Na (dobry?) początek, cz. 2,3,4
Dalszy ciąg mojego opowiadania. Podzielone na stosunkowo krótkie rozdziały.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
2.
Często bawimy się w teatr. Zakładanie najróżniejszych masek, to nie tyle spontaniczna przyjemność, co rutyna. Z czasem warto jednak pamiętać, kim naprawdę jesteśmy. Prawdy nie przysłoni żadna maska. - Lubię cię w tych obcisłych dżinsach, które idealnie oddają kobiece walory. Kocham twe miękkie usta, z którymi wielokrotnie grzeszę w myślach. Uwielbiam Twoje oczy, którymi bezustannie łypiesz na tych przystojniaków ze starszych klas. Tylko dlaczego nigdy na mnie nie spojrzysz? To dla Ciebie sztucznie doprowadzam rozpiętość swoich ramion do apogeum ich możliwości, by przy przechodzeniu obok Twej pięknej facjaty nie zmieścić się w drzwiach. Myślisz, że łatwo znieść potem śmiech klasy? Poświęcam dla Ciebie wiele – męski honor i godność, a Ty.. Marzę o tym, by stać się pierwiastkiem Twojego wielomianu i wiem, że prędzej czy później rozwiążemy razem jakąś nierówność. Stało się! Podchodzisz do mnie na przerwie, Twoje piękne, długie blond włosy tak niebiańsko wirują na wietrze. Dzieli nas jeszcze parę kroków, aż sam nie mogę uwierzyć, że przełamałaś się tak szybko. Wystawiam Ci swoje usta, by ułatwić Ci zadanie, kiedy Ty wytrzeszczasz oczy i swoim cudownym, cieniutkim głosikiem mówisz: - Kaj się gapisz? Joł tylko po ognia przyszła, bo mi faja zgasło. Masz? Od tamtej pory mam zrazę do płci przeciwnej i trzymam się od niej w bezpiecznej odległości. Gertrudę omijam szerokim łukiem i codziennie przyrzekam sobie, że nigdy nie będę miał dzieci.
3.
Kiedy mam przy sobie puszkę piwa, czuję wolność porównywalną do tej, którą czuł Ikar, na kilka chwil przed swoją śmiercią. To mnie wyzwala i czyni moje odbicie w lustrze przyjemniejszym. Zapominam o tym, co boli i nie wracam myślami do zamkniętych epizodów swojego życia. Jestem nad-wolnym nad-człowiekiem. Kocham to. - To było coś. Impreza była bardzo dobrze zaplanowana. Cel był jeden: bardzo dobrze się bawić. Z pewnością atrakcji, to nam tamtego wieczora nie zabrakło. Zgrzewki piw i kartony wódki nadciągały do domu Sławka od godziny szesnastej i jeszcze długo, długo potem. Już od samego patrzenia na te kosmiczne ilości alkoholu, można było dostać zawrotów głowy. Klimat był świetny. Wśród pięćdziesięciu osób, wypatrzyłem masę znajomych twarzy. Złapałem za puszkę piwa i impreza się zaczęła. To chyba był mój dobry dzień, bo nawet się nie zorientowałem, kiedy w dłoni miałem już siódmego browara. Sławek i Łukasz już dawno polegli, na ciepłych kaflach łazienki na piętrze, śpiąc we własnych wymiocinach. Początkowo nawet próbowałem im pomóc, jednak skutek tego był odwrotny od zamierzonego. Nie dość, że na moich spodniach pojawiła się wielka, różowa plama – i dodam tylko, że ja też się zastanawiałem, co ten chłopak do cholery jadł na obiad – to na dodatek sam zacząłem wymiotować. Jestem jednak jak prawdziwy żołnierz i nigdy nie uciekam przed wrogiem, nie oddalam się z miejsca walki. Szybko wstałem o własnych siłach i muszę powiedzieć, że po sytuacji z panem Muszlą Klozetową, czułem się nieporównywalnie lepiej. Piwo mi zbrzydło. Zabrałem się za drinki. Mama zawsze mawiała, że najlepiej czuje się w kuchni. Tego wieczora odniosłem identyczne wrażenie względem samego siebie i uwierzcie mi, że wcale nie przemawiał za tym fakt, że w kuchni właśnie siedzibę miało nasze monopolowe imperium. Siedziałem z ludźmi, których dobrze znałem. Czułem jednak, że artykułowane przeze mnie dźwięki, coraz bardziej tracą na płynności odbioru. Musiałem się ewakuować. Wyszedłem na dwór, z trudem otworzyłem paczkę papierosów. Nie mogłem znaleźć zapalniczki, jednak po dogłębnej penetracji zawartości lewej kieszeni, w końcu na nią wpadłem. Przykleiła się do paczki prezerwatyw, z której obecności w ogóle nie zdawałem sobie sprawy. To do mnie niepodobne, bo tego typu oprzyrządowanie zawsze nosiłem w portfelu. Odpaliłem papierosa – pomyślałem o Gertrudzie. Wydała mi się wtedy nad wyraz bystra i inteligentna jak na dziewczynę posługującą się tak niszowym dialektem. Była na tej imprezie i nawet przez ułamek sekundy, mój wzrok na nią natrafił. Byłem wtedy jednak zbyt trzeźwy, by móc spojrzeć na nią bez wyrazu zażenowania na twarzy. Pamiętam, że było jakoś po dwunastej. Marzyłem tylko o tym, by zakotwiczyć na kanapie w dużym pokoju domu Sławka. Jak na złość była obstawiona przez tłum ludzi, tych którzy ewidentnie albo wypili mniej, albo nawet nie czuli, że się najebali. Zrezygnowany wróciłem do kuchni. „Sto lat, sto lat” i „Hej sokoły” stały się nagle nie tylko hitem, co motywem przewodnim imprezy, choć do tej pory nie wiem czy ktoś miał urodziny. A wracając do sokołów, to ludzie chyba za bardzo wczuli się w klimat, bo balkon na pierwszym piętrze, zaczął nagle służyć za Wielką Krokiew. Łukasz, który jak już zauważyłem poczuł się lepiej, złamał nadgarstek po nieudanym skoku. Był jednak na tyle znieczulony, że nawet tego nie poczuł. Dopiero kiedy nie był w stanie podnieść kieliszka stwierdził, że coś jednak jest nie tak. Gertruda zaczęła się do mnie wyraźnie mizdrzyć. Nie wiedziałem, co ma na myśli, bo jej gesty nie były jednoznaczne. Najpierw pokazywała coś w rodzaju „pieprz się” za pomocą środkowego palca, potem zorientowała się, że to nie ten wymieniając go na wskazujący i wyraźnie kusząc mnie przy tym swoimi długimi rzęsami. - Kurwa – pomyślałem sobie – Co robić? Było już jednak za późno, bo wylądowaliśmy w sypialni rodziców Sławka. Modliłem się tylko, by nic nie powiedziała, a kiedy otwierała usta, delikatnie dałem jej do zrozumienia, że nie mam ochoty na konwersacje. Zrobiliśmy to. Zapomnieliśmy tylko o maleńkim szczególe. Klucz, który delikatnie połyskiwał w świetle nocnej lampki nie był przekręcony. Dotarło do mnie, że Gertruda nawet podczas stosunku płciowego, jęczy z tym przebrzydłym akcentem i jak się okazało, robiła to jednak za głośno. Nawet się nie zorientowałem, kiedy do sypialni wpadł Maciej-fotograf, ze swym
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil mastif
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…