeś już tam kiedyś? - Nie ma tam nic ciekawego, Akaszo. - A pójdziesz tam kiedyś ze mną?- popatrzyła na niego. - Akaszo, nie będziesz potrzebowała mojej pomocy, żeby tam pójść. Nic ci tu nie grozi dopóki, nie opuścisz tej doliny. Za tymi wzgórzami, tuż u ich podnóży rozciąga się bowiem miasto. - Tak blisko jest stąd do miasta? - Musisz zatem uważać. Ludzie często przychodzą tutaj na grzyby czy po to by po prostu odpocząć. Ma to swoje dobre i złe strony, ogólnie jednak mamy tutaj swój spokój... Akasza zaczęła obracać się wkoło by napawać się cudownym widokiem doliny tonącej w srebrzystym blasku Księżyca. Nagle jednak znieruchomiała i powolnym krokiem zbliżyła się do kamiennej klapy, która uniesiona, na specjalnych żelaznych, choć już bardzo zardzewiałych, ramionach wznosiła się ku górze. Przystanęła przy nim i delikatnie strąciła z niego kępki zeschłej trawy i ziemię. - To pentagram. Mam rację? - Tak- przytaknął Magnus podchodząc do niej. - Wiesz? Wydaje mi się, że skądś znam to wejście... Nagle odniosła jakieś dziwne wrażenie, jakby unosiła się nad doliną i patrzyła na nią z góry. Wtem spostrzegła pięciu zakapturzonych mężczyzn, którzy pochylili się nad zamkniętym wejściem do Sanktuarium i włożyli w specjalne otwory w pentagramie swoje naszyjniki, dzięki którym otworzyło się przed nimi wejście. Ich poważne twarze rozświetliło nikłe światło wydobywające się z ciemnego tunelu, który był pod kamieniem. Powoli zaczęli schodzić w dół. Kiedy zaś ostatni z nich znikł w tunelu, kamienny pentagram opadł z cichym rumorem na swoje miejsce. - To mi się chyba kiedyś śniło- pokręciła przecząco głową. - Całkiem możliwe- przytaknął Magnus wysłuchawszy jej opowieści- Te ruiny tam, na wzgórzu, kiedyś należały do klasztoru. Przed wiekami mieszkało tam wielu mnichów. Dopóki pewnego dnia nie przyjęli do siebie pewnej kobiety, która prosiła ich o pomoc. Zgodzili się i od tej pory, co noc znikał z ich grona jeden człowiek. Działo się tak dopóki, jeden z mnichów nie zobaczył owej tajemniczej kobiety, która w swojej komnacie wysysała krew z nieprzytomnego mnicha. Zaraz o świcie zdecydowano się ją pojmać, jednakże ona nie znajdowała się już w murach klasztoru. Zbiegła razem z Dziećmi, które doprowadziła do Przebudzenia. Postanowiła też utworzyć podziemne Sanktuarium niedaleko klasztoru, aby tam móc spokojnie żyć. To bowiem mnisi wybudowali naszą świątynię, a kobieta, która doprowadziła do tego wszystkiego, miała być według naszych legend naczyniem, w które wlała swą moc i wolę Lillith... Akasza popatrzyła na ruiny zatopione w blasku Księżyca i uśmiechnęła się do siebie. - Czyli i to widzenie nie było tylko snem. Widziałam bowiem jak mnisi wracają do swojego domu, do Sanktuarium. - Masz rzadki dar, Akaszo. Powinnaś go jak najlepiej wykorzystać. - Wracajmy już, dobrze?- zaproponowała, gdy zaczynało być już naprawdę zimno. Oboje po chwili zaczęli powoli wracać z powrotem do środka. Kamienny pentagram za nimi powoli opadł z powrotem na swoje miejsce, zamykając wejście przed złymi i niechcianymi mocami.

W komnacie Magnusa, Akasza natychmiast podbiegła do kominka, w którym płonął ogień i wyciągnęła skostniałe ręce w stronę jego ciepła. - Magnus?- spytała chłopaka, który siadał właśnie na łóżku- A czy ja będę mogła iść do mojego mieszkania? Chciałabym wziąć stamtąd kilka moich ubrań i pamiątek. - To nie będzie konieczne. W końcu twoje wtajemniczenie potrwa tylko trzy tygodnie, już nie całe zresztą. Potem będziesz mogła wrócić do siebie. Dasz sobie radę, tak jak Daniel i pozostała część Społeczności. - Nie rozumiem... myślałam... - Nie wyjawiłem ci jeszcze kilku naszych zasad, Akaszo. Jedna z nich to ?Styl życia? My jesteśmy wampirami, ale to nie zwalnia nas z obowiązku uczestniczenia w rzeczywistości. Nie należy się od niej zupełnie odciąć. Musimy żyć życiem takim jak inni, by stworzyć dla nas samych lepszy świat. - Ale ja dalej nie rozumiem. Co w takim razie z tobą? Magnus usiadł wygodniej na łóżku, światło świec delikatnie odbiło się o jego twarz, zarysowując jego ostre i jakieś odległe rysy twarzy. - Widzisz... W każdej Społeczności musi być też taki człowiek, który zaopiekuje się odpowiednio Sanktuarium i będzie czuwał nad jego bezpieczeństwem. Ja zgodziłem się na taką formę moich obowiązków, gdyż jak ci już wspominałem, nie chcę żyć w tamtym świecie. Nigdy tego nie chciałem. Ta cecha, chęć wyobcowania i samotności, jest we mnie tak mocno zakorzeniona, że nie potrafię inaczej żyć. - Mówiłeś o tym, że wielu nie wytrzymuje bycia wampirem. A jeżeli ja też tego nie zniosę? - Jak na razie bardzo dobrze dajesz sobie radę. Może wynika to z tego, że nie zdajesz sobie jeszcze do końca sprawy jak wielka zmiana poczyniła się w twym życiu, ale to nie szkodzi. Im dłużej będziesz się oswaja i pojmowała konsekwencje Inicjacji tym lepiej dla ciebie. - Był u mnie krótko przed mszą na cześć Lillith, Muroni. - Ciekawe. Dawno się już nie pokazywał. - Mówił mi, że czekali na moją krew. Bo jest świeża i doda im nowych sił. - Zgadza się. Każda krew ma w sobie moc i energią, którą wampiry potrzebują do tego, by sprawnie funkcjonować. Krew to nasz nektar życia. Sama już wiesz, jakie to fantastyczne uczucie, kiedy po wypiciu tego nektaru bogów możesz oddać się w zupełności swoim zmysłom. Czujesz się tak samo wolna i pełna życia jak ja? - Tak- skinęła potakująco głową- Zupełnie tak jakbym rodziła się na nowo. - Na tym polega między innymi wampiryzm. My musimy po prostu zyskiwać energię, którą tracimy w ciągu dnia. Jesteśmy zdani na Dawców, którzy nam tą energię przekazują w najczystszej postaci, mianowicie postaci krwi. Są jednakże i takie wampiry, które pobierają od razu energię psychiczną innych osób. Psi-wampirem jest Daniel. Jego bytowanie jest znacznie łatwiejsze od naszego. On nie potrzebuje Dawców. Psi-wampiry samą siłą wyobraźni i woli potrafią podłączyć się do pierwszego lepszego źródła życia i sycić się nim pod warunkiem, że nie znajduje się ono w ciele nieprzenikalnym dzięki magii talizmanu lub tarczy fal formy. - Czy na Krwiopijców, też są stosowane jakieś talizmany? Akasza usiadła plecami odwrócona do ognia i popatrzyła na niego wyczekując odpowiedzi. - Owszem- zamyślił się chwilę, a potem uśmiechnął się do siebie- Powszechnie znane. To znaczy czosnek, krucyfiks i światło dzienne. - Srebro też, prawda? - Tak, ale jeżeli tylko nie przebywa w tobie zbyt długo, a rana nie jest śmiertelna nic poważnego nie powinno ci się stać. - A czy Daniel kiedykolwiek pobierał od ciebie energię psychiczną? - Wiem tylko, że na początku robił to, gdyż potrzebował energii dojrzałej. Wraz z energią osób wtajemniczonych, mądrych i stabilnych pobierasz częściowo ich moc i cechy charakteru. A ponieważ ja jestem jego Mentorem, wziął ją ode mnie. Mogłem się uchronić przed nim Tarczą, ale nie widziałem takiej potrzeby. Teraz już Daniel sam sobie daje radę. Z tobą będzie podobnie. - Nie wiem... to wszystko wydaje się dziwne i obce, tak jakbyś opowiadał o czymś, co mnie nie dotyczy. - To przejściowe. Przyzwyczaisz się... Nagle usłyszeli czyjejś głosy, odbijające się echem, o wysokie ściany kamiennych komnat. Magnus znieruchomiał nasłuchując przez chwilę, a potem bez słowa wstał i ruszył ku drzwiom. Akasza nie miała zamiaru zostać sama, dlatego pobiegła za nim. Po kilku chwilach znaleźli się na balkonie o kamiennych balustradach i popatrzyli w dół. Oczom Akaszy ukazał się dość nietypowy widok. W dole stało siedmiu wyjątkowo wysokich mężczyzn. Mieli na sobie czarne całuny, ale spod nich wystawały, potężne, choć czarne, anielskie skrzydła. Twarze mieli łagodne i miłe. Kolory włosów jednak nie były jednakowe, byli wśród nich zarówno blondyni jak i bruneci. Kiedy ich zobaczyli jeden z nich uśmiechnął się do Magnusa i pomachał mu przyjaźnie ręką. - Mam nadzieję, bracie, że ciebie nie zbudziliśmy. - Tak jakby wampiry spały w nocy- Magnus uniósł dłoń ku górze i zaczął schodzić krętymi schodami do Świątyni- Dawno ciebie tu nie było Astharocie. - Wybacz, ale miałem kilka spraw. - Ach tak? Ale ładniejszych dziewczyn chyba jeszcze nie znalazłeś, co? Wszyscy zebrani na dole aniołowie roześmiali się. - A jakby inaczej? W całej okolicy nie ma ładniejszych wampirów - uśmiechnął się jeden z nich. Akasza przypatrywała się im z ciekawością. Nie miała wątpliwości, co do tego, że mężczyźni, z którymi rozmawiał Magnus, byli upadłymi aniołami. Nie byli ludzcy. Widać to było po ich całej postaci, wspaniałej, pełnej dumy i mocy. Wampiry były od nich o wiele bardziej ludzkie, choć na pewno podobne w pewnym sensie do aniołów. W oczach Astharota spostrzegła to samo, co tak często widywała u Magnusa. Nie była pewna, ale chyba czaił się gdzieś głęboko w nich, smutek, żal i tęsknota za czymś nieosiągalnym. Mimo, że nie było widać tych uczuć często i że rzadko pozwalali sobie oni mówić o tym co czują, jeżeli było się dobrym obserwatorem, można było to zauważyć. - Jesteście sami? Może przyjdzie ktoś jeszcze? - Chcielibyśmy dzisiaj zostać na noc i jutro o zmroku znów wyruszyć. Kilku jeszcze się do nas dołączy. Mam nadzieję, że nie będziesz się gniewał. - Skądże! Nasze Sanktuarium zawsze stoi dla was otworem. Możecie przyjść w każdej chwili. Astharot podał rękę Magnusowi i oboje chwycili się mniej więcej w okolicy łokcia witając się w ten sposób. Wtem usłyszeli znów męskie głosy, dobiegające zza drzwi, przez które niedawno wchodziła do środka Społeczność. Tym razem przyszło siedemnaście upadłych aniołów, równie przystojnych i pięknych jak ci, którym Akasza zdążyła się już przyjrzeć. - Witam, witam- jakiś anioł o czarnych, długich, ale prostych włosach podszedł do Magnusa i uściskał go serdecznie- Jak się żyje, przyjacielu? - Po staremu. Wspaniale, że znowu wam się przypomniało o naszej Świątyni, Dagonie. - Nie przesadzaj! Zawsze chętnie tu wracamy. W rzeczywistym świecie, który tak bardzo zatracił to wszystko, co posiadali jego przodkowie, trudno jest istnieć prastarym istotom zarówno takim jak my, jak i takim jak wy- Dagon położył swoją dużą dłoń na jego ramieniu i uśmiechnął się miękko- Całe szczęście, jeszcze są takie miejsca, w których płynie moc i energia, w których wciąż czuć czystą magię Ziemi. - Witajcie w domu- Magnus pokłonił im się, ale także aniołowie pokłonili mu się nisko. Akasza była zaskoczona ich zachowaniem. Musieli darzyć się wielkim, wzajemnym szacunkiem, który tak rzadko widywała poza murami tej Świątyni. Podobało jej się to, ich szacunek do siebie, przyjaźń i serdeczność, którą siebie darzyli, były dla niej czymś nowym. - Mam dla was wspaniałą wiadomość! Do naszej Społeczności przystąpiła nowa osoba- mówił Magnus prowadząc ich do góry. Dziewczyna była tak tym zaskoczona, że nie drgnęła nawet, ale stała oparta o kolumnę ukryta w jej cieniu. - Czyżby po wielu latach wreszcie ktoś okazał się godny przyjęcia waszego daru? ?zapytał jeden z aniołów. - Zgadza się. Poza tym, posiada ona niezwykłą moc wracania w snach do przeszłości. Pewnie bardzo nam się jeszcze przyda w odtwarzaniu tego, co było- wtedy zatrzymali się na balkonie i Magnus wyciągnął do dziewczyny w przyjaznym geście dłoń. Przestraszona i onieśmielona obecnością upadłych aniołów Akasza wzięła głęboki oddech i wyszła z cienia. Na chwilę przystanęła w świetle pochodni przesuwając wzrokiem, po niezwykłych i nieziemskich twarzach aniołów, a potem szybko podeszła do Magnusa zaciskając na jego dłoni rękę. - Rzeczywiście. Ma niezwykły Podpis Energetyczny- odezwał się Astharot- I nieśmiała też jest bardzo... - Ale my to zmienimy!- rzucił jeden z nich. - Proszę was- Magnus nagle spochmurniał- Gdybyście tak mogli ją zostawić w spokoju, byłbym zobowiązany. - Zależy ci na niej?- spytał Dagon, kiedy ruszyli ciemnym korytarzem do komnat Aniołów. - W pewnym sensie- popatrzył na dziewczynę, która szła koło nich- Jest moim Dzieckiem. - Wiem, wiem, ale nie mam tego na myśli. - Nigdy do niczego się nie przywiązywałem- żachnął się nerwowo Magnus- Teraz też inaczej nie będzie. Nagle zbliżył się do nich jeden z pozostałych aniołów. - Magnus, wino i chleb znajdziemy tam gdzie zawsze prawda? - Oczywiście. Obsłużcie się do woli. Zaraz do was dołączę. Kiedy upadli aniołowie weszli do komnaty znajdującej się niedaleko ich pokoju, Magnus popatrzył na Akaszę. - Chcesz z nami jeść, czy idziesz się położyć? - Wolę iść spać. Jeżeli mi pozwolisz. - Jak chcesz. Ale pamiętaj, że kontaktu z nimi nie unikniesz. Są tak rozmowni, że na pewno jeszcze nie raz będziesz na nich skazana. - Rozumiem. Na razie wolę jednak się przespać. Magnus uśmiechnął się na znak zgody i wszedł do komnaty, w której panował wesoły gwar. Akasza pozostawszy sama w kamiennym korytarzu weszła pośpiesznie do ich komnaty, a zamknąwszy za sobą drzwi, rozebrała się i położyła się spać...

ODSŁONA VII Spójrz także na ludzkie miasta.

Obudziwszy się rano zobaczyła, na drugiej połowie łóżka, obok siebie, Magnusa. Spał spokojnie. Uśmiechnęła się. Leniwie przeciągnęła się na łóżku i ubrawszy się w swój czarny ornat, wzięła żelazną misę w obie dłonie i wyszła z komnaty, by przynieść wody. Na korytarzu było tak jak zawsze - cicho i ciemno. Tylko z komnaty, do której ostatniej nocy weszli upadli aniołowie, wydobywały się bliżej nieokreślone dźwięki chrapania. Akasza uśmiechnęła się i wzruszywszy ramionami zaczęła schodzić po schodach na dół. W Świątyni było ciemno, nawet pochodnie nie zostały jeszcze zapalone. Szła zatem bardzo powoli, aż doszła do drewnianych, masywnych wrót. Z trudem pchnęła je i weszła do martwego ogrodu, zatopionego w ciemności. - Tutaj też ciemno- pomyślała rozgoryczona i nagle spostrzegła płomień pochodni, która wetknięta została w żelazną altanę otaczającą sadzawkę pośrodku ogrodu. Uradowana tym faktem bez zastanowienia ruszyła w tamtym kierunku i już niebawem czerpała wodę ze studni. Nagle jednak usłyszała za sobą szmer. Drgnęła i obróciwszy się w kierunku, z którego dochodził odgłos zobaczyła jednego z Upadłych Aniołów. Oboje stanęli naprzeciw siebie przypatrując się sobie, ale przede wszystkim nie wiedząc, czego oczekiwać od drugiej strony. - Eeee...- mruknęła Akasza ściskając ciężką miednicę w obu dłoniach przed sobą- Jestem Akasza. - Nosisz imię pierwszej wampirzycy, wiesz o tym?- odezwał się melodyjnym…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych