Wróć do katalogu

Na drugą stronę

Na drugą stronę

T.R.Weich, opublikowano , 8 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Na drugą stronę

Co ja tu robię? – Pomyślała stara, zgarbiona kobieta z laską w ręce. Stała na poboczu drogi i ze smutkiem w oczach spoglądała na drugą stronę, gdzie stał obiekt jej tęsknot, mały ciepły i czysty domek. Wystarczyło, żeby tylko przeszła przez cztery pasy trasy szybkiego ruchu i już mogła otworzyć drzwi swojego domu, wejść do środka, usiąść i odpocząć. Był tylko jeden problem. Nigdzie, jak okiem sięgnąć, nie widziała przejścia dla pieszych. Nigdzie nie widziała świateł, nigdzie tunelu pod, czy wiaduktu nad jezdnią. Kobieta zlęknionym wzrokiem obserwowała nieprzerwany strumień samochodów, zmierzających w obu kierunkach. Jedne samochody były mniejsze inne większe, jeździły szybciej i wolniej. Kobieta najbardziej bała się tych wielkich samochodów, z naczepami. Na samą myśl o nich, ciarki biegały jej po całym ciele. Kolejny taki kolos przemkną obok staruszki i podmuch wiatru, który temu towarzyszył, o mało co nie przewrócił kobiety. Po raz setny popatrzyła w lewo i w prawo, tak ją uczyli rodzice, kiedy była jeszcze małą dziewczynką. Jakież to stare czasy, a i samochodów było mniej. Przejść przez ulicę w tamtych czasach mógł nawet żółw. A ona tak właśnie się teraz czuła, powolna jak żółw. Dlaczego żaden z kierowców nie zwolni? Przecież muszą ją widzieć. Jeszcze jeden rzut oka w lewo i w prawo, tylko że, co z tego. Ani przez chwilę na drodze nie robi się na tyle spokojnie, żeby mogła na nią wejść i bezpiecznie przejść na drugą stronę. Może powinna postawić nogę na asfalt, a wtedy samochody zatrzymają się albo chociaż trochę zwolnią? Tak chyba piszą we wszystkich Kodeksach Ruchu Drogowego, a jeśli nawet nic takiego w książkach nie ma, to kierowcy i tak powinni zatrzymać się, i przepuścić ją. Postawiła prawą nogę na jezdni. Nic. Nikt się nie zatrzymał, nikt nawet nie zwolnił. Chciała postawić drugą nogę, ale szybko ją cofnęła. Jeden z tych wielkich samochodów pędził prosto na nią. Kierowca trąbił i wymachiwał pięścią. Uciekła i stała teraz na poboczu z łomoczącym sercem, rozglądając się nerwowo to w prawo, to w lewo. Co zrobić? Jak przejść? – Myślała, spoglądając na dom po drugiej stronie. Łzy cisnęły się jej do oczu, jedna wybrała się nawet na spacer po policzku. I wtedy wpadł jej do głowy szalony pomysł. Zamknie oczy i nie patrząc, przejdzie na drugą stronę. Przecież jakoś musi się tam dostać, a nic lepszego nie mogła w tej chwili wymyślić. Przeżegnała się, zamknęła oczy, głęboko nabrała powietrza w płuca i zrobiła pierwszy krok. Serce o mało nie wyskoczyło z jej piersi. Drugi krok. Jeden z samochodów minął ją o parę centymetrów. Kierowca krzyczał coś w środku, czego ona nie słyszała, walił też pięścią o kierownicę, ale ona tego nie widziała. Powieki zaciskała coraz silniej i silniej, i nic ją nie interesowało. Kolejny krok i jeszcze jeden. Samochód minął ją o włosek. Tym razem z tyłu. Chciała zrobić następny krok, ale przeszkodziło jej w tym silne uderzenie. Podcięło jej nogi, uniosła się w powietrze, przeleciała dwa, trzy metry i runęła na drugi pas jezdni, prosto pod koła nadjeżdżającego TIR’a. Ten przejechał po staruszce i nawet się nie zatrzymał. Następny samochód zrobił to samo.

Co ja tu robię? – Pomyślała stara, zgarbiona kobieta z laską w ręce. Stała na poboczu drogi i ze smutkiem w oczach spoglądała na drugą stronę, gdzie stał obiekt jej tęsknot, mały ciepły i czysty domek. Wystarczyło, żeby tylko przeszła przez cztery pasy trasy szybkiego ruchu i już mogła otworzyć drzwi swojego domu, wejść do środka, usiąść i odpocząć. Był tylko jeden problem. Nigdzie, jak okiem sięgnąć, nie widziała przejścia dla pieszych. Nigdzie nie widziała świateł, nigdzie tunelu pod, czy wiaduktu

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych