Na szczycie
krótkie opowiadanie o tym jak robi się porządki w mafii.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Siedzieli w restauracji nieufnie spoglądając na siebie. W lokalu nie było nikogo oprócz nich, osobistych ochroniarzy Szefa Rączki ubranych nieodmiennie w takie same, czarne garnitury oraz obsługi. Kelnerki były prostytutkami wypuszczonymi na ten wieczór z burdelu w centrum. Spotkania na szczycie były rzadkie i zawsze odbywały się w nerwowej atmosferze. Kosa nawet się spocił, a nigdy nie widziano go w takim stanie. Zawsze opanowany, przeważnie w nerwowych chwilach tylko dłubał swoim narzędziem pracy w paznokciach. Przy połączonych trzech stolikach siedziało w sumie ośmiu mężczyzn. Siedmiu z nich było odpowiedzialnych za siedem sztucznie wydzielonych części miasta. Kosa na ten przykład odpowiedzialny był za obrzeża przy trakcie kolejowym. Dowodził dwoma burdelami i trzema dilerami narkotyków. Był bezwzględny i trudno mu było komukolwiek się podporządkować. Mocno zbudowany, o twarzy tępej, zazwyczaj milczał, a pytany o coś odpowiadał krótkimi zdaniami. Jednak przynosił całkiem dobry dochód i nikt obcy nigdy nie zrobił większych kłopotów na jego terenie. Po lewej stronie Kosy siedział Lala. Na ksywę zasłużył sobie swoim upodobaniem do uprawiania seksu ze swoimi prostytutkami. Lala ubierał się jak amerykański PIMP, co wszystkich niezmiernie śmieszyło. Miał na sobie brązowy świecący garnitur z futerkiem na kołnierzu i jaskrawożółte garniturowe spodnie. Był on jednak najbardziej zaufanym człowiekiem Szefa Rączki, pracował w tym interesie najdłużej - pomijając szefa - i chodziło o nim wiele niepochlebnych historii. Jedna z nich, najczęściej opowiadana, mówiła, że kiedyś większość ludzi szefa zbuntowało się podczas jednego ze spotkań na szczycie. Zastrzelili ochroniarzy i przywiązali Rączkę do krzesła. Chcieli go zabić, lecz Lala - wysoki, chudy, schludnie ubrany mężczyzna w średnim wieku - wyciągnął ze swojej laski ukryte w niej ostrze i zakradł się do zdrajców od tyłu. Zebrali się nad Szefem i śmiali mu się prosto w oczy. Facet, który odpowiedzialny był wtedy za centrum napluł Rączce w twarz i powiedział, że od tej pory to on jest tutaj szefem. Wtedy Lala jednym zamachnięciem ściął większość głów. Podobno ostrze ukryte w lasce kute było przez japońskiego mistrza, który zajmował się tworzeniem samurajskich mieczy. Tak czy inaczej, po precyzyjnym cięciu Lali zostało dwóch zdrajców. Jeden mało ważny śmieć, rządzący wedle opowieści terenem teraz należącym do Małego i gość, który rządził centrum. Ten pierwszy nie musiał długo czekać, jego głowa dołączyła do pozostałych przy okazji następnego zamachnięcia. Faceta od centrum Lala potraktował drugą stroną ostrza żeby go zamroczyć i rozwiązał Rączkę. Szef zajął się sam dokończeniem sprawy. Na biurku Rączki do dziś stoi słoik z formaliną, w którym pływa jakiś niewyraźny przedmiot. Mówi się, że są to jądra zdrajcy wraz z workiem mosznowym. Lala od tamtej pory rządził centrum i dlatego siedział po prawicy Szefa Rączki. Sam szef był grubym, łysym mężczyzną ledwo mieszczącym się w krześle. Był ubrany w drogi, dopasowany na miarę garnitur. Na prawej dłoni miał ogromny sygnet z wpisanymi weń dwoma literami "SR". Po prawej stronie Kosy siedział Mały, najmłodszy z rządzących. Miał zaledwie dwadzieścia cztery lata, nie wyróżniał się szczególnie, jednak kiedyś uratował życie córce Szefa, dlatego ten mianował go na rządzącego. Mały rządził najmniejszą i najmniej dochodową częścią miasta, znajdowały się tam same slumsy. Naprzeciw szefa Rączki siedział Rumun. Mężczyzna o ciemnej karnacji, poorany na twarzy niezliczoną ilością blizn. Zarządzał częścią blisko centrum znaną pod nazwą Dziura. Jako jedyny poza Lalą miał na swojej części nielegalne kasyno. Po lewej stronie szefa siedział Bioły, syn szefa, zarządzał częścią przy lotnisku. Obok Biołego na krześle bujał się Fart. Fart dostał tyle kul ile każdy z nich w życiu wystrzelił. I przeżył. Ostatnim z rządzących był Szatan. Bezwzględny człowiek, zabijający każdego, kto wszedł mu w paradę. Jego ulubioną zabawą było wymyślanie kolejnych, coraz bardziej wymyślnych rodzajów śmierci. Każdy z nich udawał wyluzowanego, ale każdy się denerwował. Oprócz nich przy mniejszym stoliku w głębi sali siedziały świerzaki - kandydaci na stanowiska rządzących. Było ich trzech, co prawie napewno oznaczało, że trzech starych będzie musiało dziś ustąpić. To nigdy nie było miłe. - Witam wszystkich. Wiecie dobrze, że te spotkania nie są zwoływane dla zabawy. Wielu z was ma coś na sumieniu i wielu z was w związku z tym się denerwuje. – Odezwał się Rączka. – Zamierzam dziś posprzątać trochę w naszym rodzinnym interesie. Zebrałem was tutaj, bo wy odpowiedzialni jesteście za moje królestwo. Wybrałem was, bo uważałem, że mogę wam ufać. Kilku z was ufałem bezgranicznie, jeszcze mniejszej ilości ufam do dziś. Żeby organizm mógł działać sprawnie, wszystkie jego organy muszą być zdrowe. Wy jesteście tymi organami. – Po Sali przebiegł pomruk zrozumienia. Wszyscy przytakiwali i szeptali aprobująco. – Dziś chcę uzdrowić kilka organów i przeprowadzić kilka niezbędnych operacji, aby organizm funkcjonował dalej. Teraz kilka słów do Nowych. Może być tak, że żaden z was nie zajmie dziś stanowiska. Może być tak, że od dziś niektórzy z was, albo wszyscy trzej będziecie rządzić. W każdym razie macie się przysłuchiwać i zapamiętać, co tu się dzieje. Kiedyś wy będziecie rządzić. Wtedy chciałbym żebyście pamiętali o takich spotkaniach. Kosa wyjął swój nóż i zaczął dłubać w paznokciach, cały czas się pocąc. Mały rozejrzał się po Sali, dla niego było to pierwsze spotkanie na szczycie, pomijając to, na którym wszedł na miejsce innego rządzącego. - Zacznę od końca. Rumun. Rządzisz swoją częścią już cztery lata. Jesteś mi przyjacielem. - Staram się Szefie. Wiesz, że nigdy bym cię nie oszukał. – Powiedział Rumun widocznie zadowolony z siebie. - Tak też do tej pory myślałem. Ale ostatnio twoja dzielnica przynosi mały dochód. Pomyślałem: Rumun mnie okłamuje? Przecież nigdy by tego nie zrobił. - Coraz mniej osób kupuje narko u mnie. Większość bierze towar z poza miasta.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Richard
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…