Nie uszedłem
kartka z pamiętnika
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Nie uszedłem
Był poniedziałek, a żeby nie skłamać, to już był wtorek, bo północ minęła i poniedziałek wynikał mi tylko z pewnej „ciągłości”. Usadowiłem się przed odbiornikiem telewizyjnym, począłem oglądać „Między Ziemią a Niebem” (nie wiem, czy z dużych liter pisane). Program to zaprawdę nudny i bezpłciowy, choć w jego formule tkwi wielki potencjał, przeto staram się śledzić. Wygląda to tak: każdy odcinek ma jakiś temat przewodni. Widzowie zaś dzwonią i żalą się w związku z tymże tematem przewodnim, bądź też dzwonią i się nie żalą w związku z tymże tematem przewodnim, ponieważ akurat tak wypadło, że żalą się w związku z innym tematem, bądź w ogóle się nie żalą, tylko rozpływają nad swoim nie-żaleniem się (w związku z tematem przewodnim) i przy tej okazji udowadniają swoją wyższość nad tymi, co się żalą. W studio zaś zasiadają: pani redaktor, która nie wykazuje krztyny zrozumienia dla problemu, a jedynym jej poważnym atutem jest zręczne operowanie wszelkim banałem. Tudzież ksiądz (zawsze inny, a ostatnio bomba). Tudzież jakiś profesor, psychoanalityk, albo inszy szarlatan od umysłu (bez obrazy, oczywiście cenię wasz fach, panowie). „Czego się boimy?” – brzmiał ostatni temat. Czego zatem? - Ano nie trudno wykombinować, że rozmowa bardzo szybko zeszła na temat śmierci. Śmierci, śmierci, śmierci się boimy – cudzej, swojej, powszechnej… śmierci, ano śmierci. Też się boję. Boję się. Nie ukrywam, boję się. Też się boję. A był to wieczór, kiedy myśli takie były mi zbędne. Ja potrzebowałem czegoś głupawego, lekkiego, skocznego, jakiegoś zbawiennego fiu – bździu, bo ja wiem – komedii romantycznej? Kabaretu Kobuszewskiego? Monthy Pythona? Snu Nocy Letniej? Byleby nieco wiotkości, ulotności, niezobowiązującego rozhulania! Tu zaś z odbiornika – śmierć. Myśl narzucana mi z zewnątrz, myśl ciągnięta nie przeze mnie, ale przez to nie mniej ku mnie prąca. Memento mori i vanitas vanitatum. Wtem – hosanna – profesor przychodzi z ratunkiem! Śmierć, śmierć, ale jakże tragiczna jest też śmierć emocjonalna, śmierć duchowa za życia – na tę nutę prawi! Oj, lubię pana, poważam pana – śmierć duchowa! Co za słodki temat – nie przygniata mnie, nie dławi, a pociąga! Rozmawiajmy tedy! Rozmawiajmy! Śmieć duchowa! Śmieć duchowa, to, to! Widać…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Robin Goodfellow
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…