Wróć do katalogu

Nas troje

Łucja jest początkującą pisarką, z braku pieniędzy podjęła się opieki nad małą Melą. Mela po śmierci mamy ma tylko wujka Wiktora, który opiekuje się nią tylko z poczucia obowiązku, czy Łucja to zmieni?

malinko, opublikowano , 19 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Rozdział I Był wieczór, powietrze wciąż przepełnione było duchotą, gdyż dzień był upalny. Łucja opalając się w ruchu, w samym kostiumie kąpielowym bawiła się z psem w aport gumową zabawką, aż za którymś razem zabawka poleciała za mur do sąsiada. Mężczyzna bywał rzadko w domu, dlatego też Łucja nie ubierając się przeskoczyła przez mur, by wziąć swoją własność. Zeskoczyła na posiadłość obok i uważnie się rozejrzała, tak jak podejrzewała była tam sama. Łucja podniosła zabawkę dla Soni, rzuciła ją jej, lecz nie chciała jeszcze wracać. Ogród był bardzo pociągający, trawnik zielony, zupełnie jakby w ostatnim czasie nie było suszy. Przechadzając się po podwórku, spostrzegła wspaniały hamak, walcząc sama ze sobą zdecydowała się trochę pobujać, w końcu ostatni raz taką zabawę miała jako nastolatka, a wiedza iż sąsiad od kilku dni nie był w domu utwierdziła ją w przekonaniu, że i tak nikt się nie dowie. W chwilę później dziewczyna była już usadowiona wygodnie i w ten sposób wróciły do niej wspomnienia – ostatnie chwilę z mężem Jakubem, jakże beztroskie było ich życie zanim dowiedzieli się o jego chorobie. Jeszcze trzy miesiące przed śmiercią Jakuba byli nad morzem, tak cudownie się bawili, planowali sobie życie, dzieci, aż tu nagle świat im się zawalił, przegrali walkę z chorobą. Nie wiadomo kiedy, rozmyślenia przeobraziły się w sen. Śnił jej się Jakub, mimo że już od dawna nie nawiedzał ją nocą. Miała fantastyczny sen, ona i Jakub w Paryżu, właśnie wjeżdżali na szczyt wieży Eiffla, kiedy jej błogi odpoczynek przerwał czyjś zdenerwowany głos. Łucja gwałtownie przebudziła się, nie wiedząc jeszcze dokładnie co się dzieje ujrzała nad sobą przystojną, a jednak wyraźnie nieprzychylną twarz mężczyzny. -Kim… kim pan jest? Głos Łucji drżał nieco i dziwnie zabrzmiał w ciszy wieczoru. -Chyba to ja powinienem zapytać kim pani jest i co, u licha robiła pani na moim hamaku?! Proszę natychmiast wyjść! Obserwował jak niezdarnie gramoliła się z hamaka. Idąc pośpiesznie w kierunku ogrodzenia, czuła lęk mieszający się z poczuciem wstydu. -Bardzo przepraszam, nie chciałam, żeby tak wyszło, więcej tego nie zrobię – wyjąkała oglądając się niepewnie. Mężczyzna nie odpowiedział tylko patrzył ze złością i przyganą, a gdy na drżących ze strachu rękach podciągnęła się na mur, by przeskoczyć do siebie, roześmiał się szyderczo i odszedł w głąb posesji. Gdy Łucja znalazła się w domu, nie mogła się uspokoić, wiedziała, że źle zrobiła, ale uważała, że mógł zachować większy spokój. W normalnej sytuacji po takim incydencie poszłaby rano do sąsiada by go przeprosić, jednak w tym człowieku było coś, co kazało jej się trzymać od niego z daleka. Niezły sposób na rozpoczęcie znajomości, nie ma co, pomyślała. Po chwili wzruszyła ramionami i doszła do wniosku, iż najlepiej będzie zapomnieć o całej tej sprawie. Była zbyt wzburzona by położyć się do łóżka, dlatego też postanowiła wrócić do pisania swojej książki. Usiadła przy stole, na którym piętrzyły się stosy nie zapisanych kartek. Kreśliła coś bezładnie, ale nie mogła się skupić na pracy. Z wysiłkiem zrobiła kilka poprawek, co skłoniło ją do dalszego pisania. Od jej wymyślonego świata oderwały ją jej kochane szczeniaki piszczące przed drzwiami. -Cześć psiaki – powiedziała i zamknęła drzwi. Wyjęła z szafki karmę dla psów i nasypała ją do miski. Maluchy zaczęły jeść a po chwili dołączyła do nich ich mama Sonia. Kiedy skończyły jeść wypuściła dużego psa na zewnątrz i zgasiła światło. Weszła po schodach do sypialni i opierając się pokusie spojrzenia na dom sąsiada, położyła się do łóżka.

Następny dzień zaczął się o wiele za rano. Obudził ją telefon z jakąś wspaniałą ofertą rabatu, Łucja nawet nie zapamiętała o jaką zniżkę chodziło, postarała się jak najgrzeczniej odmówić. Nie znosiła tych telefonicznych domokrążców. Położyła się z powrotem, po chwili pomyślała jednak, że dobrze byłoby rozpocząć dzień o tej godzinie, ostatecznie miała trochę korekty do zrobienia. Wyjrzała przez okno i zobaczyła piękne, bezchmurne niebo. Zanosiło się na wspaniały dzień. Wzięła prysznic i ubrała się w swoje ulubione spodenki i czarną koszulkę. Spięła mokre włosy spinką, mając nadzieję, że poskromi to niesforne loczki, które były jej odwiecznym wrogiem. Nastawiła czajnik z wodą na kawę i nakarmiła rybki w akwarium. Welony wymachując swoimi ogonami rzuciły się do jedzenia. Nalała sobie kawy i zaczęła przeglądać to, co wczoraj udało jej się napisać. Do głowy przychodziły jej nowe pomysły, więc nie zwlekając zaczęła pisanie. Z głębokiego zamyślenia wyrwało ją pukanie do tylnych drzwi. Zaskoczona odeszła od stołu, wylewając przy okazji kawę z kubka prosto na rękopis. -Psiakrew! – Rzuciła na stół papierowy ręcznik, by zapobiec totalnej katastrofie. Pukanie powtórzyło się. Łucja podbiegła do drzwi. Za nimi stał wysoki mężczyzna wyraźnie poirytowany. O mój Boże pomyślała. To znowu sąsiad. O co chodzi tym razem? -Tuż przed moją furtką pewien duży pies postanowił się załatwić. Nie dość, że gówienko zostało, to jeszcze gdy próbowałem go wygonić nasikał mi na nogawkę! –wycedził wściekły. - Czy to pani zwierzę? No wspaniale! Dzięki Sonia! – pomyślała. Uparta suczka musiała sobie upatrzyć akurat tego człowieka za swój cel. - A więc – sąsiad zmarszczył czoło niecierpliwie. - Uch, tak, sądzę, że to może być mój pies. Czy mogę go zobaczyć? - Owszem i to szybko. Jestem już spóźniony, a muszę się jeszcze przebrać, niech pani zamknie tę bestię i posprząta po niej, bo ja tego robił nie będę. – Odwrócił się i szybkim krokiem odszedł w kierunku domu. Łucja klnąc pod nosem, wzięła zmiotkę by posprzątać i smycz by zabrać Sońkę na podwórko. Łucja zagwizdała palcami i zawołała: -No Sonia, chodź tu! Dość już narozrabiałaś. Niestety pies wyczuł złość w jej głosie i nie był chętny by przyjść. Dopiero gdy milutko ją przywołała, suczka łaskawie podeszła. Przyczepiła ją za smycz do ogrodzenia, przynajmniej do czasu wyjazdu sąsiada. Teraz muszę tylko szybko sprzątnąć, za nim on wróci, pomyślała. Uklękła ze zmiotką w momencie gdy otworzył drzwi. - Za późno! – Łucja aż mruknęła z wściekłości. Cała była czerwona ze wstydu, wyobraziła sobie jak musi wyglądać sprzątając gówienko po ukochanym pieska. -Przepraszam, będę jej bardziej pilnować – powiedziała Łucja, starając się zachować uprzejmość. - Mam nadzieję – powiedział zgryźliwie, spojrzał na zegarek i potrząsnął głową. – Jestem już spóźniony. Następnym razem proszę trzymać to zwierzę z dala ode mnie. Przeszedł obok niej, wsiadł do wozu, włączył silnik i szybko wyjechał na ulicę. Mam nadzieję, że dostanie mandat za zbyt szybką jazdę, pomyślała Łucja ze złością. Przeszła przez furtkę i spojrzawszy z dezaprobatą na psa wykrzywiła się do niego. -Wielkie dzięki, Sonia! Wiesz, nie mogłam się wprost doczekać, kiedy znów z nim porozmawiam! Zamknęła furtkę i spuściła psa ze smyczy. W domu nalała sobie świeżej kawy i usiadła przy stole. Jeszcze parę dni temu zamierzała pójść i mu się przedstawić. Z poprzednimi sąsiadami miała dobre stosunki i chciała tą tradycję kontynuować. Teraz wydawało się to niemożliwe. Dwa spotkania – dwa zderzenia. Miała po wyżej uszu jego arogancji i zarozumialstwa. ***** Kilka dni później Łucja znalazła się na terenie swego sąsiada. Koszyk z narzędziami wisiał jej na ramieniu. U stóp, na ziemi leżała mała drabinka i wiadro. Poprzedniego dnia otrzymała telefon. Jakaś kobieta szukała kogoś do wytapetowania pokoju. Dzwoniła do Łucji, bo zarekomendował ją znajomy jej znajomej. Zgodziła się chętnie, bo potrzebowała pieniędzy. Wątpliwości obudziły się w niej dopiero gdy, zapisała adres. To była jej ulica, a numer wskazywał na któryś z pobliskich domów. Czyżby to TEN? A więc jednak! Westchnęła i przełożyła koszyk na drugie ramię. Nie była to dla nie pierwszyzna. Wytapetowała już wiele mieszkań. Znana była z tego, że pracowała szybko i fachowo, poza tym wiele osób wolało, by w ich domu pracowała kobieta. Właściwie miała ochotę zadzwonić i powiedzieć, że rezygnuje ze zlecenia, ale naprawdę każdy grosz się dla niej liczył. Poza tym był to przecież tylko biznes. Pozbierała swoje rzeczy i zadzwoniła do drzwi. Po niemal chwili drzwi otworzyła jej kobieta z dzieckiem na rękach. - O dobrze, że pani już jest! Proszę wejść – uśmiechnęła się miło. Łucja weszła do chłodnego, wyłożonego posadzką przedsionka. Hm, a więc miał żonę i dziecko, dziwne, że nie widziała ich wcześniej razem, pomyślała. Odwzajemniła uśmiech. - Jestem Łucja Berner. - A ja Sandra. Proszę, pokażę pani, który pokój Wiktor chce wykończyć. Przepraszam, ale nieco się śpieszę. – dodała gdy szły przez hol. – Muszę zawieźć Dawida do pediatry. Weszły do dużego jasnego pokoju. Łucja położyła swój bagaż i rozejrzała się. Ściany były pomalowane zwykłą, matową farbą, dlatego nie powinno być problemów. -To pokój Wiktora – powiedziała Sandra. Potarła policzkiem główkę dziecka. - Już dawno obiecałam pomóc mu w jego urządzeniu, ale jakoś nie miałam czasu. Tapeta jest tam pod oknem – Palcem wskazała na stos rolek. -Dużo czasu zajmie pani praca? -Nie sądzę. Którą ścianę mam zrobić? - Tę za biurkiem i tę z oknami. Pomóc pani z meblami? -Nie, dam sobie radę. Dziękuję – powiedziała Łucja, gdyż w pokoju stały tylko dwa fotele i stylowe biurko z komputerem. - To dobrze – Westchnęła Sandra. – Powiedziałam Wiktorowi, że…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych