Wróć do katalogu

Nadzieja

Opowiadanie o Monice, kobiecie która odzyskuje wiarę.

marysia2211, opublikowano , 20 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

1.

Kiedy wreszcie nadeszła wiosna, na którą Monika tak długo czekała, nawet jej nie zauważyła. Zmagała się właśnie z rozpadem kolejnego związku, zastanawiając się, czy to z nią jest coś nie w porządku, czy z resztą świata, skoro nie potrafi znaleźć odpowiedniego mężczyzny. Każdy kolejny facet w jej życiu był gorszy o poprzedniego. Tym właśnie sposobem dorobiła się na swoim koncie alkoholika, maminsynka, sfrustrowanego poety i hipochondryka. Całkiem niezły bilans jak na jej dwadzieścia dziewięć lat. Nigdy nie wierzyła specjalnie w miłość, aż po grób. Dzięki swojej pracy w wydawnictwie, uważała się za kobietę sukcesu i mocno stąpała po ziemi. Dlatego też obiecała sobie, a przy okazji najlepszej przyjaciółce Asi, że koniec z randkami. To właśnie o tym rozmyślała w drodze na spotkanie z dziennikarzem jednej z bardziej liczących się na rynku gazet. Miała mu udzielić informacji potrzebnych do napisania artykułu na temat wydawnictwa, nowości na rynku, bestsellerów, a przede wszystkim planów wydawniczych firmy na następny rok. Każda taka wzmianka w mediach była reklamą dla wydawnictwa, dlatego Monika porządnie się stresując, biegła do restauracji, w której umówiona była z dziennikarzem. Wbiegając w pośpiechu do holu mocno pchnęła drzwi, które zatrzymały się półotwarte na czymś z tyłu. Okazało się, że po drugiej stronie stoi wysoki blondyn, w grafitowym garniturze, rozmawiając przez komórkę. — O kurcze! – wykrzyknął do słuchawki dotykając czoła – zostałem znokautowany. — Przepraszam bardzo, czy nie mógłby Pan z łaski swojej odsunąć się od drzwi? Jest tutaj dość miejsca, żeby nie zawadzać nikomu, kto próbuje dostać się do środka. Nie wie pan do czego służy wejście? – wykrzyknęła poirytowana bezmyślnością tego typa stojącego jej na drodze, kiedy jest już prawie spóźniona. — Pani wybaczy. Nie pomyślałem, że wtargnie tutaj huragan w spódnicy, żeby sprawdzać wytrzymałość drewna na mojej głowie – odpowiedział rozbawiony jej wybuchem, dotykając widocznego już guza na czole. — Proszę zachować swoje porównania, które nawiasem mówiąc są zupełnie nie na miejscu, na inną okoliczność – odpowiedziała już całkiem wytrącona z równowagi. — Inną okoliczność? Mam rozumieć, że zamierza Pani jeszcze czymś mnie zaatakować? – zapytał tym samym rozbawionym tonem, jeszcze bardziej ją denerwując. — Wie Pan doskonale, że nie zrobiłam tego umyślnie. Wystarczyło trochę wyobraźni, żeby uniknąć tej sytuacji – odparła oburzona jego rozbawieniem . — W tek kwestii przyznam Pani rację. Wystarczyło odrobinę wyobraźni, żeby wiedzieć, że za drzwiami ktoś może stać – odpowiedział z uśmiechem, a ona zauważyła jak zręcznie wykorzystuje każde jej słowo. — Ani myślę dłużej ciągnąć tej bezsensownej rozmowy. Żegnam Pana – odpowiedziała i odeszła w stronę sali. — A mój guz? – wykrzyknął za nią. Machnęła tylko ręką odwrócona tyłem do niego, spiesznym krokiem kierując się prosto przed siebie. Co za dziwne stworzenie? Jak można dostać w głowę i jeszcze się z tego cieszyć? Pomyślała próbując się uspokoić, kiedy kelner prowadził ją do stolika. Nie zastanawiając się nad tym, że zjawiła się jako pierwsza, bynajmniej nie spóźniona, wyjęła dokumenty z teczki, przygotowując się do wywiadu. Wiedziała, że jej nazwisko będzie również wymienione, dlatego chciała wypaść jak najlepiej. Była już prawie gotowa, kiedy kelner wrócił do stolika. — Pani gość już jest – poinformował ściszonym tonem. — Dziękuję bar… — przerwała w pół słowa, kiedy spojrzała na dziennikarza. Wysoki blondyn, którego poznała przed chwilą w niezbyt miłych okolicznościach, stał przed stolikiem, prezentując kolejny ze swoich uśmiechów. — Damian Winkler – wyciągnął do niej rękę nadal się uśmiechając. Na jego czole nadal widoczny był ślad po uderzeniu. — Nie wierzę. To jakiś żart – rzuciła bez namysłu. — Bynajmniej. To moje prawdziwe imię i nazwisko. Rozumiem, że ciężko Pani w to uwierzyć, ale cała moja rodzina nosi to nazwisko i jeszcze nikt nigdy nie uznał tego za śmieszne – odparł sadowiąc się na krześle, po drugiej stronie stolika. — Pewnie nie zdaje sobie pan z tego sprawy, ale zdecydowana większość ludzi na świecie uznałaby pańskie żarty za bardziej irytujące niż śmieszne – odpowiedziała próbując się uspokoić. — Wygląda mi Pani na indywidualistkę raczej, niż na owcę podążającą za resztą stada – odparł, zastanawiając się, cóż to za zadziorna rozmówczyni trafiła mu się tego dnia. — Możemy zacząć wywiad? – zapytała Monika chcąc zakończyć jego wywody. — Oczywiście Jaśnie Pani – odpowiedział rezolutnie szykując dyktafon i notatnik.

Przez następną godzinę Monika skrupulatnie odpowiadała na jego pytania, dodając od siebie fakty, które uważała za ważne, a o które on nie zapytał. Damian zadawał przygotowane wcześniej pytania i notował oprócz nagrywania to, co uznał za godne podkreślenia. Oboje byli profesjonalistami, dlatego starali się wspólnie przygotować dobry materiał na artykuł. Feministka jak nic – pomyślał Damian – i to pewnie wojująca. Nie znał do tej pory takich kobiet. Jego eks partnerki może i głupie nie były, ale jeśli już błyszczały w towarzystwie to zdecydowanie dzięki ładnej buzi i krótkiej sukience. Monika – pomyślał – chyba bardziej pasowałoby do niej jakieś dostojne imię jak Zofia czy Maria. Jak jakaś królowa. Zadał jej już dość pytań, żeby napisać dwa takie wywiady, ale ciągle o coś dopytywał, zastanawiając się w duchu dlaczego to robi. Wreszcie niby od niechcenia rzucił kolejne pytanie: — Co Pani robi dziś wieczorem? – spojrzał na nią z zaciekawieniem, w momencie kiedy przenosiła spojrzenie swoich inteligentnych oczu na jego twarz. — Miał Pan napisać artykuł o wydawnictwie, a nie moją biografię czy pamiętnik jeśli się nie mylę – odpowiedziała po chwili postanawiając nie dać się sprowokować tym razem. — A jutro? – spróbował jeszcze raz. Tak jakby nie słyszał poprzedniej odpowiedzi. — Dziękuję Panu bardzo za rozmowę – powiedziała trzymając już dokumenty w jednej ręce. Drugą podając mu na pożegnanie. Podał jej rękę bez słowa i patrzył jak się oddala. Ciekawiła go ta kobieta. Wiedział, że to nie koniec. Będzie musiał coś wymyślić, żeby jeszcze raz zobaczyć jej kręcone blond włosy i zielone oczy. Monika też o nim myślała wychodząc z restauracji, z tą różnicą, że nie planowała się z nim spotkać. Musiała mu przyznać profesjonalizm i doskonałe przygotowanie do rozmowy. Zresztą z tematami do rozmowy problemów nie miał, tego już zdążyła się dowiedzieć. No i był przystojny, cholernie przystojny, jeśli miała być szczera sama ze sobą. Tyle, że ona już wybrała bycie singlem i nie zamierzała tego zmieniać, ani dla tego przemądrzałego typa, ani dla nikogo innego.

2. Tydzień później kiedy Monika wróciła z konferencji do jej biura weszła sekretarka. — Pan Winkler do Pani – zaanonsowała. — Witam Panią — powiedział Damian nie czekając na zaproszenie, z tym samym uśmiechem, który widziała przy ich pierwszym spotkaniu. — Nie wiem z czego się Pan tak wiecznie cieszy, tak samo jak nie pojmuję co Pan robi w moim biurze – przywitała go niezbyt przyjaźnie, choć w gruncie rzeczy była bardziej zaskoczona niż poirytowana jego widokiem. — Sprowadza mnie poważna potrzeba. Autoryzacji artykułu oczywiście – dodał po krótkiej pauzie siadając po drugiej stronie biurka. — Mógł Pan go przesłać do mojej asystentki. Byłoby zdecydowanie łatwiej. Nie musiał się Pan fatygować osobiście – odpowiedziała spokojnym już tonem lustrując go spojrzeniem. — Musiałem zaspokoić swoją ciekawość. — A co Pana tak interesuje? Myślę, że odpowiedziałam już na wszystkie pytania – co on kombinuje pomyślała. — Od kilku dni nurtuje mnie pewna niewiadoma – odrzekł poważnie. — Mianowicie? – zapytała opierając łokcie na blacie. — Czy Pani się w ogóle uśmiecha? Rozważałem kilka możliwości. Paraliż mięśni twarzy odpada, bo grymasy wychodzą Pani całkiem dobrze i to ze sporą częstotliwością… — nie zdążył dokończyć. — Proszę sobie darować wywody na temat mojej mimiki. Zdarza mi się uśmiechać, a nawet śmiać. Zwłaszcza wtedy kiedy słyszę coś zabawnego, albo jeśli kogoś lubię – po udanej według siebie odpowiedzi nie mogła nie unieść delikatnie kącików ust. — Umów się ze mną – wypalił nagle czując na sobie zaskoczone spojrzenie. — Ani myślę, Ty bezczelny, podstępny typie – warknęła w odpowiedzi, nawet się nad tym nie zastanawiając. Zapadła cisza. Mierzyli się wzajemnie wzrokiem. On patrzył poważnie, bez swojego uśmiechu, wyczekująco. Ona mierzyła go wściekłym spojrzeniem nie mogąc zrozumieć skąd brała się ta jego pewność siebie. Interesujący był, ale nie znała go wcale, poza tym nawet nie lubiła, więc nie widziała żadnego powodu, żeby się z nim umawiać. Miała też wrażenie, że mężczyzna taki jak on nie często spotyka się z odmową, chciała więc dać mu nauczkę. — Dlaczego? – zapytał krótko. — Bo nie – odpowiedziała jeszcze krócej nie przestając na niego patrzeć. Podniósł się zbity z tropu, nie chcąc denerwować jej jeszcze bardziej. Właściwie to nie spodziewał się, że od razu się zgodzi, ale nie rozumiał też jej nastrojów. Wiedział jednak, że to nie koniec. Podpowiedział mu to rozbudzony właśnie instynkt myśliwego. — Do zobaczenia. Niedługo – powiedział, uśmiechnął się i wyszedł. Monika siedziała dobre pół godziny za swoim biurkiem zastanawiając się nad tą dziwną sytuacją. Wreszcie musiała przyznać sama przed sobą, że ten uparty facet ją interesuje. Wcale nie było tak, jak próbowała grać przed nim i przed sobą. Nie złościł jej, tylko zaskakiwał, a ona od dzieciństwa nie znosiła niespodzianek. Zdecydowanie wolała, kiedy wszystko układało się według jej planu, a plan na teraz nie przewidywał żadnych randek i koniec. W tym samym czasie Damian wracając do redakcji też o niej myślał. Coś go pociągało w tym upartym i nieprzyjemnym babsku. Po pierwsze była ładna. Nie żadna plastikowa piękność, ale

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych