Niechciane wspomnienia
Starszy pan, jego kot, drewniana weranda i parę chwil z przeszłości
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Weranda powoli zalewana była blaskiem czerwonego słońca. Ostatnie promyki przeciskały się pomiędzy gałęziami okoliczny drzew. Przepływały przez mozaikę z liści, które łapczywie sięgały po ostanie chwile ciepłego światła. Dzień odchodził w niepamięć. Wiele osób pędziło w tej chwili przed siebie, uzbrojeni w zaborcze myśli, kierowali swoje kroki ku kolejnym wydarzeniom. Uwagę ich bardziej przykuwał fakt, dzwoniącego telefonu, niż magiczny pejzaż wymalowany na czerniejącym niebie. Był jednak ktoś, kto czekał na ten spektakl każdego wieczoru. Siadał w starym, na wpół przeżartym przez korniki fotelu i z kubkiem ledwo ciepłej kawy, podziwiał starania odległej kuli lawy. Stare oczy już prawie całkowicie straciły swój kolor, włosy, niegdyś burzliwie broniące swojej indywidualności, teraz spływały szarą strużką. Na jego kolanach czekał kraciasty koc, na drugiego wytrwałego widza. Zazwyczaj główka wyłaniała się zza zakrętu i z cichym miauknięciem, oznajmiała swoją obecność. Dzisiaj też wpadł na chwile. Przeciągnął się i niezgrabnie wskoczył na swoje miejsce. - No, już myślałem, że zapomniałeś dzisiaj o mnie – z lekką drwiną staruszek przywitał swojego towarzysza – przesłań się wiercić, siadaj, zaczynamy. Szare, wyleniałe futro, zupełnie zignorowało ten przytyk i kontynuując swój codzienny taniec, ułożyło się na kolanach swojego pana. Patrząc mu w oczy, wymusiło pogłaskanie po kościstym grzbiecie. - Zagramy dzisiaj w tysiąca – rozległo się zapytanie dochodzące z głębi domu. - Nie gram z tobą, bo oszukujesz – szybko odpowiedział staruszek. - A ty ciągle to samo, setki razy potarzałam ci przecież, że to był przypadek, karta musiała mi wypaść. Nie wiem jak to się stało. - Ważne, że ja wiem. Z oszustkami nie gram. - Lepiej się przyznaj, że po prostu jestem lepsza od ciebie, a ty nie potrafisz przegrywać – z przekorą odpowiedział głos z domu – zawsze wygrywałam, a ty zawsze znalazłeś jakaś wymówkę, która pozwoliła ci usprawiedliwić przegraną. Ta historia odgrywana była niemal każdego wieczoru, te same słowa padały po sobie. Żadne z nich nawet się nie uśmiechnęło, chociaż w duchu, każde z nich się śmiało na głos. Tak, jak wtedy, gdy grali ze sobą morze czasu temu. Siedzieli w małym pokoju, którego skośny dach zabierał połowę dostępnego miejsca. Przez małe okienko, wpadał gorący podmuch dogasającego dnia. W głowach lekko szumiało różowe wino, a oczy świdrowały podstępne spojrzenia przeciwnika. - … jak byś trzymał karty przy sobie, to nie było by problemu – śmiała się – ja wcale nie patrzyłam, to ty odchyliłeś je tak, że wszystko było widać ! - No faktycznie, tak bardzo je odchyliłem, że prawie wywróciłaś kieliszek, starając się nie patrzyć – z udawaną powagą odpowiedział – Jeśli, jeszcze bardziej będę trzymał karty przy sobie, to już widzieć ich nie będę. - Ej, sugerujesz, że oszukuje. Ja? Przecież, to tobie, co i rusz rozsypują się karty po podłodze. Mogli by grać pięcioma kartami, a i tak gra trwałaby godzinami. Nie miało znaczenia, kto faktycznie wygrywał, czy o co grali. W te wieczory, gra toczyła się zupełnie gdzie indziej, na zupełnie innej płaszczyźnie. Subtelnie zabierała ich myśli na wspólna wyciekę, w miejsce, które znali, które kochali. Kot coraz mocniej pracował nad nogami swojego nosiciela, ugniatając na nich coraz to nowe wzorki. Niecierpliwił się, nagłym brakiem zainteresowania i mechanicznymi pociągnięciami dłoni po jego grzbiecie. - A ty co tu, pompujesz, łapkami? – uśmiechnął się staruszek – już dobrze, dobrze. Będę głaskał tak jak lubisz, dręczycielu. - Miau – odparł kot i ponownie ułożył się w swoim kocowo-kolanowym legowisku. Oczywiście kompletnie nie zależało mu aby ktokolwiek go głaskał, ale jak już to robi, to niech chociaż robi to porządnie. Kochał tą szorstką dłoń. - Robię kolację, chcesz coś? – szczekanie naczyń z głębi domu i tak już dawno powiadomiło o czynnościach jakie się tam wykonywały. - Nie. Nie jestem głodny. - Na pewno? Nie będę chodziła dwa razy. - No dobra, jak już koniecznie musisz, to zrób mi kanapkę. - Skoro nie chcesz, to nie będę cię namawiała. - No tak, najpierw sama proponuje, tylko po to aby na końcu wymusić proszenie! - Nic nie wymuszam, jak poprosisz to ci przyniosę. - No, dobra. Poproszę, jedną, z ogórkiem. - Co tam szepczesz, bo nie usłyszałam. - Poproszę kanapkę, mam błagać? - Pewnie by nie zaszkodziło, może nawet spowodowałoby, że by mi dzięki temu nie upadła na podłogę – głos śmiał się zaczepnie – ale zawsze możesz zaryzykować. - Nie będę cię błagał o kanapkę – zastanowił się chwilę, po czym szybko dopowiedział – ponownie. - Dobrze, już dobrze. Skoro tak ładnie prosisz to ci zrobię jedną z ogórkiem, tak jak chciałeś. - Ha, więc jednak słyszałaś co mówiłem. Wiedziałem, że tylko mnie tak dręczysz. - Możesz powtórzyć, bo nic nie słyszę – dało się słyszeć tłumiony śmiech, przykrywany stukotem noża o drewnianą deskę do krojenia. - ech … Zawsze lubił patrzeć jak przygotowywała jedzenie. Czasami wchodził cicho do kuchni, tak aby nie zdradzić swojej obecności. Opierał się o szafki i z uwagą obserwował dłonie tańczące przy drewnianej desce. Co i rusz, pokrojone kawałki nie trafiały do garnka. Nigdy nie próbowała swoich potrawa w trakcie ich przygotowywania, ale uwielbiała podjadać poszczególne składniki. On tego nie cierpiał, chociaż w bardzo specyficzny sposób. Po prostu zakazał jej tego robić, wiedząc że ona i tak się nie powstrzyma i ukradkiem porwie jakiś kąsek. On mógł wtedy, żartobliwie ją skarcić, tak jak ojciec upomina mała córeczkę, gdy ta z anielskim uśmiechem i umorusaną w czekoladzie buzią, stara się wytłumaczyć że nawet nie wie gdzie znajduję się pudełko z pralinkami. No nie można się gniewać, na taki obrazek. I on nigdy się nie gniewał. Cząstka pomidora, powędrowała wprost z pod noża do lekko otwartej buzi. - Ile razy powtarzałem, że masz nie podjadać, później nie tkniesz obiadu. - Dobrze, tatusiu – wysepleniła przez usta, z których jeszcze wystawała połówka pomidora – zjem wszystko. - Dobrze, córuś – podejmując jej grę, odpowiedział – i tak będziemy siedzieć przy stole, aż wszystkiego nie zjesz. Do ostatniego kęsa. - A będzie nagroda, jak wszystko grzecznie zjem? - Zobaczymy – uśmiechnął się zawadiacko – a co by Pani życzyła sobie na deser? - Uciekaj z mojej kuchni, cywilom wstęp wzbroniony – roześmiała się , pogroziła mu kuchennym nożem i powróciła do świata ćwiartek pomidorów i plasterków pękatego bakłażana. - Idę. A będziesz tęsknić? - Sio! Na werandzie powoli zaczynało się robić…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil kartonbezpudla
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…