Nieznajomy(?) Rozdział II the real one
Nie ma sensu pisac po rozdzialikach, czyz nie? Wiec nie czytajcie prosze tamtego 2-giego i 3-ego tylko ten!
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Nie czytajcie poprzedniego drugiego i trzeciego. Podejrzewam, że wyszły takie małe i wogóle przez moją nauke. Byłe pod murem przyparty, że tak powiem. Licze na komentarze.
---------------------------------------------------- Rozdział II
Szedł powolnym, pewnym krokiem zmierzając prosto do stojącej na poboczu Toyoty. Słychać było tylko ciężką i dziwną muzykę. Zastanawiał się jak można słuchać takiego jazgotu, kiedy zbliżał się coraz głośniej ją słyszał. W głowie łączył fakty próbując przewidzieć to, co zaraz zobaczy w jej środku. Wiedział, że trans nie był do końca udany. Udało mu się swoją siłą woli zatrzymać samochód, który jak zauważył kilkadziesiąt metrów przed nim momentalnie przyspieszył. Wziął to za dobrą kartę, ponieważ ludzi bojaźliwych charakteryzuje brak silnej woli, więc łatwo ich zdominować. By wywołać jeszcze większe wrażenie, a może też dla zabawy zajął się światłami. Migały, migały i unicestwiły się poprzez malutkie wybuchy. Nie był do końca pewien czy udało mu się wystraszyć swoją ofiarę, ponieważ to, co wziął za dobrą kartę mogło być wywołane po prostu zwykłym uprzedzeniem. Postanowił, więc wykonać swoją najefektowniejszą sztuczkę, którą była zabawa radiem. Niekiedy kończyła się ona dla nich tragicznie. I tak było właśnie tym razem. Z podniecenia, a może wyczerpania nie do końca zapanował nad swoimi myślami i kiedy włączył radio i zaczął je stopniowo, pomalutku pogłaśniać poniosło go i zwiększył moc głośników do tego stopnia, że czego był pewien uszy ofiary nie wytrzymały tylu decybelów. Mógł też ją zabić, co nie mogło się teraz zdarzyć. W myślach się przeklinał za swoją nieuwagę, a wręcz głupotę. Zachował się jak dziecko, które dostało jakąś zabawkę i nie umie w pełni się nią bawić. Za każdym razem, kiedy jego trans schodził na inny tor zawsze obiecywał sobie, że następnego razu nie będzie. Będzie uważniejszy, mądrzejszy i nie da się ponieść emocjom. Ale nigdy nie umiał zachować stoickiej postawy, co często wiązało się z kłopotami. Musi żyć! Musi! Jeśli spełnią się jego najczarniejsze myśli to, jak sądził nie ma szans i już po nim. Zdezintegruje się tutaj, kilkadziesiąt kilometrów od St. Louis i tylko parę minut drogi od swojego celu. Myśląc o tym przeszedł go zimny dreszcz i mimowolnie wzdrygnął się na samą myśl. Czas nieubłaganie tykał i wskazówka powoli zbliżała się do godziny dwunastej, do godziny zero. Była to jego jedyna szansa do powrotu do domu, a co się z tym wiąże do zasłużonego odpoczynku. Muzyka była już bardzo głośna, a przecież i tak tłumiły ją w niewielkim stopniu szyby. Zajrzał przez okno i ledwo, co ujrzał zarysy postaci, kiedy wytężył wzrok dostrzegł, że była to kobieta. Leżała bez ruchu z głową na kierownicy. Wyglądała jak… Nieżywa – przyszło mu na myśl – Kurwa. A jednak chyba nie żyje. Nie to nie możliwe… Energicznym ruchem obszedł samochód i otworzył drzwi od strony pasma asfaltu, od strony kierowcy. W uszy uderzyła mu fala dźwięków, które były nieszkodliwe, ale mu się nie podobały. Wyciągnął rękę i wyłączył radio. I już wiedział, czuł, że żyje. Fala takiego przeświadczenia uderzyła w niego z ogromnym impetem i teraz dałby sobie głowę obciąć, że po prostu leży tam nieprzytomna, a to nie było dla niego najmniejszym problemem. Był to jeden z wielu jego niezwykłych talentów. Za niektóre był wdzięczny losowi, a niektórych nienawidził, bo co jest przyjemnego w wizjach śmierci? W tym, że wie, kiedy ktoś umiera? Słyszy jego ostatnie słowa, krzyki. Ponownie obszedł auto i otworzył drzwi. Następnie usadowił się wygodnie na poszarzałym fotelu i spojrzał uważnie na cyferblat. Była godzina 23:45. Tik…Tak… Musiał się spieszyć, ponieważ już tylko kwadrans dzielił go od jego własnej śmierci. Szybkim, prawie nie zauważalnym ruchem położył swoją prawą rękę na ramieniu nieznajomej.
***
Caroline wyrwana z ciemnej, dziwnej projekcji rozszerzonymi oczyma spoglądała na człowieka, który siedział koło niej. Był to mężczyzna, ale nie mogła sobie przypomnieć kto. Czuła, że wie, ale nie mogła tego złapać. Nagle przebłysk olśnienia przyniósł jej odpowiedź na jej pytanie i świadomość tego, że jest głucha. Nieznajomy, autostopowicz… Nie widziała, co było gorsze, ale widziała jedno, że się nie podda. Nie było to przyjemne uczucie, siedziała sparaliżowana ze strachu i wolała nie znać odpowiedzi. Tak byłoby lepiej, ale po chwili wszystko jakby się rozpłynęło i poczuła się całkiem inaczej. Nie czuła nawet najmniejszego strachu, a jedynie dziwne połączenie miłości z nienawiścią, smutku z radością. Nigdy w swoim życiu tak się nie czuła i było to dla niej nie do końca przyjemną nowością. Próbowała pozbyć się tych wszystkich myśli piętrzących się jej w głowie, nie myśleć, ale czuła, że przegrywa z kretesem i po chwili poddała się czekając na dalszy rozwój wypadków. Gdyby kiedykolwiek przechodziła hipnozę na pewno zidentyfikowałaby to, co teraz czuła. Nagle usłyszała jakby przytłumiony głos rozlegający się wewnątrz jej głowy: Szybko! Ruszaj, bo nie mamy czasu. Jedź kurwa! Poczuła się jak marionetka i bez żadnego nawet najmniejszego sprzeciwu przekręciła kluczyk i ruszyła przed siebie. Kiedy głos ucichł poczuła, że jednocześnie kocha tego znajomego, jak i nienawidzi. Obudziły się w niej pokłady pożądania, jak i mordercze instynkty, których istnienia nigdy nawet by nie podejrzewała. Już chciał wykonać jakiś ruch, powiedzieć coś, gdy znów usłyszała ten głos. Tym razem pewniejszy, głośniejszy i bardziej stanowczy. Przyspiesz suko! Czas robi tik-tak… A my go nie mamy. Jedź, co najmniej 120! Posłusznie wdepnęła pedał gazu i wskazówka na prędkościomierzu zaczęła coraz szybciej oddalać się od siedemdziesiątki, aż w końcu zatrzymała się na 120, nieraz nieznacznie ją przekraczając. Caroline jak najbardziej była świadoma szybkości, z jaką jechała, ale już się jej nie bała. Nie snuła paranoicznych przypuszczeń, jak stara Caroline Pearson, bo już nią nie była. Była humanoidalną maszyną, która wykonywała wszystkie polecenia swojego pana. Znów chciała coś zrobić, wykonać kolejny ruch, ale to nie była partyjka szachów tylko nieokiełznane życie. Jeszcze głośniej niż wtedy usłyszała: Nawet o tym nie myśl. Ja ci nie pozwalam!! Tak też się stało. Jej zamiary uleciały gdzieś w niczym nieograniczoną przestrzeń. Stała się już tylko maszyną i cechy wskazujące na to, że jest człowiekiem gdzieś wyparowały. Toyota jechała prosto, zagłębiając się w ciemną noc, ani na chwile nie zwalniając.
***
Jaśniejące kropki na wyświetlaczu tworzyły 23:50, a więc zostało mu już tylko dziesięć minut. Kiedy był w transie wydawało mu się, że czas zawsze szybciej płynął. Czuł się strasznie zmęczony cały czas nadzorując kobiety, czy nie sprzeciwia się jego rozkazom. Widział, że to dla niej niemożliwe, ale nie chciał popełnić kolejnego
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil samur
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…