Wróć do katalogu

Niemożliwe? A jednak prawdziwe? rozdział 1, 2, 3,

Losy Kate w zwykłym a może jednak niezwykłym świecie.

MeganB, opublikowano , 20 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

ROZDZIAŁ 1. KATE: Urlop czas zacząć. W końcu moje zasłużone wakacje od czasów szkoły średniej nie wiem co to dłuższy odpoczynek. Niestety tak to już jest gdy nie ma się bogatego tatusia który spełni każdą zachciankę swojej księżniczki. No a mój niestety a może stety miał nas tzn. moją mamę i mojego brata w tyłku. Oczywiście Artur to przyrodnie rodzeństwo z pierwszego związku mojej matki ale zawsze ojciec mówił, że kocha nas jednakową miłością szkoda, że na słowach się skończyło. Nie mam żalu i nie jest mi z tego powodu smutno bo miałam dość słuchania kłótni rodziców więc to taki plus. Wiem, wiem nie wypada tak mówić o zmarłej osobie ale cóż nic nie mogę na to poradzić zalazł mi za skórę. Kochałam go ale gdy dorosłam spostrzegłam że kawał z niego drania. Zginął w wypadku samochodowym. I to by było tyle w jego temacie. Nie powinnam o tym myśleć, muszę się zacząć cieszyć wolnym czasem. Mam aż trzy tygodnie wolnego. Dziwnie się czuję z takim nadmiarem czasu i brakiem planu zajęć. Ale odkąd dostałam pracę w księgowości firmy “Finn Financial Center” to mam możliwość takiego luksusu sprawienia sobie dłuższych wakacji. To moja pierwsza poważna praca na pełen etat więc przez dwa lata jak tu pracuję starałam pokazać że w pełni sobie zasłużyłam na to stanowisko i tak mój urlop polegał na przedłużeniu sobie weekendu o jeden góra dwa dni. Ale nadszedł już czas aby zaszaleć jak to mówi Emilie. Emm to moja najlepsza przyjaciółka jest dla mnie jak siostra. I choć wychowała się ona zupełnie w innym środowisku nazwijmy rzeczy po imieniu bogaczy to na prawdę nas to nie różni. Może to przez jej rodziców którzy nauczyli ją aby pieniądze nie wpływały na jej zachowanie i postrzeganie ludzi. Chociaż są majętni to i tak kazali Emm iść pracować a raczej dorabiać sobie podczas szkoły do restauracji aby poznała wartość pieniądza. Dzięki jej rodzicom mieszkam od kilku tygodni w swoim mieszkaniu nie daleko Central Parku. Podarowali mi kluczę i powiedzieli, że jeśli nie przyjmę prezentu to sprawie im ogromną przykrość dlatego nie miałam innego wyjścia jak cieszyć się z ich hojności. Czasem myślę, że kochają mnie dlatego, że bardzo by chcieli mieć drugie dziecko lecz matka Emilie dwie ciąże poroniła cudem i tak było donoszenie i urodzenie zdrowej mojej przyjaciółki. Również bardzo ich kocham zawsze są blisko przy mnie jak moja mama i brat. Pierwszy tydzień zamierzam spędzić tylko i wyłącznie z moim narzeczonym Lukasem. Jesteśmy razem już od siedmiu lat z czego od półtorej roku po zaręczynach. Do ślubu nie śpieszy się nam chcielibyśmy się jakoś ustawić i dopiero wtedy myśleć o ceremoniach. Bardzo go kocham to moja pierwsza poważna miłość. Gdy się przeprowadziliśmy do USA miałam 13 lat było to zaraz po śmierci mojej babci Anastazji ze strony ojca. Moja kochana staruszka nie miałam lekkiego życia ale,nigdy się nie poddawała. Cieszyła się chwilą, aż do samego końca. Mama mówiła że nawet po śmierci miała uśmiechnięta twarz. Dlatego też przestraszyłam się gdy kilka tygodnie przed śmiercią bardzo poważnym tonem jakby miała wybuchnąć bomba powiedziała -" Pamiętaj moja mała Księżniczko, że jesteś wyjątkowa." -nie było by w tym nic dziwnego w końcu wszyscy tak mówią do dzieci, gdyby po chwili nie dodała -"Jesteś jedyna, tylko ty taka jesteś, nie powtarzalna, nie bój się tego. Otwórz umysł gdy przyjdzie pora, ale i oczy miej szeroko otwarte gdyż niebezpieczeństwo czyha za rogiem." -babunia to potrafiła opowiadać, że aż się włos jeżył, bardzo mi jej brakuję. To po jej śmierci stwierdziłyśmy z mamą że przeprowadzimy się z Polski do rodzinnego domu Anastazji. Babcia wychowywała się w Stanach ale to za swoim mężem postanowiła przenieść się do Polski. Dziadek Michael był polakiem stąd też moje polskie korzenie gdyż cała rodzina Michaela pochodziła z Europy. Część z Rumuni, Węgrzech, Rosji, Niemiec i Polski. Posiadam nieźle wymieszaną krew taki szejk europejsko amerykański. I tak to przybyliśmy do Ameryki. Chcieliśmy zacząć wszystko od nowa. Z początku dziwnie było przestawić się na obcy język -całe szczęście że rodzice pilnowali abyśmy z Arturem uczęszczali do klas dwujęzycznych gdyż dzięki temu od dziecka nie było dla mnie problemem porozumiewać się w dwóch językach. Lecz przestawić się na stałe na angielski wymagało ogromnego skupienia, do dzisiaj palnę coś jeszcze po polsku. O cholera gdzie ta komórka to pewnie Luke. - Słucham -znowu odbieram nie patrząc kto to. - Cześć Kiti! - Wiesz jak nie znoszę gdy tak do mnie mówisz Emilie -chyba wyczuła moje udawane oburzenie. - Och Kate jak ja kocham tą twoją udawaną irytację -roześmiała się moja papużka- dzwonię zapytać jak mija pierwszy dzień wakacji i czy masz już jakieś plany na najbliższy tydzień? - Już mówiłam, że pierwszy tydzień spędzam z Lukasem –śmiejąc się mówię dalej- Słońce widać jak ostatnio bujałaś w obłokach podczas naszej rozmowy. - Oj tam od razu bujałam –wzdychnęła romantycznie- ja tylko cieszę się moim Skarbem Tomasem I nadchodzącym ślubem. A wracając do tematu –wyczuwam nutkę groźby w jej głosie –to po tym tygodniu obowiązkowo musisz się zameldować u mnie w celu wspierania swojej najlepszej przyjaciółki obecność bezsporna!!! –wesoło wykrzyknęła. - Z racji tego, iż mam do Ciebie słabość to na miliard procent pojawię się w wymaganym terminie ale pod jednym warunkiem –śmiejąc się dodałam –tylko pamiętaj o lodach bez tego to mnie do siebie końmi nie zaciągniesz. - Trzymam za słowo Kiti buziaki -cmok, cmok - No trzymaj się Emm – cmok, cmok, szybko jeszcze przypominając sobie powiedziałam -pozdrów rodziców i ucałuj ich ode mnie. No to drugi tydzień mam też już zaplanowany bo jak znając życie to Emm nie wypuści mnie tak szybko od siebie. Teraz jak już wyczuła, że mam tyle wolnego to jak mur beton a będę musiała zabrać ze sobą kilka ciuchów na przebranie bo zabawie tam kilka dni. Lukasowi będzie to na rękę, ponieważ on musi po urlopie wracać już do pracy. Znowu telefon. Tym razem Luke. – Cześć Pysiaczku. – Witam Cię Kwiatuszku –jeju już się rozklejam słysząc jego piękny głos, który w zanadrzu schlebia mi już na dzień dobry – Dzwonię zapytać jak mija pierwszy dzień wolnego? I czy już jesteś gotowa na poświęcenie mi całej uwagi przez siedem pięknych dni i długich nocy? –wyczuwam jego uśmiech nawet przez telefon -No wiesz to zależy od Twoich propozycji –zaczynam lekko flirtować- co miałeś na myśli mówiąc piękne dni I długie noce? -A tobie tylko jedno w główce siedzi –śmiejąc się dodaję- I jak Cię tu nie kochać Kiti? -Głodnemu chleb na myśli jak widzę. A tak na poważnie to o której będziesz spakowana już jestem więc teraz wszystko zależy od tego o której po mnie przyjedziesz? -Będę za godzinkę. No to pa Kiti wyglądaj za swoim rycerzem. -Oj Luke, jesteś niemożliwy. Czekam. Pa. Cholera musiałam go trochę okłamać z tym pakowaniem jeszcze została mi się połowa rzeczy z listy do spakowania. Musze się brać za robotę. Ależ się cieszę z tego tygodnia spędzonego wspólnie na spa a potem kilka dni w domku letniskowym rodziców Luke. Jak ten czas szybko leci już minęła godzina. Dzwonek do drzwi. -Kochanie jak miło Cię widzieć –mówi Lukas całując mnie gorąco I pieszcząc namiętnie rękoma po ciele. Ciężko się było nam oderwać od siebie. -Przy Tobie ciężko złapać oddech tak zachłannie mnie całujesz. –nie to żeby mi to przeszkadzało, ale lubię się z nim podroczyć. -Gotowa? Gdzie walizka? -Pewnie. Tu koło wieszaka. -Zamykaj drzwi –powiedział znowu mnie ściskając i namiętnie całując –to na zachętę przed długą drogą. -Jasne już się robi. –odpowiedziałam w przerwie pocałunku. No i wyruszyliśmy w podróż marzeń.

ROZDZIAŁ 2. ROSALIE: Siedzę w pokoju czytam książkę wtem pojawia się mój brat Adam. -Witaj Adamie cóż Cię sprowadza w moje skromne progi?? –zaskoczyłam go. -Witaj siostrzyczko –szybko podchodząc ucałował mnie w czoło –czy zechciałabyś mi towarzyszyć na dzisiejszej kolacji?? -Zapraszasz mnie na kolację braciszku, jakże mogłabym Ci odmówić?? –puszczam oczko w jego stronę I się śmieję -Dobrze więc jesteśmy umówieni. Oczekuję Cie Rose o godzinie 20:00. Będę czekał przed domem. Obowiązuję wygodny strój. Musze się przebrać w coś innego ponieważ moja niebieska sukienka nie jest zbytnio wygodna tym bardziej w zestawieniu z butami na obcasie. Myślę, że dżinsy i bluzka z długim rękawem wystarczą. Jeszcze tylko upnę włosy w warkoczy I jestem gotowa. Dochodzi już 20:00 lecę, Adam nie lubi spóźnień, w zasadzie to ich nie toleruje. Nie chcę go złościć. Od śmierci rodziców nie jest sobą może to przez przejęcie obowiązków głowy rodziny w końcu nie mieszkamy sami mamy przy sobie kuzynkę Anne, kuzynów Davida i Christiana oraz przyjaciół Sarę Petera oraz Samuela. Dom jest ogromny więc bez problem się tu wszyscy mieścimy. Sama już nie wiem Adam tak jakby zamknął się w sobie jego oczy straciły ten blask życia. Stał się małomówny –gdzie kiedyś mogliśmy rozmawiać do rana o byle czym. Może to przez ciężar obowiązków bycie alfą w rodzinie nie należy do najłatwiejszych zadań opór zawsze się jakiś znajdzie, nasza rodzina jest na prawdę ogromna nie kończy się na mieszkańcach naszego domu. -Spóźniłaś się –zironizował Adam -Wybacz to tylko minutka. –uśmiechając się do niego podeszłam I położyłam mu dłoń na ramieniu przyglądając się jego oczom. -Znowu to robisz! –warknął –nie cierpię gdy patrzysz na mnie w ten sposób! -Bo przypominam Ci matkę? –odszczeknęłam się. -Nie mówmy już o tym temat został zamknięty co się stało to się nie odstanie. –to była bardzo zdystansowana wypowiedź z jego strony, jeju co on taki wiecznie poważny. -Ustąpię bo nie chce popsuć nam kolacji. –Cmoknęłam go w policzek na zgodę, nie lubi jak tak robię. Ruszliśmy biegiem przed siebie. Minęliśmy nasza posiadłość która liczy sobie kilka hektarów. Po czym udaliśmy się prosto do lasu. Adam z kamienną twarzą dotrzymywał mi kroku. W końcu po dotarciu do celu na polanie otoczonej wysokimi drzewami porośniętej krzewami, kucnęliśmy za ogromnym kimaniami. Nagle Adam wyrwał wprost przed siebie biegł jak szalony za ogromnym jeleniem. Potem z wielką…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych