Wróć do katalogu

Niuanse Tolerancji

relacja z przebiegu i przemyslenia na temat poznanskiego Marszu Rownosci i zdarzen z nim zwiazanych.

dominik, opublikowano , 14 min czytania, 3,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

O 15:50 stoję pod pomnikiem Cyryla Ratajskiego naprzeciw poznańskiego Starego Browaru. Szok. Niestety negatywny. Sam nie wiem, czego spodziewałem się po doświadczeniach Manify, na której była tylko garstka osób. Jednak to miał być Marsz. Równości. Tolerancji. Miało być nas więcej. Trudno. Na Półwiejskiej kłębi się grupa kilkudziesięciu osób, z daleka widzę jakieś transparenty. Na jednej z bocznych ulic – wypływająca z niebieskich transporterów plama hełmów, pałek i plastikowych tarcz. Ustawiają się na chodniku i czekają. „Będzie się działo”, pomyślałem, odpalając papierosa i czekając na znajomych. Jednak cieszyłem się, że byli tam policjanci. Wiedziałem, że Wszechpolacy snują się uliczkach wokół centrum i mimo, że to nasza demonstracja jest nielegalna, służby bezpieczeństwa będą nas w jakiś sposób ochraniać. I nagle widzę Basię. Mija mnie, jak zwykle wygląda ślicznie i jak zwykle wiem, że nic interesującego mi nie powie. Po krótkim wspólnym epizodzie wiem już, że dla pierwszej „feministki” Poznania jestem już tylko szowinistyczną, męską świnią. I uśmiecham się na powitanie. Pyta, co u mnie, rozmowa o niczym. Więc w końcu zadaję pytanie od dawna mnie nurtujące: - Nie idziesz na Marsz, Feministko? - Nie. I wtedy nachodzi mnie pierwsza refleksja tego dnia. Dlaczego w Polsce nie może przebić się tolerancja? Bo część społeczeństwa, ta, która akceptuje jej postulat, jest tak naprawdę obojętna. Dlaczego nie ma równości praw kobiet i mężczyzn? Bo część kobiet, które uważają się za feministki myślą, że główną cechą feminizmu jest prezentowana przez nie wszem i wobec niechęć do mężczyzn i nie stać je na żaden wysiłek, żeby zademonstrować swój sprzeciw czy chociaż niepokój, spowodowany ich obecnym statusem, o którym nawet ja, jako mężczyzna myślę z niepokojem. W jednej chwili, gdy patrzę na zgrabną figurę oddalającej się dziewczyny, która mijając zgromadzenie demonstrantów idzie na zakupy, moje siły i entuzjazm trochę słabną. Już czas, więc gaszę fajkę i ruszam na Półwiejską. Wokół tłum gapiów, zupełnie przypadkowych homofobów i ludzi robiących zakupy w Browarze. Poza tym grupki prawicowców w płaszczykach i charakterystycznych narodowo-ludowych czapkach. Policja zaczyna mieszać się z tłumem w momencie, kiedy dobijam do demonstrujących. Kiedy udaje nam się wbić w tłum ludzi z transparentami w poprzek ulicy Półwiejskiej stoją dwa rzędy policjantów. Demonstranci nie mogę iść ani do przodu ani do tyłu. Tym samym szczelnie odgrodzeni są też od wszelkich z definicji agresywnych, chuligańskich grup. Zniekształcony sztucznym nagłośnieniem głos informuje nas, że demonstracja jest nielegalna i prosi o rozejście się. Oczywiście nikt nie zwraca na to uwagi, bo wszyscy przecież doskonale wiedzą, że to, co robimy jest nielegalne, choć, paradoksalnie, zgodne z prawem. W tym momencie kolejna refleksja - konstytucyjna wolność zgromadzeń negowana przez niedawno wybrane władze i rozpędzana przez policję. Poczułem niepokój, strach przed kondycją państwa, z którym jeszcze nie tak dawno dość silnie się utożsamiałem. Poczułem, że społeczeństwo jest przeciwko mnie – przeciwko jakiejkolwiek wolności. Taka postawa może się bardzo łatwo obrócić przeciwko społeczeństwu. Ale nie społeczeństwo będzie mnie wtedy obchodzić. Moja pogarda wobec ludzi, wobec świata, od którego oddzielała mnie z dwóch stron policja a z pozostałych dwóch ściany ulicy, zrównuje się z pogardą społeczeństwa wobec mnie. Dalej scenariusz jest przewidywalny. My skandujemy, policja stoi. Ktoś rzuca w nas jajkami i policja odsuwa go dalej. Nie mamy żadnego kontaktu z Wszechpolakami poza sporadycznym „pedały”-„faszyści”. Hasła są przekonujące, krzyczymy, skandujemy, zaczynamy chodzić w kółko na znak, że „marsz dalej idzie” jednak po jakimś czasie, kiedy społeczność gapiów, symbol naszego społeczeństwa, kibice lewicy, prawicy lub „M jak miłość” zmarznięty rozchodzi się do domu, zostajemy tylko my, policjanci i dziennikarze. Wszechpolaków też jakby mniej – nie mają nic do powiedzenia. Wolą czekać na nas po demonstracji. Każdy ich okrzyk cichnie po chwili, zagłuszony przez nasz. „Nielegalna demonstracja”-„Pokojowa demonstracja”. Po naszej stronie racja, po ich stronie prawo. A ja życzę im w duchu, by ktoś kiedyś w majestacie prawa, które teraz jest po ich stronie poderżnął im gardła. I czuję w tym momencie, że jestem tu tylko i wyłącznie we własnej sprawie. Nie czuję się już niepełnosprawnym, gejem, lesbijką, pacyfista, anarchistą. Czuję, że nie przyprowadziły mnie tu ideały, hasła. Przyprowadził mnie gniew. Nie rozum, ale uczucia kazały mi krzyczeć, że „demokracja”, że „tolerancja”. A powinienem był krzyczeć „wrażliwość”, „empatia”, „wolność”, „nie wpierdalać mi się w życie”. Ale nadal jest spokojnie. Ludzie są życzliwi, kiedy w jednym gardle nieśmiało rodzi się głos, inne pomagają mu być słyszalnym. Ludzie rozdają sobie ulotki, potem, wzruszające i pokojowe - świece. Podają sobie zapalniczki. Dużo znajomych, z drugiej strony policjanci, którzy podchodzą i pytają „Możemy panów spisać?”. Jeszcze nigdy funkcjonariusze nie wydawali się być tak neutralni. Znów refleksja. Dostali rozkaz więc stoją tu i pilnują demonstracji, która, nie da się ukryć, jest w chorym państwie bezprawna. Dlaczego jednak mówią „przepraszam”, dlaczego nas nie odpychają? Bo widzą, kim jesteśmy. Studenci, pacyfiści, pary, kilku niepełnosprawnych. Na co dzień mają do czynienia z pseudokibicami i dresami pod sklepami. Część z nich nie zastanawia się nad hasłami, które płyną z naszych ust – oni widzą po prostu, kim jesteśmy. Tak właśnie uczy się ludzi tolerancji. Nie widzą agresywnego tłumu, żadni geje nie próbują ich zgwałcić, nikt nie narzuca swojej odmienności, wszyscy tylko proszą o prawa i uszanowanie. „Rzućcie pałki, chodźcie z nami”, itd. Już na początku organizatorzy dziękują policjantom za to, że nas chronią. I tak powinno było zostać. W pewnym momencie, z któregoś z okien ktoś wywiesza flagę Unii Europejskiej. U nas ciarki na plecach i euforia. Oklaski. I w tym momencie, obok niej flaga polska. A jednak ta, deptana dziś przez wszystkich naokoło nadzieja na nas, niekatolików, ludzi wolnych, wreszcie moralnie równych, niosących kiedyś z dumą tę flagę w jakimś innym marszu, na chwilę odżyła. Czy tylko u mnie? Mam nadzieję, że nie. Policjanci nas spisują. Jeden woła drugiego „Mieciu, chodź tu!”. Kumpel podejmuje: „Misiu?!”. „Mieciu” śmieje się i w pokojowej atmosferze żartujemy. Potem mówi, że powinni nas teraz eskortować na Stary Rynek zamiast blokować naszą demonstrację i że mu się to wszystko nie podoba. Że powinni…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych