Na pomoc zemście
Świat intryg małych wiedźm...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
„Bez sensu” – powtarzałam uporczywie w myślach, niczym jakąś mantrę. Bez sensu, bez sensu i jeszcze raz – bez sensu. Jak ten idiota mógł się w niej zakochać? Nie zakochał się na pewno, ale tak uważa. Jak w ogóle mógł mi to powiedzieć? Zgłupiał do reszty?! Przecież to samobójstwo... nie widzi, jaka jest? Jedyne, co mi w tej chwili przychodziło do głowy – rzuciła na niego urok. Na pewno. Bo jak niby inaczej? Jednego dnia mówi mi, jaka z niej fałszywa idiotka żerująca na ludziach, a następnego twierdzi, że ją kocha? Paranoja. Aż takim zakłamanym hipokrytą nie jest. W ogóle nie powinien być żadnym hipokrytą. Zielony hamak rozwieszony był przez środek mojego pokoju o czerwonych ścianach. Meble miałam z drewna farbowanego na niebiesko. Idealne zgranie kolorów musi być. Bujałam się w tym hamaku rozmyślając o beznadziejności sytuacji i uporczywie muskając końcówką szpilki opuszkę palca wskazującego mojej lewej ręki. Nawet chyba do końca nie zdawałam sobie sprawy z tej czynności. Nie przebijałam skóry, więc ból nie sprowadzał moich myśli na ziemię. Zachowanie ściągnęłam chyba po matce. Zajmuje się akupunkturą i oczywiście jej zboczenie zawodowe w sytuacjach stresowych każe jej przenosić praktyki z pracy na siebie. Ona co prawda nie wbija sobie szpilek w palce, to byłoby głupie, ale ja, mając zaledwie mizerne 16 lat miałam do tego prawo. No właśnie... Ten „idiota”, jak polubiłam go od tamtej chwili nazywać, jest przecież w moim wieku. Jak można kochać mając 16 lat? Przecież to głupie i niedorzeczne. Jako czystej krwi buntownicza wiedźma wychowująca się tylko z matką, uczęszczająca do żeńskiej szkoły i nigdy niedoświadczająca prawdziwej miłości – miałam prawo myśleć, że to bzdura. Bo to bzdura, prawda? Spadłam z hamaku. Tak po prostu. Rozbujałam się za mocno, niechcący przekułam skórę szpilką, pisnęłam, zakręciłam się i zleciałam. Dopiero upadek przywrócił mi trzeźwe myślenie zamiast bezcelowego powtarzania „bez sensu”, przy okazji hałas zwabił moją matkę. Zabawnie mała głowa ozdobiona burzą czarnych włosów zajrzała do mojego pokoju przez uchylone drzwi. - Wszystko w porządku? - Ta. Burknęłam obrażonym tonem i pozbierałam się jakoś z podłogi o pomarańczowej wykładzinie. Zgranie kolorystyczne musi być. Zerknęłam w stronę drzwi. Zamknęły się, czarne kudły zniknęły. Dobrze. Często zastanawiałam się, jakim cudem mam marchewkowe, proste włosy, kiedy moja matka ma kruczoczarne i kręcone. Po kim niby? Ten, który mnie spłodził był jakimś paskudnym rudzielcem? Nie wierzyłam... Chyba ją zgwałcił, moja matka za bardzo się szanuje i jest zbyt cwaną wiedźmą, by z własnej woli zrobić to z jakimś prostakiem. Z drugiej strony czy dałaby się takiemu zgwałcić? W ogóle mężczyźni to jakaś pomyłka. Nie ma w tej chwili znaczenia ten drobny szczegół, że dzięki nim jestem na tym świecie. Są pomyłką i tyle. Nie mając porównania zawsze łatwiej stwierdzić, że samotność lepsza od użerania się z facetem, wygadać się można koleżance, a dobra masturbacja daje więcej satysfakcji niż bliskość z jakimś pajacem. Ach, i praca... no kobieta zarabiać może na siebie sama, to oczywiste. I to chyba tyle z wątpliwych zastosowań mężczyzny. Zatrzymałam bujający się jeszcze hamak. Jedną z takich pomyłek muszę się właśnie zająć...
Długo zastanawiałam się nad tym, czy prosić kogoś o pomoc, czy spróbować poradzić sobie w pojedynkę. Nieco obawiałam się wyśmiana ze strony innych. Koleżanki powiedziałyby, bym nie zawracała sobie głowy jakimś samcem, że to w ogóle śmieszne, że przejmuję się takimi rzeczami... Starsi znajomi też by pewnie wyśmiali, powiedzieli, bym skupiła się na własnych problemach, a nie na ratowaniu świata – i to w dodatku po łebkach. Dlatego sprawę przemilczałam. Stwierdziłam, że albo poradzę sobie sama, albo nie poradzę sobie wcale. Najpierw zajrzałam na bloga tej pindy. Żadnego nowego wpisu... szkoda, bo może dałby mi coś do myślenia, jakąś wskazówkę. Najprędzej by mnie tylko zdenerwował, no ale cóż... Larissa. Tym nickiem się podpisywała, tak ją nazywano i nawet często zapominałam, jak brzmi jej prawdziwe imię. W dodatku była ładna. Albo ja zakompleksiona. To był minus, bo uroda w wielu rzeczach jej pomagała. Oczywiście ja wolę zakładać, że po prostu tak dobrze opanowała magię i naturalnie nie jest taka ładna... to wszystko sztuczne. Mi samej, mimo że nieświadomie, udało się zmanipulować kolor tęczówek oka. Teraz są bardziej czerwone niż brązowe. I takie jaśniutkie. Ładnie się to komponuje z kolorem moich długich włosów – gdyby jeszcze nie ta jasna cera i ogrom piegów na nosie i policzkach... I nieco inne rysy twarzy. Cóż, nie można mieć wszystkiego. W ogóle to dziwne, bo matka ma niebieskie oczy. Zastanawiam się czasem, czy nie zostałam adoptowana. Odbyłam też spotkanie z Krzyśkiem – bo to właśnie o niego chodziło. Wszystko przebiegło dokładnie nie po mojej myśli, strasznie się zawiodłam. Nie dość, że ten blondynek jest w nią ślepo zapatrzony, to jeszcze do mnie się coś zraził. Pewnie zdążyła mu już nagadać, jaka to ze mnie zła wiedźma, jak manipuluję ludźmi, jak ich wykańczam psychicznie, jaka jestem beznadziejna... No faktycznie, czysta hipokryzja. A ilu ona już wykończyła? Nienawidziłam jej. I chyba przez tę nienawiść zdecydowałam się pomóc Krzyśkowi. Bardziej nie trawiłam tej pindy, niż lubiłam Krzyśka. Kiedyś musiał nadejść dzień zemsty. No i na końcu zabrałam się do działania. Zaczęłam wtedy żałować podjęcia się całego przedsięwzięcia. Poczułam się beznadziejna jak jeszcze nigdy dotąd. Odprawiłam chyba ze cztery rytuały, w akcie desperacji sięgnęłam nawet do rad z najbardziej wątpliwych ksiąg. Nic. Zero efektu. Nie wiem, czy włożyłam w to za mało serca, czy za mało nienawiści do Larissy. Nie wiem, coś było nie tak. Znów bujam się w zielonym hamaku, powtarzając w myślach mało znaczące…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Morwena
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…