Wróć do katalogu

Niepewność (Rozdział 1)

Emily pochodzi z bogatego domu. Z rzeczy materialnych ma wszystko czego zapragnie. Wraz z przyjacielem Jackiem w szkole uznawani są za osoby aspołeczne. Pewnego dnia zjawia się ktoś kto odmieni jej życie.

Emily, opublikowano , 16 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Siedziałam na szkolnym korytarzu i wpatrywałam się w płatki śniegu, które lądowały na parapecie okna. Cała szkoła wypełniona była krzykami, wrzaskiem i chichotami, co szczerze mówiąc strasznie mnie irytowało. Patrzyłam na swoich rówieśników załamana ich ilorazem inteligencji. W sumie czego mogłam się spodziewać po tlenionych blondynach z wielkim, wypchanym biustem i bezmózgich zawodnikach drużyny koszykowej, którzy łykali sterydy. Przymknęłam na chwilę oczy chcąc odciąć się od otoczenia. Bez skutku. Poczułam lekkie klepanie na ramieniu. - Em, dobrze się czujesz ? – zapytał chłopak. Jack.- najlepszy i jedyny mój przyjaciel, oboje jesteśmy uważani za odludków i aspołecznych. W jego oczach ujrzałam jakby cień troski, ale zaraz zniknął. - Mam wrażenie, że zaraz rozsadzi mi czaszkę, ale jest ok. – odpowiedziałam z lekkim rozbawieniem wymalowanym na swojej bladej twarzy. Bawiło mnie to wszystko, w końcu podchodziłam do swojego życia z dystansem. - Nie sądzisz, że ta dzisiejsza moda jest trywialna ? - Połknąłeś słownik czy co ? – zapytałam patrząc na niego. - Ah no tak, trywialne – prostackie. Tak w dość prostym tłumaczeniu. – wytłumaczył od razu. - Sądzę, że nasi koledzy z klasy nie czuli by inklinacji do tej mowy, a nasze wypowiedzi uznane by były za kapitularze. W koło używają jednych i tych samych epifor. Ad verbum zaraz dzwonek, do zobaczenia. – Zeskoczyłam z parapetu i popędziłam w stronę klasy zostawiając za sobą zdziwionego chłopaka. Znałam go już 10 lat, ale nadal nie mogłam pojąć niektórych jego zachowań. Stanęłam pod klasą, po czym w głowie odliczałam sekundy do dzwonka. Jak zwykle, punktualnie. Weszłam do klasy i usiadłam w ostatniej ławce pod oknem. Za szybą deszcz mieszał się z śniegiem tworząc nieprzyjaźnie wyglądającą breje na ulicach. Patrzałam tak na to i po prostu czułam antypatię do świata. Nie miałam ochoty wychodzić na zewnątrz i tkwić w metrze wypełnionym mieszanką perfum. Przebrnęłam przez wykład z psychologii, szybko ruszyłam w stronę drzwi zakładając swój czarny prochowiec i zawieszając na ramieniu czarną torbę z wizerunkiem Marylin Monroe. Włożyłam słuchawki do uszu, a mijając grupę tych, którzy byli uznawani za „najlepszych w całej szkole” posłałam im mordercze spojrzenie. Uciekli wzrokiem, jak zwykle. Chciało mi się śmiać, bo widziałam jak bardzo się mnie boją. Aż dziwne jest to, że można bać się kogoś i tępić go jednocześnie za to, że ktoś jest inny. Pospiesznie zapięłam prochowiec i wsiadłam do pociągu metra, czułam się jak sardynka w puszce, a przed nosem ciągle pojawiał się i znikał gumowy balon wypuszczając w powietrze miliony bakterii. Rok temu próbowałam dotrzeć do szkoły nie korzystając z miejskich środków transportu. Nie chciałam już się cisnąć w śmierdzącym metrze, nawet opracowałam plan. Chciałam w końcu być jak elegancka kobieta zmierzającą do renomowanego liceum. Bilans strat ? Brak ulubionej arafatki, która została zadeptana przez tłum oraz podeptane stopy. Po tym doświadczeniu stwierdziłam, że wolę jednak jeździć metrem. Wyskoczyłam z pociągu na swojej stacji i szybko dotarłam do domu. Zdjęłam swoje czarne buty na obcasie, odwiesiłam prochowiec i krzyknęłam „JESTEM W DOMU!”, jednak nie otrzymałam odzewu. No tak, matka na wernisażu, a ojciec na kolejnej delegacji. Odgrzałam swoje spaghetti carbonara, które zrobiłam wczoraj, po czym poszłam do siebie do pokoju. Rzucając się na łóżko miałam dość wszystkiego. Miałam dopiero 17 lat, a byłam cholernie zmęczona życiem. Co doprowadziło mnie do tego stanu? Sama nie wiedziałam. Kiedy miałam 8 lat częściowo straciłam pamięć w wypadku samochodowym. Mój dziadek, który był kierowcą, zmarł na miejscu. Od tamtej chwili jestem cały czas przygnębiona, a w snach widuje dziwne momenty, gdy chce zobaczyć co jest dalej, obraz się rozmywa i znika. Potem kolejny element układanki, który kompletnie do niej nie pasuje. Zaprawdę irytujące jest takie coś. Widzisz coś, zbliżasz się, prawie to masz i nagle ucieka, po czym jest kompletnie niedostępne. Od tych przemyśleń strasznie rozbolała mnie głowa. Usiadłam więc i połknęłam dwie tabletki przeciwbólowe, pokręciłam karkiem chcąc rozmasować bolące mięśnie. Postanowiłam, że wygrzeje się dzisiaj w gorącej wodzie. Spojrzałam na wiszący na ścianie biały zegar ścienny. 16:45, szybko czas leci. Odrobiłam zadania, które zadali i napisałam męczący referat z psychologii, gdyż to był główny kierunek mojej klasy. Usłyszałam jak otwierają się drzwi, więc zbiegłam na dół podejrzewając, że to mama wróciła z wernisażu. Miałam racje, znów obdarzyła mnie swoim chłodnym spojrzeniem. - Cześć. – powiedziałam stojąc na schodach i patrząc jak zdejmuje czerwony płaszcz. Wyglądała naprawdę młodo jak na 40 lat. Blond loki bezkarnie spływały na ramiona i sięgały aż do piersi, gdzieniegdzie widniały jaśniejsze pasma, które pobłyskiwały w świetle. Dobrze zaznaczone różem kości policzkowe, niebieskie oczy i pełne pomalowane szminką usta. Kreski na powiekach i tusz na rzęsach. Chłopcy z mojej klasy nawet nie raz obejrzeli się za moją matką nie zdając sobie sprawy z tego, że jest dużo starsza od nich. - Cześć. Lekcje odrobiłaś ? – zapytała. Jakby się przejęła. Znowu miałyśmy odegrać ten sam scenariusz co zawsze. - Tak, zaraz się położę.- ostatnia kwestia i kurtyna w dół. Sztuka dobiegła końca. Mama poszła do kuchni nie zwracając uwagi na swoją jedyną córkę. I tak co wieczór. Te same teksty, ten sam ton głosu. Uroczo. Tkwię w tej szarej rzeczywistości jak Heraklit w gównie. Ale co mogę robić ? Jestem spokojna. Jestem spokojna bo nic nie mogę zrobić. Jestem spokojna, bo wiem, że i tak nie mam siły nic z tym robić. Jestem spokojna bo spokój to chyba najodpowiedniejszy stan w tej sytuacji. Muszę pisać. Każdego dnia zapisuje stronę w swoim pamiętniku. Kiedyś go spalę, ale teraz muszę pisać. Inaczej oszaleje ! Kilka razy próbowałam się dowiedzieć od mamy i taty jaki był mój dziadek. Wyzywali go od palantów i krętaczy. Nic więcej nie powiedzieli. Coś ukrywają, czyli żadna nowość. Tak jak wcześniej postanowiłam, napuściłam gorącej wody do wanny i wzięłam książkę. Przez godzinę siedziałam w łazience czytając. Potem wyszłam i położyłam się spać. Ostatnio spałam dużo. Zbyt dużo.

Obudziłam się rano i jak zwykle godzinę zbierałam się do szkoły, chociaż strasznie mi się nie chciało. Z wielką niechęcią zwlekłam się z łóżka i wyjęłam z szafy czarne skórzane rurki, czarną koszulę i czarne lity. Wzięłam szybki prysznic i związałam brązowe włosy w ciasnego, wysokiego koka. Puder, szary cień, kreski eyeliner’em, tusz do rzęs i czerwona szminka na usta. Jak zawsze zresztą. Ubrałam swój ukochany prochowiec, zgarnęłam torbę i wyszłam z domu. Kolejny poranek zaczynający się wycieczką metrem. Tym razem jednak moje spojrzenie przykuł nieznajomy stojący na drugim końcu pociągu. Nie wymieniliśmy uśmiechu, nie dałam mu numeru telefonu, nie zakochałam się bez pamięci. Był interesujący. Ale bez przesady. Wymieniliśmy jedno nieznaczące spojrzenie. Nieznajomy miał ciemne włosy zaczesane do góry i kilkudniowy zarost. Oczy miał szare i zimne, jasne wargi. Jak na mnie poświęciłam mu zbyt wiele uwagi. Wyszłam więc z pociągu stację wcześniej, ponieważ poczułam nagłą chęć na spacer. Nieznajomy pojechał dalej. Nie obejrzałam się nawet. Wkroczyłam do szkoły i przywitałam się z Jack’iem. - Co powiesz na jakiś wypad na wino ? – zapytał patrząc na mnie, po czym usiedliśmy w „naszej” ławce. Jack chodził ze mną na różne zajęcia, jednak nie wszystkie. Spojrzałam na niego spod rzęs i uśmiechnęłam się. - Ty stawiasz.- powiedziałam wyjmując zeszyt i podręcznik, po czym oboje zamilkliśmy. Dobrze wiedział, że przegrał więc nie ma co się ze mną kłócić. Byłam naprawdę upartą osóbką, stale dążyłam do osiągnięcia swoich celów etc, etc. Robiłam pilnie notatki z trygonometrii, po czym szybko wybrnęłam z sali lekcyjnej, a za mną Jack. Ten…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych