Nieśmiertelni cz.5 "Rozmowy"
Kolejna część. Mam wątpliwości co do treści. Bohaterowie hm, nie podobają mi się tutaj choć sama nie wiem czemu.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Obudziły go promienie słońca padające na twarz. Delikatne ciepło ogrzewało go i powodowało przyjemne uczucie, które sprawiało, że jeszcze przez chwilę leżał nieruchomo. Przypominało mu to nieco, te nie liczne chwile z rodziną, kiedy takie dni spędzali właśnie razem. Wymykali się z „domu” i spędzali czas nad jeziorem bądź włócząc się po lesie czy pobliskich wsiach. Miał tylko jedną bliska osobę- Casstiela, swojego bliźniaka. Wzdychając cicho uchylił powieki, odpędzając wciąż tak bolesne wspomnienia. W tym miejscu było to nadzwyczajnie łatwe. Pałac jakby sam z siebie nie dopuszczał do niego złych i trudnych myśli. Choć nie mógł przecież wiecznie przed nimi uciekać. Tak przynajmniej wciąż powtarzała mu ona. -Seleste…- wyszeptał jej imię czując dziwne ciepło rozlewające się po ciele. Zajmowała się nim przez ostatnie dni, a może nawet tygodnie. Nie wiedział. Czas tutaj leciał w zupełnie innym trybie. Ale dzięki jej cichej obecności i rozmowom ostatnie wydarzenia nie były takim szokiem. Potrafił powoli pogodzić się z tym wszystkim i powziąć kilka decyzji. Ale o nich też wolał nie myśleć. Znajdował się w pewnym stanie zawieszenia. Nie dopuszczał do siebie tego co było, albo co będzie. Żył dniem dzisiejszym. Dopóki mógł. Przez chwilę wpatrywał się w szaro-biały pokój w którym go ulokowano. A właściwie komnacie. Była duża i bardzo dobrze oświetlona. Przez liczne okna nieustannie wpływało świeże i rześkie powietrze. Same okna oczywiście nie posiadały szyb- w żadnej części Kealer’tris ich nie było. W końcu to pałac samego Ra. Natura nie miała tutaj władzy. Wszystkie sprzęty i osobliwe meble wykonane były z białego kamienia, nieco podobnego do marmuru. Tylko delikatne, niemal pajęcze zasłony bądź poduszki czy pościel wykonane były z materiału innego niż twardy kruszec. Wszystko to nadawało domu Ojca charakter wieczności i stateczności. Nie bez powodu zresztą. Wstał, po czym bez pośpiechu założył szaty. W oddali usłyszał delikatną muzykę. Tak jak w każdy poranek, odkąd nauczył się wychwytywać delikatną melodię. Raz były to cudowne dźwięki harf, a niekiedy liry. Opuścił swoją komnatę i niepewnie rozejrzał się na boki. Nigdy nie potrafił zapamiętać drogi do ogrodów bądź innych pomieszczeń, w których mógł przebywać. - Pałac sam pokaże ci drogę… musi tylko wiedzieć dokąd chcesz się udać…- powtarzała mu już nie raz, jednak on zawsze błądził i wygłodniały zjawiał się na ich wspólnym śniadaniu. Minęło to już trochę czasu, od kiedy tu się pojawił- według ziemskiego czasu jakieś 6 tygodni. I przez ten czas widywał się tylko z nią. Niepokoiło go to jak i wiele innych spraw. Czasami tylko w oddali widywał męskie sylwetki obserwujące go, bądź wyczuwał ich obecność. Potrząsnął głową wyrywając się z zamyślenia. Nie czas na to. Był głodny, skręcił więc w prawo- przynajmniej tyle wiedział- i rozpoczął swoja wędrówkę. Zgubił się kilkakrotnie, ale ostatecznie opuścił marmurowe balkony i wyszedł na ogród przy ogromnej fontannie z podobizną Strażnika wylewającego wodę z wysokiego dzbana. - Jeszcze trochę i zacznę po ciebie posyłać - powiedziała ze śmiechem. Stała przy kamiennym murku, do którego wpadała woda z osobliwego posągu. Jej skrzydła były całkowicie zwinięte, czyli właściwie niewidoczne. Włosy za to miała rozpuszczone i delikatnie opadały jej na plecy. Prosta biała szata okrywała jej sylwetkę, kiedy przebierała ręką w chłodnej wodzie. -Mhm…- mruknął czując tak jak zwykle skrępowanie. Choć i to było delikatne określenie. Wciąż nie docierało do niego, że ona była nieśmiertelna. Potężna i starsza od niego o wiele wieków, choć wyglądała na młodą, może piętnastoletnią dziewczynę. Odeszła od fontanny uśmiechając się do niego. Jej wciąż nieco dziecinna twarzy była zarumieniona i pogodna. -Jedzmy, zanim padniesz mi tu z głodu…- tanecznym krokiem podbiegła do kamiennego stołu i zasiadła na jednym z dwóch siedzisk. Nie ociągając się uczynił to samo. Śniadanie wyglądało jak zwykle smakowicie i różnorodnie. Kilka rodzajów chleba i pieczywa, o których nigdy nie słyszał. Świeże mleko, sery i warzywa oraz owoce. Długo można by wymieniać. Nigdy jednak nie podawano żadnych mięs. Czasami mógł liczyć tylko na ryby. Rozsiadł się wygodnie i przez pewien czas skupił się na jedzeniu. Milczał rozkoszując się wybornym smakiem, choć zawsze mu w nim czegoś brakowało. W pewnym momencie zdał sobie, że tylko on je. Seleste natomiast siedziała naprzeciw niego z głową opartą na rękach i wpatrywała się z niego zafascynowana. -Nie jesz?- mruknął popatrując na nią. Wiele jej zawdzięczał i stosunki między nimi można było nazwać przyjacielskimi. Bądź braterskimi… ale jakoś to określenie nie wprawiało go w dobrym nastrój. -Mówiłam ci wiele razy, że my nie potrzebujemy jedzenia. Jemy dla przyjemności lub gdy musimy zregenerować energię- zmieniła pozycję opierając się tylko na jednej ręce, a druga delikatnie pomachała na niego. – Ty też nie musisz, ale chyba jesteś za bardzo przyzwyczajony. -Nie widzę powodu dla którego miałby z tego rezygnować- burknął kończąc jedzenie. Odchylił się całkowicie najedzony i przez chwilę zbierał myśli. -Seleste…- zwrócił się do niej szukając jej wzorku- ile razy mam jeszcze pytać, zanim uzyskam odpowiedź. Chce… chce zrozumieć- popatrzył na nią wyczekująco. Tym razem nie zadowoli się wymijającą wypowiedzią. Strażniczka myślała przez chwilę, zdawała się nasłuchiwać czegoś dla niego nie uchwytnego. Symin poruszył się nerwowo na siedzisku. -Wiem. Też tak uważam… dlatego już czas- wstała, a on uczynił to samo. Uśmiechnęła się do niego, a jej oczy delikatnie pociemniały. Podała mu dłoń, którą przyjął i poprowadziła go przez ogród. Szli w milczeniu. Wokół otaczał ich las o delikatnej zieleni, cicho szumiący i zagłuszający nieco odgłosy jego kroku. Ona przecież chodziła bezszelestnie. Po kilku minutach wyszli spośród bujnych drzew do kamiennej altany. Wybrukowana była w kształcie sporego koła, a pośrodku znajdowała się ławka, która otoczona była delikatną rzeźbioną ścianką. Nie sądził, że wykonanie tego z kamienia jest w ogóle możliwe. „W końcu to pałac samego Boga…” powiedział sobie tak jak wiele razy wcześniej. Jego ludzka część natury wciąż jednak nie potrafiła przyjąć pewnych rzeczy za normalne, istniejące i już. Puścił jej dłoń i usiadł na ławce pochylając głowę. Bał się tego co może usłyszeć. Wpatrywał się z posadzkę, kiedy zobaczył jej drobne stopki tuż przed sobą. Uniosła dłońmi jego twarz i spojrzała na niego. -Nie smuć się Syminie…- szepnęła wpatrując się w niego. - Zbyt wiele bólu już widziałam i nie chce patrzeć na twój. Cokolwiek usłyszysz…- przymknęła oczy i przysunęła głowę, opierając się swoim czołem o jego. – Jestem przy tobie. Pytaj więc. Był oszołomiony tą bliskością. Dotykanie jej nie było takie jak bliskość ze śmiertelnikami. Nie wiedział, gdzie tkwiła różnica, była jednak ogromna ale i fascynująca. Również przymknął oczy, pozwalając fali urywanych wspomnień zalać umysł. -Dlaczego?- szepnął zachrypnięty.- Dlaczego my… dlaczego Casstiel… po co to wszystko… -Bo jesteście jego jedynymi dziećmi. Jednymi półkrwi. Nieśmiertelni… nie powinni łączyć się ze śmiertelnikami. Nigdy. I jest to właściwie niemożliwe. Wy… jego krew w was objawiła się po wielu pokoleniach. Wasza przodkini musiała mu się oddać i za pomocą magii sprawili, że stała się brzemienna. Jednak wszyscy jej potomkowie byli zwyczajni, nie posiadali w sobie nic z nas… a potem narodziliście się wy. Półkrwi. – Gdy zaczęła mówić odsunęła się od niego i patrzyła w niebo, które przybrało barwę granatu i zaświeciły na nim jasne gwiazdy. W Kealer’tris zdarzało się to często. Gdyby wrócili do miejsca gdzie zjedli śniadanie, tam mogłoby wciąż świecić słońce. Przez chwilę myślał nad jej odpowiedzią. To było dla niego za wiele. Choć powinien czuć się choć trochę przygotowany po spędzonym tu czasie…. Nie był jednak. Poruszył zdrętwiałymi ramionami, w których od pewnego czasu czuł dziwne mrowienie, a niekiedy nawet ból. -Znowu bolą?- zapytała patrząc na niego z niepokojem w oczach. Kiedy nie doczekała się odpowiedzi usiadła na ziemi podciągając kolana pod brodę. Poklepała miejsce obok siebie.- Syminie, czy znasz historię o buncie Letta?- zapytała. -Mniej więcej…- usiadł obok niej i oboje wpatrywali się w gwiazdy. -Byłam tam…- szepnęła-… kiedy on się go wyparł. Kiedy walczyli niszcząc cały nieboskłon. Był taki niesamowicie silny… a był tylko Strażnikiem. Nie miał jednak szans. Kiedy uciekł starli się jeszcze dwa razy. Ostatni raz w nocy kiedy przybył po ciebie – zamilkła zbierając myśli. Chciała opowiedzieć mu to tak, aby zrozumiał. – Kiedy się zbuntował ten świat był jeszcze taki młody… byliście w nim tylko wy ludzie i wszelakie zwierzęta. Inne rasy narodziły się później. Ale on wtedy już wami gardził, waszymi słabościami, choć dla mnie to właśnie one czynią was wyjątkowymi…- spojrzała na niego z delikatnym pocieszającym uśmiechem. – Skoro byliście Jego skarbem, postanowił to właśnie was użyć jako broni. Mieliście być jego ostrzem, nie mógł przecież nawet próbować walki z Nim w pojedynkę. Jednak jako ludzie byliście wciąż nie skalani, niewinni…- urwała bo przecież sam wiedział co się dokładnie wtedy stało. Przed oczami stanął mu tak dobrze znany obraz konającego brata w jego ramionach. -Seleste...-zaczął.- Własnoręcznie odebrałem mu życie. Swojemu bratu - w końcu wyrzucił w siebie to co go gnębiło od dawna. Wyrzuty sumienia przygniotły go, ale z ramion opadł pewien ciężar. -Wiem- powiedziała tylko nawet nie odwracając głowy. Spojrzał na nią i próbował odsunąć się, choć nie był zbyt zaskoczony. Nie pozwoliła mu na to i objęła go mocno w pasie wtulając twarz w zagłębienie jego szyi.- Jesteś jednym z nas… I nic tego nie zmieni. Nikt cię nie wini. Zabiłeś go, aby ocalić jego duszę. Gdyby to on podniósł ostrze, oboje należelibyście do niego. Widziałam już wiele śmierci, zbyt wiele. Tyle okrucieństwa…- wtuliła się w niego jeszcze mocniej.- Chcę abyś stał u naszego boku i wraz z nami podążał przez wieczność – przytulił ją i zaczął głaskać po głowie. -Seleste- oparł brodę o jej głowę. Czuł, że coś w nim umiera. Jego młodość. Na ziemi miałby zaledwie dwadzieścia lat. Jakże on, mógłby stanąć wśród nich?-… Ile ty właściwie masz lat…?- zapytał, a ona parsknęła cicho śmiechem. -Naprawdę chcesz wiedzieć?- podniosła głowę i spojrzała na niego z ledwie widocznym śladem uśmiechu na ustach. Pytała półżartem, półserio. Ich ludzkie kalendarze z pewnością nie oddawały jej wieku. Jako odpowiedź tylko kiwnął głową. -Oh… no cóż. Mam prawie pięć tysięcy lat, ale wcale się tak nie czuje…- mruknęła opierając policzek na jego piersi. Uśmiechnął się na to pod nosem, choć w jego głowie panował zamęt. Była taka stara, a
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Shenara
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…