Wróć do katalogu

Naznaczony, prolog

Bliżej nieokreślony świat, przygoda, drużyna poszukiwaczy przygód i młody żółtodziób...

quintarus, opublikowano , 8 min czytania, 4,1 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Arnas był młodzieńcem w wieku około dwudziestu lat. Mieszkał sobie spokojnie wraz z rodziną na skraju Lasu Adanedhel. Gdzieś w głębi kontynentu, z dala od morza, nie tak daleko do gór, o których zresztą i tak słyszał tylko z opowieści nieczęstych gości. W zasadzie Arnas znał osobiście okolicę w promieniu dwudziestu kilometrów. Tyle mniej więcej wynosiła droga przez puszczę do miasta, gdzie czasem wyprawiał się wraz z ojcem po zapasy jedzenia i niekiedy coś innego potrzebnego do gospodarstwa. Rodzina utrzymywała się z niewielkiego poletka nieopodal domu, ale uprawiali zboże przede wszystkim na własny użytek. Główne dochody stanowiły skóry zwierząt, których w okolicy było mnóstwo, a w których zdobywaniu specjalizowali się Arnas wraz z ojcem. Raz na jakiś czas jechali na targ do miasta je sprzedać. Chłopak od najmłodszych lat przyglądał się sztuce strzelania z łuku, chodząc na wspólne polowania. Z czasem sam dostąpił możliwości sprawdzenia siły tej śmiercionośnej broni. Teraz właśnie szedł wysłany przez matkę na kolejne polowanie. Nagle usłyszał trzask łamanych gałęzi, a po chwili jakieś pięćdziesiąt metrów zza krzaków wyłoniła się młoda, dorodna sarna. Ponieważ szczęśliwie Arnas stał pod wiatr, koza nie wyczuła go, sam natomiast momentalnie stanął, aby nie wywołać najmniejszego dźwięku. Bardzo powoli zdjął łuk z ramienia, z kołczana równie spokojnie wyciągnął jedną ze strzał. Wolno naciągnął cięciwę. Pięćdziesiąt metrów zwykle nie stanowiło żadnego problemu. Chłopak wycelował dokładnie w podgardle skubiącej trawę sarny, napiął wszystkie mięśnie, wstrzymał oddech i… nagły huk w oddali zaburzył jego koncentrację, strzała poszybowała około czterech metrów obok celu, podwójnie wystraszona koza zniknęła w mgnieniu oka z pola widzenia. Arnas w pierwszej chwili zaklął, z powodu pudła, w drugiej nie zastanawiając się ruszył biegiem w stronę domu. Stamtąd dobiegł go ten odgłos. Biegnąc myślał co to mogło być. Miał przeczucie, że nic dobrego. W tej spokojnej okolicy nie było nic głośniejszego od czajnika zawieszonego nad paleniskiem, dającego znać gwizdem o wrzącej wewnątrz wodzie. Tym bardziej chłopak był zaniepokojony. Wydawało mu się, że biegnie dwadzieścia kilometrów do miasta. Czas bardzo wolno płynął. Dobiegł wreszcie na skraj lasu. Stanął jak skamieniały. Nie wierzył własnym oczom. Po drugiej stronie polany jego rodzinny dom stał w płomieniach. Ruszył pędem skrajem puszczy w jego stronę. W miarę jak się zbliżał widział coraz wyraźniej postaci, stojące przed domem. Trzech ludzi na koniach w kolczugach, trzeci w zdobionej purpurowej szacie, wyglądał na półelfa. Cztery konie stały wolne, a ich właściciele z wyciągniętymi mieczami zajmowali się rodziną Arnasa. Dwóch było ludźmi, dwóch kraselfami, rzadkość w tych okolicach. Był tam jeszcze jeden człowiek, ale nie po stronie napastników, chociaż chłopak go nie znał. Będąc zbyt blisko Arnas przestał biec, zachował trochę trzeźwości umysłu i zaczął się skradać pomiędzy drzewami. Nagle ujrzał jak jeden z oprawców przebija mieczem na wylot brzuch nieznanego jegomościa. Ten osunął się powoli na kolana i runął twarzą na ziemię. Matka zaczęła krzyczeć, zalewając się łzami, tuląc jeszcze mocniej dwunastoletnią siostrę chłopaka, Vivien. Otrzymała za to cios w twarz rękojeścią miecza i zemdlała. Mała wystraszona do granic możliwości wtuliła się leżącą matkę i przestała płakać. Nie było czasu do zastanowienia. Arnas sięgnął po strzałę. Naciągnął cięciwę i wypuścił. Świszcząc w powietrzu grot utkwił w szyi zbira który skrócił życie nieznanego jegomościa. Krew z tętnicy trysnęła obfitym strumieniem. Mężczyzna łapiąc się za ranę, chwiejnym krokiem, opadł na nieopodal stojącą beczkę. Nie było innej możliwości. Pozostali napastnicy odwrócili się w…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych