Wróć do katalogu

Niespokojne dnie - część III

Kontynuacja "Cecylii". Daniel Czarkowski wie, że dom nie jest już bezpiecznym miejscem. Służba wojskowa jawiła mu się jako ucieczka od kłopotów, może nawet przygoda. Lecz wojsko stało się lekcją życia, jakiej młody szlachcic nigdy nie zapom

Beataopublikowano 22 czerwca 200433 min czytania 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Część III

Życie w wojsku biegło wyjątkowo szybkim tempem. Pobudka przed wschodem słońca, do której z czasem przyzwyczaił się nawet Karol, śniadanie, na które nikt już nie kręcił nosem i męczące ćwiczenia aż do obiadu. Później musztra, odpoczynek i sen. Każdy dzień wyglądał niemal identycznie, lecz żołnierze nie narzekali. Przez pierwszy miesiąc stali się twardzi, zahartowani i przywykli do wszystkich niewygód. Dobrze wiedzieli, że na nic innego nie mogą liczyć. Wraz z nadejściem jesieni, która w tym roku okazała się wyjątkowo zimna i deszczowa, rozpoczęły się poważne kłopoty ze zdrowiem. Spoceni, mokrzy od deszczu i trzęsący się od zimnego wiatru żołnierze wracali po ćwiczeniach do lodowatych koszar, co powodowało coraz częstsze choroby. Zwykłe przeziębienia stały się chlebem powszednim, do tego dochodziły grypa, zapalenie płuc a także epidemie związane z niedostateczną higieną. Wszystkie te czynniki spowodowały, że koszarowe budynki były pełne kaszlów i jęków, bardziej przypominały szpital niż garnizon. Również Daniela nie ominęło tygodniowe leżenie w izolatce. W połowie drugiego miesiąca pobytu, w październiku, dostał nagłej gorączki, bolały go wszystkie mięśnie, na nic nie miał apetytu. Lekarz polowy tylko na niego spojrzał i od razu stwierdził - grypa. Takie przypadki widywał niemal codziennie. Ledwie Daniel stanął na nogi, już jego miejsce zajął chory Karol. Zdarzały się także śmiertelne przypadki. Kilka razy słychać było bicie dzwonów w niezbyt dużym, przynależącym do koszar kościele. Również z sali przyjaciół odszedł młody mężczyzna, który zapadł na zapalenie płuc. Gdy po powrocie z izolatki Daniel wszedł do sali, zastał w niej tylko jednego żołnierza, któremu wyjątkowo pozwolono nie brać udziału w ćwiczeniach. Kiedy tylko leżący zobaczył wchodzącego chłopaka, uśmiechnął się szeroko. - Cześć! Jak zdrowie? - Już dobrze. A tobie co? Żołnierz machnął ręką. - Nic takiego. Trochę drapie mnie w gardle, więc pozwolili mi zostać. Daniel usiadł na pryczy i uśmiechnął się przyjaźnie. Obaj żołnierze rozpoczęli wymianę wojskowych nowinek. Po pewnym czasie na korytarzu rozległy się rozmowy i głośne kroki. Żołnierze wrócili z ćwiczeń i rozchodzili się po budynku. Drzwi otworzyły się, do sali wchodzili wykończeni koledzy. Paweł pierwszy zobaczył Daniela. Po przywitaniu się z nim spojrzał znacząco na Roberta. Ten od razu zrozumiał gest kolegi. Jego przekorny uśmiech świadczył o tym, że ma jakiś plan. - Wiedzieliśmy, że dziś do nas wracasz i postanowiliśmy to uczcić. Zaraz wyrywamy się na miasto, ćwiczenia są na dziś skończone, kolację zjemy w jakiejś gospodzie. Paweł patrzał na Daniela z nadzieją i wyczekiwaniem. Teraz wszystko zależało od niego. - Nie lepiej poczekać, aż Karol wyzdrowieje? - Dla niego urządzimy kolejne przywitanie! Daniel nie dawał się długo prosić. Miał dość obskórnych, ponurych ścian koszar. Bez najmniejszego problemu trójka młodych mężczyzn w żołnierskich mundurach wyszła na ulice miasta. Nad wysokimi, smukłymi kamienicami wieczorne niebo przybrało ciemnofioletową barwę, z czasem coraz bardziej się pogłębiającą. Spoglądali na trapezowate lub trójkątne szczyty domów ciągnących się wzdłuż długiej, brukowanej ulicy, na końcu której widać było ogromny ratusz. Mijali niewielkie, pozamykane o tej porze stragany o drewnianych dachach, doskonale współgrających z białymi, żółtymi, beżowymi elewacjami kamienic. Od głównej, dosyć szerokiej ulicy odchodziło kilka prostopadłych odnóg, prowadzących w boczne części starego miasta. Tu i ówdzie, pomiędzy latarniami rosły pojedyncze lipy. - Takie duże miasto, a ulice całkiem puste. - odezwał się Paweł. - Jest już późno, zamknęli stragany. W ciągu dnia trudno się tędy przecisnąć. Minęli spory ratusz i weszli na nieco szerszą część ulicy, bardziej przypominającą plac. Daniel i Paweł, którzy do tej pory nie byli w Gdańsku, z uwagą obejrzeli dużą czarną rzeźbę nagiego brodatego mężczyzny trzymającego w uniesionej dłoni trójząb. Pod nim rozciągała się fontanna. Robert zauważył ich podziw i uśmiechnął się z politowaniem, ale i dumą. Miło było wiedzieć, że komuś podoba się jego miasto, tak samo z pewnością pomyślałby Karol, gdyby tu był. - To Neptun, bóg mórz. Ten budynek z tyłu to Dwór Artusa. Chodźcie już! Tuż przed dużą bramą stojącą na końcu ulicy skręcili w bok i po chwili znaleźli się w mrocznej, dusznej gospodzie. Na ławach ustawionych pod ścianą tłoczyło się ośmiu najwyraźniej podpitych mężczyzn, bełkotliwym głosem dyskutowali ze sobą wykonując przy tym śmieszne gesty. Gdy jeden z nich dojrzał wchodzących młodzieńców, uniósł się z trudem na nogi i krzyknął niewyraźnie: - Czołem żołnierka! Przyjaciele uśmiechnęli się pod nosem i usiedli na środku sali, przy sporym stole oświetlonym świecami. Pijany mężczyzna nie miał zamiaru dać im spokoju. Podszedł chwiejnie i stanął za Pawłem, chuchając mu w kark oddechem przesiąkniętym alkoholem. Pozostali mężczyźni wołali go bez entuzjazmu, lecz ten nie zwracał na nich uwagi. - Co jest, chłopcy? Nie przyznajecie się do starszych kolegów? Gdy nie otrzymał odpowiedzi, rozzłościł się nieco. Zaklął pod nosem i spojrzał na towarzyszy. - Widzieliście smarkaczy? Ignorują mnie! - Daj im spokój! - odkrzyknął jeden z mężczyzn, potrząsając przy tym do połowy opróżnioną butelką. Pijak utkwił wzrok w jednym z młodych żołnierzy. - Ty, blondyn... Czy ja cię przypadkiem nie znam? Robert uniósł głowę i spojrzał na stojącego niepewnie człowieka. Oczy chłopaka rzuciły skry, niemal wysyczał przez zaciśnięte zęby: - Odejdź! Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego! - Chłopcze, wiedziałem, że to ty! Ależ wyrosłeś od ostatniego czasu, prawie cię nie poznałem. I jak ci się powodzi? Daniel zerknął kątem oka na Roberta i zobaczył, że ten jest wściekły. Wpatrywał się w stół, zaciśnięte pięści drgały lekko. Nagle jeden z towarzyszy podszedł do pijanego mężczyzny i uśmiechnął się szeroko. - Chodź, zaczynamy kolejkę bez ciebie. - pociągnął za sobą opierającego się kolegę. Ten chciał coś powiedzieć, lecz został zakrzyczany przez resztę. Po chwili zapomniał o młodych żołnierzach i z lubością przyłożył butelkę do ust. Gdy tylko mężczyźni zajęli się sobą, Robert odetchnął cicho i na chwilę zamknął oczy. Kiedy podszedł do stołu gospodarz, odezwał się głosem, w którym pobrzmiewał smutek. - Trzy piwa i coś do jedzenia. Paweł i Daniel bez słowa wpatrywali się w Roberta. Doskonale zdali sobie sprawę, że spotkanie z pijanym mężczyzną wstrząsnęło przyjacielem. Trzy spore kufle stuknęły głośno o drewniany stół i Daniel podniósł wzrok na młodą dziewczynę o ciemnych, kręconych włosach. Spojrzała na niego zalotnie, po czym odwróciła się i znikła za barem. W tej samej chwili gospodarz przyniósł chleb i grubą kiełbasę. Jeszcze przez chwilę siedzieli w ciszy i bezruchu. Pierwszy odezwał się Paweł. Jego głos był nieśmiały i jakby przepraszający, że wtrąca się do nie swoich spraw. - Robert... Znasz tego mężczyznę? Chłopak podniósł głowę i sięgnął do chleba. - To mój ojciec. - rzucił sucho. Daniel i Paweł wymienili ze sobą zdziwione spojrzenia, po czym zerknęli na mężczyznę siedzącego z towarzyszami. Chociaż bardzo się starali, nie mogli znaleźć żadnego podobieństwa między przystojnym Robertem a tym menelem podpierającym ścianę. Jedyne co ich łączyło, to kolor włosów. Robert jakby zapomniał o całym incydencie. Chociaż nieco sztucznie, lecz uśmiechnął się do przyjaciół. - Nareszcie! Już myślałem, że padnę z głodu. Zdecydowana zmiana tematu doskonale świadczyła o tym, że chłopak nie chce dyskutować na temat ojca. Obaj chłopcy zrozumieli to i także zabrali się do jedzenia. Nastrój całkiem się odmienił, zwłaszcza że po kilku minutach pijani mężczyźni opuścili gospodę. To sprawiło, że Robert całkiem się rozluźnił, zamówił nawet kolejną kolejkę piwa. Jedli i pili powoli, rozkoszowali się smakiem świeżego pieczywa i pysznej kiełbasy, zachwalali złote gdańskie piwo. - Tego właśnie brakuje w wojsku! - Paweł uśmiechnął się radośnie, oczy błyszczały mu w migotliwym świetle świec - Gdyby dawali takie jedzenie zamiast tej paskudnej papki, życie byłoby sto razy lepsze! Robert wychylił kufel do dna i odstawił go na stół, po czym spojrzał na Daniela. - Ja się z Pawłem zgadzam. A co ty na to? Chłopak uśmiechnął się lekko. - Wtedy wszyscy chodziliby porozpijani. W sali rozległ się przyjemny śmiech Roberta. Jego oczy spoglądały na Daniela z życzliwą ironią. - Wiesz co, jesteś strasznie porządny. Wszystko powinno być tak jak nakazuje moralność i nie można łamać zasad... Czasami myślę sobie, że coś jest z tobą nie tak, nie rozumiem jakim cudem uchowałeś się na wsi. Już prędzej ty powinieneś być szlachcicem, nie on! - wskazał głową zajadającego się kiełbasą Pawła. Ten słysząc ostatnie zdanie o mało się nie zakrztusił, Daniel także lekko się zmieszał, co nie uszło uwadze Roberta. Obrzucił ich obu wzrokiem, zmrużył oczy. - Coś kombinujecie. - syknął. Paweł, przestraszony, spojrzał na Daniela, lecz ten był już spokojny. Z uwagą utkwił wzrok w starszym koledze. - Nie wygadasz się? - zapytał cicho, lecz widząc powagę w jego oczach, mruknął - Ja jestem baron Czarkowski. Robert wpatrywał się w niego bez słowa. - A on? - spytał ze śmiertelną powagą, wskazując ruchem głowy Pawła. - Paweł jest na dworze stajennym. Przez chwilę przy stole panowała cisza, nagle oczy Roberta rozbłysły złością. - Czy wyście powariowali?! - wybuchnął i przeniósł wzrok na przestraszonego Pawła. Chłopak wpatrywał się w niego szeroko otwartymi oczami. - Wiecie, czym wam grozi podszywanie się za kogoś innego? Jeżeli jakimś sposobem się to wyda, nie chciałbym być w skórze któregokolwiek z was! Boże, naprawdę jesteście smarkaczami, którzy nie wiedzą co robią! - Przecież wiesz, jaka była sytuacja na łące podczas ćwiczeń! Musiałem coś zrobić, inaczej nasz dowódca pobiłby Pawła, wiesz o tym dobrze! Na moim miejscu na pewno zrobiłbyś to samo! - W życiu bym tak nie ryzykował! - To żadne ryzyko. Nie ma możliwości, aby ktoś nas wydał, nikt nas tu nie zna. Robert zmrużył oczy, nie spuszczał wzroku z Daniela. - Jakiś ty naiwny! Skąd wiesz, kto jest w naszym garnizonie? Ludzie krążą po różnych placówkach jak rój pszczół! W każdej chwili może pojawić się ktoś, kto wie, kim jesteście. Poza tym – puknął się znacząco w czoło – zrobiłeś coś idiotycznego! - Niby co? Powiedz, skoro jesteś taki strasznie mądry! - Imiona! Daniel, na litość Boską! Każdy oficer zajrzy do listu polecającego barona Czarkowskiego i od razu zauważy, że on nie ma na imię Paweł, tylko Daniel... wasz wiek też się nie zgadza! Skoro już uknułeś tak genialny plan, trzeba go było chociaż trochę przemyśleć! Daniel patrzał na Roberta ze złością, chciał protestować, lecz po jego wyjaśnieniach poczuł falę gorąca. Strach sprawił, że zakręciło mu się w głowie. Mimo tego nie zdobył się, aby przyznać przyjacielowi rację. - Wszystko widzisz w czarnych barwach. – rzucił oskarżycielsko. - A jakie ty tu widzisz jasne strony? Wkopałeś w kłopoty i siebie, i Pawła! Zamilkli, powoli uspokajali nerwy. W gospodzie słychać było cichy szum rozmów i po chwili rozległa się z kąta izby gra na harmonii. Robert przesunął dłonią po jasnych włosach i z uwagą spojrzał na Daniela. - Już tego nie odkręcicie... Musicie tylko pilnować, aby nikt więcej się o tym nie dowiedział, nawet Karol. Im mniej osób wie, tym bezpieczniej. Paweł odetchnął głęboko, z ulgą, na co Robert uśmiechnął się lekko i poklepał go po plecach. - Bałeś się, że doniosę, co? Nie bój się, jestem po waszej stronie. - Dzięki. - szeroki uśmiech wykwitł na ustach chłopaka, spojrzał na przyjaciela z wdzięcznością. Robert roześmiał się, widząc jego wzrok. - Nie powinieneś więcej pić, robisz się strasznie wrażliwy. – kiwnął głową - Boże, deprawuję dzieciaki... Daniel także uśmiechnął się nieznacznie. Był zadowolony, że powiedział Robertowi prawdę. Wiedział, że może mu zaufać. Pomimo jego ostrych słów był całkowicie pewien, że ich tajemnica jest u niego bezpieczna. Doskonale zdawał sobie sprawę, jakie poważne konsekwencje mogą czekać jego i Pawła, gdyby ktoś niepożądany dowiedział się o zamianie. Do gospody weszło kilka nowych osób, zrobiło się bardziej gwarno. Wesoła, miła dla ucha muzyka rozbrzmiewała głośno, odbijała się od ciemnych ścian. Trójka żołnierzy siedziała przy stole, z przyjemnością wsłuchiwali się w melodię harmonii. Zadowoleni, rozmawiali ze sobą z pełną swobodą. Nagle ktoś podszedł do ich stołu. Spojrzeli w górę i zobaczyli dwie młode, uśmiechnięte dziewczyny. Obie nie czekały na jakiekolwiek zaproszenie, tylko bez słowa przysiadły się do nich. Zadowolone z siebie zaczęły kokietować Daniela i Roberta, na piętnastoletniego Pawła ledwie zerknęły. Daniel spojrzał w twarz ciemnowłosej dziewczyny, tej samej, która przyniosła piwo. Na ładnej buzi wyczytał zwykłą podstępność i prowokację. Dobrze wiedział o co jej chodzi, lecz nie miał ochoty na tego typu zabawy. Zbyt wiele o tych sprawach nasłuchał się od ojca, który ostrzegał go tuż przed wyjazdem. Przecież on sam spędził w wojsku pół roku i wiedział o czym mówi, takie wypady jak dziś z pewnością nie były mu obce. Gdy ręka dziewczyny musnęła jego udo i na jej ustach pojawił się przymilny uśmiech, Daniel odsunął się kawałek. Odtrącona i zaskoczona, przeprowadziła kolejny atak, lecz i tym razem spotkała się z oporem. Ze złością zmrużyła swoje niebieskie oczy i obrzuciła Daniela pogardliwym spojrzeniem. Jej ręka powędrowała w stronę siedzącego obok, oszołomionego Pawła. Tego Danielowi było już za dużo. - Zostaw go! - syknął jej do ucha. Dziewczyna odwróciła się w jego stronę i zmierzyła wzrokiem. Spróbowała jeszcze raz. - Nie wiesz, co tracisz. - szepnęła. - Nie sądzę. Urażona do żywego zerwała się z miejsca i mrucząc coś do siebie znikła wśród innych mężczyzn, aby tam odbudować swoje poczucie wartości. Jej koleżanka miała dużo więcej szczęścia. Gdy Daniel dopił końcówkę swojego piwa, zerknął na Roberta i zobaczył go w czułym uścisku z dziewczyną. Przyjaciel nie okazywał za grosz nieśmiałości, jego ręka podążała własnymi drogami, usta nie odrywały się od ust wniebowziętej blondynki. Daniel uśmiechnął się do siebie i skupił wzrok na muzykantach, nie miał zamiaru przyglądać się tak intymnej scenie. Paweł także zwrócił uwagę na tamtą dwójkę. Z zażenowaniem, ale i ciekawością na zmianę podnosił wzrok i obserwował przez chwilę coraz gorętsze pocałunki, to znów przyglądał się jakiemuś sękowi w stole. Nic nie mógł poradzić na to, że obecność Roberta i dziewczyny, a przede wszystkim ich zachowanie wywołuje w jego ciele dziwne odczucia, narastające gorąco. Było mu wstyd, wydawało mu się, że wszyscy widzą jego stan, dlatego gdy Daniel spojrzał na niego, niepewny chłopak szybko odwrócił głowę. Nagle dziewczyna wstała, ujęła Roberta za rękę i uśmiechając się obiecująco pociągnęła go za sobą. Ten nie opierał się, wstał od stołu i ruszył za nią. Jeszcze na odchodnym zerknął znacząco na kolegów i po chwili zniknął w jednym z pokoi za barem. Paweł spojrzał za nimi i odezwał się cicho. - Po co on tam poszedł? Daniel uśmiechnął się z politowaniem, potrząsnął głową. Czasami Paweł myśli zdumiewająco wolno! - Domyśl się. - Ale... przecież on nie może... Ręce Daniela obracały wokoło pusty kufel, oczy były wpatrzone w zdobienia na podstawie. - Może. Chociaż sam mu się dziwię. Piętnastoletni Paweł wiedział zadziwiająco mało o tej stronie życia człowieka. - Dlaczego? Daniel spojrzał na niego cierpliwie. - Zrozum, że to jest niebezpieczne, przynajmniej z tego typu dziewczynami. One miały tak wielu chłopaków, że najprawdopodobniej noszą w sobie jakieś choroby. Jeżeli podczas... no wiesz, się zarazisz... a o to jest łatwo, możesz mieć później mnóstwo problemów, nawet do końca życia. Chłopak odetchnął głęboko i zerknął w stronę baru. - Robert się tego nie boi? - Wątpię, żeby robiło to na nim większe wrażenie. Jest przystojny, dorosły, na pewno zaciągnął do łóżka niejedną dziewczynę i nie myśli już o tym. Może nawet sam jest chory. - odparł Daniel brutalnie. - Taka choroba mija? Lekki uśmiech rozjaśnił twarz Daniela. O czym my rozmawiamy, pomyślał z rozbawieniem. - To bywa różnie, nie umiem ci tego opisać. Wiem, że w najgorszym razie można nie mieć dzieci. Głośne westchnienie wyrwało się z gardła Pawła, jego piwne oczy spoglądały na przyjaciela z niedowierzaniem. - Boże, nigdy nie tknę dziewczyn! Znaczy się takich jak te! Daniel uśmiechnął się. Przynajmniej na coś przydały się jego wykłady. Po chwili wrócił Robert. Usiadł przy nich zadowolony, uśmiechnięty, dopinał sprzączkę mundurowych spodni. Jego szybki, głęboki oddech powoli się uspokajał. Daniel nie…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych