Nieuniknione
Nieuniknione Pukanie do drzwi wyrwało Artura ze snu. Otworzył oczy i wiedział już, że dzisiejszy dzień nie będzie należał do przyjemnych. Ból pulsował wewnątrz czaszki, a natarczywe pukanie do drzwi było niczym kowalski młot uderzający w je
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Nieuniknione Pukanie do drzwi wyrwało Artura ze snu. Otworzył oczy i wiedział już, że dzisiejszy dzień nie będzie należał do przyjemnych. Ból pulsował wewnątrz czaszki, a natarczywe pukanie do drzwi było niczym kowalski młot uderzający w jego skronie. Przetarł zaspane oczy i usiadł na łóżku. Za oknem było jeszcze ciemno, zapalił nocną lampkę. - Zaraz! – warknął, szukając stopami ukrytych pod łóżkiem kapci. – Już idę. Narzucił biały kąpielowy szlafrok i wiążąc pasek ruszył w kierunku drzwi. Otworzył je gwałtownym ruchem. Miał zamiar zbesztać tego, kto stał po drugiej ich stronie, lecz otwarł jedynie usta i wpatrywał się ze zdumieniem w niespodziewanych gości. Stał twarzą w twarz z najdziwniejszą parą jaką dane mu było oglądać. Dwóch mężczyzn. Pierwszy po czterdziestce, niski z nadwagą. Resztki ciemnych włosów zdobiących jego głowę błyszczały od nadmiaru żelu, bądź innej, nieokreślonej mazi i były starannie zaczesane do tyłu. Małe, czarne, świdrujące oczy. Oprócz skromnego wąsika, jego twarz zdobił chytry uśmieszek. Ubrany był w tani, popielaty garnitur, jeden z tych, który w dziesięć minut po założeniu jest cały pognieciony. Człowiek raczej pospolity, nic nadzwyczajnego, lecz kontrast między nim, a drugim nieznajomym był jednocześnie zabawny i w pewien sposób niepokojący. Drugi mężczyzna był bardzo wysoki, sporo ponad dwa metry - ocenił Artur. Wysokie, szczupłe ciało nieznajomego okrywał sięgający do kostek, czarny, zapięty na szereg guzików płaszcz. W oczy rzucały się ciężkie, skórzane buty, ozdobione w liczne paski i sprzączki, a wypolerowany metal okuć błyszczał, odbijając mdłe światło lampy na klatce schodowej. Sięgające do ramion, proste włosy mężczyzny były czarne jak smoła. Jego przymrużone, zielone oczy biły siłą i spokojem, twarz o ostrych, regularnych rysach, nie wyrażała jakichkolwiek emocji. Trudno było określić jego wiek. Równie dobrze mógł mieć trzydzieści, jak i czterdzieści lat. Artur skarcił się w myśli, powinien zrobić użytek z judasza, wtedy na pewno nie otworzył by przed nimi drzwi. - Panowie to w jakiej sprawie? – spytał zupełnie przebudzony. - Pan Artur Kryzm? – odezwał się mały człowiek z wąsikiem. Bardziej brzmiało to jak stwierdzenie niż pytanie. - Tak, dlaczego jestem niepokojony, o tak wczesnej godzinie? - No cóż... Sprawa z którą przychodzimy może się wydać panu dość niezwykła – pogładził palcami wąsik – lecz zapewniam, iż rozmowy z nami nie da się uniknąć. - Nie rozumiem. - Wkrótce wszystko pan zrozumie. Czy możemy wejść? – zajrzał Arturowi przez ramię, zapuszczając żurawia do wnętrza mieszkania. Gospodarz popatrzył na nieznajomego ze zdumieniem. - Ależ przepraszam, gdzie moje maniery – powiedział z zatroskaniem niski, łysiejący człowiek. Wyraz jego twarzy zmienił się z chytrego w wyrażający mało przekonujące poczucie winy – Mam na imię C, a to jest pan S – mówiąc to wskazał na stojącą obok wysoką, odzianą na czarno postać. - Obawiam się, że będą panowie musieli przyjść o bardziej odpowiedniej porze, żegnam – nie czekając na odpowiedź Artur zatrzasnął im przed nosami drzwi. Chciał je zamknąć, lecz zamek odmówił posłuszeństwa, klucz nie dawał się obrócić w żadną stronę, oparł się też próbie wyjęcia. Artur zaklął pod nosem. Rozległo się pukanie. Zirytowany otwarł drzwi. - Czego do cholery chcecie! Odejdźcie stąd albo wezwę policję! - Jak już wspomniałem, rozmowy z nami nie da się uniknąć. Jak pan zaprosi nas do środka to wyjaśnię panu czego chcemy. – Niski mężczyzna znowu się uśmiechał. A był to uśmiech paskudnie zniekształcony przez judasza. Artur zastanowił się przez chwilę, zamek był zepsuty, więc drzwi mógł zablokować tylko zapierając się o nie plecami od wewnątrz. Wnioskując z wyglądu wysokiego gbura, mógł on bez wysiłku pokonać taką blokadę. Mógł też wpuścić tych wariatów do mieszkania, narażając się na pobicie, ograbienie, lub jeszcze coś gorszego. - Rozumiem pana obawy, lecz zapewniam, że nie musi się pan niczego obawiać z naszej strony – powiedział C, jakby czytając w myślach Artura - na potwierdzenie uświadomię panu, iż gdyby było inaczej już dawno siłą wtargnęlibyśmy do pańskiego mieszkania, a tymczasem usiłuję pana przekonać do tego by zaprosił nas do środka. Zapewniam, że to jak długo będzie trwała nasza wizyta, będzie zależało tylko od pana. Artur potarł palcami skroń, ból głowy stawał się nie do wytrzymania. - Dobrze, proszę wejść. – Rzucił szorstkim tonem. - Dziękuję. – Powiedział C, sprężystym krokiem minął Artura i zniknął we wnętrzu mieszkania. - Zapraszam – powiedział ponurym tonem do stojącego nieruchomo przed drzwiami wysokiego S. - Pan pierwszy – odezwał się tamten, kłaniając się i wskazując ręką na drzwi. Jego melodyjny glos zupełnie nie pasował do groźnego wyglądu. Artur wszedł do przedpokoju, usłyszał za plecami skrzypienie ciężkich, skórzanych butów i dźwięk przekręcanego w zamku klucza. - jak pan to zrobił?! – zapytał, obracając się gwałtownie. - Nie ważne jest „jak?”. Ważne jest „dlaczego?” – Artur usłyszał głos C dobiegający z jedynego pokoju kawalerki. - W takim razie dlaczego? – zapytał gospodarz zupełnie zbity z tropu i coraz bardziej wystraszony. Głośno przełknął ślinę. - Czy mogę usiąść? – usłyszał w odpowiedzi. Artur ruszył przed siebie, ominął leżące na środku przedpokoju, rozrzucone buty i wszedł do dużego pokoju. Panował tu wielki bałagan. Na podłodze i obu fotelach leżały porozrzucane części garderoby. Na stole leżał nasiąknięty tłuszczem karton po pizzy i dwie przewrócone butelki po piwie. - Niech pan siada. Pan również, zwrócił się do S. C zrzucił na ziemię ubrania z jednego z foteli i usiadł na nim, zakładając nogę na nogę. S zajął miejsce na drugim fotelu, a Artur usiadł na nie pościelonym łóżku naprzeciwko dziwacznych gości. Zerknął na wiszący na ścianie okrągły, biały zegar. Wskazywał dziesięć po piątej. - No więc dlaczego? - Aby poczuł się pan nieswojo, aby zostało osłabione pańskie poczucie rzeczywistości, a w konsekwencji żeby był pan bardziej otwarty na to co mamy panu do powiedzenia – uśmiech na twarzy niższego z nieznajomych był wyjątkowo paskudny. - Powiedz pan wreszcie czego ode mnie chcecie, zaczyna mnie męczyć wasze towarzystwo. - Chcemy, aby dokonał pan wyboru. - Jakiego znów wyboru? – Artur wpatrywał się w mężczyzn na zmianę z coraz większym niedowierzaniem i czując coraz większą obawę. - Najważniejszego wyboru – wtrącił S, swym przyjemnym głosem. - Widzi pan, panie Kryzm. Nadszedł czas, aby podążył pan za którymś z nas. Każdy prędzej, czy później musi to zrobić – mówiąc C gładził wąsy - Pan musi teraz. - Mam dość tych bredni! – krzyknął gospodarz, podrywając się na nogi – wynoście się natychmiast! - Pana reakcja jest normalna, jest pan człowiekiem racjonalnym.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil afthar
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…