Nocne stwory
Nocami w głowach małych chłopców wyobraźnia rodzi różne obrazy.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Sowa zahukała dwukrotnie, a cienka gałąź uderzyła mocno w okno ciemnego pokoju. Tommy leżał z otwartymi oczami i próbował nie patrzeć się w stronę szafy. Mama położyła go spać o dziewiątej, tymczasem było już dobre pół godziny po północy, a on wciąż bał się zamknąć oczy. Przyszła do niego wieczorem, ale dziś nie czytała mu żadnej historyjki, która miałaby go rozśmieszyć. Położyła go po prostu w łóżko, przykrywając kołdrą pod samą szyję (choć był środek lata, a jego pidżamka miała długie rękawy i nogawki) i powiedziała, że nie ma czego się bać, bo za oknem nie ma nic strasznego, tylko drzewa i księżyc, i zapewniła, że ona i tata są niedaleko. A potem potargała go po włosach – jak zawsze, kiedy chciała powiedzieć „Tommy, mój mały głuptasku, kiedy wreszcie dorośniesz?” – zgasiła niewielką lampkę w kształcie grzyba (prezent od babci Sue) i wyszła. To było ponad trzy godziny temu. Usiłował zasnąć, usiłować leżeć długo z zamkniętymi oczami aż w końcu mu się to uda, ale nie mógł przestać wsłuchiwać się w odgłosy nocy. Trzy godziny temu mama obiecała mu, że są w pobliżu. Ale mama i tata nie będą mogli mu pomóc, kiedy nadejdzie coś naprawdę strasznego. Słyszał w międzyczasie, że na dole rodzice oglądali seans nocnego kina (w filmie jakaś pani przeraźliwie krzyknęła i wtedy ktoś ściszył telewizor), i rozmawiali ze sobą o nadchodzącym weekendzie. Mama chciała wyjechać za miasto, do niewielkiego pensjonatu pani Bowles, którą pamiętał z ostatnich wakacji jako starszą panią z siwymi włosami spiętymi w ciasny kok, która pozwoliła mu mówić na siebie ‘babciu’ i która piekła najlepszą szarlotkę z ogromną ilością bitej śmietany. Tata chciał przełożyć wyjazd na następny weekend, a może jeszcze później, bo miał teraz w firmie „gorący okres” a jakiś „cholerny żółtodziób” chciał zwinąć mu sprzed nosa awans na dobrze płatną posadę szefa sprzedaży hurtowej. Tommy’emu pasowała obecna sytuacja i nie chciał, żeby jego tata spędzał w pracy jeszcze więcej czasu niż dotychczas, a potem wracał zdenerwowany do domu. Zawsze wtedy pił to swoje obrzydliwe piwo, a wtedy jego oddech był tak nieprzyjemny, że Tommy wieczorem prosił go, żeby nie czytał mu bajki do końca i robił mu tym samym straszną przykrość. Ale był tylko dzieckiem, a dzieci nie lubią zapachu piwa ani zapachu swoich rodziców kiedy je piją. Takie dni zdarzały się rzadko i Tommy nie pamiętał ich zbyt długo, nie pamiętał też, kiedy ostatnio nie usłyszał z ust taty bajki do końca. I nie rozmawiali o tym, jak kilka dni temu Tommy zaczął wrzeszczeć, i wrzeszczał, dopóki nie zapalili wszystkich świateł w jego pokoju, dopóki nie znalazł się w objęciach mamy, a tata nie sprawdził, co dzieje się za oknem. Tymczasem słuchając cichych dźwięków starego horroru przypomniał sobie wakacje, kiedy tata uczył go jeździć na jego pierwszym trójkołowym rowerku, z przymocowanymi do obu uchwytów czerwonymi wstążkami, które powiewały na wietrze dopiero, jak odpowiednio szybko się rozpędził. Tommy znalazł na to metodę, gdy tylko opanował złapanie równowagi i równomierne tempo pedałowania. Wystarczyło przejechać wzdłuż chodnika otaczającego dom (uważając na wybój na zakręcie i rosnące po bokach kwiatki mamy, o które za bardzo dbała, żeby je rozjechać), a potem skręcić na podjazd, a wzdłuż niego zjechać aż na ulicę. Wtedy wiatr powiewa wstążki, a one łopocą obijając się o ręce zaciśnięte na uchwytach. Kiedy rodzice zobaczyli tą zabawę, zabrali mu rowerek na tydzień, a po siedmiu dniach oddali bez wstążek, zostawiając jedynie kolorowe paciorki nawleczone na szprychy, które i tak nie powieją, choćby i jechał z prędkością światła. One jedynie leniwie zsuwały się z od piasty do obręczy i spowrotem, jak najnudniejsza winda świata. Planował, że kiedy będzie starszy (może już za rok) i dostanie większy, dwukołowy rower, wypróbuje podobny zjazd na podobnej górce za szkołą. I nie zapomni przyczepić do niego wszystkich wstążek, jakie znajdzie w domu. Drzewo zastukało w okno, przypominając o swojej obecności. - Odejdź – szepnął. Uspokoiło się. W kilkanaście minut po zakończeniu filmu tata poszedł pod prysznic. Poznał go po odgłosie odbijających się od łazienkowej posadzki gumowych klapek, które niektórzy ludzie noszą jedynie, gdy są w nieznanych łazienkach w motelach, ale jego tata traktował jako wygodne kapcie. Poza tym jego tata zawsze śpiewał w kąpieli stare piosenki, które Tommy znał jedynie z filmów, a jego tubalny głos niósł się niemal tak dobrze, jak odgłos uderzenia w rurę kaloryfera, co kiedyś wytrwale praktykował ze swoim kuzynem Rachelem. Kiedy Tommy był jeszcze mniejszy, jego kąpieli towarzyszyły zawsze co najmniej dwie osoby (przez długi okres babcia Sue upierała się, żeby pomóc córce przy dziecku). Tata zwykle nacierał go miękką gąbką pachnącą truskawkowym mydłem dla dzieci, i tym samym sposobem mył zaczątki włosów, które co jakiś czas pojawiały się na jego głowie. Och, jak chciał znowu poczuć ten zapach, ten bezpieczny zapach truskawek i poczuć silne ramiona taty i usłyszeć troskliwy głos mamy, kiedy za oknem tajemnicze (coś) stworzenie siedząca na drzewie, pomiędzy gałęziami (albo samo drzewo) chciało go dopaść w swoje łapska, wbić w niego długie szpony i rozszarpać na strzępy. Wyglądałby jak ofiara mordercy z pewnego filmu, który oglądał, zanim przyszła mama i zasłoniła mu oczy, a wtedy się rozpłakał. Tata wyszedł spod prysznica po kilkudziesięciu minutach śpiewania, głośno mlaskając mokrymi piętami o klapki, a następnie klapkami o podłogę. Przeszedł korytarzem, minął pokój Tommy’ego, nie zaglądając nawet do środka i schował się w swojej sypialni. Mama była tam od kilku minut i zapewne czytała jedną z tych swoich cienkich książek, które przychodziły pocztą regularnie co tydzień i które na okładce miały rozmazane rysunki dwójki ludzi. Słyszał, jak rodzice się kochają (chociaż oczywiście nie wiedział, co dokładnie się dzieje po drugiej stronie ściany), i jak oboje usypiają. Wtedy właśnie odczuł, że został całkowicie sam ze swoim strachem. Mógł krzyczeć dowoli, mógł przez całą noc wydzierać się jak opętany i wołać o pomoc, ale jego rodzice już spali i – wydawałoby się – że już nigdy nie wstaną, bo potwór zza okna może dopaść ich pierwszych, a Tommy’ego zostawić sobie na deser, mógł ich dopaść przed chwilą, kiedy odgłosy zza ściany ucichły, a mógł to robić właśnie w tej chwili, kiedy on leżał sparaliżowany ze strachu. Gałąź uderzyła w okno, szarpiąc się zawzięcie z silnym podmuchem wiatru. Tommy chciał wrzasnąć, tak głośno, aż wywrzeszczałby płuca, ale głos uwiązł mu w gardle i udało mu się jedynie wydać z siebie zduszony jęk. Nagle zapragnął schować się pod kołdrę, udając, że chłopiec taki jak on nigdy nie istniał, ale pod kołdrą... tam panowały ciemności. A ciemności nie lubią małych chłopców. O nie! Ciemności nie chcą, żeby na świecie byli mali chłopcy, oni im przeszkadzają. Całe ciało lepiło mu się od zimnego potu, czerwona pidżamka z gumowym obrazkiem Goofy’ego na piersi szczelnie okleiła mu…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil thaumiel
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…