Najemnego Złodzieja Żywot
Zwykły dzień z życia złodzieja...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Najemnego Złodzieja Żywot
Jerry Speedrow jak zwykle obudził się z nożem w dłoni. Usłyszał zza ściany cichnące z lekka skrzypienie. Pospiesznie, a jednak ostrożnie pozbierał się z podłogi. Dosłownie w ostatniej chwili uniknął nadlatującej z naprzeciwka włóczni. Błyskawicznie odbezpieczył dwa bliźniacze pirackie ostrza. Pięknie pozłacane, napełnione magią klingi zalśniły w ciemności niebieskim neonowym światłem. - Moje oczy! – wrzasnął jeden z napastników i chwilowo nic nie widząc miał pecha natrafić na klatkę schodową. Pech był duży, bo gość nieprzyjemnie i boleśnie poleciał na spotkanie niższego piętra. - Przeklęty latarnik! Niech ja cię dorwę! – groził drugi z napastników po omacku poruszając się po pomieszczeniu. - Słabi ci, co mają gdzieś właściwości światła, albowiem zawsze dają się zrobić w konia. – wyrecytował pięknie Jerry i ciosem perfekcjonisty pozbawił przytomności grożącego mu przeciwnika. Siłą woli zwiększył moc światła. Napastnikiem okazał się być strażnik miejski. Ubłocone, połatane i wyświechtanie umundurowanie świadczyło o paru dniach służby. „Znowu ci partacze! Ani chwili spokoju! Gdzie się nie ruszę tam i oni! Lecą za mną jak muchy za gów… Nieważne…” Gdy skończył swe wyniosłe rozmyślania zabrał się za pakowanie swojego sprzętu. „Zestaw noży, długi łuk, kołczan ze strzałami, kusza snajperska, pas z bełtami, sześciopak miejscowego spirytusu, koc gaśniczy, składany namiot wojskowy…i…A co to?” Jerry podniósł jakiś sześciocentymetrowy najwyraźniej platynowy pręcik. „Hm…Ładne. Może i się przyda”. Schował znalezisko w zamykanej kieszeni luźnych złodziejskich spodni. Zabrał swój pakunek, wziął rozpęd i wyskoczył przez okno wzbijając w około setki błyszczących w świetle latarni szklanych odłamków. W ostatniej chwili chwycił się oburącz sznurka na pranie, zakręcił się na nim dwa razy i wzbił w powietrze lądując na dachu budynku po drugiej stronie ulicy. Biorąc pod uwagę, że ulica była dwupasmówką z wysepkami wyczyn ten wymagał nie lada wprawy i umiejętności. Jerry złapał oddech, otrzepał się z resztek szkła ptasich piór i rozejrzał w około. Żeby wybyć z Kaloszalina musiał pokonać jeszcze całkiem ładny dystans. Uliczki odpadły od razu ze względu na wzmożone ostatnimi czasy patrole, teleport także odpadał. Jerry nigdy nie mógł pojąć tych magicznych przenośni. Pozostała mu, więc droga górą. Już miał ruszyć dalej, gdy instynktownie padł na ziemię. Tuż nad nim poszybowała salwa strzał. Wychylił głowę zza gzymsu i zerknął w dół. Stał tam ładny oddziałek łuczników pod dowództwem jakiegoś wyższego rangą strażnika. - Pamiętajcie! Dwie seryjki w tył głowy jako strzał ostrzegawczy! – rzekł dowódca. - Tak jest poruczniku! – odparli łucznicy i rozproszyli się po terenie. „Ten porucznik to jakiś psychopata! Dwie seryjki…” Jerry wstał i ze zgrozą stwierdził, że nie jest sam na dachu. Przez wejście wgramoliło się ośmiu strażników uzbrojonych w piki. - O choinka! - krzyknął Jerry unikając ciosu, który mógłby pozbawić go głowy. Zawsze lubił swoją głowę i nie chciał jej tracić, więc postanowił działać szybko. Błyskawicznie wyjął swoje bliźniacze miecze i błyskawicznie skoczył w wir walki. Solidnym kopniakiem posłał strażnika kawałek za powierzchnie dachu. Nieszczęśnik poleciał w dół tylko po to, by zderzyć się z balkonem dwa piętra niżej. Jerry dosłownie w ostatnich chwilach blokował wszystkie nadchodzące ataki. Uniknął nadlatującej piki i zrobił wypad w przód pozbawiając przeciwnika broni, przytomności i uzębienia. Następnie z nadnaturalną prędkością popodhaczał wszystkich strażników i wycofał się na krawędź dachu. „Niezły jestem!” – pomyślał. Ku jego zaskoczeniu strażnicy zdumiewająco szybko pozbierali się do kupy i nadchodzili z wrogo sterczącymi pikami. Jerry skoczył do przodu. Cały świat zwolnił. Biegł, biegł i biegł. W końcu dotarł do wrogów. Uniknął powolnych ataków i wzbił się w powietrze. Wpadł na strażnika i w ułamku sekundy wybił się z jego głowy lądując na następnym budynku. Czas wrócił do normy. - Nie róbcie tego w domu. – powiedział Jerry uśmiechając się do strażników. Tamci podbiegli do narożnika
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Dźwiękoświt
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…