Wróć do katalogu

Niebardzo część pierwsza

Bardzo tragiczna opowieść z tragicznymi bohaterami, dziejąca się w tragicznym świecie, z osią fabuły kręcącą się wokół tragedii i wieloma tragicznymi wątkami. Nie czytaj, jeśli nie chcesz popsuć sobie humoru.

Reinee, opublikowano , 24 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Niebardzo

-Chłopcze wiesz, czy nie wiesz!? –Buka już szykowała czerwony długopis żeby wpisać Pawłowi wielką jedynkę –Szybciej! To najprostsze możliwe pytanie! Jak ty w ogóle zamierzasz zdawać maturę z chemii!? Paweł stał pod tablicą nerwowo się rozglądając, próbując wyczytać odpowiedź na pytanie nauczycielki w twarzach swoich przyjaciół, przytupywał przy tym nogą. -Nie zamierzam –odparł cicho -Oczywiście, że nie! –krzyknęła Buka –Bo nie zdasz do trzeciej klasy! Nagle ktoś zapukał cicho w drzwi do pracowni, Buka ściągnęła brwi. -Wejść! –wrzasnęła swoim skrzekliwym głosem Drzwi uchyliły się i do środka zajrzał wychowawca klasy. -Dzień dobry, Pani Buczyńska –powiedział nieśmiało -Dzień dobry, dzieci, nie wstawajcie. -Dzień dobry panu! –Buka nadal krzyczała, zupełnie, jakby zwracała się do któregoś z uczniów, a nie kolegi po fachu. Nie wstała też, by go powitać –O co chodzi!? Jesteśmy w trakcie bardzo ważnego pytania! Paweł już prawie nie zdał! Paweł przełknął ślinę. Nie było już dla niego ucieczki. Mógł najwyżej oblać, wynaleźć wehikuł czasu, cofnąć się do momentu na kilka dni przed pytaniem i przekonać samego siebie, że trzeba zacząć się uczyć, bo Buka niedługo wyrwie go do odpowiedzi. Nie wiedział, co jeszcze mu zostało. -No, a ja właśnie muszę porozmawiać z Pawełkiem na osobności – powiedział ze sztucznym uśmiechem wychowawca, cały czas nie wchodząc do klasy, a jedynie stojąc za lekko uchylanymi drzwiami. Paweł mimowolnie się uśmiechnął, pojawił się jakiś promyczek nadziei. Nawet gdyby miał iść na dywanik do dyrektora – wolałby być gdziekolwiek indziej niż tu, gdzie jest teraz. -To pilne!? –Buka miała minę, jakby ktoś zabrał jej sprzed nosa dobrze wypieczony stek -Nie cierpiące zwłoki, że tak powiem –wychowawca zakaszlał i podrapał się po brodzie –Choć może to niezbyt poprawna metafora… Nastała dłuższa chwila ciszy, Buka schowała twarz w dłoniach, w końcu wysapała -Idź, Paweł, tylko wracaj szybko. Chłopakowi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Dumnym krokiem ruszył w stronę drzwi, które wychowawca szeroko dla niego otworzył, a następnie zamknął za plecami, tak że byli sami na korytarzu. Wychowawca chciał mu coś powiedzieć, najwyraźniej coś ekscytującego, bo nim zaczął mówić złapał go atak kaszlu. Paweł grzecznie i cierpliwie czekał, aż skończy. Cokolwiek wychowawca mu powie, będzie to szczęśliwa wiadomość. Tak, Paweł, po raz pierwszy od dawna mógł uznać, że ma szczęście. Gdyby ktoś spytał Pawła, czy jest zadowolony ze swojego życia, pewnie odpowiedziałby „nie bardzo”. Prawda, że miał dach nad głową, pełną lodówkę i nawet kilku dobrych kolegów, ale nie czuł się szczęśliwy. Nie miał żadnego hobby, bo i w niczym nie był dobry. Nie uprawiał żadnego sportu i nie grał na żadnym instrumencie. Strasznie żałował, że rodzice nie zapisali go na nic, gdy był młodszy. Cóż, oboje twierdzili, że małe dzieci powinny się bawić, a nie spełniać chore ambicje rodziców. Świetny przykład na to, że poradniki do wychowywania dzieci nie zawsze mają racje. Szczęście w nieszczęściu, że rodzice tak postąpili, bo ciotka Pawła prowadzi w mieście szkołę baletową – zniżki dla rodziny i przyjaciół. Ale to był tylko wierzchołek góry lodowej problemów, jakie miał Paweł. Problemów, który każdy ma, w pewnym wieku, a z których za wiele lat będzie się śmiał, pamiętając jednak, że wtedy wydawały się cholernie ważne. Paweł nie miał szczęścia do kobiet. I nie znał się na typowo męskich tematach. I nie mógł trzymać w domu zwierzaka, a zawsze chciał mieć psa. Ale najgorsze, zdecydowanie najgorsze było to, że Paweł NIENAWIDZIŁ szkoły. Nie cierpiał wszelkiego przymusu, a nie wiele jest tak wysysających z człowieka życie rzeczy, jak budzenie się co dzień wcześnie rano, by robić to, czego się nie cierpi. Paweł miał złe oceny, ale nie dlatego, że był głupi, tylko dlatego, że się nie uczył. A nie uczył się nie dlatego, że nie lubił, ale na przekór wszystkim. Na lekcji zajmował się wszystkim, poza nauką, a z klasy do klasy jakoś przechodził dzięki sprytowi i urokowi osobistemu, które w kryzysowych sytuacjach umiał w sobie wykrzesać w sporych ilościach. Aż w końcu, pewnego dnia, na horyzoncie pojawiła się Pani Buczyńska – Buka. Była najsroższym, najokrutniejszym i najgłośniejszym nauczycielem chemii po tej stronie równika. Umiała usidlić Pawła jak nikt. Podobno kiedyś była miła dla ludzi. I nie krzyczała. Co się z nią stało? Nie wiadomo. Ale Pawła niezbyt interesowała przeszłość Buki. Interesowało go to, że ta kobieta postawiła sobie za cel zakończyć jego karierę w tej szkolę. Całkowicie wykończyła psychikę chłopaka, już i tak nieźle nadwątloną. Prawda jest taka, że ostatnie miesiące Paweł był chodzącą beczką prochu – jeden mały uraz, jeszcze jeden żart losu, jedno nieszczęście, a chłopak załamałby się. Być może stałoby się to właśnie w czasie odpytywania na lekcji przez Bukę. Ale Paweł został niespodziewanie uratowany, wyciągnięty nie tylko z jaskini, ale już z samej paszczy lwa. Uśmiechnął się wtedy i pomyślał przez chwilkę, że być może to znak. Że teras los się odmieni. Że zaczną go spotykać tylko dobre rzeczy. Że od teraz będzie wiódł nowe, wspaniałe życie, pełne przygód, miłości, i wszystkich kolorów tęczy. -Chłopcze, twoja matka nie żyje – powiedział wychowawca patrząc Pawłowi prosto w oczy -Słucham? –odparł chłopak, cały czas z szerokim uśmiechem -Twoja matka –powtórzył wychowawca –Nie żyje. Miała wypadek. Nie żyje i już nigdy nie wróci. Paweł przestał się uśmiechać. -Ale, ale! –wypalił wychowawca, widząc, że chłopak się zasmucił –Spotkasz się z nią w Niebie po śmierci, jeśli będziesz dobrym człowiekiem! Wybacz, że mówię ci to wszystko tak nagle i bez ogródek, ale w poradniku do wychowywania dzieci czytałem, że o takich rzeczach trzeba informować jasno i dobitnie, żeby nie dawać fałszywej nadziei. Czujesz się, jakbyś miał jakąś nadzieje? Paweł pokręcił głową. -To świetnie! –ucieszył się wychowawca –Myślę, że powinieneś już iść. Podjedzie po ciebie twój tata, zabierz tylko swoje rzeczy z klasy i biegnij. Wychowawca pogłaskał chłopaka po głowie i ruszył w swoją stronę, Paweł został na korytarzu sam. Długo stał i milczał, patrząc w ścianę. Nagle poczuł, że cienki lód, po którym całe życie chodził, zaczął pękać. Świadomość, że zaraz wpadnie do lodowatej wody nie napawała go optymizmem. Właściwie nic już go nim nie napawało. Czuł się bardzo źle. Czuł się nie bardzo. Wszystkie jego poprzednie myśli go opuściły. Wszystkie się nie sprawdziły. Poza jedną – tą, że teraz zacznie nowe życie. * Przepłakana noc to okropna rzecz, Paweł wiedział o tym dobrze. Można płakać długo, aż do momentu, gdy zabraknie łez lub sił. Ale trzeba to też robić niezwykle cicho, jeśli nie jesteśmy sami w domu. Ale płacz nie jest w cale zły, wręcz przeciwnie, daje uczucie oczyszczenia. Najgorsze są pobudki po takiej nocy. Gdy otwierasz oczy i myślisz sobie „nic się nie zmieniło”. Możesz płakać ile chcesz, ale to, przez co się płakało, rano będzie istnieć nadal. Choćby się złorzeczyło na ludzi i los ze wszystkich sił, wszyscy ludzie i wszystkie rzeczy wciąż będą tam, gdzie były poprzedniej nocy. Można by więc uznać, za taki płacz to tylko strata cennego czasu na sen. Ale mimo to ludzie wciąż płaczą. I Paweł też płakał tej nocy. Płakał, bo wszystko było nie tak, jak zawsze chciał. Płakał, bo wpadł do lodowatej wody, do oceanu szaleństwa. I nie płakał wcale cicho, mimo, że za ścianą był jego ojciec. Bo Jego ojciec też płakał głośno. Ale w końcu, po wielu godzinach, obaj zasnęli. Czy ten płacz coś im dał? Nie bardzo. Ich łzy nie wskrzeszały zmarłych. Ale czuli, że tej nocy nie zasnęliby w inny sposób, jak z wyczerpania sił. Paweł budził się kilka razy. Za każdym razem zrywał się i głośno łapał powietrze. Za każdym razem, gdy tylko otwierał oczy, przypominał sobie, jakim jest nieudacznikiem i pechowcem, i jakie nieszczęścia się za nim ciągną. Za każdym razem rozglądał się i widział świat coraz bardziej rozmazany. I za każdym razem zasypiał znowu, biorąc głęboki oddech. I tak przez całą noc, przed najniezwyklejszym porankiem swego życia. * Paweł przejechał ręką po twarzy. Nie otworzył jeszcze oczu, ale już czuł, że są napuchnięte od płaczu. Tak jak się spodziewał, jego pierwszą myślą po przebudzeniu było „wszystko jest wciąż takie same”. Myśl ta szybko jednak zniknęła z jego głowy, zaraz po tym, jak usiadł, przeciągnął się i, co najważniejsze, otworzył oczy. Aż krzyknął, bardzo krótko, bardzo głośno, szybko schował się po kołdrę. Zaczął szybko łapać powietrze w nozdrza i wtedy dopiero poczuł lekki zapach spalenizny, który po tylu haustach zaczął wżerać mu się w śluzówkę, co wyrwało go z szoku. Powoli wyjrzał z pod kołdry. Wszystko w jego pokoju, wszystko, od podłogi, ścian i sufitu, przez meble, na łóżku kończąc było ciemnoszare z lekkim odcieniem żółci, a może zieleni. I, co Paweł zauważył dopiero teraz, wszystko lekko falowało, jakby patrzył przez gorące powietrze. -Co jest… -spytał sam siebie i zaczął rozcierać sobie oczy, zaczął się bać, że może coś mu się z nimi stało od płaczu. -No co się stało!? –krzyknął, gdy rozcieranie nic nie pomogło. Wtedy nagle zauważył, je jego własne ręce mają normalny kolor i w ogóle nie falują. Nagle Paweł przypomniał sobie o zapachu, który unosi się dookoła. Obwąchał się –śmierdział spalenizną. Obwąchał łóżko – tez śmierdział. Wstał i obwąchał pokój –wszędzie unosił się ten lekki odór. Paweł rozmasował czoło, nie wiedział co o tym myśleć. Podszedł do okna i wyjrzał na dwór, widok aż zaparł mu dech w piersi. Wszystko było szarobure i ciemne, całe blokowiska falowały u nasad. Paweł uznał, że ten odcień to może wcale nie żółć, ale barwy sepii. Na ulicach nie było ludzi, ale było jeszcze wcześnie. Paweł spojrzał na falujący zegarek i uznał, że jego tata musiał wyjść do pracy ledwie kilka minut temu. Chłopak otworzył okno żeby wywietrzyć pokój. Do pomieszczenia wpadł przeraźliwy chłód, niosąc ze sobą zapach spalenizny, Pawła przeszedł dreszcz. Termometr wskazywał piętnaście stopni , ale to było absolutnie niemożne. Było maksymalnie pięć stopni, w najgorszym przypadku równe zero. -Cholera, o co chodzi!? – Paweł natychmiast zamknął okno Chłopak usiadł na łóżku i zaczął myśleć, ale absolutnie nic konstruktywnego nie przychodziło mu do głowy. Rozpatrzył kilka scenariuszy, ale wszystko sprowadzało się albo do ataku kosmitów, albo do wybuchu wojny i zaatakowania jego miasta jakąś bronią biologiczną. Była tez opcja mówiąca, że Paweł umarł i jest teraz duchem, ale chłopak szybko wyrzucił wszystkie te historyjki z głowy. Zebrał w sobie siły, ubrał się trochę cieplej niż zazwyczaj i wyszedł z mieszkania. Na klatce schodowej było tak ciemno, że Paweł aż zapalił światło, co trochę pomogło. Schody falowały jak szalone, tak, że chłopak w pierwszej chwili złapał się poręczy i trzymał jej z całych sił, ale po chwili okazało się, że po schodach schodzi się jednak dość łatwo. W końcu udało mu się zejść na parter, szybko otworzył drzwi i wybiegł na dwór. I tu wszystko było w dziwnych, ciemnych kolorach, powietrze śmierdziało spalenizną, było całkiem zimno, ale nie aż tak bardzo, jak Paweł odczuł to w pokoju. Tuż nad ziemią unosiła się mgła. -Nic nie rozumiem –wyszeptał Paweł. Nagle chłopak usłyszał, jak otwierają się za nim drzwi do klatki schodowej, ktoś musiał wyjść zaraz za nim. Paweł, uradowany, odwrócił się szybko i stanął jak wryty na widok tego, co zobaczył. W drzwiach stała dziwaczna istota. Miała posturę człowieka, była jednak cała biała, czy może raczej, co przyszło do głowy Pawłowi, świetlista. Gdyby dało się zebrać trochę bardzo jasnego światła, a następnie uformować z niego prostą postać o walcowatych kończynach, prostym tułowiu i głowie bez nosa, kości policzkowych, uszów i włosów, otrzymalibyśmy właśnie taki twór. Kształtami…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych