Wróć do katalogu

Nizina Amazońska

Przygody pana Wróbla

miczuteo, opublikowano , 10 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Nizina Amazonki to takie malownicze miejsce. Ostatnio nawet wygrało w konkursie na cud natury. Wszyscy Indianie skakali z radości. Uruchomili swoje traktory sprowadzone z Polski i jeździli po drzewach. Pan Wróbel nie mógł się nadziwić i po ogłoszeniu wyników przez komisję ekspertów od cudów, osobiście przyjechał się temu przyjrzeć. Rzeczywiście, kiedy dotarł na miejsce, świat w jednej chwili tak jakby się zaczarował. Czuł się wspaniale nasz bohater. Tak jakoś bezpiecznie. Jakby już kiedyś odwiedził to miejsce. Natura zdawała się do niego przemawiać, a stary miejscowy też coś tajemniczo bełkotał z zamkniętymi oczami. „Zwariował chyba czerwonoskóry” – pomyślał pan Wróbel, lecz tajemność tego miejsca nurtowała go głęboko w okolicach jelita grubego. Pierwszego dnia swojego pobytu w Manus nasz bohater miał zaplanowane zwiedzanie okolicznej dżungli. Miejscowy wódz postanowił go oprowadzić osobiście, bo, jak mniemał pan Wróbel, liczył chyba na jakieś korzyści. W końcu Pan Wróbel to nie byle kto. Sam resort rolnictwa UE go wysłał za zasługi dla szerzenia uprawy prosa. Wiele się o tym słyszało we wsiach całej Polski, mimo że nie do końca były to oceny pozytywne. Zarzucano panu Wróblowi, że sprzedał polskie rolnictwo Niemcom. Kiedyś zdarzyło mu się bowiem przenocować młodego podróżnika zza zachodniej granicy. Następnego dnia cała wioska o tym huczała. Mówiono o pakcie z Hitlerem i zabijaniu członków Armii Krajowej. Na dodatek ów niemiecki podróżnik okazał się synem komisarza europejskiego i pan Wróbel niedługo potem znalazł się na swoim prestiżowym stanowisku. Nigdy mu tego nie wybaczono w rodzinnych stronach - Szlachetny Ptaku – zwrócił się wódz Indian do polskiego działacza rolniczego – oto nasza kraina złota, gdzie wiatr synem orła jest - Dobrze, proszę Pana – odpowiedział pan Wróbel grzecznie tak jak odpowiada przełożonym w europejskich instytucjach - Oto nasze święte węże i lamparty święte Pan Wróbel skłonił się drapieżnikowi z kamienia, którego nieśli za wodzem dwaj mu podwładni autochtoni. - Pan w swoich stronach musi być bardzo pobłażliwy dla swoich ludzi – drążył dalej wódz. W gruncie rzeczy był to przebieraniec na potrzeby wizyty europejskiego działacza a naprawdę człowiek kolumbijskiego latyfundysty, handlarza kokainą. - W moich stronach nie jestem wodzem i każdy może mnie bezkarnie opluć – odpowiedział nie kryjąc oburzenia polskimi realiami w porównaniu z rzeczywistością, którą zastał w Ameryce Południowej Pan Wróbel - Drogi Szlachetny Ptaku – kontynuował swoją grę Indianin-oszust – usłysz wiatru szum i niech węża syk nie będzie ci drogowskazem Pan Wróbel się zamyślił, ezoteryka tego egzotycznego miejsca wydawała mu się coraz bliższa - To dziwne – powiedział mimowolnie – czuję się jakbym żył tu od zawsze Wódz uśmiechnął się tajemniczo, ale nic nie odpowiedział. Jego niewolnicy targali za nim figury z kamienia a pan Wróbel podziwiał gęste zarośla, które tak sobie mijali. Deszcz ciągle siąpił, ale w ogóle nie przeszkadzało to naszemu bohaterowi, który zdawał się być człowiekiem wodnym albo po prostu takim, co ciągle potrzebuje prysznica. W sumie z tego wynalazku to ostatnio korzystał w hotelu w Rio. Nie mógł tam poskromić zachwytu nad posągiem Chrystusa. Zawsze uważał go za wybitną postać historii i moralności, choć w jego boskość wątpił od czasu kiedy umarła mu od uderzenia huśtawką córka Zosia. - Dokąd idziemy? – ocknął się nagle pan Wróbel - Szlachetny Ptaku, nie musisz się martwić – odpowiedział z nieukrywanym uśmiechem cynika wódz – niedługo powrócisz tam gdzie wzrastały twoje łany Pan Wróbel puścił te słowa mimo uszu. Był zachwycony fauną i florą Niziny Amazońskiej. „To rzeczywiście cud” myślał a jak wszyscy wiemy, wspaniale jest doświadczyć cudu. Nasz poczciwy marzyciel kroczył więc dalej za indiańskimi przestępcami w ogóle nieświadomy niebezpieczeństwa, które miało go spotkać niebawem. Kiedy pan Wróbel ze swoim przewodnikiem dotarli nad rzekę Amazonkę, pomocnicy wodza rzucili gwałtownie niesione figurki i zakneblowali naszego łagodnego rolnika z Polski. Panu Wróblowi przed oczami stanęły ciastka, których już nigdy nie zje i szynka z wędzarni jego kuzyna Bartosza. Jej smak powalał jelenie. Dlaczego taki los spotyka niewinnych ludzi? - Co chcecie ze mną zrobić? – oburzył się pan Wróbel – jestem urzędnikiem europejskim. Jeśli coś mi się stanie, to zobaczycie. - Co zobaczymy? – zadrwił wódz odpalający właśnie cygaro - Zobaczycie…., zobaczycie, gdzie raki zimują - Uspokój się dziadku. Jak towar dotrze do Europy, to nic ci się nie stanie, a tak będziesz jakby co naszym zakładnikiem - Zabijcie mnie od razu – wykrzyknął podniośle pan Wróbel – bo ja nie pozwolę, żeby przeze mnie młodzi ludzie się narkotyzowali. Dzieci niewinne. Nie!!! - Pojebany jakiś – powiedział Indianiec, który niósł figurkę lamparta - Jebnięty, kurwa – potwierdził jego kompan - Zamknij dupę pedale!!! – krzyknął wódz do naszego bohatera – zaraz przyjedzie pan Cortazar, to

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych