Nienormalny spacer
Krótka historia niewiarygodnej przechadzki. Ogromna inspiracja mistrzem Lovecraftem.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
W moim pokoju panował półmrok. Przytłumione światło przeciskało się przez niebieskie rolety, nadając pomieszczeniu błękitnawą poświatę. Rozejrzałem się zaspanymi oczami po pokoju. Na brązowym biurku stał laptop, tak jak go wczoraj zostawiłem, zasypany papierami, prawie rozładowany telefon i niemal pusty portfel. Podniosłem się niechętnie, ubierając czarną bluzę i również czarne jeansowe spodnie. Zebrałem z podłogi brudne koszulki i wrzuciłem je do kosza na pranie, stojącego w kącie pokoju. Przecierając oczy podszedłem do okna. Półmrok zawdzięczał swoje błękitne zabarwienie niebieskim roletom, które w całości zasłaniały okno. Podniosłem jedną z nich. Po chwili zmarszczyłem czoło i znów przetarłem oczy. Zobaczyłem przez okno to samo kilkusettysięczne miasto, w którym mieszkałem od lat; wiele osiedli mieszkaniowych, stare peerelowskie bloki, jedne odnowione, inne nadal obskurne jak w latach osiemdziesiątych, sklepy, małe, osiedlowe i wielkie hipermarkety, wieże kościołów oraz gmachy uniwersytetów. Zdawałoby się, że ujrzałem znowu ten sam widok, jaki widziałem już tysiące razy patrząc przez okno mojego pokoju, znajdującego się w mieszkaniu na piątym piętrze bloku. Ale tym razem w panoramie miasta było coś nieuchwytnie niepokojącego. Albo obudziłem się o brzasku, albo o zachodzie słońca, ponieważ miasto było zalane nieco jaskrawym, pomarańczowo-czerwonym światłem. Ale promienie, rzucane przez słońce pod niskim kątem, wywoływały u mnie jakąś niezidentyfikowaną niechęć i odrazę. Nie mogłem sobie przypomnieć, o której poszedłem spać, co jeszcze bardziej mnie stresowało. Zerknąłem na zegarek; była czternasta osiemnaście. Byłem mocno zdziwiony. Takie słońce wczesnym popołudniem w środku lata? Uchyliłem okno; wiatr, który przedostał się do pokoju omal mnie nie zwalił z nóg. Był to słaby podmuch, ale niósł okropny smród, że omal nie straciłem na chwilę świadomości. Nigdy nie czułem czegoś tak okropnego. Zamknąłem szybko okno, ale zanim to zrobiłem, spostrzegłem i usłyszałem, o ile ciszę da się usłyszeć, kolejne budzące niepokój rewelacje. Miasto zdawało się zupełnie opustoszałe, nie widziałem żadnego człowieka ani zwierzęcia na ulicach i chodnikach. Na parkingach stały jedynie puste samochody. Pomyślałem sobie; dziś znowu jakieś święto? Miałem oddać koledze pożyczoną od niego kilka miesięcy wcześniej książkę o Astronomii. Próbowałem do niego zadzwonić, lecz nie odbierał, jakby wyłączył telefon. Postanowiłem, że przejdę się do niego i oddam mu „Sekrety Wszechświata” dra Williama Dyera. Zjadłem szybko śniadanie, założyłem trampki i wyszedłem. Kiedy opuściłem blok, znów uderzył mnie wstrętny smród. Kolejną dawkę nieprzyjemnego zdziwienia zaserwowała mi temperatura; było chłodno, najwyżej dwanaście stopni, a przecież był czternasty lipca. Jeszcze wczoraj było dwadzieścia pięć stopni, a prognozy nie zapowiadały nawet lekkiej zmiany temperatury. W nie najlepszym humorze poszedłem na przystanek autobusowy. Czekałem na nim kilkanaście minut, ale zawsze punktualny numer 150 nie zjawił się w ciągu nawet tak długiego opóźnienia. Co jest? - powiedziałem do siebie już do reszty skonfundowany. Rozejrzałem się. Nikogo ani niczego nie było widać ani słychać. Jedynie z oddali, z północy dochodziły jakieś dźwięki, jakby kilka kilometrów ode mnie trwały wielkie roboty budowlane. Poszedłem w kierunku, z którego dochodziły te odgłosy, lecz nie zaciekawiony nimi, ale dlatego, że mój kolega mieszka na północ ode mnie, jakieś trzy kilometry dalej. Trzymając w lewej dłoni książkę, mijałem sklepy, szkoły, kościoły, bloki, różne salony i kioski. Wszystkie budynki ziały pustką. Do paru zajrzałem przez okna, lecz nie zauważyłem nikogo. Inwentarz niektórych pomieszczeń zdawał się porzucony w pośpiechu albo nawet w panice; biurka i stoły były poodsuwane, a krzesła i kosze na śmieci leżały przewrócone. Cisza, mącona jedynie przez tajemnicze dźwięki w oddali, dziwne, zdawałoby się nietypowe dla Słońca światło rzucane na wymarłe budynki oraz nasilający się w miarę mojego spaceru na północ smród, osaczały mnie i gnębiły, napełniając mnie coraz większym niepokojem, a nawet lękiem. To wszystko sprawiało, że czułem się całkowicie obco w mieście, które bardzo dobrze znałem. Kiedy przeszedłem drugi kilometr, odór znacznie się nasilił. Zasłoniłem rękawem nos i szedłem dalej. Może mój kolega powie mi co się stało, jakie wydarzenie przespałem? Powinien być u siebie, jak mówił wczoraj. Skręciłem w prawo za bankiem i to, co zauważyłem jeszcze bardziej niż poprzednie dziwaczne rzeczy mnie zszokowało. Zacząłem się trząść, a uczucie strachu znów urosło. Na pustej drodze dwukierunkowej znajdowały się dziury,…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil kokoner
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…