Wróć do katalogu

Na (dobry?) początek, cz. 5,6,7

Ciąg dalszy :)

mastif, opublikowano , 15 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

5.

Czuję, że każdy kolejny papieros zabija nie tylko mnie, co mój mózg. Myśli uciekają w nieładzie, tworząc bezkształtne, przezroczyste obłoki. Boję się, że któregoś dnia, wstając z łóżka zapomnę jak się nazywam, a mózg, na który wcześniej raczej nie narzekałem, zamieni się w komórkową próżnię. -

- Patryk, martwię się o Ciebie. - Mamo, czy teraz masz konkretny powód czy może to, że tak długo się nie widzieliśmy budzi w Tobie jakieś obawy? - Możesz przestać żartować? – oburzyła się – Mówię poważnie. Te papierosy Cię kiedyś zabiją. Po co Ci to? Zaśmiałem się. - Dla zasady, mamo. - Jakiej zasady? To jakaś chora zasada, skoro tracisz przy niej na zdrowiu. - Na coś trzeba umrzeć, nie? - Taki stary, a taki głupi.. - Dobrze, że to dodałaś. Mamo, mam dwadzieścia dwa lata i trochę czasu już minęło od moich osiemnastych urodzin. Nie musisz mnie niańczyć i martwić się o mnie. Kiedyś rzucę, obiecuję! - Ty chyba nie rozumiesz, że martwić, to będę się o Ciebie zawsze i Twój wiek nigdy nie będzie miał nic do rzeczy. Zawsze będziesz moim małym synkiem – po tych słowach delikatnie się uśmiechnęła i pieszczotliwie wytarmosiła mnie za policzki. - Mamo, nie sądzisz że jestem już na to trochę za duży? – zaczerwieniłem się. - Masz rację, teraz naprawdę się zapomniałam – uśmiechnęła się.

Czasem wydawało mi się, że moja mama na siłę chce zobaczyć we mnie małego chłopca, tego nieudolnego brzdąca, który sam nie potrafił zasznurować sobie butów i w każdej, najmniejszej czynności wyręczał się rodzicami. Wiem, że jej tego brakuje, ale ma przecież jeszcze mojego brata i siostrę. Czy z nimi też tak rozmawia? Czy tarmosi ich za policzki? Fakt, że jestem z naszej trójki najmłodszy, nie może skazywać mnie na taką odpowiedzialność – nie wezmę na barki wiecznego starania się, aby matka nie poczuła, że przypadkiem rośnie mi już zarost, że mam dziewczynę albo, że nie zakładam już śliniaczka do jedzenia. Nie!

Wigilijne przygotowania ruszyły pełną parą. Mama już w Anglii przygotowała rybę po grecku i lepiła pierogi. Śmieszył mnie tylko fakt, że tak bardzo się wszystkim przejmuje. Przecież gdyby na stole zabrakło jednej potrawy, nikomu nie stałaby się krzywda. Święta wciąż byłyby takie same. Ale weź tu przekonaj kobietę..

Rok temu założyłem się z bratem, że jeśli teraz nie przyprowadzę na kolację żadnej dziewczyny, to ja będę zabijać karpia. Chciałem poprosić o pomoc Magdę, ale stwierdziłem, że teraz pewnie ma zbyt wiele na głowie i łudziłem się, że Kamil o wszystkim zapomniał. - No braciszku, trzymaj – Kamil podał mi kuchenny nóż – W tym roku Twoja kolej – na dodatek szyderczo się uśmiechnął. - Hola, hola do kolacji jeszcze daleko – próbowałem się wymigać. - Dobra, dobra tylko bez takich. Dobrze wiemy, że oprócz ewentualnego tajemniczego nieznajomego, nikt do nas dzisiaj nie zawita. Nawet nie próbowałem się dalej wykręcać, bo ponoć jaka Wigilia, taki cały rok. Wziąłem nóż i udałem się w stronę łazienki. Czułem się jak kat, który dostał dokładne instrukcje, dotyczące przeprowadzenia egzekucji. Teraz wiem, że nawet do tego się nie nadaję. Stanąłem oko w oko z tym bezbronnym stworzeniem. Patrzyłem jak leniwie pływa w wannie, jaki jest beztroski i niczego nieświadomy. Miałem go zabić? Bez skrupułów odciąć mu głowę? Nigdy w życiu! To niemoralne, nieetyczne i wbrew konstytucji. Ostatecznie stałem się świadkiem mordu mojego brata, na tym biednym zwierzęciu. Patrzyłem jak niewzruszony najpierw uderza go wałkiem, potem odcina mu łeb. Jak powoli sączy się jego krew, zabarwiając wodę na czerwono. Pobiegłem do kibla i zacząłem rzygać. Potem przyrzekłem sobie, że nigdy nie ruszę mięsa, a już w szczególności ofiary Kamila. Do dzisiaj jestem wegetarianinem.

6.

Internet, to składowisko odpadów, które zamiast recyklingowi, poddaje się długotrwałym procesom zaśmiecania naszych głów. - Nie lubię marnować czasu, toteż na komputerze jestem zdecydowanie sporadycznie. Internet mam, bo czasem mi się przydaje, choć wiem że bez niego też mógłbym normalnie funkcjonować. Kiedyś jednak, zupełnym przypadkiem natrafiłem na coś, co noszę w sercu do dziś:

”Widzisz ten czas, który tak szybko ucieka nam przez palce? Płynie, a my nie możemy go zatrzymać. To chyba ta ludzka bezsilność, która tak brutalnie oddala nas od bycia idealnymi. Pamiętam jak powiedziałeś, że zatrzymasz dla mnie czas, dlatego na każdy ruch zegarowej wskazówki patrzę z tym samym żalem, jak w dniu kiedy bez słowa zniknąłeś. Nie zatrzymałeś czasu, nie zrobiłeś nic. Jestem bezsilna. Widzę te dni, które już do końca życia będę nosić w sercu i te fotografie, które nie pozwalają mi zapomnieć o żadnej, wspólnie spędzonej z Tobą chwili. Czasem żałuję. Patrzę przed siebie, idę z podniesioną głową, by nikt nie odważył się mnie zranić. Nie wyobrażasz sobie jednak jaka w środku jestem pusta i słaba. Umarła lepsza część mnie. Chciałabym chociaż raz nie zwracać uwagi na strach, wtedy byłabym naprawdę szczęśliwa. Tymczasem boję się zarówno o Ciebie jak i o siebie samą. To trudne, to ponad mnie. Za oknem noc zmienia się w dzień i wiem, że tego poranka nie będzie Cię już przy mnie. Pojawisz się raz na dwanaście lat. Pamiętam jak dziś, kiedy pierwszy raz się zobaczyliśmy. Ucieleśnienie moich najskrytszych marzeń, pojawiło się dzień, po burzliwej rozmowie z samym Bogiem. Wiem, że wysłuchał moich próśb i choć często żałowałam, dziś wiem, że zaznałam tego, co najwspanialsze. Niedługo pojawisz się znowu, a ja mimo dwudziestu ośmiu lat, wciąż nie potrafię z nikim się związać. Znowu staniesz przede mną, kiedy rano otworzę oczy, drażnione promieniami Słońca. Wiem, że choć teraz masę słów ciśnie mi się na usta, ostatecznie nie powiem zupełnie nic. Wtulę się mocno w Twoją pierś, rekompensując sobie tym samym całe dwanaście lat wstecz. Jestem teraz najszczęśliwszą i najnieszczęśliwszą osobą na świecie jednocześnie, bo wiem że mimo tego, że znów się pojawisz, potem bez pożegnania znikniesz, zostawiając tylko gorący pocałunek na mych ustach. Będę czekała, tak długo ile będzie trzeba. W końcu Bóg wysłucha mojej ostatniej prośby.”

Kiedy pierwszy raz przeczytałem te słowa, autorkę uznałem za naiwną, niezrównoważona psychicznie kobietę, która zakochała się w niewłaściwym człowieku. Trudno było mi to nawet nazwać miłością. Dwanaście lat – cholerny szmat czasu. Ja nie wiem, co będę robił za sekundę, minutę, a ona od razu zakłada, że za dwanaście lat znów będzie tą samą dziewczyną, czekającą na swojego księcia z bajki. To chore. Potem jednak coś sobie przypomniałem. Prozaiczny toast Magdy, na pamiętnej imprezie w moim domu. Powiedziała tylko trzy słowa, które tak dobitnie otworzyły mi oczy. - Za prawdziwą miłość – powiedziała, podnosząc do góry, do połowy pełny kieliszek. Może to właśnie była prawdziwa miłość. Strach, niepewność i dozgonne oddanie osobie, która pojawia się raz na dwanaście lat. Byłem skołowany, ale starałem się dociec właściwej odpowiedzi na postawione pytanie: Czym jest miłość? Może to właśnie przeciwności losu, te długie, wyboiste drogi, ostatecznie prowadzące do szczęścia, stanowią podstawę udanego związku, nieśmiertelnego uczucia i dozgonnej wdzięczności wobec drugiej osoby? Pamiętam jeszcze czasy, kiedy na samą myśl o miłości brało mnie na wymioty. Teraz jednak poważnie zacząłem się nad nią zastanawiać. Magda ma trudniej. Wiem, że jeśli kiedyś…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych