No to jazda!
Siedzi oboki, pomaga, wspiera, poucza, kieruje kierowaniem. To twój instruktor jazdy. Co spowodowało jego upadek? Dla cyników.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Jestem najbardziej pechowym facetem jakiego znam. Po prostu studnia pecha. Mówisz Marian, masz na myśli niefart. Od zawsze tak było. W podstawówce byłem grzecznym choć niespecjalnie uzdolnionym uczniem; żadnych wagarów, uczestniczenie w każdej akademii, ulubieniec nauczycieli, ciężkie spazmy po sporadycznie łapanych jedynkach. Na początku ósmej klasy doszła do nas Marta. Śliczna blondyneczka o niebieskich oczach. Wszyscy chłopcy chcieli się z nią spotykać, no ale to wszyscy. Kaśka, która coś jakby się z nią przyjaźniła, puściła kiedyś ściemę, że Marta może umówić się tylko z najfajniejszym chłopakiem, to znaczy takim, który na przykład umie się zaciągnąć papierosem. No to zapaliliśmy, prawie wszyscy chłopcy z klasy (z wyjątkiem Kuby i Michała, bo poszli z polaka na flipery i Krzyśka, który akurat w ogóle był wtedy chory i siedział w domu), po papierosie za szkołą. Zakrztusiłem się dymem jak stoczniowcy z dziennika podczas tłumienia strajku. Gardła niemal nie wyplułem, z oczu ciekło mi jak z kranu w szkolnej ubikacji na pierwszym piętrze, kręciło mi się w głowie i nogi zaraz miałem jak z waty. Ktoś zawołał nauczycielkę, wszyscy pouciekali, a ja to z wuefu ogólnie zawsze byłem najgorszy. Więc tylko ja, kaszląca, roztrzęsiona sierota, zostałem przyłapany. No i wzywanie rodziców, zawieszenie w prawach ucznia, solidne lanie od taty. Chłopaki potem mówili, że się rozbeczałem przy tamtych papierosach i nikt nie chciał już się ze mną kolegować. A Marta umawiała się potem z wszystkimi, tylko mnie skrzętnie pomijała. W technikum było jeszcze gorzej. Imię mam jakie mam, więc kumple przezywali mnie Maryśka, albo Marycha. Taki to już był los. Ogólnonarodowe represje kampanii antynarkotykowej „zażywasz – przegrywasz” powodowały w tamtych czasach, że nauczyciele patrzyli przez to na mnie jak na nałogowego palacza trawki i oceniali w dzienniku jak ćpuna, twierdząc przy tym regularnie, że nawet jeśli coś już tam napisałem, to pewnie odpisałem, bo mam przecież tak przeżarty mózg od tych marihuan, że sam nie dałbym rady. Nosząc w sobie piętno dziecka z tytoniem w ustach trzymałem się z daleka od papierosów aż do matury, a tej całej trawy to w ogóle nigdy na oczy nie widziałem, choć koledzy z klasy w kółko używali z nią życia. Jak wybuchała jakaś większa afera z prochami w tle, dyrektor zawsze zaczynał przesłuchania ode mnie. Nic jednak nigdy mi nie udowodniono. W każdym razie starałem się być grzecznym i przykładnym uczniem, co jest szczególnie trudne gdy wszyscy patrzą ci na ręce. Byłem przewodniczącym i przez dwa lata łącznikiem z biblioteką. Chodziłem matematyczce po drożdżówki i kawę na przerwie. Przygotowywałem gazetkę szkolną i brałem udział w akademiach. Walczyłem o oceny, kurde, jak ja walczyłem. Ile to się człowiek wtedy napodlizywał, to trudno opowiedzieć. Rzadko wychodziłem z domu, koledzy patrzyli na mnie zawsze z dystansem. Nie grałem z nimi w piłkę, bo z wuefu dalej byłem cienki, to nie chcieli. Nie brali mnie na piwo, bo raz na wycieczce porzygałem się już po drugim kielonku. Prosto na bluzkę wychowawczyni. Dziewczyn żadnych też nie miałem gdzie poznać, więc w końcu nadchodziła studniówka, a ja dalej byłem prawiczkiem. Poszedłem w końcu z Ewą, koleżanką dziewczyny Łukasza, chłopaka, z którym siedziałem przez ostatnie pół roku w jednej ławce, bo nas tak wychowawczyni posadziła. Że niby mieliśmy się nawzajem resocjalizować. Już na pierwszym spotkaniu u niego w domu wywarliśmy na sobie duże wrażenie (to znaczy ja i Ewa rzecz jasna), oboje chyba przypadliśmy sobie do gustu. Patrzyłem na jej usta, piersi, nogi i poczułem nagle że momentalnie się zakochuję. Tak gorąco i ogromnie. Spotkaliśmy się jeszcze kilka razy przed studniówką; wziąłem ją na frytki, do kina i dwa razy na dyskotekę, bo lubiła tańczyć. Dzień przed imprezą Paweł powiedział mi, że Ewa powiedziała jego dziewczynie, że chyba chce ze mną chodzić, więc poradził mi, żebym ją dobrze zmaił na tej całej studniówce, bo mogę zaliczyć jeszcze przed maturą. Odstrzeliłem się jak cholera, żel we włosy, nowy garnitur, drogie skórzane buty. Całe życie chodziłem w slipkach, ale z tej szczególnej okazji chciałem pierwszy raz w życiu założyć coś szczególnego, totalnie męskiego, co zresztą moi koledzy nosili już od dawna. Chciałem na bal studniówkowy założyć bokserki. No i założyłem. Nakręcony byłem wtedy już od południa, myślałem tylko o Ewie i o tym co jej powiedzieć i jak zajebiście się to skończy. Na studniówce jak to na studniówce, trochę się napiliśmy, krew zaczęła buzować, podkręcone od dawna hormony nagle się rozszalały, a mój skądinąd na ogół małych rozmiarów penis zaczął w jednej chwili sterczeć sztywno jak sopel na mrozie i nie mógł przestać. Obcisłe majtki nie ujarzmiały już jego kształtów i niczym nieskrępowany prezentował całą swoją długość, idiotycznie napinając mi spodnie. Jak tańczyłem z Ewą, to wierciłem jej dziurę w udzie, jak nie tańczyłem z nią, to musiała oglądać groteskowy widok dziwnie udrapowanych spodni. Chodziłem do toalety i moczyłem go zimną wodą, myślałem o wszystkim tylko nie o seksie i rewelacyjnych kształtach Ewy, wszystko na nic. Penis wielki jak na pornosach. Przy którymś moczeniu z kolei, gdy zostawiłem Ewę samą i pognałem pod kran z zimną wodą, pomyliłem toalety i niechcący polazłem do damskiej. Zorientowałem się gdy usłyszałem zbliżające się damskie głosiki. W popłochu wpadłem do pierwszej lepszej kabiny i zatrzasnąłem się w środku. Szybko zorientowałem się, że dziewczynami, które mnie spłoszyły były Ewa i dziewczyna Łukasza. Ewa opowiadała, że napalony na nią jestem, jak nie wie, zaśmiała się, że to dość dobrze widać. Dziewczyna Łukasza powiedziała na to Ewie, że też widziała i żeby na mnie jednak uważała, bo ja to podobno trochę ćpun jestem, i że jak mi tak ciągle sterczy, to może być od prochów, amfy
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Giaur
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…