Niepewność (Rozdział 2)
Szarooki nie daje spokoju myślom Emily. Niespodziewanie pojawia się w jej życiu...Czy na dobre?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- Emily ! – usłyszałam jak ktoś woła mnie z dołu, więc szybko zbiegłam po schodach. W całym domu unosił się zapach wigilijnych potraw. Uśmiechnęłam się lekko, ale gdy zobaczyłam kto stoi w przedpokoju, zamurowało mnie. Przy roześmianym tacie, stał Will. Ten sam, który oddał mi zeszyt w nocy w parku. On także się zdziwił, ale uśmiechnął się przyjaźnie. - To jest William Johnson, syn mojego przyjaciela. Studiuje psychologię. Spędzi z nami Wigilię, bo niestety jego rodzice, musieli wyjechać w interesach. – zaczął tata. Zdziwiona nadal patrzałam na chłopaka, który tylko się uśmiechał. - Hej. – powiedział tym swoim głębokim głosem, uśmiechnęłam się lekko. - Cześć. – odpowiedziałam, po czym wyminęłam go i ruszyłam do kuchni. Wzięłam wazę z barszczem i zaniosłam do salonu. To nie może się dobrze skończyć. – pomyślałam gdy usiedliśmy do stołu.
Kolacja przebiegła dobrze, pozytywnie. Przy winie i świecach, oraz choince. Po wszystkim siedzieliśmy w salonie śmiejąc się i słuchając kolęd. - Emily, zabierz Williama do pokoju gościnnego. Już późno. Idziecie z nami do kościoła? – zapytała mama uśmiechając się lekko. - Ja nie, ale może…Will.- uśmiechnęłam się i odwróciłam głowę w stronę chłopaka. - Też podziękuje. – nowy znajomy nieznacznie uniósł kącik ust ku górze, po czym poszliśmy na górę czując na plecach podejrzane spojrzenia rodziców. Nic dziwnego, Will był ode mnie jednak trochę starszy, trochę miałam na myśli 4 lata. Chciałam go zacząć obrażać, wyzywać i dowiedzieć się w końcu dlaczego mnie prześladuje, ale stwierdziłam, że mimo iż Londyn to duże miasto, to nasze spotkania mogłyby być czystym przypadkiem. Otworzyłam białe drzwi do pokoju gościnnego i wprowadziłam tam Willa. - A więc, rozgość się. – uśmiechnęłam się. Wigilia była dniem, którego nie chciałam zepsuć kłótniami czy ostrymi wymianami zdań. Postanowiłam zostawić tę rozmowę na później. Wymijając chłopaka wyszłam z pomieszczenia, rodzice rzucili nam ciche „dobranoc” i wyszli na pasterkę. Westchnęłam, po czym weszłam do siebie do pokoju. Sms z życzeniami od Jack’a. Odpisałam szybkie „wzajemnie” i rzuciłam komórką na łóżko. Przebrałam się z niewygodnej sukienki w dresy i jakąś koszulkę z nadrukiem, a także rozpuściłam wcześniej spięte w koka włosy. Zeszłam po cichu po schodach i wzięłam jedną butelkę wina, tata nie zauważy. Oprócz tego miał mnóstwo innych alkoholi. Usłyszałam za sobą ciche odchrząknięcie kiedy brałam kieliszek. - Taka młoda, a pije. – zaśmiał się gardłowo chłopak. – Nie ładnie. - Zakablujesz? – odezwałam się próbując być miłą, ale jakoś głos wydawał się być przesączony jadem. Czego mogłam się po nim spodziewać ? Wpatrując się w jego oczy czułam bijący z nich chłód, obojętność. Nie wiem czemu, ale ten moment nagle wydał mi się jak ze snu. Aż nie do uwierzenia było to, że w moim salonie stoi praktycznie idealny facet, bez koszulki, z dobrze umięśnionym torsem, ale nie zbytnio napakowany. Jego skóra blada i oświetlona światłem wpadającym przez odsłonięte okna. Śnie? - Nie no co Ty, jeśli się podzielisz to nie pisnę ani słowa. – uśmiechnął się wrednie. Westchnęłam cicho i wzięłam drugi kieliszek kiwając lekko głową. Ruszyliśmy po schodach pogrążeni w zupełnym milczeniu. Usiedliśmy na parapecie w moim pokoju, nadal milcząc nalałam wina do kieliszków. Za oknem tłusta, parna noc. Wszystko wydawało się być jakby…przytłoczone przez ciemny granat, który widać było za szybą. Upiłam łyka Fresco i spojrzałam kątem oka na Willa. Wpatrzony w punkt znajdujący się gdzieś zbyt daleko by rzeczywiście go dostrzec uniósł kieliszek do perfekcyjnych ust i delikatnie sączył wino. Tak mniej więcej wyglądała każda moja bezsenna noc. Papierosy i ten parapet. Nic się nie zmieniło, tylko teraz miałam kompana, z którym mogłam w spokoju pomilczeć. Jest cicho i spokojnie, oboje czekamy na to żeby to drugie się odezwało. Czułam na sobie spojrzenie Willa, ale nadal milczał. - Jesteś inna… - uśmiechnął się patrząc mi w oczy. Uczucie spadania w dół i tonięcia w jego oczach nie było najprzyjemniejsze. - To źle ? – zapytałam z kamienną twarzą, jakby przestraszona. Po raz kolejny upiłam mały łyk wina. - Ty mi powiedz. Twoja inność jest wadą czy może zaletą ? – kolejne niewygodne dla mnie pytanie. Wada ? Zaleta? Definitywnie wada. - Wada. Inność w tych czasach jest zakazana. Ludzie inni są uznawani za dziwaków. Odizolowani od reszty. – uśmiechnęłam się lekko, jakbym tym marnym uśmiechem miała załagodzić te smutne, ale prawdziwe słowa. Poczułam chłodne palce na podbródku, chłopak skierował moje oczy na swoją twarz. Ze chciwością wpatrywałam się w jego usta. - Dlatego jesteś taka smutna ? Nigdy wcześniej nie widziałem tak smutny oczu. – odpowiedział i skrzywił się, jakby odczuwał to co ja. Tak jakby przez jego, a nie przez moje serce właśnie przebiło się tysiąc bolesnych sztyletów. Tak jakby to jego dosięgły okropne wspomnienia. Coś pękło. Czułam się jakby wyrwano mi wszystkie ważne organy. Widział to. - Przepraszam. – powiedział cicho. Podniosłam trzęsącą się dłonią kieliszek i wypiłam wszystko na raz. Zeskoczyłam z parapetu. Nogi miałam jak z waty, ledwo stałam. Miałam ochotę po prostu upaść na podłogę i płakać z bezsilności, która ciągle mi towarzyszyła. Sięgnęłam po paczkę papierosów i wyjęłam jednego, mając nadzieję, że uspokoi moje skołatane nerwy. Wyciągnęłam je w stronę Willa. - Palisz? – zapytałam łamiącym się głosem, chociaż chciałam aby moje zdenerwowanie zostało ukryte. Kiwnął tylko głową i wziął jednego papierosa. Podpaliłam je, po czym zaciągnęłam się swoim. Powoli dym nikotynowy uspokajał mnie. Skinął, w geście podziękowania. Podciągnęłam kolana do brzucha i zaciągnęłam się papierosem. Po chwili otwarłam okno i po prostu wyrzuciłam go przez nie. Usłyszałam jak drzwi się otwierają, William momentalnie zbladł, a ja tylko wzruszyłam ramionami. - Lepiej pójdę do siebie, dziękuje i dobranoc. – mruknął, a ja tylko kiwnęłam ręką. Wsunęłam się pod ciepłą kołdrę i zasnęłam. Tej nocy śnił mi się las.
Gdy się obudziłam od razu wlepiłam wzrok w zegar. Wskazywał 10:25. Podniosłam się zrezygnowana z łóżka i ruszyłam w stronę szafy. Wciągnęłam na siebie szare dresy, koszulkę i ciepłą bluzę. Jak zwykle postanowiłam, że pójdę pobiegać. Uczesałam włosy w niedbałego koka, odbyłam poranną toaletę i wyszłam z pokoju. Uśmiechnęłam się kiedy na dole zobaczyłam tatę, mamę i Williama przy stole jedzących śniadanie. Usiadłam obok nich. Mój nastrój od wczoraj zdecydowanie się polepszył. - Dzień Dobry. – powiedziałam, po czym nalałam sobie soku pomarańczowego do niskiej szklanki. Will ubrany był podobnie. Czyżby także miał zamiar biegać ? Zlustrował mnie wzrokiem i uśmiechnął się lekko, prawie niezauważalnie. Ktoś mógłby powiedzieć, że nie był to uśmiech, a jego cień. Upiłam łyka soku i spojrzałam za okno. Świeciło zimowe słońce, które sprawiało, że śnieg wyglądał jak srebrzysty, mieniący się puch. Kolejne uroki zimy. - Idziesz biegać ? – zapytałam. Miny rodziców mówiły same z siebie, że cieszą się tym, że załapałam dobry kontakt z Williamem, ale także boją się, że bardziej się do siebie zbliżymy. Różnica wieku chyba stanowiła tutaj mały problem. Wczorajsza sytuacja, sprawiła, że spojrzałam na niego w nieco innym świetle. Mogłam bez wahania stwierdzić, że zyskuje przy bliższym poznaniu. Chłopak spojrzał na mnie swoimi szarymi oczami, tym razem się nie uśmiechnął. Mama z tatą wymienili między sobą porozumiewawcze…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Emily
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…