(Nie)ludzkie uczucia :)
Nieco inne ukazanie uczuć w naszym życiu... Postanowiłam wyjść z ram tego co uważamy za rzeczywiste. Troszeczkę poprawiona wersja znajduje się na moim blogu www.tanczacemysli.blogspot.com zapraszam :)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Świat skurczył się i otulił warstwą mgły. Leżał i ciężko oddychał. Nic innego nie miało znaczenia. Czuł tylko zapach deszczu. Krople uderzały w jego ciało jakby próbowały go obudzić. Otworzył oczy. Skupił się na parkowej latarni, która co chwilę gasła i znów się zapalała. -Musisz wstać stary. Musisz wstać… nie możesz tu leżeć – wyszeptał tak cicho, że jedynie lampa usłyszała wypowiadane słowa. Jednak widok pobitego mężczyzny leżącego na ziemi, nie robił na niej żadnego wrażenia. Rytmicznie oblewała jego twarz bladym światłem obojętności. Krople spływały do ust, niosąc ze sobą słodki smak krwi. Wiedział, że za jakiś czas ból przebije się do świadomości i nie da mu szans. Jeśli nie wstanie teraz, to nie wstanie w ogóle. -Cóż za beznadzieja… - popatrzył na latarnię. – Ty też ledwo żyjesz nie? Tobie wymienią żarówkę, a mi siły nikt nie doda. Niesprawiedliwe. Wstać nie było aż tak trudno. Prawdziwą sztuką okazało się utrzymanie na nogach. Świat zamazał się ponownie. Mężczyzna miał wrażenie, że grunt pod jego stopami faluje. Oparł się rękoma o drzewo, zwieszając głowę. Buty przemokły, ale nie wyglądały najgorzej. Gdyby pominąć ciemne ślady krwi kapiącej z jego twarzy, można by w nich pójść na randkę. Zaśmiał się z własnych myśli. ’Przepraszam cię moja droga, ze tyle czekałaś. Pogoda taka piękna, więc zdrzemnąłem się w parku. Nie gniewasz się prawda? No to cudownie. Pytasz skąd ta krew? Sam nie wiem… Nie przejmujmy się tym złotko. Przecież to nasza randka. Zatańczymy?’ Roześmiał się znowu (jeśli można te chrapliwe dźwięki uznać za śmiech). -Sprawdźmy co my tu mamy, lub raczej czego już nie mamy. Brakowało portfela i dokumentów. Na szczęście znalazł w kieszeni stówę. ‘Nigdy nie wkładaj wszystkich banknotów do portfela, kiedy wyciągasz je z bankomatu, bo cię obrobią do zera. Jak się zlitują to może zostawią ci jedynie nadzieję, synu.’ – zabrzmiał w jego głowie głos ojca. -Mądra rada tato – pomyślał. – Zabrałbym cię za to na piwo, ale nie wiem czy w niebie macie przepustki. – dodał, uśmiechając się na tyle szeroko na ile pozwolił mu ból. Sił trochę przybyło. Nie były tak cudowne jak nowa żarówka dla lampy, ale jednak się pojawiły. ’Lepsze to niż nic.’ Nie wiedział gdzie jest i w którą stronę musi iść. Zdawał sobie sprawę jedynie z tego, że znajduje się w ciemnym parku i pada deszcz. Nogi same niosły go po kamiennych, nierównych płytach. Potykał się i chwiał niczym pijak wracający nocą z baru. - Hej kotku, masz ochotę na zabawę? – zapytała smukła postać w kręconych włosach i przykrótkiej spódniczce. - Nie dzięki… i tak już doskonale się bawię. Kąciki ust kobiety nie drgnęły, choć on był prawie przekonany, że to całkiem zabawne stwierdzenie. - To może masz papierosa? -Chyba nie palę. – zaczął przeszukiwać kieszenie.- Jeśli palę to nie mam przy sobie tego co by cię usatysfakcjonowało. Wyprostowała się. Obrzuciła go spojrzeniem, które można podciągnąć do kategorii ‘wariat’. -Dziwny jesteś. Pobili cię? Jak masz na imię? W tej właśnie chwili zdał sobie sprawę z tego, że nie wie nawet jak się nazywa. Zabrali mu dokumenty i nie mógł sobie przypomnieć. Wizja dalszej, bezcelowej drogi wcale go nie cieszyła. Rozbawienie zniknęło, ustępując miejsca czemuś w rodzaju strachu. Zignorował jej pytania. Po prostu powędrował dalej zamyślony, nie zwracając uwagi na zaskoczoną minę kobiety. Gdyby to zrobił, odczytałby z jej twarzy wyraźny, bijący neonowym blaskiem napis: ‘KRETYN’. Na ulicach panowała pustka. Mężczyzna szedł przed siebie. Nie przejmował się kałużami, które pojawiały się na jego drodze. Ze zdziwieniem stwierdził, że polubił dźwięk wydawany przez mokre podeszwy, stukające o asfalt. Mógł tak iść i iść, póki nie padnie z wyczerpania. Szczególnie podobał mu się widok małych balkoników ozdobionych kwiatami. Na niektórych z nich siedziały koty. Jak zwykle czujne, dumne i tajemnicze. ‘Gdzie się podziali ludzie? Przecież nie wszyscy śpią o tej porze.’ Gdzieniegdzie pobłyskiwały kolorowe światła programów telewizyjnych lecz nikt nie chodził po ulicy. Zupełnie jakby pochowali się przed światem. -Tylko ja… sam. – wyszeptał. Nie śmiał wymawiać tych słów na głos. To, że nikogo nie ma jeszcze o niczym nie świadczy. Jeśli ludzie chcieliby usłyszeć, nic by im w tym nie przeszkodziło. ‘Ściany mają uszy.’ Przy każdym budynku stała zdobiona ławka. Praktycznie wszystkie były puste… z wyjątkiem jednej. Dostrzegł, że siedzi na niej przygarbiona staruszka. Wyglądała jakby na plecach dźwigała wielki kloc, który stawał się cięższy z biegiem lat. Lampy w tej okolicy albo nie świeciły w ogóle albo wypluwały z siebie resztki kremowych strumieni światła. „Odezwać się czy po prostu przejść obok?’ – myśl ta przez parę sekund krążyła mu po głowie. -Dobry wieczór chłopcze. Wybacz, że zabieram ci twój cenny czas, ale czy możesz posiedzieć przy mnie? O tutaj – poklepała dłonią deski, wskazując mu miejsce obok siebie. Zaskoczyła go. Obejrzał się w niedowierzaniu jakby chciał sprawdzić czy rzeczywiście mówi do niego. -W zasadzie to czemu nie… - usiadł niepewnie. -Dziś jest piętnasty. Dzień urodzin mojego syna. Kiedy był mały, zawsze tego dnia siedzieliśmy na tej ławce. Opowiadaliśmy sobie żarty i zmyślone historie. Bogatą miał wyobraźnię ten mój mały. - Nie wątpię. – patrzył na nią. Nie mógł dostrzec szczegółów jej twarzy, ale jedno widział wyraźnie – smutny uśmiech. Uważał, że nosi maskę, której dzielnie używała, aby zakryć uczucia tkwiące gdzieś w głębi. Czuł wyraźnie jej ból. -Zapraszam do środka na herbatę. Kawa już dawno się skończyła. Nie daj się prosić… - lekko się uśmiechnęła. ‘Wejdę na chwilę, a potem znów ruszę przed siebie. W sumie to i tak nie wiem czego i gdzie szukać.’ Chwyciła go za rękę. Jej dłoń była delikatna i zimna. Poczuł wyraźną ulgę gdy przeszli przez próg mieszkania. W schludnie urządzonym domku unosił się zapach cynamonu i wanilii. Na bladoniebieskich ścianach wisiały obrazy przedstawiające postaci, których nie znał. ‘Zwyczajny dom zwyczajnej staruszki.’ Kiedy stanął w drzwiach saloniku, kompletnie osłupiał. Miał wrażenie, że z pokoju promieniuje samotność i przenika jego ciało. Na stoliku stały dwie świeczki, które swym blaskiem oświetlały kanapę i fotel, obite kwiecistym materiałem. W oknach wisiały idealnie białe firanki, częściowo zasłonięte przez beżowe zasłony. Jednak najciekawszy był kominek. Nadawał całemu pokojowi uroku. Stało na nim parę złoconych ramek. Były w nich zdjęcia młodego chłopaka. Na jednym grał w piłkę, a na dwóch pozostałych odbierał szkolny dyplom i siedział na plaży. W pewnej chwili staruszka podeszła do niego i powiedziała: -Jesteś do niego podobny. Nawet ubierał się tak jak ty. Kiedyś zostawił u mnie swój płaszcz. Do tej pory trzymam go w szafie w jego pokoju na górze. Nastała chwila krępującej ciszy. -Powiem ci coś w tajemnicy. – kąciki jej ust lekko się uniosły. – Kiedy przepełnia mnie wielka pustka, zakładam go i siadam przy kominku. Czuję jakbym go przytulała. Teraz już oboje się uśmiechali. -Dobrze. To będzie nasza sekret. Obiecuję, że nikomu nie powiem. – puścił kobiecie oczko. -Siadaj gdzie sobie życzysz. Zaraz przyniosę herbatkę.- odparła wyraźnie się rozpromieniając. Usiadł na fotelu. Oparł głowę i zatrzymał swój wzrok na kryształkach doczepionych do żyrandola. ‘Co ja tu właściwie robię?!’ Przez jego myśli przemknęła mała wątpliwość w to czy postąpił słusznie. Nigdy nie należy ufać osobom spotkanym na ulicy, tym bardziej, że on dał się zaciągnąć do czyjegoś domu w środku nocy. ‘No tak, nie przemyślałem tego dobrze, ale co mi może zrobić taka staruszka?’ Gdy postawiła filiżanki na stoliku, przyjrzała mu się dokładnie. -O
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Ookami
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…